Parenting, Włóczykijing

Podróżowanie z dzieckiem jest łatwe. Wystarczy wszystko robić odwrotnie niż się planowało.

20/05/2021

Hej Pig, jakim cudem pod­czas urlo­pu uda­ło wam się zro­bić 5 tysię­cy kilo­me­trów z bom­bel­kiem na pokła­dzie i nie popaść w psy­cho­zę? Mi wystar­cza wspól­na wyciecz­ka do Bie­dry i zała­ma­nie ner­wo­we Welco­me To. Teach me!” -> mniej wię­cej taki komen­tarz poja­wił się pod moim ostat­nim postem na Insta­gra­mie. Co praw­da pyta­nie było tyl­ko od jed­nej oso­by, ale zga­du­ję, że wszy­scy jeste­ście cie­ka­wi tej kwe­stii (XD), więc wam powiem.

Otóż bez­stre­so­we podró­żo­wa­nie z bom­bel­kiem na takie odle­gło­ści jest banal­nie pro­ste. Wystar­czą dwie rze­czy:
1. Nie mieć żad­nych ocze­ki­wań.
2. Robić odwrot­nie niż się pla­no­wa­ło.

Przy­kła­do­wo przed podró­żą na pew­no będzie­cie chcie­li, żeby bom­be­lek coś zjadł. I tu popeł­nia­cie już pierw­szy błąd, gdyż powszech­nie wia­do­mo, że dzie­ci abso­lut­nie nie są głod­ne, kie­dy aku­rat przy­pa­da pora jedze­nia.

Roz­wią­za­nie: W porze jedze­nia tyl­ko uda­je­my, że nama­wia­my do kon­sump­cji, tym­cza­sem psy­chicz­nie nasta­wia­my się, że głód nastą­pi, kie­dy przej­dzie­my już pro­ce­du­rę zapi­na­nia fote­li­ka i poko­na­my pierw­sze 10 kilo­me­trów. Wecie, to ten moment, kie­dy mamy już opty­mal­ną pozy­cję za kół­kiem i zaczy­na nam się dobrze jechać, bo wła­śnie minę­li­śmy ostat­nie­go maru­de­ra. I wte­dy BOOM -> “Mama/tata jeść!”. No i cyk, pierw­szy postój. Na szczę­ście to prze­wi­dzie­li­śmy, więc zero stre­su.

Life­hack numer 2. Jeśli pla­no­wa­li­ście nakar­mić bom­bel­ka kanap­ką, lepiej żeby­ście w odwo­dzie mie­li płat­ki śnia­da­nio­we, bo wia­do­mo, że będzie chciał coś inne­go. Nato­miast jeśli na dzień dobry wyje­dzie­cie z płat­ka­mi, skoń­czy się na kanap­ce. Prze­wi­dzie­li­śmy to, więc zero stre­su.

Korzy­sta­jąc z oka­zji, że jeste­śmy już na posto­ju, ofe­ru­je­my bom­bel­ko­wi zro­bie­nie nume­ru jeden lub dwa, ewen­tu­al­nie pakie­tu jedyn­ka + dwój­ka. Oczy­wi­ście bom­bel­ko­wi w tym momen­cie się nie chce, ale że jeste­śmy sta­ry­mi wyja­da­cza­mi, dosko­na­le wie­my, jak to dalej się poto­czy. Przej­dzie­my pro­ce­du­rę zapi­na­nia w fote­li­ku, prze­je­dzie­my 10 kilo­me­trów, łapiąc dobre flow za kół­kiem, wtem -> “Mama/tata kupa!”. Prze­wi­dzie­li­śmy to, więc zero stre­su.

Dokład­nie tak to u nas zadzia­ła­ło, z tym że była auto­stra­da i do naj­bliż­sze­go bez­piecz­ne­go zjaz­du mie­li­śmy 60 kilo­me­trów.

- Bom­bel wytrzy­masz, czy to nie są ćwi­cze­nia i mam zjeż­dżać na awa­ryj­nych?  — pytam

- To nie są ćwi­cze­nia, trze­ba zjeż­dżać!

No to zje­cha­łem. Prze­szli­śmy pro­ce­du­rę wypi­na­nia z fote­li­ka, roz­kła­da­nia noc­ni­ka, etc, po czym pada kla­syk:

- Już mi się nie chcę!

- Na  pew­no?

- Na pew­no!

- Ale na pew­no na pew­no? Może spró­buj, bo jak ruszy­my, to zno­wu nie będzie gdzie się zatrzy­mać?

- Na pew­no!

Cyk, noc­nik do bagaż­ni­ka, pro­ce­du­ra zapi­na­nia w fote­li­ku i dłu­gie wycze­ki­wa­nie na bez­piecz­ne włą­cze­nie się do ruchu. Uda­ło się, jedzie­my dalej.

Nie­ca­ła pio­sen­ka Pia­ska póź­niej:

- Jed­nak chcę kupę!

I powtó­recz­ka z roz­ryw­ki. Na szczę­ście prze­wi­dzie­li­śmy to, więc zero stre­su. Tym razem akcja zakoń­czy­ła się suk­ce­sem, co spra­wi­ło, że Madzia kom­pul­syw­nie rzu­ci­ła:

- No ok, może i zaczę­li­śmy naszą podróż tro­chę nie­mra­wo, bo 20 kilo­me­trów w 1,5h sza­łu nie robi, ale grunt, że zjadł i zro­bił co było do zro­bie­nia, więc teraz już na luzie.

- Ano

Rze­czy­wi­stość: Po nie­speł­na 20 minu­tach kolej­ny alert, że z tą dwó­jecz­ką to jed­nak spra­wa do roz­strzy­gnię­cia w dwóch aktach. I cyk, kolej­ny zjazd. Przy­zna­ję, że tego aku­rat nie prze­wi­dzie­li­śmy, ale nadal zero stre­su.

Prze­ska­ku­je­my do godzi­ny 16, kie­dy bom­be­lek zaczy­na być już ultra marud­ny i wiesz, że to pora na kimecz­kę. Ale jak go do niej zmo­ty­wo­wać? Pres­sing tym więk­szy, że bez­piecz­ne okien­ko kim­ko­we trwa jesz­cze max godzi­nę. Jak zaśnie po 17, noc­ka z gło­wy, bo będzie wario­wał do pół­no­cy. Robisz więc w aucie kli­ma­cik pod sen, moty­wu­jesz, obie­cu­jesz… Nope –> “Nie będę spał!”
“Spo­ko” — odpo­wia­dasz i w myślach już się cie­szysz, że to w sumie nawet lepiej, bo wie­czo­rem szyb­ciej mu się bate­ryj­ka wyczer­pie.

Reali­ty: 17:02 spo­glą­dasz w luster­ko -> śpi jak anio­łek. No to tyle było ze wspól­ne­go odcin­ka na Net­fli­xie po przy­jeź­dzie na miej­sce. Na szczę­ście prze­wi­dzie­li­śmy taki sce­na­riusz, więc zero stre­su, zero zała­mań psy­chicz­nych.

Jak widać podró­że z dziec­kiem są laj­to­we, ot wystar­czy wszyst­ko robić na odwrót wzglę­dem pla­nu oraz doli­czyć extra 3 godzi­ny do cza­su wska­zy­wa­ne­go przez nawi­ga­cję. Dalej to już z gór­ki.
______________________________

A sko­ro już zaha­czy­li­śmy o temat odwrot­no­ści i prze­ci­wieństw, to cał­kiem przy­pad­ko­wo na ryn­ku debiu­tu­ją wła­śnie nowe puz­zle z ulu­bień­cem wszyst­kich bom­bel­ków, Puciem. Tym razem jest to ukła­dan­ka, w któ­rej trze­ba zesta­wić ze sobą prze­ci­wień­stwa, czy­li np. zim­ne z cie­płym, cicho z gło­śno, mały z dużym, etc. Bar­dzo roz­wi­ja­ją­ca zaba­wa dla dzie­cia­ków, któ­ra może spraw­dzić się rów­nież w podró­ży i ugrać nam kil­ka minut płyn­nej jaz­dy. Pole­cam, KLIK do skle­pu.

Przy oka­zji wpa­dłem na pomysł, żeby stwo­rzyć puz­zle z podob­nym kon­cep­tem, ale w wer­sji dla doro­słych. Przy­kła­do­wo na jed­nym puz­zlu widzi­my, jak Pucio pyta swo­jej dziew­czy­ny, czy zamó­wić jej fryt­ki, na co dziew­czy­na odpo­wia­da -> “Nie dzię­ki”. Dru­gi puz­zel przed­sta­wia dziew­czy­nę w trak­cie kon­sump­cji fry­tek Pucia. Albo, puz­zel nr 1 -> Pucio pyta swo­jej dziew­czy­ny, czy jest zła, na co sły­szy odpo­wiedź, że nie. Puz­zel nr 2 to dziew­czy­na Pucia na mega fochu. Kupo­wał­bym, jak zły.

P.S. I na koniec mam cie­ka­wost­kę z kate­go­rii “Nikt nie pro­sił, wszy­scy potrze­bo­wa­li”. Otóż Pucio­we książ­ki i gadże­ty są dostęp­ne rów­nież we Wło­szech, ale na tam­tej­szym ryn­ku Pucio nazy­wa się Lucio! Cza­icie? Lucio! #mózg #roz­dup­co­ny.

A to widziałeś?