Parenting, popKULTURA

Audiobooki dla bombelków, starszaków i trochę dojrzalszych dzieci… takich po czterdziestce

18/09/2019

W życiu “bom­bel­ków” przy­cho­dzi taki czas, kiedy odgłos wiru­ją­cej pralki pusz­czany z apki w tele­fo­nie, prze­staje dzia­łać na nie usy­pia­jąco i nie­zbędny jest nowy bodziec, który odpro­wa­dzi je w obję­cia Mor­fe­usza. Tym bodź­cem jest słu­cha­nie opo­wie­ści. Histo­rie mogą być impro­wi­zo­wane na bie­żąco lub czy­tane z ksią­żek, grunt, żeby snuły się, dopóki “bom­belki” nie odpłyną. Nie­stety sła­bo­ścią w tym pro­ce­de­rze jest fakt, że rodzice zazwy­czaj zali­czają szyb­szy “zjazd do zajezdni” niż dzieci. Dosko­nale pamię­tam, że kiedy byłem małym, zaśli­nio­nym ber­be­ciem, mój padre noto­rycz­nie przy­sy­piał pod­czas czy­ta­nia bajek, jed­nak ja i brat nie mie­li­śmy w sobie za grosz empa­tii, w związku z czym bru­tal­nie pod­no­si­li­śmy mu powieki i mówi­li­śmy: “Tata, weź nie rób siary i czy­taj dalej”. Nie było jesz­cze wtedy wspo­ma­ga­czy w postaci napo­jów ener­ge­tycz­nych, więc ojciec, co wie­czór toczył cięż­kie boje z ata­kami nie­kon­tro­lo­wa­nej kimki, aż w końcu się wycwa­nił i kupił podłużny magne­to­fon, tzw.  jam­nika, po czym nagrał się pod­czas sesji czy­ta­nia i od tego momentu pusz­czał nam bajki z kasety. I wła­śnie tak powstały audio­bo­oki. Wymy­ślił je mój padre.

Od tam­tego czasu minęło już dobre 30 lat, ale nadal nikt nie wykom­bi­no­wał sku­tecz­niej­szego (legal­nego) spo­sobu na usy­pia­nie dzieci. Tyle dobrze, że dziś nie trzeba już poświę­cać kilku godzin na oso­bi­ste czy­ta­nie ksią­żek i ich nagry­wa­nie. Nope, teraz robią to zawo­dowcy. Jedy­nym pro­ble­mem jest zna­le­zie­nie odpo­wied­niego mate­riału do odsłu­chu. I tu wcho­dzę ja wraz ze swoją listą “bom­bel­ko­wych” audio­bo­oków, dzięki któ­rej wasze życie sta­nie się o wiele prost­sze. War­to­ścią dodaną jest fakt, że wasze lato­ro­śle zyskają +50 do wyobraźni,  kre­atyw­no­ści i cie­ka­wo­ści świata (zasy­pią was pyta­niami z cyklu “A dla­czego?”). Na zesta­wie­niu znaj­dują się rów­nież tytuły dla tro­chę star­szych, wszak jak już raz czło­wiek zatopi się w audio­bo­okach, to zostaje mu tak na stałe. Jestem na to naj­lep­szym przy­kła­dem. Coś musi mi się sączyć ze słu­cha­wek, albo nie zasnę. Cisza to dla mnie naj­więk­szy hałas. Mój słuch abso­lutny zbiera wtedy wszyst­kie szmery, tyka­nie zegara, karetki na sygnale oraz kopu­lu­jące myszy #Naj­go­rzej.  Zaczynajmy.

 

DLA BOMBELKÓW

Micha­łek z pudełka zapałek

Histo­ria o Michałku, czyli naj­mniej­szym chłopcu na świe­cie, który mie­rzy zale­d­wie pięć cen­ty­me­trów, śpi w pudełku od zapa­łek, kąpie się w mydel­niczce i marzy o zosta­niu tre­se­rem kotów. Micha­łek prze­mie­rza świat w towa­rzy­stwie pro­fe­sora Hokusa Pokusa oraz trupy cyr­ko­wej “Kometa”, zali­czają po dro­dze wiele zabaw­nych i poucza­ją­cych przy­gód. Książka jest bar­dzo przy­stęp­nie napi­sana, w związku z czym nada się nawet dla naj­mniej­szych (3 lata to już na luzaku), a dodat­ko­wym atu­tem jest to, że w wer­sji audio czyta ją Piotr Fron­czew­ski. Sorka rodzice, ale nie macie szans z inter­pre­ta­cją Franka Kimono. Wybór jest oczy­wi­sty ->  audiobook.

 

Przy­gody Tap­piego z Szep­czą­cego Lasu

Kolejna pro­po­zy­cja dla naj­młod­szych. Tym razem głów­nym boha­te­rem jest Tappi, sym­pa­tyczny wiking, który mieszka w magicz­nym Szep­czą­cym Lesie i ziom­kuje się z nie­mniej magicz­nymi zwie­rza­kami, m.in. z reni­fe­rem Chi­chot­kiem i kru­kiem Papla­kiem. Pew­nego dnia naj­lep­szy przy­ja­ciel Tap­piego, kowal Sigurd, zostaje porwany przez zło­wiesz­czego jarla Sur­kola. Tappi momen­tal­nie rusza go uwol­nić, jed­nak po dro­dze czeka go wiele nie­bez­pie­czeństw. Cie­kawy pomysł na wyko­rzy­sta­nie motywu wikin­gów w książce dla dzieci, a dodat­kowo w wer­sji audio sły­chać Wik­tora Zbo­row­skiego. Win — win.

 

Przy­gody Basi

Mała Basia to ulu­bie­nica wszyst­kich przed­szko­la­ków, a histo­rie z jej udzia­łem są obec­nie naj­po­pu­lar­niej­szymi dzie­cię­cymi audio­bo­okami w Pol­sce. Przy­pa­dek? Nie sądzę! Feno­men Basi polega na tym, że ma podobne marze­nia, zain­te­re­so­wa­nia i lęki, jak jej rze­czy­wi­ści rówie­śnicy, dzięki czemu, każdy “bom­be­lek” będzie  potra­fił wejść w jej buty. Opo­wie­ści z Basią są prze­peł­nione humo­rem i pozy­tyw­nymi emo­cjami, a do tego na tyle krót­kie, że ide­al­nie się spraw­dzą, jako bajki na dobra­noc. Czyta Maria Seweryn.

 

Bazy­li­szek

Moja ulu­biona pol­ska legenda i przy oka­zji jedna z histo­rii, która zna­la­zła się na pierw­szym audio­bo­oku nagra­nym przez mojego padrę. Słu­cha­łem jej do zdar­cia taśmy. Opo­wiada o potwo­rze Bazy­liszku, który miał taki super­po­wer, że jak zła­pał z kimś kon­takt wzro­kowy, to zamie­niał tego kogoś w kamień. Wielu śmiał­ków pró­bo­wało mu się prze­ciw­sta­wić, jed­nak wszy­scy pole­gli. Udało się dopiero pew­nemu łeb­skiemu kuchar­czy­kowi, który sprawę zała­twił nie siłowo, a inte­lek­tu­al­nie. Sza­nuję taki styl. Już nie mogę się docze­kać, aż znowu sobie pusz­czę Bren­don­kowi. Abso­lutny kla­syk, który wypada znać.

 

DLA STARSZAKÓW

Mary Pop­pins  

Czy jest na sali ktoś, kto nigdy nie sły­szał o Mary Pop­pins? Legen­dar­nej  guwer­nantce, która pew­nego dnia zja­wia się u progu naj­mniej­szego domu przy ulicy Cze­re­śnio­wej w Lon­dy­nie i przej­muje opiekę nad czwórką nie­sfor­nych dzie­cia­ków pań­stwa Banks? “Bom­belki” począt­kowo są bar­dzo scep­tyczne, co do swo­jej nowej niani, wszak na pierw­szy rzut oka kobieta wydaje się tro­chę sztywna, oschła i apo­dyk­tyczna, w dodatku nosi ogromny kape­lusz i obcia­chową torebkę, jed­nak z cza­sem oka­zuje się, że ma też kilka faj­nych skilli, np. potrafi latać na para­solce, zjeż­dżać po porę­czach i roz­ma­wiać ze zwie­rzę­tami. Z taką opie­kunką, żad­nemu dziecku nie grozi nuda.
Ciężko w to uwie­rzyć, ale przy­gody Mary Pop­pins liczą już ponad 80 lat, a mimo to nadal trzy­mają poziom i roz­pa­lają wyobraź­nie kolej­nych poko­leń mało­la­tów. Na Sto­ry­tel znaj­dzie­cie je w zupeł­nie nowej odsło­nie, gdzie głosu eks­cen­trycz­nej Mary Pop­pins, uży­cza Mag­da­lena Boczar­ska. Oso­bi­ście prze­słu­cha­łem, więc może­cie mi wie­rzyć, że wyszło bar­dzo faj­nie. A jeśli nie wie­rzy­cie, to tu macie krótką zajawkę na dowód.

To jed­nak nie wszystko, bo przy oka­zji pre­miery “Mary Pop­pins”, Sto­ry­tel zor­ga­ni­zo­wało kon­kurs, w któ­rym główną nagrodą jest wyjazd do Disnay­landu. How cool is that? Wystar­czy wejść na stronę z linku  KLIK i wyko­nać banal­nie pro­ste zada­nie kon­kur­sowe. Zakła­da­jąc konto na stro­nie, dodat­kowo zysku­je­cie dar­mowy, 30-dniowy dostęp do całej biblio­teki Sto­ry­tel, dzięki czemu będzie­cie mogli wysłu­chać rów­nież pozo­sta­łych pro­po­no­wa­nych audio­bo­oków. Gene­ral­nie same plusy i zero minusów.

Dzieci z Bullerbyn

Praw­do­po­dob­nie była to wasza ulu­biona lek­tura z dzie­ciń­stwa i są duże szanse, że wasza kaszo­jady rów­nież ją poko­chają. Kto wie, może zadziała na nie na tyle sty­mu­lu­jąco, że porzucą oglą­da­nie pato­stri­mów na jutu­bie i pójdą z kole­gami budo­wać domki na drze­wach. Pro­sty język, pro­ste histo­rie, sza­lone pomy­sły, radość z małych rze­czy, lato, zio­meczki i tego typu kli­maty. Audio­bo­oka bra­wu­rowo czyta Edyta Jun­gow­ska, a poza dia­lo­gami, w tle sły­chać różne towa­rzy­szące efekty dźwię­kowe. Założę się, że będzie­cie brnąć dalej, nawet kiedy dzieci już zasną. Przy­go­tuj­cie się na sen­ty­men­talną podróż do cza­sów młodości.

 

DLA STARSZAKÓW, NASTOLATKÓW i 40-LATKÓW

Pax

Do tej pory pole­ca­łem nie­mal samą kla­sykę, więc teraz coś now­szego. “Pax” to powieść dzie­cięca z 2016 roku, która zdo­była wiele nagród, a co nie­któ­rzy twier­dzą nawet, że to ten sam sort lite­ra­tury, co “Mały książę”, czyli i cie­ka­wie i mądrze przy oka­zji. Chło­piec o imie­niu Peter, znaj­duje w lesie osie­ro­co­nego liska, który w krót­kim cza­sie staje się jego naj­lep­szym przy­ja­cie­lem. Nie­stety jakiś czas póź­niej ojciec Petera zostaje powo­łany do woj­ska, w związku z czym chło­pak musi przy­mu­sowo zamiesz­kać z dziad­kiem, a lis wró­cić do lasu. Porzu­ce­nie zwie­rzaka oka­zuje się jed­nak zbyt trudne, dla­tego jesz­cze tego samego dnia, Peter wyru­sza w daleką drogę, aby odna­leźć Paxa. Nada się dla dzieci od 6 lat w górę, jed­nak naj­bar­dziej buczeć ze wzru­sze­nia będą 30. i 40-latkowie. Z racji tego, że posia­dam psa, szklane oczy mia­łem już po pierw­szym roz­dziale. Książka tym faj­niej­sza, bo w poło­wie pisana z per­spek­tywy lisa… ale nie Tomasza.

 

Harry Pot­ter

Oczy­wi­ście w zesta­wie­niu nie mogło zabrak­nąć słyn­nego cza­ro­dzieja z bli­zną w kształ­cie bły­ska­wicy na czole. Kil­ka­dzie­siąt milio­nów dzie­cia­ków (i dru­gie tyle doro­słych) nie może się mylić, ta seria naprawdę musi mieć moc. Na Sto­ry­tel  znaj­dzie­cie wszyst­kie czę­ści, a czyta je nie kto inny, tylko Piotr Fron­czew­ski #Again. Cie­ka­wostka jest taka, że za młodu nie zała­pa­łem się na falę Pot­te­ro­mani, gdyż byłem zbyt zajęty eks­pe­ry­men­to­wa­niem z pale­niem papie­ro­sów za gara­żami, kiedy ksiązka debiu­to­wała.  Nigdy nie mia­łem też weny, żeby obej­rzeć filmy. Może widzia­łem łącz­nie trzy czę­ści  i to w przy­pad­ko­wej kolej­no­ści. Dopiero teraz sobie powo­lutku nad­ra­biam w wer­sji audio. Jeśli kie­dyś zoba­czy­cie mnie w blu­zie z logo Sly­the­rinu, zna­czy, że i mnie w końcu trafiło.

 

Opo­wie­ści Wiedź­miń­skie (“Ostat­nie życze­nie” i “Miecz przeznaczenia”)

I tu docie­ramy już do pole­cajki dla tro­chę więk­szych “bom­ble­ków”, takich 13+, cho­ciaż tak naprawdę audio­bo­oka pole­cam wam.  Dla mnie jest to naj­lep­sza pol­ska pro­duk­cja audio, bo prze­czy­tana przez kil­ku­na­stu dobo­ro­wych lek­to­rów, a do tego zawiera wypa­sione efekty dźwię­kowe. No i oczy­wi­ście sam mate­riał wyj­ściowy jest rewe­la­cyjny. Ide­alna pro­po­zy­cja, aby roz­po­cząć przy­godę z audio­bo­okami oraz przy­po­mnieć sobie, o co cho­dzi w Wieśku, zanim na Net­fli­xie wystar­tuje serial.

Ok, myślę, że począ­tek tyle tytu­łów wystar­czy. A teraz zdra­dzę wam tajem­nicę -> wcale nie musi­cie posia­dać “bom­belka”, żeby wysłu­chać tych audio­bo­oków. Prawda jest taka, że są one na tyle pro­ste, że zro­zu­mieją je dzieci, ale doro­śli też się w nich odnajdą. Spraw­dzano info, “kolega” mi mówił 😉

A to widziałeś?