Chillout, Hejting, Wysypisko

Uff, jak dobrze, że 10 lat temu wypierniczyłem telewizor przez okno, czyli jesienna ramówka atakuje

03/09/2019

Tak, tak, wiem, że nie macie w domu tele­wi­zora, bo byli­ście zaże­no­wani pozio­mem nada­wa­nych pro­gra­mów i pew­nego dnia po pro­stu wyrzu­ci­li­ście go przez okno. Teraz już tylko Net­flix, HBO i Ama­zon­Prime, co nie? Nie­mniej tra­dy­cji musi stać się zadość i stan­dar­dowo wraz z począt­kiem wrze­śnia, przy­cho­dzę wam zara­por­to­wać, jakież to hiciory przy­go­to­wały tele­wi­zje w swo­ich nowych, jesien­nych ramów­kach. A nuż ktoś zatę­skni za tym gra­ją­cym ustroj­stwem, które kie­dyś stało w waszych salonach.

Pol­sat

Zacznijmy od Pol­satu, który po kilku latach eks­pe­ry­men­to­wa­nia ze śpiewająco-kulinarnymi pro­gra­mami, wresz­cie ogar­nął, że nie ma co się dłu­żej oszu­ki­wać i jeśli chce wygrać wie­czorny prime time z TVNem, trzeba posta­wić na rady­kalne roz­wią­za­nia. Na CYCKI! I tak o to w jesien­nej ramówce wylą­do­wał pro­gram Love Island — Wyspa Miło­ści, czyli for­mat, który jest wiel­kim hicio­rem na wyspach bry­tyj­skich. O co w nim cho­dzi? Mniej wię­cej o to samo, co w War­saw Shore, czyli o chla­nie i bzy­ka­nie. Ot w wypa­sio­nej willi, gdzieś u wybrzeży Hisz­pa­nii, zostaje zamknię­tych pię­ciu dopa­ko­wa­nych Sebi­xów z wyre­gu­lo­wa­nymi brwiami oraz pięć Karyn ze sztucz­nymi boob­sami i pon­to­nami zamiast ust. Myk jest taki, że odziane w bikini dziew­czyny usta­wiają się w rządku, a chwilę póź­niej przy­cho­dzą chło­paki, zaglą­dają im w dekolty i zęby, kle­pią w poślady, po czym każdy wybiera sobie jedną sztukę. Kto oglą­dał Spar­ta­kusa, ten wie, że takie same sceny odcho­dziły na targu nie­wol­ni­ków.  Zresztą na aukcji koni w Jano­wie Pod­la­skim jest podob­nie. W tym miej­scu mamy pięć par, które mają się lepiej “poznać” hehe. Brzmi nudno w CH, więc pro­du­cenci wymy­ślili, że co odci­nek będą wpusz­czać kolej­nych uczest­ni­ków, któ­rych zada­niem będzie odbi­ja­nie part­ne­rów sta­rej gwar­dii. Kto zosta­nie wysiu­dany z inte­resu, odpada. Gene­ral­nie cho­dzi o to, żeby przez ekran prze­wi­jały się bicepsy, cycki, dramy, orgie, a jak ktoś komuś wyrwie doczepy, albo wydłu­bie tip­sem oko, to tym lepiej dla szoł. War­tość edy­ku­acyjna pro­gramu wynosi ZERO… i wła­śnie dla­tego będę oglą­dał go jak dziki.

Ninja War­rior — drugi nowiutki for­mat pro­ściutko z importu. Jeśli mam być szczery, to ten pro­gram aku­rat bar­dzo lubię i ile razy jeź­dzi­łem do Azji, tyle razy się na nim zawie­sza­łem. Jest tam bar­dzo popu­larny. Zasady są pro­ste. Do pro­gramu zgła­szają się wyspor­to­wane ludki, które potra­fią zro­bić mini­mum 5 pom­pek i 3 paja­cyki, a ich zada­niem jest przej­ście eks­tre­mal­nie trud­nego toru prze­szkód (skoki, wspi­naczka, zacho­wa­nie rów­no­wagi, pod­cią­ga­nie się na linie, etc.). Ninja War­rior dosko­nale spraw­dza się na kaca, bo to jed­nak zawsze miło popa­trzeć jak ktoś, kto stra­cił naj­lep­sze lata swo­jego życia na siłowni, spier­doli się aku­rat z liny i wpad­nie do zim­nego basenu, albo wywi­nie orła na ostat­niej prze­szko­dzie tuż przed metą, kiedy ty w tym cza­sie zamu­lasz na wygod­nej sofce, sza­miąc dużą paczkę chip­sów o smaku zie­lo­nej cebulki. Ninja War­rior to muro­wany hit, któ­rego nawet Pol­sat nie jest w sta­nie “spa­lić”… no, chyba że weź­mie na pro­wa­dzącą Olę Szwed. Oh, wait!

Zawsze warto — nowy pol­sa­tow­ski serial z Werką Rosati, Kata­rzyną Zie­liń­ska oraz Julia Wie­niawą w rolach głów­nych. Opo­wiada o trzech babecz­kach, które poznały się w dra­ma­tycz­nych oko­licz­no­ściach, a ich losy nie­ro­ze­rwal­nie się ze sobą splo­tły. Obsta­wiam, że były na gdyń­skim Ope­ne­rze, tam wbiły do jakiejś fancy knajpy i roz­piły kilka bute­lek Ape­rolu, po czym kel­ner przy­niósł im rachu­nek i mimo iż mówiły mu, że są zna­nymi influ­en­cer­kami i mogą pole­cić knajpę na Insta, ten powie­dział, że ma to w dupie i kazał zapła­cić #Naj­go­rzej. Takie dra­maty sca­lają na całe życie.

Cztery wesela i pogrzeb podróż - coś jak Ugo­to­wani, tylko w kon­wen­cji ślub­nej. Ot mamy cztery pary zako­chań­ców. Każda wypra­wia wła­sne wesele i dodat­kowo bawi się na wese­lach pozo­sta­łych uczest­ni­ków. Po wszyst­kim parki gło­sują, która dziu­nia miała naj­brzyd­szą kieckę, kto podał naj­chu­jow­szy rosół i czyj słodki stół ssał naj­bar­dziej. Nowo­żeńcy, któ­rzy zbiorą naj­wię­cej punk­tów, wygry­wają wycieczkę do Wąchocka. Pro­gram pro­wa­dzi Agnieszka Hyży, więc z góry wia­domo, że fawo­ry­zo­wana będzie para, która na pierw­szy taniec wybie­rze sobie pio­senkę Grze­sia Hyżego “O pani, tak bar­dzo ci do twa­rzy w tej sukience”. Na moje pro­gram ma szanse na suk­ces… o ile roł­sty wesel będą tak soczy­ste, jak to sobie wyobrażam.

Oczy­wi­ście wraca rów­nież Taniec z gwiaz­dami i tutaj mogę co naj­wy­żej kolejny raz wnieść prośbę o zmianę nazwy pro­gramu na “Taniec”, bo z gwiaz­dami to ma tyle wspól­nego, co pro­dukty spo­żyw­cze z orzesz­kami -> może zawie­rać ich śla­dowe ilo­ści. Ewe­lina Ruck­ga­ber, Ola Kot, Adam Mał­czyk, Magda Bereda? Kurła, kto?


TVN

Edward Misz­czak pod­czas pre­zen­ta­cji ramówki wysko­czył z tek­stem, że na antenę TVN-u wróci naj­lep­szy serial świata, przy któ­rym Bre­aking Bad i Rodzina Soprano to popier­dółki. W tym miej­scu wziął głę­boki wdech dla pod­bi­cia emo­cji, po czym dodał, że cho­dzi o “Pułapkę” z Agatą Kule­szą. OMG! Panie Edziu, a widział pan pierw­szy sezon? Taka kupa, że chyba wolał­bym sobie zapę­tlić “Znie­wo­loną” na TVP.

Wraca rów­nież “39 i pół”, wszak ramówka bez Karo­laka się nie liczy. Taaaaaaaak bar­dzo nie obejrzę!

Nowo­ścią będzie Star­sza pani musi fik­nąć, czyli Andrzej Pia­seczny + jesz­cze kilku cele­bów zabie­rają swoje rodzi­cielki w egzo­tyczne miej­sca i zmu­szają do sko­ków na spa­do­chro­nie, do nur­ko­wa­nia z reki­nami, do sto­cze­nia zapa­sów o Świe­żaki w Bie­drze, etc. No i spoko, niech się bawią, ale ta nazwa jest tak radio­ak­tywna, że już mi pukiel wło­sów wypadł. For­mat w ory­gi­nale nazywa się “50 spo­so­bów na zabi­cie wła­snej matki” i taki tytuł bym szanował.

fot. TVN/Grzegorz Piekarski

Kolejną pre­mierą będzie My Way, czyli pro­gram, w któ­rym Edzia Gór­niak po wielu latach woże­nia się na tyl­nej kana­pie wypa­sio­nej limu­zyny, prze­sią­dzie się za kie­row­nicę i spró­buje oswoić potęż­nego mecha­nicz­nego potwora, jakim jest Nis­sana Micra z sil­ni­kiem 1.0. Tak, Edzia Gór­niak podej­mie próbę zda­nia prawka na oczach kamer. Good Luck. W poko­ny­wa­niu war­szaw­skich rond oraz w nauce skom­pli­ko­wa­nych zna­ków dro­go­wych towa­rzy­szy jej syn, Alan, co to tłu­ma­czy, dla­czego chło­pak kilka mie­sięcy temu zaczął jarać szlugi jak stary nało­go­wiec, cho­ciaż ma dopiero 14 lat. Przy takim stre­sie, to zrozumiałe.

Po prze­rwie waka­cyj­nej wraca rów­nież Dzień dobry TVN, które nie tylko dostało odno­wione stu­dio, ale rów­nież parę nowych pro­wa­dzą­cych, w oso­bach Filipa Chaj­zera oraz Mał­go­rzaty Ohme. Cóż Dzień Dobry TVN było ciężko strawne już w poprzed­niej odsło­nie, a teraz jesz­cze doj­dzie Chaj­zer. Zło­oooooooooo! Jest jesz­cze taka cie­ka­wostka, że Dzień Dobry TVN od wrze­śnia będzie zaczy­nało się pół godziny wcze­śniej niż zwy­kle, czyli o 7:30. Jak usły­szał o tym Kur­ski, to stwier­dził, że jego zawsze na wierz­chu i posta­no­wił, że w takim razie Pyta­nie na śnia­da­nie zacznie się o godzinę wcze­śniej, czyli już o 7 rano. Zmie­rzam do tego, że oba pro­gramy muszą dzień w dzień wypeł­nić jakieś 10 godzin czasu ante­no­wego, a to ozna­cza, że żaden blo­ger nie jest bez­pieczny i lada moment może dostać wezwa­nie od któ­rejś sta­cji, aby poja­wił się na kana­pie i wypo­wie­dział na tematy, o któ­rych nie ma poję­cia -> “A dziś w pro­gra­mie gościem będzie PigOut, który podzieli się swoją opi­nią o podatku linio­wym, a tuż po nim Eks­klu­zywny Menel odpo­wie na pyta­nie, co lep­sze -> poród natu­ralny, czy wydo­by­ciny?”. A do tego Filip Chajzer!

TVP

TVP tej jesieni idzie na bogato i zapoda tyle nowych pro­gra­mów, że nie ma prą­cia we wsi, żeby Kur­ski nadą­żył z chwa­le­niem się kolej­nymi rekor­dami oglą­dal­no­ści na Twit­te­rze. Będzie śpie­wane i to na grubo, bo do Voice of Poland i Voice Kids, dołą­cza jesz­cze Voice Senior. Baron i Thomp­son spę­dzą tyle czasu w fotelu, że już teraz powinni zaopa­trzyć się w maść na ból dupy.

Będzie goto­wane i w tej mate­rii rów­nież dosta­niemy trzy pro­gramy. Gotowi do goto­wa­nia, w któ­rym pary zło­żone z ama­tora oraz zawo­do­wego kucha­rza spró­bują upich­cić obiad ze skład­ni­ków do 25 zło­tych. Jeśli pro­gram będzie tak nudny, jak brzmi z opisu, to suk­cesu nie wróżę. Lepiej zapo­wiada się drugi for­mat, czyli Naj­gor­szy kucharz, w któ­rym zgod­nie z nazwą, kuli­narne nie­ogary będą pró­bo­wały zago­to­wać wodę na her­batę, nie robiąc sobie przy tym krzywdy. Cie­ka­wostka jest taka, że chcia­łem się zgło­sić do udziału, bo tak się składa, że mam dwie lewe do goto­wa­nia, ale sły­sza­łem, że juro­rzy są nie­uprzejmi dla uczest­ni­ków, a ja jestem bar­dzo wraż­liwy na kry­tykę, więc osta­tecz­nie odpu­ści­łem. Trze­cia nowość to Synowe i teściowe. Kto tu rzą­dzi. Nazwa zwia­stuję dobrą inbę, nie­stety prze­czu­wam kapi­szona. Ot zespoły zło­żone z syno­wych i teścio­wych, orga­ni­zują przy­ję­cia, które póź­niej będą oce­niane przez zapro­szo­nych gości, a zwy­cię­ska para zgar­nia 10 koła. Sorry, ale jak synowa i teściową mają wizję nagrody pie­nięż­nej, to mogą się umó­wić na zawie­sze­nie broni na czas pro­gramu i pokłó­cić z nawiązką dopiero po powro­cie do domu. Bez sensu.

Kolejną nowo­ścią są Wkrę­ceni w randkę. Uczest­nicy tego pro­gramu dowie­dzą się, że ludzie, któ­rych do tej pory uwa­żali za przy­ja­ciół, to tak naprawdę zło­śliwe mendy. Ot jeden zio­mek wyciąga dru­giego ziomka do baru, pod pre­tek­stem, że niby idą na piwko i mecz, tym­cza­sem po dotar­ciu na miej­sce, zio­mek ini­cja­tor wyska­kuje z tek­stem, że zosta­wił żelazko na gazie, więc musi pil­nie wra­cać do domu, ale spoko, ty ziomku zostań i dotrzy­maj towa­rzy­stwa takiej jeden dziuni, która została tu zwa­biona w podobny spo­sób. No i tak to mniej wię­cej wygląda. Dwójka ludzi wycho­dząc z domu, myslała, że idzie spruć się jak stary swe­ter, a zamiast tego musi spę­dzić wie­czór na opo­wia­da­niu o sobie total­nie obcej oso­bie. Po co wro­go­wie, jak ma się takich przyjaciół?

I na koniec hit! Otóż po 23 latach, na antenę TVP wraca Czar Par, czyli ulu­biony pro­gram waszych sta­rych. Pamię­tam jak przez mgłę kilka frag­men­tów tego kul­to­wego for­matu i o ile wtedy wyda­wał mi się banal­nie pro­sty, tak dzi­siaj nie potra­fię sobie wyobra­zić niczego trud­niej­szego. Przy­kła­dowo był taki seg­ment, w któ­rym mał­żonki wycho­dziły ze stu­dia, a mał­żowe musieli odpo­wia­dać na pyta­nia w stylu: - W co była ubrana twoja mał­żonka zanim opu­ściła stu­dio? — Jaki kolor oczu ma mał­żonka? — Kiedy macie rocz­nicę ślubu? — Dru­gie imię two­jej teścio­wej?”. Pano­wie nie idź­cie do tego pro­gramu, to pułapka! Poza tym bez Krzy­cha Ibi­sza to nie będzie już to samo.

Foto: PAP

A poza tym po sta­remu, nie licząc, że Norbi i Rafał Brzo­zow­ski zamie­nili się miej­scami. Ten pierw­szy bedzie teraz pro­wa­dził Koło For­tuny, a ten drugi Jaka to melo­dia?. Powiem tyle -> to nie pomoże!

A to widziałeś?