Geek stuff

Premiera iPhone X

13/09/2017

Nie żebym był jakoś szcze­gól­nie nasta­wiony na hejt Apple, bo czasy napinki na tele­fony i sys­temy ope­ra­cyjne już dawno za mną, zresztą teraz bar­dziej sie­dzę w fote­li­kach, wóz­kach i prze­wi­ja­kach, a hajs, który sobie zbie­ra­łem na boczku na nowego fona Manty, poszedł na nową pralkę , ALE tak z cie­ka­wo­ści obej­rza­łem kawa­łek pre­zen­ta­cji nowego ajfona. Wie­cie, żeby spraw­dzić, czy to już w końcu ten moment, kiedy rze­czy­wi­stość dogoni wizję przy­szło­ści znaną z fil­mów sci-fi (desko­lotki, samo­wią­żące się buty, wir­tu­alne ekrany reagu­jące na gesty jak w “Rapor­cie mniej­szo­ści”, etc.).

No więc odpa­lam ten stream z kon­fe­ren­cji, a tam pro­wa­dzący zacho­wuje się jakby czy­tał mi w myślach i na dzień dobry wyjeż­dża z tek­stem, żebym zapiął pasy, bo “dziś jest ten dzień, kiedy Apple pokaże smart­fon przy­szło­ści”. Jaram się. Dalej jest gra wstępna o wyko­rzy­sta­niu super hiper mocar­nego pro­ce­sora, który robi 200 miliar­dów obli­czeń na sekundę + coś tam o set­kach inży­nie­rów, któ­rzy przez trzy lata byli zamknięci w super taj­nym labo­ra­to­rium i pro­wa­dzili mega ważne bada­nia, ale było warto, bo w końcu udało im się stwo­rzyć, coś czego jesz­cze nikt nigdy nie stwo­rzył… krok milowy dla ludz­ko­ści (pauza dla zwięk­sze­nia dra­ma­tur­gii).… oka­zało się, że tym czymś są Emoji… czyli ruchome emotki z twa­rzami zwie­rząt … lub kupy. Serio.

Naprawdę jestem dumny z Apple, że dostar­cza nam taaaakich nie­sa­mo­wi­tych i jakże pożą­da­nych roz­wią­zań. Pomy­śl­cie tylko, że gdyby nie oni, nadal tkwi­li­by­śmy w erze Snap­chata i sel­fia­ków z uszami psa #żal #SoY­ester­day.

Stresz­cza­jąc całą konfę — Apple pro­po­nuje nam, żeby­śmy wyło­żyli na stół 6 tysięcy zło­tych, a w zamian otrzy­mamy fona, który odblo­ko­wuje się na widok Two­jego pysia (o ile przez noc nie wypier­doli Ci jęcz­mień na oku, bo wtedy z rana może być dra­mat), po czym możemy zro­bić sobie zdję­cie smut­nej minki, która dzięki hiper moc­nemu pro­ce­so­rowi zosta­nie zamie­niona w smutną minkę pandy/psa/jednorożca/małpy/kurczaka… lub kupy… i póź­niej możemy taką zwie­rzęcą (lub gów­nianą) minkę wysłać zna­jo­mym przez mes­sen­dżera… i oni wtedy ją zoba­czą i zapewne odpi­szą nam “buehehe” (no chyba, że mają bieda cebu­lo­fony poni­żej 3 koła, które nie umieją roz­czy­tać amoji, to wtedy nie zoba­czą i nie odpi­szą). Prawda, że dobry deal? Mów­cie co chce­cie, ale mnie to kręci i to taaaak bar­dzo, że nie wiem czy dam radę cze­kać na pol­ską pre­mierę aż do listo­pada. Chyba wybiorę się z Prze­mkiem Pają­kiem do Dre­zna po przed­pre­mie­rową sztukę. Zapewne trzeba będzie koczo­wać kilka dni pod salo­nem, ale jak pomy­ślę o reak­cji zna­jo­mych, kiedy wyślę im emotkę kupy z pogar­dliwą minką, to nie mam wąt­pli­wo­ści, że to ma sens

A to widziałeś?