Geek stuff

O pendrajwie, który pogodził mnie z ajfonem

31/03/2022

W związ­ku z tym, że dzi­siaj obcho­dzi­my Świa­to­wy Dzień Budy­niu, chciał­bym się z wami podzie­lić spraw­dzo­nym prze­pi­sem na dosko­na­ły budyń. Leci tak -> Pod­cho­dzi­cie do swo­je­go part­ne­ra życio­we­go (dowol­nej płci), po czym pyta­cie: Ej, piszesz się na budyń? Na co part­ner odpo­wia­da: No jaha! Na co wy: Świet­nie, to dla mnie też zrób.

I wła­śnie tak wyglą­da prze­pis na sek­si­stow­ski budyń. Nie ma za co!

Poza tym dziś wypa­da jesz­cze jed­no świę­to -> Świa­to­wy Dzień Bac­ku­pu.
Zda­ję sobie spra­wę, że to świę­to może być wyni­kiem spi­sku pro­du­cen­tów pen­draj­wów, ale nijak nie zmie­nia to fak­tu, że dane na naszych urzą­dze­niach są jak zdro­wie i ile je trze­ba cenić, ten tyl­ko się dowie, kto je stracił.

Tak się przy­pad­ko­wo zło­ży­ło, że aktu­al­nie bac­kup jest dla mnie bar­dzo palą­cą spra­wą. Dla­cze­go? Nie­daw­no prze­sia­dłem się na Ajfo­na i cyka­łem foty jak zły, bez umia­ru pobie­ra­łem seria­le, audio­bo­oki i rap­sy do offli­ne, a kolej­ne apki insta­lo­wa­łem, jak­by jutra mia­ło nie być. Oczy­wi­ście w żad­nym momen­cie nie zawra­ca­łem sobie gło­wy tak nie­istot­ny­mi deta­la­mi, jak ogra­ni­czo­ne miej­sce w tele­fo­nie, czy kopia zapa­so­wa w chmu­rze. Nope,  jako wete­ran Andro­ida mia­łem w gło­wie, że jak przyj­dzie godzi­na 0, to cyk, pod­łą­czę się kabel­kiem do kom­pa i hur­to­wo zgram wszyst­ko, jak leci.

Cóż godzi­na 0 zasko­czy­ła mnie w Mek­sy­ku i zamie­ni­ła w wiel­ką dra­mę, bo aku­rat robi­li­śmy podróż­ni­czy mate­riał foto-video, więc nie było cza­su, aby robić sen­sow­ny porzą­dek z pozio­mu tele­fo­nu, a miej­sce potrzeb­ne na gwałt. Pod­łą­cze­nie Ajfo­na kabel­kiem do lap­to­pa oka­za­ło się bez­ce­lo­we, bo na Win­dow­sie nie dzia­ła, jako dysk prze­no­śny, a Maca nie­ste­ty jesz­cze się nie doro­bi­łem. Ajtun­sa nie rozu­miem, nie ogar­niam i szcze­rze nie­na­wi­dzę, a despe­rac­kie doku­pie­nie chmu­ry było już musz­tar­dą po obie­dzie. Ot mek­sy­kań­ski inter­net oka­zał się za sła­by, żeby prze­two­rzyć od ręki 100GB fotek. Mówiąc w skró­cie — w jed­nej chwi­li zna­la­złem się w ciem­nym i głę­bo­kim anusie.

06.03.2022 — dzień w któ­rym prze­sze­dłem ajfo­no­we zała­ma­nie psy­chicz­ne. Oj była drama

Osta­tecz­nie skoń­czy­ło się dużym ura­zem do iOSa oraz przy­mu­so­wym prio­ry­ty­zo­wa­niem apek – te, któ­rych stra­ta bola­ła naj­mniej, cyk do kosza. Do tego przy­ha­mo­wa­łem w robie­niu fotek i fil­mi­ków. Zamiast stu takich samych ujęć pod każ­dą atrak­cją, robi­łem tyl­ko 50. Tą meto­dą uda­ło się zwol­nić kil­ka giga pamię­ci. Na tyle dużo, żeby cyk­nąć jesz­cze kil­ka sho­tów pod­czas jedze­nia taco­sów i mieć luz psy­chicz­ny do powro­tu do domu, ale za mało, żeby cał­ko­wi­cie o tym pro­ble­mie zapo­mnieć.  Był plan, aby po powro­cie zająć się tym na poważ­nie. Koniec koń­ców doku­pi­łem tro­chę tej chmu­ry, bo z moje­go riser­czu wyni­ka­ło, że ina­czej na Applu się nie da… wtem dzwo­ni do mnie kole­ga z agen­cji mar­ke­tin­go­wej, któ­ra cał­kiem przy­pad­ko­wo obsłu­gu­je dys­ki twar­de, etc, i mówi:

- Elosz­ka, widzia­łem na sto­ries two­je przy­go­dy w Mek­sy­ku. A ty wiesz, że na ryn­ku są takie pen­driaj­wy, któ­re pozwa­la­ją zgrać zdję­cia z Ajfo­na i prze­rzu­cić je na kom­pa? Mało tego, one są takie spryt­ne, że jak je pod­łą­czysz do tele­fo­nu, to same robią auto­ma­tycz­ny bac­kup, więc nawet nie musisz jakoś szcze­gól­nie bawić się w deta­licz­ne kli­ka­nie.

Moja reaka­cja — No way. To jest coś, cze­go  total­nie teraz potrze­bu­ję, ale na moje ucho brzmi zbyt pięk­nie, żeby coś takie­go ist­nia­ło naprawdę!

Na co zio­mo — A chcesz się założyć?

Mały, ale wariat

I tutaj prze­wi­jam taśmę o kil­ka dni do przo­du, kie­dy mam już tego magicz­ne­go pen­draj­wa w domu. Oczy­wi­ście szyb­cio­rem pod­łą­czy­łem do tele­fo­nu, żeby zoba­czyć co się wyda­rzy i ku moje­mu ogrom­ne­mu zasko­cze­niu, to napraw­dę dzia­ła. Pobie­ra się dedy­ko­wa­ną apli­ka­cję, pod­łą­cza pen­dri­ve­’a, kli­ka opcję bac­kup lub odzna­cza wybra­ne rze­czy i cyk, star­tu­je kopio­wa­nie, któ­re moż­na śle­dzić na pasku postę­pu. Voila, goto­we. Następ­nie pen­draj­wa pod­łą­cza­my do lap­ka i zrzu­ca­my dane na dysk. Cyk, mamy kopię zapa­so­wą i śpi­my bez żad­nych zmar­twień. Na mar­gi­ne­sie dodam jesz­cze, że pod­czas bac­ku­pu zdję­cia są bar­dzo czy­tel­nie segre­go­wa­ne z podzia­łem na lata i miesiące.

Krok 1. Pobie­ra­my apkę San­Disk . Krok 2. Włą­cza­my auto­ma­tycz­ny bac­kup Krok 3. Bac­ku­pu­je się 4. Zrzu­ca­my foty na kompa

Moja opi­nia? -> Dla mnie jest to abso­lut­ny gejm­czen­dżer i w tym momen­cie Ajfon stal się o wie­le przy­jaź­niej­szym urzą­dze­niem. Jesz­cze tyl­ko muszę zna­leźć dobra alter­na­ty­wę dla applow­skiej kla­wia­tu­ry i jeste­śmy w domu.

Jeśli cho­dzi o tech­ni­ka­lia -> Magicz­ny pen­dri­ve nazy­wa się iXpand Flash Dri­ve Go (KLIK) i wystę­pu­je w kil­ku wer­sjach pojem­no­ścio­wych  (64GB, 128GB, 256GB). Ceny zaczy­na­ją się od oko­ło 250 zł i rosną wraz ze wzro­stem pojem­no­ści. Inter­pre­ta­cję cen pozo­sta­wiam wam. Oso­bi­ście uwa­żam, ze to co dosta­je­my w zamian, czy­li moż­li­wo­ści unie­za­leż­nie­nie się od tego, co ofe­ru­je kor­po z Cuper­ti­no, jest bez­cen­ne. Ja aku­rat lubię mieć wol­ny wybór.

W sumie jak­by nie patrzeć, to taki pen­drajw  wycho­dzi znacz­nie taniej niż dopła­ta do Ajfo­na z zwięk­sza pamię­cią, pozo­sta­nie z nami na lata i będzie dzia­łał z kolej­ny­mi mode­la­mi, a jak w domu jest kil­ku użyt­kow­ni­ków iOSa, to już w ogó­le spo­ko, bo każ­dy może się zbac­ku­po­wać, a pła­ci się tyl­ko raz. Trze­ci argu­ment -> w świe­cie applow­skich akce­so­riów 250 zł to jak za dar­mo XD. Widy­wa­łem droż­sze etui i kabelki.

Na moje oko wer­sja 64 GB może być wystar­cza­ją­ca, ot naj­wy­żej podzie­li­cie bac­kup na 2 lub wię­cej tran­szy.  Z dru­giej stro­ny róż­ni­ca w cenie pomię­dzy 64 GB a 128 GB jest zbyt mała, żeby się szczy­pać, ale ok, nie wni­kam w to. Pozo­stań­my przy infor­ma­cji, że sprzęt dzia­ła, na co jestem żywym dowo­dem, a dalej zro­bi­cie z tą wie­dzą, co chcecie.

Oczy­wi­ście jest rów­nież wer­sja andro­ido­wa z koń­ców­ką USB C -> Dual Dri­ve Go. I tu dobra wia­do­mość jest taka, ze ceny są znacz­nie niż­sze, bo impre­za zaczy­na się od nie­speł­na 70 złotych.

A sko­ro jeste­śmy już przy bac­ku­pie, to pod­rzu­cę jesz­cze incep­cję, że być może przy oka­zji war­to pomy­śleć jesz­cze o dys­ku prze­no­śnym. Tak się skła­da, że kole­ga od pen­draj­wa pode­słał mi na testy jesz­cze dwie sztu­ki dys­ków My Pas­sport od mar­ki WD.
Napi­sa­łem mu, że w sumie to nie ma takiej potrze­by, bo dysk prze­no­śny aku­rat mam i też od WD, na co on -> Taaaa? No to zoba­czysz,  jak wie­le się pozmie­nia­ło w dys­kach od cza­su, kie­dy kupo­wa­łeś swój.

Chy­ba nie muszę mówić, któ­ry dysk jest mój? Mu też przy­da­ła­by się wycinka

No to porów­na­łem i kur­de fak­tycz­nie. Ten od ziom­ka nie dość, że jest pojem­niej­szy i szyb­szy, bo z USB 3.0 na pokła­dzie, to jesz­cze smu­klej­szy i lżej­szy. Do tego zawie­ra ficze­ry typu -> opro­gra­mo­wa­nie do robie­nia auto­ma­tycz­ne­go bac­ku­pu, 256-bito­we szy­fro­wa­nie danych, odpor­ność na wstrzą­sy, a jak­by tego było mało, wystę­pu­je w kil­ku fan­cy wer­sjach kolo­ry­stycz­nych. Dodam jesz­cze, ze moż­na na tych dys­kach zosta­wić wia­do­mość w razie zgu­by. Ot zna­laz­ca pod­łą­cza taki zna­le­zio­ny dysk do kom­pa, na co wyska­ku­je mu okien­ko do wpi­sa­nia hasła (bo oczy­wi­ście pamię­ta­li­śmy o szy­fro­wa­niu danych), a pod okien­kiem dopi­sek „W razie odna­le­zie­nia pro­szę o zwrot. Mój kon­takt xyz. Z Gory dzięks’. Co ficzer, to lep­szy, w związ­ku z czym kole­dze już tych dys­ków nie pla­nu­ję odda­wać. Sor­ry not sorry.

Ucie­kam, zosta­wia­jąc was z puen­tą -> Nie bądź­cie jak PigO­ut i zadbaj­cie o bac­kup zanim będzie za póź­no. Było­by szko­da, gdy­by­ście stra­ci­li te epic­kie foty z waka­cji we Wład­ku z 2005 roku.

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply