Chillout

Ten, w którym objechałem Opole na elektrycznej hulajnodze

26/06/2020
Opole18

W zeszłym roku do dużych miast prze­bo­jem wdar­ły się hulaj­no­gi elek­trycz­ne i momen­tal­nie pod­bi­ły moje hej­ter­skie ser­dusz­ko. Raz, bo sta­no­wi­ły cudow­ną alter­na­ty­wę dla komu­ni­ka­cji miej­skiej (noł more ocie­ra­nia się o cudze kro­cze w godzi­nach szczy­tu), a dwa, bo jaz­da na nich, to czy­sty fun. Nie­zmien­nie mnie to jara. Nie­ste­ty w prak­ty­ce ich poten­cjał nie został w peł­ni wyko­rzy­sta­ny, a winę za to pono­sił model biz­ne­so­wy, opar­ty na wynaj­mie minu­to­wym. Kon­kret­nie nie zagra­ły nastę­pu­ją­ce rze­czy:

  • Co to za alter­na­ty­wa dla komu­ni­ka­cji miej­skiej, sko­ro hulaj­no­gi są roz­sia­ne po całym mie­ście… tyl­ko nie u cie­bie pod domem? Fak­ty są takie, że nigdy ich nie było w pobli­żu, kie­dy aku­rat potrze­bo­wa­łem.
  • Ogra­ni­czo­ne stre­fy poru­sza­nia się. Oczy­wi­ście moje kor­po było poza stre­fą, więc zno­wu peszek i do robo­ty doje­chać się nie dało.
  • Owszem, o wie­le przy­jem­niej śmi­gać sobie na hulaj­ce niż kisić się w auto­bu­sie, jed­nak kie­dy przy­cho­dzi­ło do roz­li­czeń, oka­zy­wa­ło się, że jest to śro­dek trans­por­tu, któ­re­mu ceno­wo zde­cy­do­wa­nie bli­żej do tak­só­wek niż ZTMu (czyt. dro­go)
  • Stan­dar­do­wo ludzie oka­za­li się naj­słab­szym ogni­wem i oczy­wi­ście jeśli coś nie jest ich wła­sno­ścią, to nie potra­fi­li usza­no­wać. A to jeź­dzi­li jak ostat­nie dzba­ny, pro­wo­ku­jąc nie­bez­piecz­ne sytu­acje, a to nie chcia­ło im się legit­nie zapar­ko­wać i porzu­ca­li hulaj­ki na środ­ku chod­ni­ka, etc. Gene­ral­nie wokół hulaj­nóg zro­bił się bar­dzo kiep­ski pijar i spo­ro osób zaczę­ło nawo­ły­wać do ich bano­wa­nia, co IMO jest głu­pie, bo przez ban­dę dekli, rezy­gnu­je­my z trans­por­tu, któ­ry napraw­dę spo­ko się spraw­dza w wie­lu sytu­acjach. I do tego jest eko, więc Gre­ta Thun­berg jeź­dzi­ła­by jak zła.

Lista TOP3 moich ulu­bio­nych gadże­tów: 3. Bazo­oka do Sushi z Alie­xpress 2. Obie­racz­ka do ana­na­sów z Alie­xpress 1. Hulaj­no­ga elek­trycz­na

Po tych kom­pli­ka­cjach prze­szło mi przez myśl, żeby po pro­stu sobie taką hulaj­kę kupić na wła­sność, ale osta­tecz­nie stwier­dzi­łem, że szko­da mi kasio­ry na sprzęt, któ­re­go potrze­bu­ję max na 3–4 mie­sią­ce, a póź­niej zale­gał­by w cha­cie i pro­wo­ko­wał Madzie do roz­krę­ca­nia zadym, bo nie dało­by się swo­bod­nie przejść. Poza tym mia­łem już wizję prze­pro­wadz­ki na wieś i nie wie­dzia­łem, czy tam się spraw­dzi (teraz już wiem, że to genial­na opcja, żeby pod­je­chać do Żab­ki po pusz­kę Mon­ster­ka). Tak że nic z tego nie wyszło i smu­te­czek trwał aż do tego sezo­nu, kie­dy to na ryn­ku poja­wi­ła się fir­ma 4sharing.services, ofe­ru­ją­ca wła­śnie hulaj­no­gi elek­trycz­ne, ale w mode­lu wynaj­mu dłu­go­okre­so­we­go. I jak dla mnie, jest to praw­dzi­wy game kur­ła chan­ger. Dla­cze­go? Ano dla­te­go:

  • Masz hulaj­kę cały czas pod ręką, więc fak­tycz­nie sta­je się alter­na­ty­wą dla komu­ni­ka­cji miej­skiej.
  • Nie musisz kupo­wać cukier­ni, żeby zjeść ciast­ko. Nope, dla mnie sezon trwa od czerw­ca do wrze­śnia i wła­śnie na ten okres sobie wypo­ży­czy­łem. Póź­niej robi się już kosa, więc nic mi po niej. Odda­ję i wywa­lo­ne do następ­nej wio­sny.
  •  Finan­so­wo wycho­dzi to o nie­bo sen­sow­niej niż wyna­jem na minu­ty. Zwłasz­cza teraz, gdy chło­pa­ki z 4sharing wrzu­ci­li prom­kę: “Lipiec + Sier­pień + Wrze­sień za 500 zł”. Jak­by nie patrzeć jest to dil życia. Żeby mieć taką na wła­sność, trze­ba by było wydać 4 razy wię­cej, a w trak­cie sezo­nu i tak stra­ci­ła­by na war­to­ści co naj­mniej 5 stó­wek, czy­li koszt wynaj­mu jest w tym przy­pad­ku rów­ny z kosz­tem amor­ty­za­cji (Ryszard Petru dał­by laj­ka za tę ana­li­zę).
  • W ramach wynaj­mu dosta­je się opie­kę ser­wi­so­wą w cenie. Czy­li, jeśli coś się popsu­je i będzie to wyni­ka­ło z nor­mal­nej eks­plo­ata­cji, a nie że zrzu­casz hulaj­kę ze szczy­tu Pała­cu Kul­tu­ry, żeby zoba­czyć co się sta­nie, to chło­pa­ki z 4sharing to ogar­ną. Za fri­ko
  • Jest to usłu­ga skie­ro­wa­na nie tyl­ko do pięk­nych i mło­dych ludzi z dużych aglo­me­ra­cji miej­skich, ale do każ­de­go. Miesz­kasz w Dier­żo­no­wie? Spo­ko, zama­wiasz hulaj­kę przez stro­nę inter­ne­to­wą i max poju­trze kurier przy­no­si ci pod drzwi. Koń­czy się okres wynaj­mu? Luzik, zgła­szasz chło­pa­kom i orga­ni­zu­ją kurie­ra po odbiór.
  • Nie ma ogra­ni­czeń stre­fo­wych. Nope, możesz jeź­dzić do kor­po, gdzie­kol­wiek ma sie­dzi­bę, możesz ją zabrać na waka­cje do Wład­ka, na week­end do Vegas, albo na city bre­ak do Opo­la… tak jak ja to zro­bi­łem w zeszłym tygo­dniu. Sky is the limit.

PigO­ut w Opo­lu, czy­li “Hej Siri, któ­rę­dy na keb­sa?”

I wła­śnie te city brej­ki z hulaj­no­gą, to jest opcja, któ­ra szcze­gól­nie mi się podo­ba. Zresz­tą sami pomy­śl­cie -> paku­je­cie hulaj­kę do bagaż­ni­ka fury, czy tam do pocią­gu, wpa­da­cie na week­end do jakie­goś mia­sta i po pro­stu je objeż­dża­cie. Nie dość, że zwie­dza­nie sta­je się o wie­le bar­dziej efek­tyw­ne, to jest jesz­cze zacho­dzi duże praw­do­po­do­bień­stwo, że tra­fi­cie na rze­czy, któ­rych nie spo­dzie­wa­li­ście się zoba­czyć, bo aku­rat nikt o nich nie wspo­mniał w prze­wod­ni­ku, a też są zaje­biasz­cze. Ja tak mia­łem. Gene­ral­nie same plu­sy.

Ok, sko­ro już wam powie­dzia­łem, jaką kozac­ką opcją jest wyna­jem hula­jek, to teraz może­my na spo­koj­nie obej­rzeć fotecz­ki z Opo­la, któ­re cyk­nę­li­śmy z moim ziom­kiem Czło­wie­kiem Przy­go­dą. A nuż nigdy tam nie byli­ście i nawet nie bra­li­ście pod uwa­gę wyjaz­du, bo nikt wam nie powie­dział, że war­to. To ja wam teraz mówię -> Opo­le daje radę. Jedź­cie tam. Poza tym zawsze jest szan­sa, że na miej­scu spo­tka­cie Rem­ka Mro­za #loka­les.

Pig i Przy­go­da nad Odrą, kolo­ry­zo­wa­ne. Ta fota będzie okład­ką nasze­go albu­mu rapo­we­go.

Opo­le z lotu… dro­na. Ale brzyd­kie, fuj, fuj!

A to opol­ska wene­cja. Też brzyd­ka w uj ;), ale cie­ka­wost­ka jest taka, że to tutaj Remek Mróz uka­tru­pił taką jed­ną focz­kę w książ­kę “Nie­od­na­le­zio­na”. Przy­naj­mniej tak twier­dzi Przy­go­da.

Moim naj­więk­szym fety­szem są mura­le, więc zwie­dza­nie zaczę­li­śmy od nich.

Robo­czo nazwa­łem ten mural “Zagraj to jesz­cze raz, Sam” i jak dla mnie jest to jeden z lep­szych “wan­da­li­zmów”, jakie wie­dzia­łem. Auto­ra­mi są ludzie, ukry­wa­ją­cy się na Insta­gra­mie pod nic­kiem @stylwitheasy. Mural znaj­dzie­cie na ścia­nie liceum przy uli­cy Lice­al­nej (cóż za suspens)

Aneg­dot­ka do tego zdję­cia jest taka, że w pierw­szej wer­sji sta­li­śmy obok sie­bie, jed­nak oka­za­ło się, że jestem już tak gru­by, że Przy­go­da wyglą­dał przy mnie jak kra­snal ogro­do­wy. Uzna­li­śmy, że dla zacho­wa­nia pro­por­cji cof­nę się o kil­ka kro­ków. Best desy­żyn ever.

A tu mural, któ­ry napa­to­czył się przy­pad­ko­wo po dro­dze, ale bar­dziej urzekł mnie furak Jasi Faso­li, któ­ry nawet pod luster­kiem miał zawie­szo­ne­go tego same­go misia, co u Mr Bean’a. Jak widać po zdję­ciu, za cho­le­rę bym się nie zmie­ścił.

Tu z kolei mural pod opol­skim amfi­te­atrem. Zapo­mnia­łem dopy­tać Przy­go­dę o jego gene­zę, ale sko­ro jest pod amfi­te­atrem, to wymy­śli­łem sobie, że nama­lo­wał go Rysiek Ryn­kow­ski i zaty­tu­ło­wał: “Kon­duk­to­rze byle nie do War­sza­wy”. Seems legit.

Nadal jeste­śmy w tym samym miej­scu, tyl­ko pod sąsied­nią ścia­ną. W tle widać 700-let­nią wie­żę Pia­stow­ską, któ­ra kie­dyś była czę­ścią Zam­ku Pia­stow­skie­go, a teraz jest czę­ścią blo­ku z wiel­kiej pły­ty XD. Pod­pis może być tyl­ko jeden -> Kie­dy kla­sy­ka spo­ty­ka się z nowo­cze­sno­ścią 😉

A tu już prze­nie­śli­śmy się nad Odrę i popy­la­my w kie­run­ku wysy­py Bol­ko, czy­li aktu­al­nie naj­bar­dziej fan­cy miej­sców­ki w Opo­lu.

A to mostek, któ­ry pro­wa­dzi z opol­skie­go lądu na wyspę Bol­ko. Przy­znaj­cie, że kadr wyszedł nam epic­ki! Sekret jest taki, że kie­dy Przy­go­da zapro­po­no­wał to uję­cie, w pierw­szym momen­cie pomy­śla­łem, że chce mnie strol­lo­wać i zro­bić kom­pro­mi­tu­ją­ce foto, jak leżę na pomo­ście w kre­tyń­skiej pozie, a prze­cho­dzą­cy ludzie puka­ją się w gło­wę i szep­czą pod nosem “No idio­ta”. I nadal tak uwa­żam, a że zdję­cie fak­tycz­nie wyszło rześ­kie? Przy­pa­dek!

A to już na wyspie Bol­ko, kie­dy powie­dzia­łem do Przy­go­dy: “Sfo­to­gra­fuj mnie, jak jed­ną ze swo­ich fran­cu­skich ladacz­nic”. So fuc­king roman­tic.

I kolej­ne słi­ta­śne foto. Jak tyl­ko zoba­czy­łem tę miej­sców­kę, od razu krzyk­ną­łem do Przy­go­dy -> “Człe­niu ogar­nij ten kon­cept. Sia­dam na mur­ku, paczę w wodę i uda­ję zamy­ślo­ne­go, a ty cyk i mamy fotę a’la Mafa­shion. Insta­gram mój”.

A jak sie­dzia­łem na tym mur­ku, to za moim ple­ca­mi mia­łem wyjąt­ko­wo sexi knaj­pę. Nazy­wa się “Laba” i jest na mak­sa insta-frien­dly. Zwłasz­cza wie­czo­ra­mi.

Jak już ogar­nę­li­śmy Bol­ko, wbi­li­śmy, cali na bia­ło, do cen­trum. Pierw­szym spo­tem był Plac Seba­stia­na, gdzie nad ławecz­ką wisi lam­pa, któ­ra na fotach wyglą­da jak księ­życ i robią ludzi wodę z mózgu -> Łooo panie, ale wiel­ki księ­życ! Jebla idzie dostać. XD

I mają tam jesz­cze fon­tan­nę, któ­rej sądząc po bar­wach, raczej nie sfi­nan­so­wał Andrzej Duda

Kolej­nym przy­stan­kiem był dep­tak przy uli­cy Kra­kow­skiej, gdzie moż­na natknąć się na kolo­ro­we insta­la­cje w kształ­cie trą­by powietrz­nej. Tzn. myśla­łem, że to trą­ba powietrz­na, na co Przy­go­da odrzekł: “Pla­żo pro­szę, to jest trąb­ka, w sen­sie instru­ment! W koń­cu jesteś w sto­li­cy pol­skiej pio­sen­ki, heloł”. Okej, niech będzie, że to trąb­ka-instru­ment. Tak czy siak faj­nie to wyglą­da.

A tutaj jeste­śmy pod jakimś kościo­łem, gdzie stoi pomnik Atla­sa, któ­re­mu do nie­daw­na wysta­wał pręt z tył­ka. Oczy­wi­ście, jak mi Przy­go­da o tym powie­dział, to odrze­kłem: “Kur­ła, jedziem tam. Muszę mieć fotę”. Nie­ste­ty cała Pol­ska tak bru­tal­nie cisnę­ła bekę z Opo­la za ten pręt, że osta­tecz­nie wło­da­rze mu go wycią­gnę­li i tyle było z moje­go epic­kie­go zdję­cia. W zastęp­stwie zro­bi­li­śmy powyż­sze. Od bie­dy ujdzie

Zjeź­dzi­li­śmy jesz­cze tro­chę faj­nych miej­scó­wek, ale to już nie będę was męczył, tyl­ko ode­ślę na blo­ga­ska Czło­wie­ka Przy­go­dy -> www.czlowiekprzygoda.pl. On ma wszyst­ko obfo­to­gra­fo­wa­ne i do tego spi­sał roż­ne prze­wod­ni­ki, więc jeśli ktoś chciał­by wbić do Opo­la na urlop, to wszyst­ko ma poda­ne na tacy. My tym­cza­sem odsta­wi­li­śmy hulaj­ki i ruszy­li­śmy na sza­mę i dri­necz­ki. Jed­nak o tym już cicho sza -> Co się dzie­je w Opo­lu po 23, zosta­je w Opo­lu.

No i tak to wła­śnie wyglą­da­ło. Zale­d­wie 24 godzi­ny w Opo­lu, ale dzię­ki elek­trycz­nym hulaj­kom zwie­dza­nie wyci­snę­li­śmy na mak­sa i jesz­cze zosta­ło tro­chę cza­su na afte­rek. Mia­sto zde­cy­do­wa­nie pole­cam odwie­dzić, zwłasz­cza teraz, kie­dy waka­cje zagra­ni­co to nadal nic pew­ne­go, a naj­po­pu­lar­niej­sze Pol­skie miej­sców­ki już daw­no zakle­pa­ne. I na koniec jesz­cze raz zosta­wiam link do stro­ny 4sharing.service -> KLIK, bo gdzie­kol­wiek byście się nie uda­li, war­to mieć przy sobie hulaj­no­gę elek­trycz­ną. Pozdra­wiam, Żanet­ka Lyta.

A to widziałeś?