Żarcie & Napitki

A jakie piwo Ty lubisz?

30/07/2018
piwo z łonowcow

Nie mówie, że piwa kra­ftowe są złe. Wręcz prze­ciw­nie, lubię raz na jakiś czas wejść do mono­po­lo­wego o bun­czucz­nej nazwie “Ostatni łyk” i zapo­dać do sprze­dawcy: “Mam fazę na jakieś dobre piwo, co mi pan poleci?”, po czym wra­cam do domu lżej­szy o 30 zło­tych, ale za to z jakimś hiper ultra wymia­ta­czem pod pachą, uwa­rzo­nym przez Tybe­tań­skich Mni­chów wewnątrz wul­kanu, pod­czas zaćmie­nia księ­życa, które zda­rza się raz na 100 lat. Ogłu­szony tym mar­ke­tin­go­wym spa­zmem, roz­sia­dam się wygod­nie na sofie, odpa­lam “Trudne Sprawy”, po czym uro­czy­ście odkap­slo­wuje butelkę, biorę łyka i … pluję dalej niż widzę, bo sma­kuje jak płyn do mycia naczyń z domieszką lubry­kanta na lep­szy poślizg od Durexapiwosz,  

Tak jak mówię, piwo kra­ftowe raz na jakiś czas spoko . Gorzej z kole­gami, któ­rzy kie­dyś zapi­jali się Har­na­siem, a teraz nie możesz się z nimi umó­wić na szybki kufel jasnego peł­nego, bo są już na pozio­mie, na któ­rym nie prze­łkną niczego, co nie ma w sobie wyraź­nej nuty pie­czo­nego bisz­koptu, wędzo­nego boczku, gorz­kiej cze­ko­lady Laph­ro­iga i deli­kat­nego aro­matu nowo­ze­landz­kiego torfu. Oczy­wi­ście musi być ze środ­ko­wej fer­men­ta­cji, palone w otwar­tej eks­trak­cji w nie­do­mknię­tej kadzi, w smaku gorz­kie jak zale­głe rachunki i inten­sywne niczym bieg rzeź­nika. A już naj­go­rzej jak przez przy­pa­dek podasz takiemu kla­syczne piwo kon­cer­nowe, a on niczego nie­świa­domy, wypije jed­nym hau­stem i pochwali, po czym zoba­czy pustą butelkę i zre­flek­tuje, co się wła­śnie wyda­rzyło. Muro­wany friend­ship over. I pomy­śleć, że jesz­cze kilka lat temu wszy­scy wycho­dzi­li­śmy z zało­że­nia, że każde piwo, które jest w lodówce po zamknię­ciu skle­pów, to dobre piwo.

Zmie­rzam do tego, że mia­łem nadzieję, że w kwe­stii bro­wa­rów osią­gne­li­śmy już szczyt hip­ster­stwa i bar­dziej skom­pli­ko­wać wyj­ścia z zio­mami do baru już się nie da… wtem na piwną scenę wbija (cały na biało) bro­war o nazwie Order The Juni i mówi: “Co wy pije­cie? Kra­fty? Gówno pije­cie! Jeśli masz rozum i god­ność czło­wieka, to będziesz pił tylko nasze piwo wagi­nalne. Tak, dobrze sły­szy­cie — wagi­nalne. Pobra­li­śmy wymaz z bro­szek Pau­liny i Moniki, po czym pocze­ka­li­śmy aż się zakawsi i voila, stwo­rzy­li­śmy naj­lep­szego Impe­riala Sour Biere de Cham­pa­gne ever. Nic tylko lecieć do Żabki i brać. Jedyne 10 ojro za butelkę“

piwo waginalneOczy­wi­ście w pierw­szym odru­chu pomy­śla­łem: “Dzi­zas, jak bar­dzo trzeba mieć chory cze­rep, żeby wpaść na pomysł pobie­ra­nia bak­te­rii mle­ko­wych z mło­dej psio­chy i do tego jesz­cze wle­wać je do kadzi? Prze­cież to się nie sprzeda! Baaa sane­pid “wyniu­cha temat” i zamknie taki pier­dol­nik w 3 sekundy, a wła­ści­ciela skie­ruje na lecze­nie”, po czym przy­po­mnieli mi się moi kole­dzy sma­ko­sze, a jesz­cze póź­niej naj­droż­sza kawa na świe­cie, którą naj­pierw musi wsza­mać luwak (taka azja­tycka nutria), następ­nie pójść na posia­dówę, a jak już skoń­czy, do gry wcho­dzi jakiś Bogu winny Azjata i wyła­wia z ich guana prze­tra­wione ziarna, pakuje do wora, wrzuca na sta­tek do Europy, a tam cyk 2000zł za kilogram.

Czyli na bank się sprzeda. Pyta­nie tylko, czy obe­rwę ryko­sze­tem? Ostat­nio ziom zabrał mnie do knajpy z wszyst­kimi piwami świata (poza kon­cer­no­wymi), gdzie powie­dzia­łem bar­ma­nowi, że aktu­al­nie mam fazę na psze­nicz­niaki i jakby coś w tym stylu zarzu­cił, byłoby git. “Spoko, mam psze­nicz­niaczka kra­fto­wego z lekką nutką grejp­fruta”. Nuta była tak lekka, że nie­mal dosta­łem stre­eta w oczach, jak mi wykrę­ciło ryja. Uswia­do­miło mi to, że z moim ple­bej­skim pod­nie­bie­niem już nic się nie da zro­bić — Kor­mo­ran to max, który jestem w sta­nie doce­nić. Teraz zapewne będzie podob­nie, i kiedy kum­pel w końcu wycią­gnie mnie na piwo z musze­lek Pau­liny i Moniki (czło­wieku naj­lep­szy bro­war ever, inne nie mają startu), moja reak­cja będzie, jak w tym żar­cie, gdzie bos­man zdra­dza majt­kowi prze­pis na ide­alną fajkę (spo­iler: do tyto­niu musisz dosy­pać parę wło­sów łono­wych mło­dej nie­wia­sty). Następ­nego dnia maj­tek daje bos­ma­nowi swoją faję do spró­bo­wa­nia (zro­bi­łem tak jak bos­man radził), na co bos­man maje­sta­tycz­nie wypusz­cza dym z nosa i tako rze­cze: Za bli­sko dupy rwiecie! 

I dla­tego pre­fe­ruję wódkę!

A to widziałeś?