Włóczykijing, Żarcie & Napitki

Co zobaczyć w Toruniu. PigOutowy Przewodnik Weekendowy.

22/09/2015
Torun

Co zoba­czyć w Toru­niu? Week­en­dowy prze­wod­nik by PigOut.

Ten wpis otwiera nowy cykl, w któ­rym pla­nuję sku­pić się na podró­żach, ale tych mniej­szych, do ogar­nię­cia w week­end. Jego ideą jest zła­pa­nie ide­al­nego balansu mię­dzy zoba­cze­niem cze­goś cie­ka­wego, a chil­lo­utem. Zabytki są spoko, zwłasz­cza te wol­no­sto­jące, które można podzi­wiać bez wie­lo­go­dzin­nego cze­ka­nia w kolej­kach i wyda­wa­nia for­tuny na bilety, ale nad­gor­liwe zwie­dza­nie to jedna z form faszy­zmu. Ważne, aby w cza­sie takiego wypadu nie popaść w sza­leń­stwo i nie zmie­nić się w japoń­skiego turystę-zombie, który bez­re­flek­syj­nie odha­cza kolejne kościoły i strzela z apa­ratu do wszyst­kiego, co się NIE rusza. Pra­wi­dłowo skro­jony wyjazd musi prze­wi­dy­wać czas na driny i szamę, czyli wszystko to, co kryje się pod słow­ni­kową defi­ni­cją PigOut’u. Bo nic tak nie wyra­bia opi­nii, jak spró­bo­wa­nie po pijaku miej­sco­wego kebaba. Na pierw­szy ogień idzie Toruń. Tak się zło­żyło, że w ciągu ostat­niego mie­siąca, aż dwu­krot­nie rzu­ciło mnie do tego mia­sta, więc już się tro­chę orien­tuję.


Dla­czego warto jechać do Toru­nia?

Mógł­bym podać tysiąc powo­dów, dla któ­rych warto odwie­dzić Toruń i tylko jeden prze­ciwko — jesteś z Byd­gosz­czy! W tele­gra­ficz­nym skró­cie: Toruń jest atrak­cyjny wizu­al­nie, nazna­czony histo­rią, kli­ma­tyczny, przy­stępny cenowo i rewe­la­cyj­nie ulo­ko­wany. Nie­ważne czy jedziesz z War­szawy, Łodzi, Pozna­nia, czy Gdań­ska, bo i tak doku­lasz się auto­stradą, a jeśli aku­rat poli­cja ode­brała Ci prawko (pozdro R.), w obwo­dzie wciąż pozo­staje pociąg lub pol­ski bus. Nic tylko jechać.


Gdzie prze­ki­mać?

Wer­sja po tanio­ściIbis Bud­get Hotel. Ulo­ko­wany rzut kamie­niem od Bul­waru Fila­del­fij­skiego i 5 minut z buta od sta­rówki. Stan­dard, co prawda dupy nie urywa, bo pokoje są mikro­sko­pijne i nie mają osob­nego pomiesz­cze­nia z umy­walką, co swoją drogą jest mega dzi­waczne i przy­po­mina szpi­tal, ale z dru­giej strony są wystar­cza­jąco wygodne, jeśli trak­tuje się je jako prze­cho­wal­nie bagażu i miej­sce do ode­spa­nia tru­dów dnia (i nocy).

Na plus zde­cy­do­wa­nie loka­li­za­cja i cena, która sta­ruje od 49 zł/noc od pary. Słówko “od” brzmi jak pułapka, ale zarę­czam, że jest to wyko­nalne. Dokład­nie tyle pła­ci­łem i to przy poby­cie z piątku na nie­dzielę. Z minu­sów — płatny par­king strze­żony, ale zawsze można pozo­sta­wić furaka za fra­jer na ulicy przed hote­lem, i dro­gie śnia­da­nie, ale to też nie pro­blem. Na rynku za te pie­nią­dze można sobie zro­bić wyżerkę jak na cygań­skim weselu. Aaa i jest jesz­cze to … #trud­ne­sprawy

aa i jeszcze to

Poza tym lux. Ide­alne miej­sce jako baza wypa­dowa. Jeśli ktoś dru­giego dnia będzie nie­dy­spo­no­wany to mają Canal+ i sprawne WIFI.

 
Wer­sja na bogatoHotel “Pod Czarną Różą” — Urzą­dzony w sta­rej kamie­nicy usy­tu­owa­nej kil­ka­dzie­siąt metrów od rynku. Czy­sto, ład­nie, tyle że wystrój jak u pra­babci. Ogól­nie spoko opcja, ale jeśli nie jesteś kró­lową angiel­ską, nie ma sensu pła­cić 250 zł za nockę tylko po to, żeby być odro­binę bli­żej sta­rówki niż z Ibisu. Wystroju i tak nie doce­nisz. Ja byłem służ­bowo, więc się nie liczy.


Co zoba­czyć?

Być może kogoś obrażę tym stwier­dze­niem, ale przy pierw­szej wizy­cie w Toru­niu i to w dodatku week­en­do­wej, nie widzę sensu zapusz­czać się poza sta­rówkę. Pew­nie znaj­dzie się tam wiele inte­re­su­ją­cych rze­czy, ale zostawmy je na kolejne odwie­dziny. Skupmy się na sta­rym mie­ście, które jest o tyle przy­jem­nie, że można się na nie zapu­ścić bez żad­nego planu, a wszyst­kie zabytki i atrak­cje, prę­dzej czy póź­niej i tak same się napa­to­czą. Będą to m.in.:

 
Ratusz i Pomnik Koper­nika

 
Dom Koper­nika

 
Krzywa Wieża

 
Pla­ne­ta­rium

Swoją drogą z pla­ne­ta­rium zali­czy­łem lekki fuc­kup. Byłem tam z klasą jakieś 15 lat temu po czym pozo­stało wspo­mnie­nie, że to szczyt tech­niki. Namó­wi­łem zna­jo­mych żeby­śmy poszli i oka­zało się, że jest iden­tycz­nie jak za pierw­szym razem. Chcę przez to powie­dzieć, że pla­ne­ta­rium total­nie prze­spało erę HD, o 4K nie wspo­mi­na­jąc. Nawet filmy w RMVB nie mają takiej pik­se­lozy. Tro­chę szkoda, że cały czas tkwią w latach 90′, bo mimo mojej nostal­gii, seans był mocno roz­cza­ro­wu­jący. Więk­szość ludzi spała.

 
Bul­war Fila­del­fij­ski

 
I jesz­cze różne takie

Wybie­ra­jąc się do Toru­nia pod koniec sierp­nia, można dodat­kowo zała­pać się na Festi­wal Świa­teł. Mi się udało. Fajna impreza. Przez kilka dni, codzien­nie od 20 do pół­nocy, w róż­nych punk­tach sta­rówki odby­wają się pokazy świa­teł i lase­rów. Wygląda to mniej wię­cej tak:

 
PigOut, czyli szama i tańc­budy

Prze­cho­dzimy do naj­waż­niej­szego, czyli gdzie na szamę i gdzie na kie­lona? To jest ten punkt, w któ­rym pla­nuję udo­wod­nić, że Toruń jest przy­ja­zny cenowo. Zacznijmy od jedze­nia.

 
Mane­kin — czyli mokry sen war­szaw­skich hip­ste­rów. Mane­kin to nale­śni­kar­nia przez duże N. Poza kla­syczną wer­sją, ser­wują m.in. spa­ghetti nale­śni­kowe, lasa­gne nale­śni­kową, jajecz­nicę podaną na nale­śniku, itd. Nawet nie­które ich kel­nerki mają nale­śnika w miej­scu, gdzie zazwy­czaj jest tyłek. Nor­mal­nie nale­śniki evry­łer. Trzeba jed­nak przy­znać, że jest smacz­nie i nie­drogo ( ceny od 5 do 20 zł), a ich barszcz dwa dni pod rząd rato­wał mi życie. Daje lajka, ale nigdy nie upadnę tak nisko, żeby cze­kać godzinę w kolejce do ich war­szaw­skiej filii.

Kolejka do Mane­kina w Warszawie:

Kolejka do Mane­kina w Toruniu:

 
Czarna Obe­rża

Restau­ra­cja poło­żona tuż obok wspo­mnia­nego wcze­śniej hotelu “Pod czarną różą”. Jej zna­kiem roz­po­znaw­czym jest wystrój a’la dawna gospoda i dwu­da­niowe zestawy obia­dowe za cenę 10 zł. Słow­nie: DZIESIĘĆ ZŁOTYCH! Do tego piwo za 3,5 zł. Nie wiem i chyba nie chce wie­dzieć jak oni to robią, że wycho­dzą na swoje, ale nie mam nic prze­ciwko takiej cenie. Jedze­nie jest typowo bufe­towe, więc nie spo­dzie­waj­cie się wygi­ba­sów na miano gwiazdki Miche­lin, ale jak naj­bar­dziej na prop­sie. Pyta­nie brzmi, czy ludziom miesz­ka­ją­cym w oko­licy w ogóle opłaca się goto­wać w domu?

 
Bro­war Sta­ro­miej­ski Jan Olbracht

Restau­ra­cja z wła­sną warzel­nią piwa. Z resztą ich bro­war sławą wykra­cza poza Toruń i jest znany też w innych zakąt­kach kraju. W kar­cie na stałe mają 4 piwa — tzw. Śmie­tankę (psze­nicz­niak), Pier­ni­kowe (no w końcu Toruń!), Olbracht Pils (kla­syczne) i Spe­cjalne, które zmie­nia się co mie­siąc. Oso­bi­ście jestem fanem ich psze­nicz­niaka, jeden ziom ma jobla na punk­cie pier­ni­ko­wego, a jesz­cze inny wzgar­dził wszyst­kimi i powie­dział, że chce wódkę. Także nie mogę nic reko­men­do­wać, trzeba spró­bo­wać samemu. Poza tym ser­wują cał­kiem nie­złe żar­cie. Żeberka, kaczka, golonka i tego typu kuch­nia. Nie­stety cenowo nie jest już tak przy­jem­nie jak w Obe­rży. Zapo­mnia­łem dodać, że sie­dzi się w becz­kach.

 
Stara Pącz­kar­nia

Idąc od Koper­nika ulicą Sze­roką (czyli tą główną), w końcu natra­fi­cie na “Starą Pącz­kar­nie”, która wbrew nazwie wcale nie jest stara, bo powstała w tym roku, ale zde­cy­do­wa­nie zasłu­guje żeby się przy niej zatrzy­mać i obró­cić jesz­cze cie­płego pączka, sprze­da­wa­nego z okienka. Do wyboru jest kilka warian­tów nadzie­nia, ale to bez zna­cze­nia (pole­cia­łem rymem jak TEDE). Wszyst­kie ury­wają dupę. Mają moją reko­men­da­cję. Idź­cie i powiedz­cie “NIE” ano­rek­sji.

 
Toruń­skie Pier­niki

Tak jak w Zako­pa­nem nie można odpu­ścić oscypka, tak wypad do Toru­nia nie będzie uznany, jeśli nie zali­czy się pier­nika. Obec­nie na mie­ście jest sporo skle­pów z pier­ni­kami, ale z cza­sów mło­do­ści pamię­tam tylko ten fir­mowy “Koper­nika”, ulo­ko­wany naprze­ciwko ratu­sza i tylko temu ufam. Pole­cam kla­sykę, czyli Serca Toruń­skie + Cału­ski z nadzie­niem śliw­ko­wym i z nowo­ści, pier­niki w bia­łej cze­ko­la­dzie z nadzie­niem z czar­nej porzeczki. Wszyst­kie są kurew­sko dobre. Jak mówi­łem, to obo­wiąz­kowy punkt pro­gramu.

 
Toruń­ska Shot Bar

Na koniec zosta­wi­łem mojego fawo­ryta i zara­zem naj­więk­sze odkry­cie wyjazdu — Toruń­ska Shot Bar. Toruń­ska to kli­ma­tyczna sho­tow­nia, ulo­ko­wana w piw­nicy, w bocz­nej uliczce. Nie licząc kla­sycz­nej czy­stej, w kar­cie mają jesz­cze 40 rodza­jów kolo­ro­wych sho­tów, co znacz­nie uła­twia zacią­gnię­cie tam dziew­czyn. Każdy w cenie 3,5 zł, co znacz­nie uła­twia zacią­gnię­cie tam kogo­kol­wiek. Tu mógł­bym skoń­czyć, ale są jesz­cze driny za ósemkę i stół do Beer Ponga, gdyby ktoś po pijaku miał potrzebę udo­wod­nić, że jest sam­cem alfa. W prze­ci­wień­stwie do war­szaw­skich knajp tego typu, w Toruń­skiej jest o wiele wię­cej miej­sca i mniej plebsu. Daje lajka i na pewno wrócę.

P.S. Prze­wod­nik prze­wod­ni­kiem, ale i tak wszystko wyj­dzie w pra­niu. Grunt to raz na jakiś czas gdzieś się ruszyć.

A to widziałeś?