Wysypisko

Ciężkie życie singla

14/02/2017
singiel

Hej sin­gle, a wie­cie, że dzi­siaj jest wasze święto? Jup, 15 lutego, Mię­dzy­na­ro­dowy Dzień Sin­gla. O jego ran­dze niech świad­czy fakt, że wypada w środku tygo­dnia i nie ma z tego tytułu wol­nego. No dobra, żarty na bok, czego może­cie się spo­dzie­wać z tej oka­zji? Mniej wię­cej tego, co w Walen­tynki, czyli niczego. Nikt nie da wam pre­zentu, nikt się nie przej­mie i nawet her­baty nie zrobi. Powiedzmy, że chciał­bym prze­ła­mać ten impas i zło­żyć wam życze­nia, ale nie bar­dzo wiem, co można powie­dzieć, żeby nie pogor­szyć sprawy – gra­tu­luję samot­no­ści, jestem pewien, że to z wła­snego wyboru?

Tak serio to jest wiele rze­czy, któ­rych wam zazdrosz­czę (Madzia to nie­prawda, tak tylko mówię, żeby nie było im przy­kro) - może­cie robić co chce­cie i kiedy chce­cie, na przy­kład zamó­wić frytki i zjeść całą por­cję bez dzie­le­nia się, mimo iż ona zarze­kała się, że nie chce wła­snych, chra­pać bez obaw, że w naj­lep­szej fazie snu dosta­nie­cie cios w grdykę, puscić cicha­cza, kiedy tylko zakręci was w okręż­nicy, cho­dzić w roz­cią­gnię­tych dre­sach i bez mej­kapu, bo kotom i tak wszystko jedno. Poza tym nie ma ryzyka, że poło­wica przy­pali wam twarz żelaz­kiem za rzu­ce­nie skar­pet w złym miej­scu, a wasz luby zamknie was w komórce za dotknię­cie play­sta­tion bez pozwo­le­nia.

Jest jed­nak pewien aspekt, któ­rego zaje­bi­ście wam współ­czuję. Rand­ko­wa­nia. W życiu każ­dego sin­gla, nawet tego z wyboru, przy­cho­dzi etap, kiedy brudne naczy­nia zaczy­nają wysy­py­wać się ze zlewu (chłopcy), a w warzyw­niaku koń­czy się sezon na ogó­rek zie­lony, długi (dziew­czyny). Wtedy tak jakby wzra­sta moty­wa­cja, żeby kogoś sobie zna­leźć i podzie­lić nie­wy­god­nymi obo­wiąz­kami. Nie­stety w tym celu trzeba iść na randkę, co zazwy­czaj koń­czy się pozna­niem jakie­goś psy­chola. Każdy ma jakiś fetysz, każdy. Kwe­stia jak głę­boko drą­ży­cie. Na samą myśl, że miał­bym wró­cić do rand­ko­wa­nia, dostaję dresz­czy. Musiał­bym ubrać się jak czło­wiek, od zera nauczyć zasad zacho­wa­nia w miej­scu publicz­nym, opo­wie­dzieć co robię i uda­wać, że mam jakieś zain­te­re­so­wa­nia, a co naj­gor­sze, wysłu­chać tego samego od dru­giej strony (zabij­cie mnie od razu). Z rand­kami jest ten pro­blem, że zamiast iść samemu, wysy­łamy na nie sfo­to­szo­po­waną wer­sję sie­bie. Mniej wię­cej tak Kaczyń­ski wygrał pre­zy­den­turę – wysta­wił do wybo­rów swo­jego ava­tara, a sam na czas kam­pa­nii scho­wał się pod kamie­niem. Podob­nie jest z rand­kami, zwłasz­cza z inter­netu, a tak się składa, że po prze­kro­cze­niu pew­nego wieku tylko na takie może­cie liczyć.  Stąd już tylko jeden krok od kata­strofy. Zresztą sami wie­cie jak to działa. Zaczyna się od pod­ra­so­wa­nych zdjęć pro­fi­lo­wych, dalej jest: “no hejka, co tam?”, po czym scho­dzą nie­sa­mo­wite opo­wie­ści o podró­żach auto­sto­pem przez Azję i nar­tach w Aspen, a póź­niej przy­cho­dzi czas spo­tka­nia w realu i nagle szok, nie­do­wie­rza­nie i szu­ka­nie alibi do ucieczki, bo oka­zuje się, że ten super przy­stojny, elo­kwentny i dobrze roku­jąc biz­nes­men z inter­netu, w rze­czy­wi­sto­ści skoń­czył tylko wyż­szą szkołę bansu i lansu, aktu­al­nie zatrud­niony jest w fir­mie “szlachta nie pra­cuje”, nadal mieszka z rodzi­cami, uwiel­bia pizzę hawaj­ską i smiał się na “Kac Wawie”. Dokład­nie tak to działa. Kole­sie, któ­rzy jarają się fil­mami ze Ste­ve­nem Seaga­lem, na randce powie­dzą, że naj­bar­dziej cenią try­lo­gię „Ojca Chrzest­nego”, z kolei tle­nione blon­dyny, które co sobotę wywi­jają gołą dupą w klu­bie „Viva” przy hitach „Week­endu”, ściem­nią, że naj­bar­dziej tra­fia do nich „Cold­play”, a ulu­biony moment dnia, to ten, kiedy mogą się odciąć od wszyst­kiego i oddać lek­tu­rze. Jak to mawiał dr House „wszy­scy kła­mią”. Rand­ko­wi­czom nie wolno zamu­lać przed tele­wi­zo­rem, rand­ko­wi­cze muszą mieć pasje. Z pracy pro­sto na squ­asha, zumbę, albo paint­balla. Zimą obo­wiąz­kowo snow­bo­ard w Livi­gno, a latem kite na Rodos. Rand­ko­wi­cze nie mogą lubić kana­pek z pasz­te­tem, rand­ko­wi­cze jedzą tylko sushi i zapi­jają Pro­secco. Rand­ko­wi­cze noto­rycz­nie muszą grać w rosyj­ską ruletkę przy pła­ce­niu rachunku (Dzie­lić nie dzie­lić? Należy do tych, które potrze­bują opieki? Czy może się obrazi, bo w swoim mnie­ma­niu jest kobietą nie­za­leżną?). Rand­ko­wi­cze muszą ściem­niać, że miło było poznać i że na pewno oddzwo­nią. Rand­ko­wi­cze mają prze­je­bane. Współ­czuję. 

P.S. Mam kolegę, który zali­czył (długi) etap rand­ko­wa­nia przez inter­net i z jego opo­wie­ści wynika, że co drugi dzień cho­dził napruty, bo w pew­nym momen­cie nie mógł już na trzeźwo zdzier­żyć życio­wych histo­rii swo­ich ran­dek, z kolei przy wła­snej przy­sy­piał, bo opo­wia­dać po raz 30 to samo potrafi ostro zmę­czyć. Mówił, że wie­lo­krot­nie nadział się na minę — uma­wiał się z dziu­nią, która miała super wymu­skane zdję­cia na pro­filu, a w rze­czy­wi­sto­ści stra­szyła zro­śnięta brwią tudzież owło­sie­niem jak u kie­rowcy tira. Że w pew­nym momen­cie skoń­czyły mu się nowe lokale, przez co wra­cał do sta­rych, co kilka razy skoń­czyło się sytu­acją typu on sie­dzi ze swoją randką przy jed­nym sto­liku, a przy dru­gim Karyna, z którą spo­tkał się tydzień wcze­śniej, z którą na dowi­dze­nia powie­dzieli sobie: “Było super, musimy koniecz­nie to powtó­rzyć”, a póź­niej kon­takt się ury­wał. Mówił jesz­cze, że jak się czło­wiek wkręci w randki przez inter­net to ciężko prze­stać, bo nawet jak jest faj­nie, to gdzieś z tyłu głowy czai się myśl, że na następ­nej może być jesz­cze faj­niej. I tak w nie­skoń­czo­ność. No i na koniec FUN FUCKT: Rand­ko­wicz inter­ne­towy na każ­dym spo­tka­niu mówi, że to jego pierw­szy raz: “Nor­mal­nie takich rze­czy nie robię, dla Cie­bie zrobiłem/am wyją­tek. Nie spier­dol tego (przyp. PigOut)”.

Zdję­cie okład­kowe: http://hubpages.com

A to widziałeś?

  • Haha, wyobra­zi­łem sam sie­bie, jak sta­ram się uczło­wie­czyć i wdro­żyć w rand­ko­wa­nie, po ćwierć­wiecz­nej prze­rwie, w tym momen­cie ujrza­łem na tęt­no­mie­rzu już nawet nie tętno mak­sy­malne, ale czer­wony (na mono­kry­sta­licz­nym ekra­nie) napis: NIETOM DROGOM. To odpu­ści­łem. Na całe szczę­ście NFZ zabra­nia takim pra­wie eme­ry­tom jak ja aktyw­nego rand­ko­wa­nia, pod groźbą zabra­nia przy­szłego zasiłku pie­lę­gna­cyj­nego i ogra­ni­cze­nia dostępu do pampersów.

    • Co jak co, ale u mniepo tak dłu­giej prze­rwie randka na trzeźwo by nie przeszła.

  • Gon­ta­ria Natalek

    Tekst trza­ska po ryju, przy­znam. Tzn mnie wytrza­skał. Nie bar­dzo wiem, czemu dowa­lasz tak singlom?

    • Serio ode­bra­łaś to jako dowa­la­nie sin­glom? W takim razie tym coś mi nie poszło, bo to nic oso­bi­stego, po pro­stu wyla­łem wła­sne lęki, jakie wywo­łuje we mnie wizja powrotu do rand­ko­wa­nia. To, że ludzie prze­kła­mują w inter­ne­cie to żaden sekret. Wia­domo, że nie wszy­scy, ale raczej wię­cej niż mniej.

      • Gon­ta­ria Natalek

        Z tym rand­ko­wa­niem to sama prawda i to jest naj­gor­sze. Nie łapię jed­nak Two­jego dystansu, bo to mnie doty­czy. Jestem zmę­czona byciem sin­glem i wiem, że rand­ko­wa­nie przez inter­net jest chu­jowe. Tylko co innego mi zostaje?

        • Mam olbrzy­mią empa­tię do rand­ko­wi­czów, zwłasz­cza tych, któ­rzy pod­cho­dzą do sprawy poważ­nie, tym­cza­sem przez “oszu­stów matry­mo­nia­lych” mar­nują czas. Osta­tecz­nie tekst zje­chał tro­chę z takiej nar­ra­cji i dałem się ponieść wła­snym lękom, pt. “Co by było gdy­bym”. Serio, chcia­łem w innym tonie to napi­sać.
          Nie widzę za bar­dzo innych roz­wią­zań niż brnię­cie dalej w randki, ale kibi­cuję Ci, żebyś na jed­nej z naj­bliż­szych tra­fiła na “tego właściwego”.

          • Gon­ta­ria Natalek

            Wiem. Gdy­byś naprawdę był chu­jem, to bym Cię nie czytała

          • Hej­ter o zło­tym sercu 😉

  • ewa_inga

    Oso­bi­ście znam jedną szczę­śliwą sin­gielkę z wyboru 🙂 jest Twoją fanką, więc sam rozu­miesz że od tego musia­łam zacząć
    Ale z jed­nym się zgo­dzę — rand­ko­wa­nie i przej­mo­wa­nie kto co pomy­śli — o j ja walę, jak­bym miała do tego wró­cić to bym się pocięła. Jesz­cze o jed­nym zapo­mnia­łeś pod­czas tema­tów rand­ko­wych — syp­nąć dow­ci­pem o ojcu Rydzyku, czy jed­nak iść w stronę smo­leń­skiego zama­chu, być liber­ty­nem czy może jed­nak agno­sty­kiem, a może liber­tyń­skim agno­sty­kiem.….… trudny wybór.
    Jakiś czas temu na impre­zie koleś do mnie zaga­dał — czy bar­dzo mnie bolało jak spa­dłam z nieba.… jak gwiazdka.…. PRZYSIĘGAM.… mam świad­ków :D:D:D I nie, nie była to impreza dla gim­na­zja­li­stów. Po sekun­dadch nie­do­wie­rza­nia, tudzież wyczu­cia czy żar­tuje — zaczę­łam się tak śmiać, że nie mogłam się uspo­koić.….. oplu­łam się wła­snym drin­kiem, i za każ­dym razem jak przy­po­mnę sobie ton jego głosu to się śmieję (nawet teraz cie­szę ryja do kompa).
    Aaaaaaaa i naj­faj­nie­sze — złu­dze­nia — ostat­nio zna­joma odsta­wiła histe­rię o gówno zacho­wu­jąc się jakby miała 15 lat (ma 38) a jej nowy chło­pak uważa że jest ona CYTUJĘ “cudow­nie emo­cjo­nalna” :D:D:D:D:D:D:D

    • Nie mów, że w 21 wieku w obiegu nadal jest sucha o spa­da­niu z nieba? Dzi­zas!!! Dla­tego randki nie są dla ludzi w moim wieku — za stary już jestem na takie żenu­jące wstawki. “Cudow­nie emo­cjo­nalna” <3

      • ewa_inga

        Tak, więc gdy Madzia rzuca w Cie­bie skar­pet­kami zassa­nymi przez rurę od odku­rza­cza to nie jest wkur­wiona tylko “cudow­nie emo­cjo­nalna”.…. Nie muszę mówić, że to okre­śle­nie jest hitem wśród znajomych?

        • Wgry­wam sobie sto wyra­że­nie do słownika 😉

  • Mar­cin Frankowski

    Mi szcze­gól­nie spodo­bał się frag­ment o pasjach i zain­te­re­so­wa­niach. Bo fak­tycz­nie każdy musi poka­zać, jakie to fascy­nu­jące, pełne emo­cji życie pro­wa­dzi. Jakby kanapki z pasz­te­tem, smal­cem i ogór­kiem oraz pięć­dzie­siątka były czymś gor­szym. Nie można się przy­znać, że jest się typo­wym kana­po­wym kar­to­flem, bo niby śmiesz­nie, faj­nie, ale jed­nak nie… No chyba że pozna się kana­po­wego kar­to­fla płci prze­ciw­nej. Mi się udało, już na początku lojal­nie usta­li­li­śmy, że lubimy poza­mu­lać i pomil­czeć z pół godziny. Więc w sumie można, ale nie jest łatwo tra­fić na taki egzem­plarz. Tzn jest ich masa, ale się nie ujaw­niają (coś jak powy­pad­kowe pas­saty z Nie­miec).
    A co do dyle­matu “być sin­glem czy nie”, to jest ten stary, żydow­ski dow­cip, jak do rabego wpada przed samym ślu­bem chło­pak i pyta — żenić się czy nie? I w odpo­wie­dzi sły­szy — co byś nie wybrał, i tak będzie źle!

    • Jak­bym miał wró­cić do rand­ko­wa­nia też bym wyło­żył kawę na ławę — pasz­tet, leże­nie i hej­to­wa­nie, tym się zaj­muję 😉 Szkoda czasu na jałowe przebiegi.

  • Zuza Led­wo­row­ska

    Ja też się na pierw­szej randce z moim obec­nym super chło­pa­kiem naje­ba­łam jak świ­nia. He. Ale jest!

    • Zuza Led­wo­row­ska

      I rze­czy­wi­ście uwiódł mnie swo­imi opo­wie­ściami o miesz­ka­niu w Austra­lii i impre­zach w Taj­lan­dii. I rze­czy­wi­ście, zmie­ni­łam wtedy pro­fi­lowe na faj­niej­sze. I rze­czy­wi­ście, mam dwa koty i były strasz­nie zdzi­wione, że mamu­sia już nie cho­dzi w dre­sie, tylko popier­dala do H&Mu coby sobie seksi piżamki kupić. Haha. Soooo true.

      • Ja z Madzią też na pierw­szej radce nie wyle­wa­li­śmy za koł­nierz. To pozwala prze­sko­czyć od razu o 4 randki do przodu. A i opo­wie­ści o przy­go­dach w Taj­lan­dii są spoko, o ile po pew­nym cza­sie nie wycho­dzi, że były wyssane z palca i w rze­czy­wi­sto­ści koleś woli sobie kupić nowy tele­fon niż wydać na wycieczkę. Grunt to tra­fić na brat­nią duszę 😉

  • Oż ty, a ja wła­śnie zmie­ni­łam pro­fi­lowe spe­cjal­nie dla takiego jednego…