Wysypisko

Share Week 2017

26/03/2017

Jeśli jesteś blo­ge­rem, możesz od razu zje­chać o kilka para­gra­fów, bo dobrze wiesz, o co cho­dzi. Z kolei, jeśli jesteś czy­tel­ni­kiem, pozwól, że wpro­wa­dzę Cię pokrótce w sytu­ację. Otóż raz do roku w blo­gos­fe­rze odbywa się akcja Share Week, która polega na tym, że blo­ge­rzy pole­cają swoim czy­tel­ni­kom innych blo­ge­rów. Przy­naj­mniej tak brzmi teo­ria. W prak­tyce jest to wielki mara­ton wza­jem­nego kle­pa­nia się po plec­kach i pokaz kto z kim trzyma. X poleca mnie, więc ja pole­cam X w rewanżu. Ręka rękę myje. Naj­go­rzej jak ja pole­cam X, a X mnie igno­ruje i reko­men­duje Y. Wierz­cie mi, dramy w “Kla­nie” to pikuś przy dra­mie w blo­gos­fe­rze. Wróćmy jed­nak do tematu. Pomy­sło­dawcą przed­się­wzię­cia jest Andrzej Tuchol­ski, czyli gość, który kie­dyś był nie­ka­we­stio­no­waną gwiazdą, a teraz nikt nie daje faka na jego wpisy, ale raz do roku, kiedy star­tuje Share Week, wszy­scy blo­ge­rzy udają, że koleś nadal jest punk­tem odnie­sie­nia i sło­dzą mu co nie­miara. Bit­ches ple­ase, tro­chę god­no­ści. Jak­by­ście zapy­tali mnie rok temu, co sadzę o Share Weeku, powie­dział­bym, że to super idea. Nie­stety od tam­tego czasu tro­chę mi się odmie­niło, bo odkry­łem, że tema­tem inte­re­sują się wyłącz­nie blo­ge­rzy i to nie na zasa­dzie posze­rza­nia hory­zon­tów, a szyb­kiego scrol­lo­wa­nia wpi­sów w celu spraw­dze­nia, czy zostali nomi­no­wani. Jeśli zostali, w rewanżu zosta­wiają komen­tarz w stylu: “Dzięki, Ty też jesteś zaje­bi­sty”, jeśli nie, to na dwoje babka wró­żyła. Cza­sami wzno­szą się ponad foszka i piszą dyplo­ma­tyczne: “O nie znałem/am tych blo­gów, dzięki za pole­ce­nie, już wiem, co będę robił/a wie­czo­rem”, co w wol­nym tłu­ma­cze­niu zna­czy “o Ty łajzo! Zoba­czysz, jesz­cze będziesz cze­goś chciał”. Drugi odruch to zla­nie tematu i hodowla zadry w sercu. Mimo powyż­szych uprze­dzeń osta­tecz­nie zde­cy­do­wa­łem się wziąć udział w akcji i zapo­dać trzy blogi, które fak­tycz­nie czy­tuje. A nuż się mylę, co do dzia­ła­nia Share Weeka. Lepiej nie ryzy­ko­wać. Oto one:

Piąt­kowy Kącik Nie­na­wi­ści Dla Ludz­ko­ści — prawda, że kozacka nazwa? Bloga znam od nie­dawna, ale kilka tek­stów wystar­czyło, żebym został fanem. Poru­szana tema­tyka jest sze­roka niczym dupa Kim Kar­da­shian, bo tra­fia się zarówno poli­tyka, wpisy podróż­ni­cze, tek­sty o blo­go­wa­niu, jak i roz­k­minki na temat rela­cji damsko-męskich, czyli tro­chę mix Toma­sza Lisa z Komin­kiem i Poko­le­niem Ikea, ale jeśli ma się takie pióro jak autorka, można pisać nawet o dupie Maryni, a i tak wyj­dzie zaje­bi­ście. Bloga wyróż­niają wyra­zi­ste opi­nie, rześki styl, wyso­ko­ga­tun­kowy sar­kazm, wyra­fi­no­wana zło­śli­wość oraz puenty szyte na miarę, czyli to, co tygrysy lubią naj­bar­dziej. Daję lajka.

Dizan­juch — blog, na któ­rym sie­dzę czę­ściej niż u sie­bie. Serio. Pro­wa­dzi go Jacek, który według PESELu jest rówie­śni­kiem dino­zau­rów, tym­cza­sem nie­je­den mło­dzie­nia­szek może mu pozaz­dro­ścić flow i roze­zna­nia w tren­dach. Pole­ca­jąc go, strze­lam sobie tro­chę w kolano, bo bywa rów­nie “zabawny” i zło­śliwy jak ja, ale wygrywa regu­lar­no­ścią. Zanim ja się zbiorę do napi­sa­nia jed­nego tek­stu, on już koń­czy dzie­siąty. U Dizaj­nu­cha znaj­dzie­cie dar­cie łacha, wbi­ja­nie szpi­lek, kul­turę, podróże i żar­cie, czyli wszystko, czego ludzie szu­kają w inter­ne­cie. Mam czuja, że wygra tego­rocz­nego Share Weeka, więc naj­le­piej polu­bić go jesz­cze dzi­siaj i szpa­no­wać, że dali­ście lajka, zanim stało się to modne.

Thief of the World — blog laj­staj­lowy, dla któ­rego ja i moje roz­cią­gnięte dresy raczej nie jeste­śmy wyma­rzoną grupą doce­lową, mimo to czę­sto zaglą­dam, bo mamy dwa punkty styku, czyli jedze­nie i podróże. Na blogu znaj­dzie­cie mul­tum prze­wod­ni­ków i recek restau­ra­cji, ale to, co według mnie szcze­gól­nie go wyróż­nia, to wygląd. Czy­sto, este­tycz­nie, przy­jem­nie dla oka i super foty. Pro­wa­dzi go Alak­san­dra, bar­dzo sym­pa­tyczna i jesz­cze bar­dziej ele­gancka dziew­czyna, którą w foto­gra­fo­wa­niu wspo­maga mąż… o ile dobrze kom­bi­nuje. Widać, że wkła­dają w blo­go­wa­nie mnó­stwo pracy. Kibi­cuję, żeby dalej się roz­wi­jali, ale mogliby tro­chę przy­sto­po­wać z egzo­tycz­nymi woja­żami, bo te bóle dupy z zazdro­ści stają się nie do zniesienia.

Poza tym nadal prop­suje blogi, które typo­wa­łem w zeszłym roku (i to, że pro­wa­dzą je moje zio­meczki nie ma tu nic do rze­czy), czyli Lady Kit­chen w kate­go­rii gastro, Paweł Czło­wiek Przy­goda — foto, Domi­nik Jona­tow­ski — spam na Twit­te­rze, Blo­gierka - zdję­cia z kawą, jazda na rowe­rze w śniegu oraz komen­ta­rze do aktu­al­nych wyda­rzeń w for­mie sce­nek z udzia­łem Ste­fana i Kry­styny. Zde­cy­do­wa­nie powinna być tutaj jesz­cze Dri­ving Nuts, któ­rej jestem abso­lut­nym psy­cho­fa­nem, nie­stety na jej blo­ga­sku od jakie­goś czasu cisza. 

“Wiel­kieś mi uczy­niła pustki w prze­glą­darce mej, Moja droga Dri­ving Nuts, tym znik­nie­niem swoim!“

Jest jesz­cze kilka blo­gów, które dobrze rokują, ale nadal znamy się zbyt krótko. Za rok nadrobimy.

A to widziałeś?

  • Tak jest, Dizaj­nuch mam nadzieję, że w tym roku, niczym Obcy, zrobi decy­du­jące star­cie w blo­gos­fe­rze, miaż­dżąc kon­ku­ren­cję. Żeby z tego jesz­cze jakieś cho­ciaż puchary były, dyplomy, “zacna nagroda, 5złotych na loda” a tu tylko fejm i zawiść współkonkurentów 😉

    • Fan­tów z tego nie ma, ale chwała jest wieczna. Pyta­nie, jak Diznaj­nuch sobie pora­dzi z tym fejmem 😉

      • Spier­dolę się z tego szczytu, jak ten Obcy, co zła­ził w dół i było lekko no… stromo.

        Ser­wer mi padł przez Cie­bie, wiesz? W życiu mnie nie odwie­dziło wię­cej 5 osób dzien­nie, z czego jedną byłem ja, drugą Ty, a trze­cią Bookworm. I to aku­rat w dzień, kiedy powi­nie­nem gości witać chle­bem, solą i kar­kówką z grilla, a ja docho­dzę do sie­bie po tym, jak wczo­raj pochla­łem z zio­ma­lem jesz­cze z liceum.

        Dzięki, mam nadzieję, że nic nie będziesz ode mnie chciał. Poza tymi flasz­kami, które mie­li­śmy razem zrobić 🙂

        • Oby fak­tycz­nie Ci się prze­grzał, ale nadal nie wie­rzę, żeby Share Week dzia­łał, ani żeby ktoś liczył się z moją opi­nią. Nie­mniej zawsze zostają flaszki 🙂

      • Pomo­żemy mu, a jak. Wypi­jemy za niego płynne pro­cen­towe pro­fity, zjemy to co nałoży na tale­rzyk w bufe­cie (na die­cie jest, co nie?) odpro­wa­dzimy do pokoju i zaj­miemy się impre­zo­wa­niem w jego imie­niu. Jest plan, tylko niech on to wszystko wygra…

        • Może­cie za mnie wypić, po wczo­raj­szym mam wstręt do alko­holu na rok. Świetlny.

  • Szy­mon | pomensku

    Dzięki za ten wpis, bo w sumie to do dziś nie mia­łem poję­cia kto zacz jest Andrzej Tuchol­ski, a teraz to przy­naj­mniej mogę mówić, że PigOut nazwał go bułą w legin­sach. Wstyd było się do nie­wie­dzy przy­znać, ale i spraw­dzić straszno, bo kie­dyś usły­sza­łem o innym blo­go­wym guru, po czym spraw­dzi­łem twór­czy doro­bek i odcho­ro­wy­wa­łem to przez tydzień. Przez 7 bitych dni nie czy­ta­łem nic, litery paliły mnie w oczy i nawet ety­kieta dome­stosu w kiblu odrzu­cała. A Dizaj­nu­cha też namięt­nie czy­tam i też dziada za to nie­na­wi­dzę. Przy­naj­mniej jest stary, jest jakaś spra­wie­dli­wość na tym świecie 😉

    • Póki mi staje co naj­mniej raz w tygo­dniu udam, że nie tego nie czytałem 😀

      • Szy­mon | pomensku

        Jak dostanę kie­dyś wpier*ol nie­spo­dziankę w ciem­nym zaułku to sko­ja­rzę co jest pięć 😀

    • Wysze­dłem z zało­że­nia, że Andrzej nie czyta tych wpi­sów. Bo głu­pio by było, gdyby Dizaj­nu­chowi nie został zali­czony punkt za moją nie­wy­pa­rzoną mordkę.

  • Czuję, jak z każ­dym odda­nym na mnie gło­sem, gdzieś na świe­cie umiera skrom­ność. NA SZCZĘŚCIE Twój był ostatni. Dzię­kuję! Dzię­kuję też za to, że mi setkę (!) owie­czek przez noc prze­sła­łeś na FB, and still coun­ting. Nie ma to jak lek­tura sta­ty­styk o poranku.

    Też się powoli zaczy­nam łapać na tym, że na blogu Dizaj­nu­cha prze­sia­duję wię­cej, niż na swoim. A to dzięki temu, że wspo­mnia­łeś o nim w komen­ta­rzu u mnie.
    No i coś mam wra­że­nie, że Ty też masz dużo, dużo gło­sów. Możemy się śmiać i szy­dzić z kle­pa­nia po plec­kach, ale blo­ge­rzy są napę­dzani na kle­pa­nie po plec­kach. No i na picie szampana.

    • Może fak­tycz­nie prze­sza­dzam z tymi “złymi” i “żąd­nymi fejmu” blo­ge­rami, ale jakoś nie mogę wyrzu­cić z głowy dram, które wybu­chały przy oka­zji ple­bi­scytu na Bloga Roku 2015 i fochów, wyni­ka­ją­cych z pomi­nię­cia w ran­kingu JH. Dobra, prze­staję węszyć spi­sek i odli­czam z Tobą do 1000 🙂

      • Jakie dramy? 😛 *tryb tele­no­wela mode on*

        • Długa histo­ria, zostawmy to 😉

    • Cho­lera, mijamy się, bo ja sie­dzę u Ciebie 🙂

      Nie oszu­kujmy się, każdy blą­ger chce, żeby go jak naj­wię­cej ludzi czytało/oglądało łote­wer. Ale to, co się z kim zadzieje po prze­kro­cze­niu tej magicz­nej gra­nicy “każdy” to już osobna kwe­stia. Wielu tak odbija, że ciężko to zrozumieć.

      • Ja już się zamy­kam, bo zaczą­łem pro­wa­dzić małe docho­dze­nie i oka­zuje się, że jed­nak spi­sek nie ist­nieje. Zacho­wa­łem się jak Antoni 😉

  • Eee, yyy, napi­sa­łam tu kom­cia i naj­wi­docz­niej zapo­mnia­łam opu­bli­ko­wać. O.o Teraz już wiesz, jak to się dzieje, że nie piszę. 😀

    Dzię­kuję za wzmiankę, łezka wzru­sze­nia, że mnie ktoś pamięta. Psy­cho­fa­nizm odwza­jem­niam, PKNDL też lof­ciam odkąd nie­dawno odkry­łam. Sha­re­we­eko­wej notki w tym roku nie napi­szę, więc pozo­staje mi sło­dzić Ci tutaj. ;>

  • Pingback: „Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera” PigOut - recenzja książki w #6na1 | dizajnuch.pl - blog faceta o rzyci...dizajnuch.pl – blog faceta o rzyci…()