Wysypisko

Przeczytałem dzisiaj w necie

29/03/2017
internet

Wczo­raj pisa­łem o zamie­sza­niu wokół lot­ni­ska na Made­rze:

“A skoro o mastur­ba­cji mowa, to w Por­tu­ga­lii wybu­chła awan­tura o lot­ni­sko na Made­rze. Miej­scowi chcą je nazwać imie­niem Cri­stiano Ronaldo, ale sprawę blo­kują jacyś waż­niacy z Lizbony. Ci z Madery argu­men­tują, że naród jest to winny Ronaldo, bo ten sławi kraj na cały świat, na co ci z Lizbony przy­ta­kują, że jak naj­bar­dziej mają rację, ale kuźwa bez prze­sady, bo Kry­cha ma już na Made­rze swój pomnik, muzeum i skwer, na co ci z Madery odpo­wia­dają: “małooo”. Według mnie powinni olać detal i pójść w hurt. Naj­lep­szym roz­wią­za­niem byłoby prze­mia­no­wa­nie “Madery” na “Cria­stiano Ronaldo”. CR7 na pewno byłby heppi, a w gra­ti­sie dosta­li­by­śmy smaczki typu: Michał Pie­róg chwa­lący się w Dzień Dobry TVN, że pod­czas waka­cji zali­czył Cri­stiano Ronaldo, albo repor­taż w Fak­tach, w któ­rym dzien­ni­karz opo­wiada o nagłym znik­nię­ciu Ryśka Swe­tru w cza­sie, gdy reszta opo­zy­cji bary­ka­duje sejm. I na koniec tekst: “Z nie­ofi­cjal­nych źró­deł wiemy, że Ryszard aktu­al­nie sie­dzi na Cri­stiano Ronaldo” +10 do zaje­bi­sto­ści prze­kazu.“

Sprawa ma już swój finał. Otóż wła­dzom Madery udało się prze­for­so­wać pomysł, jed­nak wyma­gało to pój­ścia na kom­pro­mis z mądra­lami z Lizbony. Deal był taki, że Madera dostaje zie­lone świa­tło do zmiany nazwy lot­ni­ska, ale to Lizbona dostar­czy pamiąt­kowe popier­sie, dzięki czemu gazety napi­szą, że to wspólny suk­ces. Dzi­siaj rano odbyła się uro­czy­stość. Naj­pierw odsło­nięto tabliczkę z nazwą, a chwilę póź­niej popier­sie. Poli­tycy z Madery wyka­zali się dobrym reflek­sem i już po chwili rzeźbę przy­kry­wało kilka mary­na­rek… nie­stety miga­waki w apa­ra­tach dzien­ni­ka­rzy były szyb­sze. Gówno wpa­dło w wen­ty­la­tor i poszło w świat.

Zgad­nij­cie, co się znowu roz­biło? Jup, limu­zyna rzą­dowa! Która to już? Ktoś jesz­cze liczy? Wygląda na to, że wycinka drzew nie przy­nio­sła ocze­ki­wa­nych rezul­ta­tów. Co prawda rzą­dowe fury prze­stały zawi­jać się na przy­pad­ko­wych brzo­zach, ale koli­zje jak były tak są. Czas pójść krok dalej. Pro­po­nuję gumowe samo­chody… ewen­tu­al­nie kie­row­ców z pra­wem jazdy, cho­ciaż gumowe samo­chody są bar­dziej realne. Nie wyma­gają, żeby zwal­niać z cie­płych posa­dek krew­nych, zna­jo­mych i zaprzy­jaź­nio­nych gim­na­zli­stów bez kom­pe­ten­cji. Będzie zbiórka na kierwce SUVa?

Nie tylko rząd się roz­bija. Oka­zuje się, że na czo­łówkę idzie też opo­zy­cja w oso­bie Joanny Muchy, która posta­no­wiła zde­rzyć się lite­ra­turą i raczej będzie to wypa­dek ze skut­kiem śmier­tel­nym. Otóż posłanka PO, znana głów­nie z tego, że była naj­gor­szym mini­strem sportu ever (nic nie wsnio­sła w roz­wój sportu, za to uto­piła 6 milio­nów zło­tych na kon­cert Madonny + 500 tys. odprawy dla ex pre­zesa Sta­dionu Naro­do­wego), posta­no­wiła napi­sać książkę. I to nie jakieś tam wyzna­nia cele­bry­tów, a powieść postapo. Co prawda dzien­ni­ka­rzom powie­działa, że nie zna kla­syki gatunku, czyli “Drogi” Cor­macka McCarthy’ego, ale widziała za to wszyst­kie czę­sci “Mad Maxa”, więc będzie dobrze. Hmm to samo mówiła Ilona Feli­cjań­ska przy oka­zji wyda­nia mega paź­dzie­rza “Wszyst­kie odcie­nie czerni”“Nie, nie prze­czy­ta­łam w życiu żad­nej książki, ale widzia­łam 50 twa­rzy Greya, więc jestem dobrej myśli” i wyszło jak wyszło. Książka Joanny Muchy zade­biu­tuje dopiero pod koniec kwiet­nia, ale nie­ofi­cjal­nie udało mi się usta­lić, że będzie to histo­ria o grupce poli­ty­ków, któ­rzy zostali ode­rwani od koryta i z dnia na dzień lądują na ulicy. Boha­te­rowi muszą ozna­leźć się w zupeł­nie nowej sytu­acji. Jesz­cze wczo­raj zaja­dali się ośmior­nicz­kami na koszt podat­nika, a dzi­siaj żyją jak fre­ega­nie, czyli wygrze­bują resztki ze śmiet­nika. Nadal wie­rzą w powrót do wła­dzy, nie­stety wszyst­kie ich pomy­sły koń­czą się spek­ta­ku­larną porażką — to orga­ni­zują mar­sze, na które nikt nie przy­cho­dzi, to bary­ka­dują się w sej­mie, ale wypada aku­rat wigi­lia, więc nobody cares i w końcu wybu­cha afera, która topi ich lidera, bo na jaw wycho­dzi, że koleś zaju­mał kasę ze zbió­rek. W tej histo­rii Zom­biaki wygrywają.

Sen­sa­cją dnia jest wyzna­nie naj­bar­dziej zna­nego świadka koron­nego w kraju, czyli “Masy”, który powie­dział, że jest wiel­kim fanem Jarka Kaczyń­skiego i chęt­nie zostałby jego ochro­nia­rzem. Szcze­rze? Nie jestem pewien, czy “Masa” trol­luje, czy to tak na serio, bo jeśli prze­ana­li­zu­jemy jego prze­szłość, oka­zuje się, że wszy­scy, z któ­rymi był bli­sko, albo sie­dzą, albo nie żyją. Mieć takiego fana, bezcenne.

Ostatni new­sik doty­czy Coca — Coli. Otóż na jaw wyszła tajemna recep­tura ich fla­go­wego napoju. Już wia­domo dla­czego przez ponad 100 lat trzy­mali ją w sekrecie.

Do zda­rze­nia doszło w irlandz­kiej fabryce kon­cernu, co daje duże szanse, że nasi maczali w tym palce i nie tylko palce. Praw­do­podb­nie inspi­ro­wali się sceną z “Poranku Kojota“

Kuba: Skąd ty tyle tego masz?
Siwy: Pra­co­wa­łem w roz­lewni jogur­tów, jak mnie wywa­lili, to powie­dzieli, żebym sobie je zabrał.
Witek: Ty po pro­stu byłeś za dobry do tej roboty.
Siwy: To nie to, wali­łem gru­chę do głów­nego zbior­nika.
Witek (po chwili, pijąc jogurt): Co? Mój jest chyba w porządku.
 

A to widziałeś?