Wysypisko

PigOutowe Podsumowanie Roku 2016

02/01/2017
Do sylwestra zostały niecałe 2 tygodnie, więc najwyższy czas na PPR, czyli PigOutowe Podsumowanie Roku 2016 (12 miesięcy w 12 dni w 12 infografikach). Jeśli nie oglądasz telewizji, nie czytasz gazet, masz internet z Neostrady, ostatnie 12 miesięcy spędziłeś w śpiączce lub z innych powodów czujesz się odstawiony, teraz masz szansę nadrobić. Oto subiektywny przegląd #stycznia

Jeste­śmy na ostat­niej pro­stej do syl­we­stra, więc naj­wyż­szy czas na PPR, czyli PigO­utowe Pod­su­mo­wa­nie Roku 2016. Jeśli nie oglą­dasz tele­wi­zji, nie czy­tasz gazet, masz inter­net z Neo­strady, długo byłeś w śpiączce lub z innych powo­dów czu­jesz się odsta­wiony, teraz masz szansę nad­ro­bić. Oto subiek­tywny prze­gląd roku - 12 mie­sięcy w 12 dni w 12 info­gra­fi­kach (wpis codzien­nie aktu­ali­zo­wany, dla wygody czy­ta­nia naj­star­sze na dole).  

 

Gru­dzień

grudzien

Lewy strzela gola Healty Ann, czyli cała Pol­ska czeka na potomka Lewan­dow­skich — jaki kraj, takie Royal Bejbi.
Pucz vs Cia­maj­dan, czyli zamieszki pod sej­mem, uchwa­le­nie budżetu w kiblu oraz bary­kada opo­zy­cji na sali ple­nar­nej. Na początku wyda­wało się, że w Pol­sce dzieje się coś waż­nego, ale kiedy poli­tycy zaczęli prze­gi­nać z samo­jeb­kami i snap­cha­tami, oka­zało się, że to tylko świąteczno-noworoczna szopka. Szkoda życia, żeby się w to włą­czać.
Osta­teczny cios w Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyjny, czyli pre­zes Rzem­pliń­ski koń­czy kaden­cję i odcho­dzi na eme­ry­turę. Póki, co nic się nie zmie­niło, ale zawsze to dobra oka­zja, żeby napi­sać “dziś ofi­cjal­nie umarła demo­kra­cja w Pol­sce”.
Seria zama­chów, kata­strof i zgo­nów. Naj­pierw udany zamach na rosyj­skiego amba­sa­dora w Tur­cji, następ­nie masa­kra na jar­marku bożo­na­ro­dze­nio­wym w Ber­li­nie (RIP pol­ski kie­rowca cię­ża­rówki), dalej kata­strofa Tupo­lewa w Rosji, w wyniku któ­rej ginie chór Alek­san­drowa i na końcu kolejne już w tym roku zgony cele­bry­tów — RIP Geo­rge Michael, Car­rie Ficher i Boh­dan Smo­leń (Kaba­ret Tej i Edzio listo­nosz — Pamię­tamy [*]). Ode­szło rów­nież kul­towe, budże­towe pisemko por­no­gra­ficzne, czyli “Twój week­end”. Jeśli pamię­tasz te nie­przy­strzy­żone bobry, to zna­czy, że mia­łeś zaje­bi­ste dzie­ciń­stwo.
W kinach rzą­dzą “Gwiezdne Wojny”, z kolei inter­net pod­bija “Syl­we­ster u Andrzeja Dudy” i Jaglak, czyli popu­larny inter­ne­towy koks, który poświę­cił 10 mie­sięcy na zna­le­zie­nie swo­jego naj­więk­szego hej­tera, ale misję koń­czy z suk­ce­sem i rewan­żuje się w pięk­nym stylu.
Pol­ski rząd zamyka rok mega suk­ce­sem, czyli kupuje za gruby hajs (Twój i mój) od rodziny Czar­to­ry­skich dzieła sztuki, które i tak były już udo­stęp­nione dla zwie­dza­ją­cych, któ­rych Czar­to­ry­scy sprze­dać nikomu nie mogli (tak mówi prawo), więc deal życia.

 

Listo­pad

listopadOrange Is The New Black, czyli Donald Trump wygrywa wybory pre­zy­denc­kie po naj­bru­tal­niej­szej kam­pa­nii w histo­rii USA i świata. Pamię­ta­cie te heheszki sprzed roku? Że rasi­sta, anty­se­mita, homo­fob, męska szo­wi­ni­styczna świ­nia, koleś z mar­twą kuną na gło­wie i bez doświad­cze­nia w poli­tyce, nie ma szans na zwy­cię­stwo? No więc jed­nak ma. Jakie wnio­ski możemy wycią­gnąć z tej histo­rii? Nie­ważne co robisz, zawsze bądź sobą, bo ludzie cenią szcze­rość — nawet jeśli ozna­cza to depor­ta­cję dla kilku milio­nów mek­sy­kań­ców (in your face Hil­lary!). Na razie to były tylko słowa, naj­lep­sze dopiero przed nami, czyli czyny. Can’t wait.
Wielki wykopki by PiS, czyli eks­hu­ma­cja ofiar smo­leń­skich. Ope­ra­cja kosz­tuje 10 milio­nów zło­tych, roz­dziera rany u rodzin ofiar, wywo­łuje nie­smak w spo­łe­czeń­stwie i nie wnosi niczego nowego do “śledz­twa”. Co naj­lep­sze, to wcale nie był naj­gor­szy pomysł PiSu w 2016 roku.
Kata­strofa samo­lotu w Kolum­bii. Zgi­nęło 76 osób, w tym nie­mal cała bra­zy­lij­ska dru­żyna pił­kar­ska — Cha­pe­co­ense. Według śled­czych zawi­nili piloci, któ­rzy wie­dzieli, że nie star­czy im wachy na cały lot, a mimo to nie zro­bili pit stopu na tan­ko­wa­nie. “Ja nie dolecę na jed­nym baku? Trzy­maj mi piwo i patrz”. RIP dla ofiar i RIP dla zdro­wego roz­sądku.
Cześć i chwała boha­te­rom, czyli pre­zy­dent Andrzej Duda odzna­cza Krzy­żem Kawa­ler­skim Mał­go­rzatę Kożu­chow­ską.… za hero­iczną walkę z rodziną Mosto­wia­ków w “M jak Miłość” i boha­ter­ską śmierć po czo­ło­wym zde­rze­niu z pustymi kar­to­nami.
Maga­zyn “Gla­mour” wybiera kobietę roku. Drugi rok z rzędu wygrywa męż­czy­zna. Poprzed­nio był to ojczym Kim Kar­da­shian, który ocza­ro­wał świat, uci­na­jąc sobie kuśkę, z kolei w tym roku padło na Bono, nie­stety nikt nie wie za co. Jedy­nym sen­sow­nym wytłu­ma­cze­niem tej sytu­acji jest fakt, że funk­cję naczel­nego w “Gla­mour” pełni Janusz Korwin-Mikke (no bo kto jesz­cze aż tak bar­dzo nie­na­wi­dzi kobiet?). Jeśli dalej tak pój­dzie, to o tym, co jest naj­lep­sze dla kobiet w Pol­sce, będzie decy­do­wał bez­dzietny facet z kotem… oh wait.
Cienka jest gra­nica mię­dzy byciem roz­sąd­nym kon­su­men­tem a cebu­la­kiem, czyli wielki roz­pier­dol na pro­mo­cjach w Lidlu i Bie­dronce. Pol­ska oka­zał się pierw­szym kra­jem w Euro­pie, gdzie Lidl musiał wyco­fać się z pro­mo­cji pt. “jeśli Ci nie sma­kuje, zwróć opa­ko­wa­nie, a my oddamy Ci pie­nią­dze”, bo przez mie­siąc nic nikomu nie sma­ko­wało. Z kolei Bie­dra do dzi­siaj dostaje groźby w stylu “Dziecko już drugi mie­siąc mi ryczy, dawać swie­żaka, albo was spalę!”.
Cud nad Wisłą, czyli Legia remi­suje z Realem. Co prawda póź­niej dostaje srogi wpier­dol od Borus­sii, ale na końcu wygrywa ze Spor­tin­giem i awan­suje do Ligi Euro­pej­skiej. Janu­sze sportu radujmy się, bo to był naprawdę zaje­bi­sty rok dla pol­skiej piłki.
Inter­net wygrywa Mane­kin Chal­lenge, czyli stój i nic nie rób. War­szawa nie kuma skąd ten szał, bo sama już od dawna stoi pod Mane­ki­nem.
Odszedł Leonard Cohen RIP, a o mały włos stra­ci­li­by­śmy rów­nież pol­skiego Leonarda Cohena, czyli Ryśka Ryn­kow­skiego. Chciał się tar­gnąć, na szczę­ście mu nie wyszło. Co ten alko­hol robi z ludzi ehhh.

 

Paź­dzier­nik

pazdziernik

Czarny Pro­test na uli­cach, czyli wku­rzone Polki sprze­ci­wiają się zaka­zowi abor­cji według wizji PiS. Szoł krad­nie Nata­lia Przy­bysz, która jesz­cze nie­dawno nama­wiała do adop­cji psz­czół, teraz twier­dziła, że abor­cja jest spoko, jeśli ma się mały metraż.
Czarna passa Agaty Mły­nar­skiej trwa. Po kop­nia­kach od Jarka Kreta, TVP i janu­szy scho­wa­nych za para­wa­nami w Jura­cie, kolej­nego doło­żył Ros­smann, który zwol­nił ją dycy­pli­nar­nie za kry­tykę pro­gramu 500+, umiesz­czoną pomię­dzy rekla­mami kre­mów na zmar­chy i żylaki #peszek
Wojny cele­bry­tów, czyli Kuba Woje­wódzki hej­tuje wszyst­kie gwiazdy, które mają wąty do Renulki za Azję Express. Obe­rwało się już Rozen­ko­wej, Maj­da­nowi, Piro­gowi i jakie­muś chi­rur­gowi pla­stycz­nemu z TVNu, a licz­nik nadal bije.
Histe­ria w inter­ne­cie po ogło­sze­niu, że lite­racki Nobel trafi do Boba Dylana. Oso­bi­ście lubię to! W końcu mogę powie­dzieć, że znam tek­sty nobli­sty.
Kolejny wpier­dol Legii w Lidze Mistrzów. Tym razem 1–5 z Realem.
Dra­mat 28-letniej bie­gaczki nar­ciar­skiej, Teresy Johaug. Myślała, że sma­ruje usta kre­mem Nivea, tym­cza­sem to był ste­rydy ana­bo­liczne. Nie­stety fede­ra­cja nie uwie­rzyła, że taki krem sprze­dali jej w kio­sku i skoń­czyło się dys­kwa­li­fi­ka­cją.
Cała Pol­ska zasta­na­wia się kto zabił uczen­nicę z Dobro­wic, czyli “Bel­fer” na Canal +
Ode­szli: kul­towy 40-latek Andrzej Kopi­czyń­ski, legen­darny reży­ser i zdo­bywca Oscara Andrzej Wajda oraz Alma, czyli ulu­biony mar­ket Edzi Gór­nika i Kingi Rusin.

 

Wrze­sień

wrzesien

“Ratunku, Niemcy mnie biją”, czyli Legia zbiera 6–0 od Borus­sii Dort­mund, po długo wycze­ki­wa­nym powro­cie do Ligi Mistrzów. Przy oka­zji kibole roz­krę­cili zadymę, w wyniku czego Legia kolejny mecz z Realem zagra przy pustych try­bu­nach.
Koleś napił się łyczka Żywca Zdrój, po czym wylą­do­wał na ostrym dyżu­rze z popa­rzo­nym prze­ły­kiem, czyli Wie­sław Wszywka miał rację — picie wody jest prze­re­kla­mo­wane. Ludzie, któ­rzy pili w tym cza­sie colę, piwo i wódę, nadal czują się zaje­bi­ście.
TVN roz­bija bank oglą­dal­no­ści, czyli rusza Azja Express. Lord Vader nie jest już kró­lem czar­nych cha­rak­te­rów, detro­ni­zuje go Renulka.
W Pol­sce ślub stu­le­cia, czyli Mał­go­nia Roze­nek zaciąga Radzia do ołta­rza, zanim ten zdąży obej­rzeć wszyst­kie odcinki Azji Express i się roz­my­ślić, ale i tak wszy­scy mają to gdzieś, bo w tym samym cza­sie w Hol­ly­wood odgrywa się roz­wód tysiąc­le­cia, czyli Ange­lina rzuca Brada.
Kata­strofa w kinie, czyli o ekrany roz­bija się “Smo­leńsk”, na szczę­ście jesz­cze w tym samym mie­siącu honor pol­skiego kina ratuje “Ostat­nia rodzina”.
W lipcu poże­gna­li­śmy karierę Macieja Zie­nia, po tym, jak koleś wpro­wa­dził do Bie­dronki kolek­cję dywa­ni­ków łazien­ko­wych sygno­wa­nych wła­snym nazwi­skiem i pomimo mega pro­mo­cji, nikt ich nie chciał kupić. RIP. I pomy­śleć, że kie­dyś ubie­rał pre­zy­den­tową i nie­mal wszyst­kie aktorki.

 

Sier­pień

sierpienNie­po­ro­zu­mie­nie na Woro­ni­cza. Jacek Kur­ski odwo­łany z funk­cji pre­zesa TVP, po tym, jak pod­czas audien­cji u Jarka Kaczyń­skiego fuk­nął na niego kot Alik. Osta­tecz­nie oka­zało się, że fuk­nię­cie nie było niczym oso­bi­stym #kła­czek. Po nie­ca­łych 24-godzinach Kur­ski wró­cił na sta­no­wi­sko.
Sta­rują igrzy­ska w Rio, czyli dys­kwa­li­fi­ka­cja braci “nigdy nie bra­li­śmy koksu” Zie­liń­skich, nie­spo­dzie­wane porażki fawo­ry­tów — Radwań­ska, Faj­dek i złoty medal dla Anity Wło­dar­czyk za epic­kie przy­je­ba­nie mło­tem.
Kolejna afera na stad­ni­nie w Jano­wie Pod­la­skim. Miała być aukcja Pride of Poland, wyszło Shame of Poland, czyli konie, które miały pójść za grube miliony euro, sprze­dano za gro­sze pod sto­łem.
Bóg poko­chał pol­ską piłkę, czyli jesz­cze nie nacie­szy­li­śmy się nie­złym Euro w wyko­na­niu naszej kadry, a tu Legia po 25 lata wraca do Ligi Mistrzów.
Był Szo­pe­nem i papie­żem, teraz jest podej­rza­nym, czyli Werka Rosati pozywa Pio­tra Adam­czyka za spo­wo­do­wa­nie wypadku i uszczerbku na zdro­wiu.
W kinach znowu komiksy, czyli pre­miera “Suicide Squad” — filmu, w któ­rym naj­lep­sza była ścieżka dźwię­kowa.
RIP Willy Wonka, czyli umiera Gene Wil­der.

 

Lipiec

lipiec

Kolejny zamach w Euro­pie. Tym razem padło na Niceę, gdzie tune­zyj­ski zama­cho­wiec wje­chał roz­pę­dzoną cię­ża­rówką w nie­świa­do­mych pie­szych, spa­ce­ru­ją­cych po nad­mor­skiej pro­me­na­dzie. Zgi­nęło 86 osób, 120 zostało ran­nych. Euro­pej­scy poli­tycy nadal uwa­żają, że zama­chy to przy­pa­dek.

Anglia zali­cza drugi Bre­xit w ciągu tygo­dnia, tym razem prze­gry­wa­jąc na Euro z kra­jem wiel­ko­ści Byd­gosz­czy, czyli Islan­dią.

“Chrze­ści­ja­nin tań­czy, tań­czy, tań­czy”, czyli w kraju trwa kato­licki Wood­stock, wróć Świa­towe Dni Mło­dzieży. Impreza kosz­to­wała 200 milio­nów zło­tych i Ty też się dorzu­ci­łeś.

W tele­wi­zji lecą tak suche żarty, że nawet Karol Stras­bur­ger jest zaże­no­wany, czyli TVP Info rusza z pro­gra­mem “Stu­dio YaYo”.

Dra­mat Agaty Mły­nar­skiej. Bez­ro­botna pre­zen­terka poje­chała do Juraty upra­wiać jogę, a tam janu­sze słu­chają disco polo i walą rybą #żal

Na Pomo­rzu kropi przez 3 dni, czyli powódź tysiąc­le­cia w Trój­mie­ście.

Marzena Roga­la­ska z gwoź­dziem w ręce, czyli pokaz magii w tele­wi­zji śnia­da­nio­wej.

 

Czer­wiec

czerwiec

W czerwcu wszystko krę­ciło się wokół Mistrzostw Europy w piłce kopa­nej. O tym jak ważne było to dla nas wyda­rze­nie, niech świad­czy fakt, że TVN24 codzien­nie ser­wo­wał nam czer­wone paski z sen­sa­cyj­nymi dono­sami w stylu “repre­zen­ta­cja już wstała i zja­dła śnia­da­nie”. Ogól­nie był to pierw­szy za mojego życia tur­niej, po któ­rym nikt nie hej­to­wał pol­skiej kadry i to mimo tego, że nie wygra­li­śmy, Milik prze­strze­lił kil­ka­dzie­siąt setek, a Peszko był zbyt napruty, żeby w ogóle wejść na boisko. Tym razem plusy zde­cy­do­wa­nie przy­kryły minusy - zagra­li­śmy wię­cej niż trzy mecze (otwar­cia, o wszystko, o honor), nie prze­gra­li­śmy z Niem­cami, na luzie wyszli­śmy z grupy, wyko­pa­li­śmy z fazy pycha­ro­wej Szwaj­ca­rów, zaprzy­jaź­ni­li­śmy się z Rus­se­lem Crowe, na naszych oczach naro­dziła się nowa gwiazda — Paz­dan i odro­dziła stara - Kuba Błasz­czy­kow­ski, a do tego odpa­dli­śmy dopiero po kar­nych i to z trium­fa­to­rem całej imprezy, czyli z Por­tu­ga­lią. To naprawdę było coś. Od pew­nego czasu wiemy rów­nież, że we wła­śnie we Fran­cji Lewy strze­lił naj­waż­niej­szego gola w swo­jej karie­rze, czyli tego mię­dzy nogami Ani. Poza naszą repre­zen­ta­cją i Lewym, na Euro wyróż­nił się rów­nież tre­ner Niem­ców, Joachim Loew, a raczej jego palec grze­ba­lec. Miliony kibi­ców z wypie­kami na twa­rzy obser­wo­wało powtórki z jego naj­lep­szych akcji, czyli gme­ra­nia pal­cem w tyłku oraz wącha­nia i degu­sta­cji tego, co wyko­pał. Wszy­scy zada­wali sobie pyta­nie, czy można być jesz­cze więk­szym oble­chem? Nie można! Czer­wiec to też mie­siąc porzu­ca­nia róznych kon­cep­cji — np. Anglicy stwier­dzili, że pier­dolą Unię Euro­pej­ską i robią Bre­xit, z kolei PiS posta­no­wił zli­kwi­do­wać gim­na­zja. Koniec z uza­leż­nio­nymi od dopa­la­czy gim­bu­sami, któ­rzy zamiast uczyć się o żoł­nier­zach wyklę­tych, grają na prze­rwach w sło­neczko i słu­chają Gangu Alba­nii. Wra­camy do jedy­nego pra­wil­nego sys­temu, czyli ośmio­let­niej pod­sta­wówki. Koń­czy­łem taką, pole­cam. Jeśli cho­dzi o skan­dale, w czerwcu był tylko jeden, ale za to bar­dzo śmieszny. Otóż pra­cow­nicy wegań­skiej knajpy “Kro­wa­Rzywa” zaba­ry­ka­do­wali się w lokalu w cen­trum War­szawy, po tym jak szef odmó­wił im pod­wyżki i umowy o pracę. Dra­ma­tur­gii dodał typ z par­tii razem, który przy­szedł pod knajpę z mega­fo­nem i zaczął wygła­szać tek­sty o wyzy­sku bied­nych przez boga­tych i hip­ste­rzy, któ­rzy gro­zili, że w akcie soli­dar­no­ści z pra­cow­ni­kami pójdą opier­do­lić hot doga na Orle­nie, jeśli wła­ści­ciel nie zgo­dzi się na warunki załogi. Naj­lep­szy kry­zys ever! Poza tym w czerwcu świat osza­lał na punk­cie Poke­mo­nów, a inter­net hehesz­ko­wał z opa­ko­wa­nia Cacao Deco­Mor­reno, że niby wygląda jak książka. Przy­naję, to było nawet śmieszne… przez pierw­sze 2 dni. Były fajne prze­róbki zdjęć, fej­kowe recki “czy­ta­łem — zatkało kakało” i trol­ling listy Top100 na “Lubimy czy­tać”, ale wszystko popsuli użyt­kow­nicy Inter­net Expo­lo­rera, któ­rzy obu­dzili się tro­chę po cza­sie, bo po tygo­dniu i jak gdyby nigdy nic zaczęli udo­stęp­niać ten sam żart z tek­stem “patrz­cie jaką książkę zna­la­złem w Lidlu buehe­hehe”. Jprd. W czerwcu odszedł Muham­mad “The Gre­atest” Ali i tre­ner, który ozło­cił kobiecą siat­kówkę, czyli Andrzej Niem­czyk. RIP.

Maj

maj

Nie ma wąt­pli­wo­ści, że naj­bar­dziej trau­ma­tycz­nym wyda­rze­niem maja była kata­strofa samo­lotu linii Egypt Air, lecą­cego z Pary­żewa do Kairu. W poło­wie lotu Air­bus A320, z nie­wy­ja­śnio­nych przy­czyn zajął się ogniem, po czym z wyso­ko­ści 11 300 metrów runął do morza u wybrzeży Krety. Nikt nie prze­żył (66 ofiar śmier­tel­nych). Nadal nie wia­domo, czy to awa­ria, czy ter­ro­ry­ści, ale co by nie było powo­dem, jest to kolejny kamy­czek do ogródka pt. “strach latać”. Nikt za to nie kwe­stio­nuje tezy, że majowy zamach bom­bowy we Wro­cła­wiu to sprawka Al-Kaidy. “Do eks­plo­zji doszło w cen­trum Wro­cła­wia, nie­da­leko Dworca Głów­nego PKP. Bomba leżała na fotelu w auto­bu­sie linii 145. Nikt nie zgi­nął, bo w ostat­niej chwili kie­rowca z poświę­ce­niem wyniósł ładu­nek z auto­busu. Gdyby domo­wej roboty bomba eks­plo­do­wała w peł­nym ludzi auto­bu­sie, ofiar mogłyby być dzie­siątki” - donosi Super Express, po czym dodaje “Bomba była spo­rzą­dzona z garnka wypeł­nio­nego petar­dami, śru­bami i gwoź­dziami — fachowa robota i przy oka­zji ulu­biona broń islam­skich bojow­ni­ków — oce­nili eks­perci do walki z ter­ro­ry­zmem.“
Pozo­sta­jąc w kli­ma­cie zama­chów i idio­tów — w maju pewien śmie­szek zatrud­niony przy obsłu­dze kato­wic­kiego lot­ni­ska, “zażar­to­wał” na fejs­buczku, że wrzu­cił meta­lową rurkę do sil­nika samo­lotu Ryaniara, co pod­kre­ślił wymowną samo­jebką. Za ten naj­za­baw­niej­szy joke ever dostał zero laj­ków, stra­cił pracę i tra­fił do aresztu (zale­d­wie po godzi­nie od publi­ka­cji), czyli hat­trick. Czapki z głów dla tego pana.
Z innych hehesz­ków, cała Pol­ska darła łacha z Dże­siki z Bro­niewa, czyli 16-letniej matki dwójki dzieci, która oka­zał się naj­młod­szą beni­fi­cjetka pro­gramu 500+. Dodat­ko­wym smacz­kiem, jest fakt, że matka Dże­siki, Kata­rzyna, pobiera z tego samego pro­gramu 2,5 tys. mie­sięcz­nie, a gdyby Dże­sika była kilka mie­sięcy młod­sza, wpa­da­łoby jesz­cze 500 zł wię­cej. To by dopiero była zapo­mo­gowa incep­cja.
Zagra­nico śmiali się za to z John­nego Deppa i Amber Gold Held. W sumie już drugi mie­siąc z rzędu. W kwiet­niu para była na języ­kach, bo wwio­zła nie­le­gal­nie psa do Austra­lii i tam­tej­szy rząd kazał im nagrać fil­mik, w któ­rym wyra­żają z tego powodu skru­chę, z kolei w maju oka­zało się, że hol­ly­wo­odz­kie mał­żeń­stwo szcze­rze się nie­na­wi­dzi i upra­wia ostrą pato­lo­gię, tzn. Amber zło­żyła pozew, w któ­rym oskar­żyła John­nego o dusze­nie poduszką. Johnny twier­dzi, że to bzdura - “po pro­stu byłem cie­kawy, ile czło­wiek jest w sta­nie wytrzy­mać bez oddy­cha­nia” .
Mie­li­śmy jesz­cze kon­kurs Euro­wi­zji, w któ­rym wyda­wało się, że Michał Szpak zali­czy naj­gor­szą kom­pro­mi­ta­cję od czasu występu zespołu “Sixteen” w 1998, bo po gło­so­wa­niu sędziów zaj­mo­wał przed­ostat­nie miej­sce. Mia­łem już nawet napi­sa­nego soczy­stego hejta na ten temat, wtem do głosu doszli widzo­wie i oka­zało, że przy­znali Szpa­kowi drugą pozy­cję. I jak mam go poje­chać po takim, jakby nie patrzeć suk­ce­sie? Hejt pole­ciał do kosza, ale co się odwle­cze to nie ucie­cze.
Dalej to już tylko sport i sen­sa­cyjne wyniki - Leister, czyli Kop­ciu­szek z Pre­mier League zostaje mistrzem Anglii, pol­ski zespół Viva Tau­ron Kielce wygrywa Ligę Mistrzów w piłce ręcz­nej, a Lewan­dow­ski jest pierw­szym od 30 lat pił­ka­rzem, który w Bun­de­sli­dze strzela 30 bra­mek. Chciał­bym jarać się tymi osią­gnię­ciami, ale nie­stety jest mi z tego powodu wszystko jedno.
W maju ode­szła Maria Czu­ba­szek i kilku pion­ków z uni­ver­sum Marvela, bo w kinach Iron­Man tłuk się Kapi­ta­nem Męczy­bułą Ame­ryką.

 

Kwie­cień

kwiecien

Ile dzieli bie­daka od boga­cza? 500 zło­tych. True story. W kwiet­niu poszły pierw­sze prze­lewy w ramach pro­gramu 500+, a wraz z nimi medialne donosy, że ludzie walą w ch#*@ i wcale nie wydają tej kasy na dzieci, tylko na alko, ciu­chy od pro­jek­tanta, nowe autka, apar­ta­menty i waka­cje na Majorce. Dzieci nie mam, ale 500 zło­tych jestem w sta­nie wysu­płać, więc jeśli ktoś wie, jak za tę kwotę ogar­nąć kwa­drat, furę i waka­cje, uprzej­mie popro­szę o cynk na priv. BTW czy jest ktoś, kto w imię zasad zrzekł się pobie­ra­nia?
Skan­dal w Jano­wie Pod­la­skim. W naszej naj­bar­dziej reno­mo­wa­nej stad­ni­nie konie padają jak muchy, 3 sztuki w ciągu kilku mie­sięcy. Afera tym więk­sza, bo aż dwa z nich nale­żały do kochanki per­ku­si­sty Rol­ling Ston­sów. Kobita opo­rowo się zago­to­wała i w celu mini­ma­li­zo­wa­nia strat, pod­jęła decy­zję o prze­rzu­ce­niu w inne miej­sce wszyst­kich koni, które jesz­cze jakimś cudem samo­dziel­nie oddy­chają. W pierw­szym momen­cie mia­łem pisać, że PiS jest tak nie­ogar­nięty, że nie widzi róż­nicy mię­dzy biciem a ubi­ciem konia, wtem tra­fi­łem na arty­kuł WP, a tam nagłó­wek — “W ciągu pię­ciu lat w Jano­wie Pod­la­skim padły 52 konie”. WTF? To daje śred­nią 5,2 konia rocz­nie! Nawet Ikea nie ma takich sta­ty­styk, a nie jest tajem­nicą z czego są ich klop­siki. Jakim cudem Janów ma wize­ru­nek koń­skiego Hil­tona, skoro licz­bami bli­żej im do mojego ex samo­chodu, który też masowo mor­do­wał konie… po włą­cze­niu klimy i radia. Oso­bi­ście nie oddał­bym do Janowa nawet cho­mika.
W kwiet­niu świat ochu­jał już do reszty! Otóż Aders Bre­vik wygrał w pro­ce­sie wyto­czo­nym Nor­we­gii o “łama­nie praw czło­wieka i nie­ludz­kie trak­to­wa­nie”. Typ, który oso­bi­ście zła­mał prawa i nie­ludzko potrak­to­wał 110 osób (77 zabił, 33 ranił) wygrał w sądzie z Nor­we­gią <sic!>. Warto zauwa­żyć, że w jego przy­padku “nie­ludz­kie trak­to­wa­nie” ozna­cza miesz­ka­nie w 3-pokojowym pen­tho­usie tfu uwię­zie­nie w celi z 3-pomieszczeniami (sypial­nia + pokój do nauki i pisa­nia listów + siłeczka), po któ­rych może poru­szać się bez żad­nych ogra­ni­czeń. Wypo­sa­że­nie też nie naj­gor­sze, bo do dys­po­zy­cji ma dwa tv, play­sta­tion 4, inter­net i pry­watna pral­nię. Poza tym jego wię­zie­nie ma salę gim­na­styczną porów­ny­walną z tą w Madi­son Squ­are Gar­den i wypa­siony park na tyłach budynku. W Hil­to­nie tak nie ma! Z kolei przy zarzu­tach o “łama­nie praw czło­wieka” cho­dzi o czy­ta­nie jego listów przez służbę wię­zienną i odse­pa­ro­wa­nie od innych osa­dzo­nych. I sąd serio uznał, że te rosz­cze­nia są zasadne. Cycki opa­dają.
Ostat­nią istotną infor­ma­cją z kwiet­nia jest dołą­cze­nie do PigO­uto­wej ekipy Chur­chilla, czyli naj­bar­dziej kul­tu­ral­nego psa ever (zjadł kilka ksią­żek, fil­mów i “Wiedz­mina 3″), który przy oka­zji wygląda jakby był wyni­kiem romansu lisa z owczar­kiem nie­miec­kim. 
Dalej to już tylko jakieś pierdy w stylu: “PiS chce utwo­rzyć klasy o pro­filu Call Cen­ter”, “Johny Depp wwozi nie­le­gal­nie pie­ska do Austra­lii”, dużo rocz­nic (90 rocz­nica uro­dzin kró­lo­wej angiel­skiej Elżuni dru­giej, 1050 chrztu Pol­ski, milion pięć­setna Smo­leń­ska) i dwa zgony — Prince i Zyta Gilow­ska. Aaa no i w kinach grali “Świt Spra­wie­dli­wo­ści”, czyli Bat­man vs Super­man, ale film był tak marny, że szkoda w ogóle strzę­pić ryja. Wystar­czy powie­dzieć, że Bat­man pobił Super­mana umy­walką, a póź­niej się pogo­dzili, bo oka­zało się, że ich stare mają tak samo na imię #żal. Kwie­cień był z dupy (nie licząc Chur­chilla of course).

 

Marzec 

marzec

Zapewne nie jest to ide­alne okre­śle­nie, ale naj­gło­śniej­szym wyda­rze­niem marca był zamach bom­bowy na lot­ni­sku w Bruk­seli. W wyniku dwóch eks­plo­zji zgi­nęło 31 osób, a ponad 300 zostało ran­nych. Reak­cja bel­gów była sta­now­cza i zde­cy­do­wana, czyli uzbro­jeni w kolo­rową kredę, wyszli z domu i poszli w mia­sto ryso­wać na chod­ni­kach kwiatki i ser­duszka. ISIS do dzi­siaj nie może się pozbie­rać po tym cio­sie.
Po tym jak świat obie­gła infor­ma­cja, że jakiś typ uzbro­jony w pas sza­hida upro­wa­dził egip­ski samo­lot, wyda­wało się, że w marcu dokona się jesz­cze jeden akt ter­ro­ry­zmu. Na szczę­ście oka­zało się, że to fał­szywy alarm, a koleś nie jest żad­nym samo­bójcą, a idiotą, który porwał samo­lot tylko po to, żeby pod­rzu­cił go na Cypr, do żony, która od dłuż­szego czasu nie odbie­rała od niego tele­fo­nów. Przy oka­zji był to chyba jedyny przy­pa­dek w histo­rii, kiedy zakład­nicy robili sobie samo­jebki z pory­wa­czem. Fejm na ista gwa­ran­to­wany.
Pozo­sta­jąc w kli­ma­tach ter­ro­ry­zmu, mie­li­śmy jesz­cze zamach na pre­zy­denta Andrzeja Dudę, w któ­rego limu­zy­nie strze­liła opona, a to z kolei spo­wo­do­wało, że rzą­dowe autko wylą­do­wało w rowie. Na pierw­szy rzut oka można było pomy­śleć, że to tylko wypa­dek, ale Anto­nio Macie­re­wicz jesz­cze tego samego dnia udo­wod­nił, że to zamach .. i nie musiał nawet do tego powo­ły­wać komi­sji. Dowody, które przed­sta­wił nie pozo­sta­wiają złu­dzeń:
1. Wypa­dek był na auto­stra­dzie, a kto wybu­do­wał auto­stradę? Rząd Tuska!
2. Kto kupił limu­zynę, którą jechał pre­zy­dent? Rząd Tuska!
3. A do tego oka­zało się, że wul­ka­ni­za­tor należy do KODu
W poli­tyce po sta­remu, czyli gów­no­bu­rza wokół Tru­bu­nału Kon­sty­tu­cyj­nego, który przy oka­zji orze­kał we wła­snej spra­wie, czyli czy sędzio­wie powo­łani przez PO i PiS zostali wybrani legal­nie? Cóż, Try­bu­nał stwier­dził, że w obu przy­pad­kach były to nomi­na­cje z dupy, ale to i tak bez zna­cze­nia, bo Beata stan­dar­dowo wyroku nie wydru­ko­wała.
Poza tym mie­li­śmy akcję pt. “Cała Pol­ska prze­sta­wia budziki na 5 rano, żeby być już po śnia­da­niu, kiedy na kwa­drat wbije CBŚ”, czyli Zbi­gniew Zio­bro ponow­nie nomi­no­wany na pro­ku­ra­tora gene­ral­nego.
Na kra­jo­wym podwórku była jesz­cze afera, w któ­rej tak­sów­ka­rze napa­dli na kie­row­ców Ubera i obrzu­cali ich fury guanem. Efekt był taki, że następ­nego dnia Uber odno­to­wał rekor­dowa ilość kur­sów, a tak­sia­rzy wszy­scy omi­jali sze­ro­kim łukiem. 
Z kolei zagra­nico wszy­scy ape­lo­wali do Tur­cji, żeby prze­trzy­mała u sie­bie imi­gran­tów, bo Europa już nie ogar­nia, na co Tur­cja odpo­wie­działa, że “taki ch*#^, zapra­sza­li­ście to teraz kom­bi­nuj­cie”, po czym jesz­cze bar­dziej przy­spie­szyła z prze­rzu­ca­niem ich dalej.
W spo­rcie wielki skan­dal, po tym jak Maria Sza­ra­powa została przy­ła­pana na dopingu. Z badań krwi wyni­kało, że ćpała melo­do­nium, jak Magda Ges­sler pty­sie, ale oczy­wi­ście usły­sze­li­śmy starą gadkę pt” “Lekarz mi dał, a ja zja­dłam, bo myśla­łam, że to Skit­tlesy”. Skoń­czyło się na 2 let­niej dys­kwa­li­fi­ka­cji.
W marcu ode­szli: Marian Koci­niak, czyli kul­towy Fra­nek Dolas aka Grze­gorz Brzę­czysz­czy­kie­wicz z filmu “Jak roz­pę­ta­łem II wojnę świa­tową” oraz ks. Kacz­kow­ski — zało­ży­ciel hospi­cjum, etyk, blo­ger, jutu­ber i autor ksią­żek, w któ­rych pisał, jak żyć na peł­nej petar­dzie mając raka. RIP.

 

Luty 

luty

Luty zaczął się od pier­dol­nię­cia. Otóż pew­nego dnia, do sie­dziby IPNu przy­szła wdowa po Kisz­czaku i jak gdyby nigdy nic rzu­ciła na stół pre­zesa papiery na Wałęsę (TW Bolek), po czym wyje­chała z tek­stem, że na kwa­dra­cie ma tego wię­cej i jak cuś, to chęt­nie sprzeda za 90 tysi. Jesz­cze tego samego dnia na chatę Kisz­cza­ko­wej wbił pro­ku­ra­tor i odkrył, że foczka trzyma w sza­fie wię­cej teczek niż ubrań. Dalej poto­czyło się już z górki, czyli wybu­chła wojna polsko-polska, pt. “Czy Wałęsa był agen­tem?” Stan­dar­dowo głosy podzie­liły się fifty — fifty, a sprawy nie uła­twiał sam Lechu, który jed­nego dnia twier­dził, że coś tam pod­pi­sał, ale dla więk­szego dobra, po czym następ­nego dnia odwo­ły­wał, twier­dząc, że jed­nak nie pod­pi­sy­wał. I tak to się cią­gnęło, aż wszy­scy stra­cili zain­te­re­so­wa­nie, bo wybu­chła nowa sprawa, czyli pościg za Kaje­ta­nem P. — psy­cho­lem, który odciął głowę mło­dej war­sza­wiance. Poszu­ki­wa­nia trwały kil­ka­na­ście dnia, aż w końcu odna­le­ziono go na Mal­cie i w sumie do dzi­siaj nic wię­cej z tego nie wyni­kło.
Następna w kolej­no­ści była afera z Pudzia­nem, który ziry­to­wany, że uchodźcy noto­rycz­nie demo­lują cię­ża­rówki nale­żące do jego firmy trans­por­to­wej, wsta­wił na fejsa samo­jebkę z bejs­bo­lem i pod­pi­sem, że z tym maleń­stwem będzie cze­kał na nacze­pie, po czym zaser­wuje uchodź­com kurs przy­spie­szo­nej asy­mi­la­cji. Znowu wybu­chła kil­ku­dniowa gów­no­bu­rza, ale nawet nie wia­domo, kiedy zde­chła.
W poli­tyce w naj­lep­sze trwała zadyma o demo­kra­cję, tyle że tym razem opo­zy­cja zacie­rała ręce, bo do kraju wje­chali pano­wie z Komi­sji Wenec­kiej, któ­rzy mieli kon­kret­nie zaorać PiS. Cóż przy­je­chali, popa­trzyli, pokrę­cili gło­wami, pogro­zili palusz­kami i poje­chali. Resztę zna­cie.
Cuda działy się za to w cen­trum War­szawy, gdzie pod jakimś kio­skiem z tramp­kami roz­ło­żyła się grupa hip­ste­rów owi­nię­tych w folię spo­żyw­czą i przez kilka kolej­nych dni, przy tem­pe­ra­tu­rze –20, koczo­wali w ocze­ki­wa­niu aż na sklep wjadą nowe cicho­biegi sygno­wane przez Kanye’go Westa. Nie­któ­rzy nazy­wali ich influ­en­ce­rami, inni cho­rymi poje­bami. Nie mi oce­niać.
Z innych dziw­nych jazd — Kasia Tusk wypu­ściła wła­sne per­fumy o nazwie MLE, czyli tak samo, jak czyn­ność wpier­da­la­nia trawy przez kozy. Za 30 mili­li­trową bute­leczkę zaży­czyła sobie 240 zł, co spra­wiło, że Calvin Klein i Caro­lina Her­rera eks­pre­sowo wyco­fali swoje zapa­chy z rynku, bo przy Kasi wypa­dali jak han­dla­rze tanich pach­ni­deł dla plebsu. Kropkę nad “I” w tych igrzy­skach sza­leń­stwa posta­wił ano­ni­mowy koleś z USA, który na aukcji w Dal­las wybu­lił 21 tys. dolców za pukiel wło­sów Johna Len­nona. 
Oczy­wi­ście w lutym mie­li­śmy jesz­cze galę Osca­rową, na któ­rej DiCa­prio w końcu zdo­był upra­gnioną sta­tu­etkę. Wszyst­kim spadł kamień z serca, ale iro­nia losu jest taka, że tym razem wyjąt­kowo nie zasłu­żył. Przy oka­zji obyło się bez szum­nie zapo­wia­da­nego boj­kotu czar­no­skó­rych akto­rów, a pro­wa­dzący, Chris Rock, zamiast wyci­szyć sprawę, tylko dodał oliwy do ognia dis­su­jąc żonę Willa Smi­tha takim tek­stem: “Z boj­ko­to­wa­niem gali przez Jade Pikett Smith jest jak z moim boj­ko­to­wa­niem maj­tek Rihanny. I tak nie byłem zapro­szony“
W kinach na całym świe­cie rzą­dził “Dead­pool”. Par­don, na całym świe­cie poza Pol­ską, bo u nas sys­tem roz­pier­do­liła “Pla­neta sin­gli” i z tej oka­zji wrzu­cam zni­czyk [*] + zarzą­dzam minutę ciszy.
A skoro jeste­śmy już przy minu­cie ciszy, to w lutym ode­szli — Uberto Eco, czyli autor kul­to­wej książki “Imię róży” oraz reży­ser Andrzej Żuław­ski, który mojemu poko­le­niu bar­dziej niż z fil­mów, znany był z romansu z Werką Rosati, którą po roz­sta­niu nazwał “naj­więk­szym knu­rem Holy­wood”. RIP.

 

Sty­czeń

Nowy rok zaczął się tak samo, jak skoń­czył poprzedni, czyli tema­tem uchodź­ców. Otóż biedni i bez­bronni męż­czyżni w wieku pobo­ro­wym, któ­rzy ucie­kli ze swo­jej ojczy­zny przed gło­dem i wojną (ale do Pol­ski nie chcieli), posta­no­wili w noc syl­we­strową tro­chę się roze­rwać. W tym celu wyszli na ulice kilku nie­miec­kich miast, gdzie zna­leźli sobie takie atrak­cje, jak kra­dzieże (bo zasiłki skromne) i “pod­ryw” mło­dych dziew­cząt. Nie­stety więk­szość bia­ło­gło­wych nie była zain­te­re­so­wana amo­rami, jed­nak nasi goście nie mieli do tej pory doświad­cze­nia w pyta­niu kobiet o zda­nie, więc też nie za bar­dzo brali sobie do serca ich odmowy. Ten sze­reg “nie­po­ro­zu­mień” spra­wił, że syl­we­ster w Niem­czech skoń­czył się odno­to­wa­niem kil­ku­dzie­się­ciu przy­pad­ków mole­sto­wa­nia i gwał­tów, czyli woda na młyn dla pra­wil­nych zio­mecz­ków. Linia obrony uchodź­ców opie­rała się na róż­ni­cach kul­tu­ro­wych. Według nich, wszyst­kie kobiety, które nie mają kie­cek za kostkę i zasło­nię­tej twa­rzy, to chętne kobiety i w zasa­dzie same są sobie winne — pro­wo­ko­wały. Unia Euro­pej­ska poczuła się usta­tys­fak­cjo­no­wana takimi tłu­ma­cze­niami i bez zbęd­nego drą­że­nia zamknęła temat. Prawda jest taka, że w tym samym cza­sie miała na gło­wie znacz­nie poważ­niej­szą sprawę, czyli spraw­dze­nie, jak działa “demo­kra­cja” w Pol­sce. Temat na tyle ważki, że do Bruk­seli zapro­szono panią pre­mier, Beatę Szy­dło i kazano oso­bi­ście wytłu­ma­czyć, co się wła­ści­wie odpie­prza mię­dzy Bugiema a Odrą, że połowa narodu klę­czy pod krzy­żem, a druga dzień w dzień łazi po mro­zie z trans­pa­ren­tami? W razie, gdyby komi­sa­rzom euro­pej­skim nie spodo­bały się udzie­lone odpo­wie­dzi, Pol­sce gro­ził cały sze­reg sank­cji, z wyklu­cze­niem z “Euro­wi­zji” na czele. Wszy­scy wstrzy­mali oddech i trzy­mali kciuki za taki roz­wój wyda­rzeń, ale nie­stety. Unia Euro­pej­ska stwier­dziła, że jest chu­jowo, ale na tyle sta­bil­nie, że jed­nak możemy wziąć udział w kon­kur­sie:/
W kraju mówiło się nie­mal wyłącz­nie o PiS i jego rzą­dach twar­dej ręki. Naj­pierw wice­mi­ni­ster spraw zagra­nicz­nych, Witold Wasz­czy­kow­ski, z dnia na dzień zde­le­ga­li­zo­wał w Pol­sce kolar­stwo i wege­ta­ria­nizm, a następ­nie nowy pre­zes tele­wi­zji, Jacek Kur­ski, zro­bił czystkę na Woro­ni­cza, wypie­prza­jąc na bruk i zosta­wia­jąc bez środ­ków do życia wszyst­kich “obiek­tyw­nych” dzien­ni­ka­rzy, z Toma­szem Lisem, Pio­trem Kraśko i Beatą Tadlą na czele (Beata do dziś się nie pozbie­rała). 
Poza tym w stycz­niu miały miej­sce dwie pre­miery — mała, czyli start pol­skiego “Net­flixa” oraz duża, czyli debiut paró­wek “Besos” sygno­wa­nych przez Magdę Ges­sler. Tro­chę iro­nia losu, że babka sły­nąca z biczo­wa­nia restau­ra­to­rów za ser­wo­wa­nie taniego, odgrze­wa­nego żar­cia, sama weszła w biz­nes oparty na mię­sie ­gor­szego sortu, co nie? 
Za oce­anem z kolei skan­dal i stra­sze­nie boj­ko­tem, bo żaden czar­no­skóry aktor nie został nomi­no­wany do Oscara. Były posą­dze­nia o rasizm, ale oka­zało się, że w innych dzie­dzi­nach czar­no­skó­rzy radzą sobie cał­kiem nie­źle. Na przy­kład jeden taki dwu­me­trowy dryblas,Deon­tay Wil­de­r, zdo­był w stycz­niu pas mistrzow­ski w bok­sie, a zro­bił to, bru­tal­nie gasząc świa­tło naszemu Artu­rowi Szpilce. Ponoć 3 dni póź­niej Artur obu­dził się ze śpiączki, wycią­gnął sobie z buzi rurkę pod­trzy­mu­jącą go przy życiu, po czym powie­dział, że murzyn wcale nie bił tak mocno.… Nie­stety nie dokoń­czył zda­nia, bo chwilę póź­niej przy­szła pie­lę­gniarka i oznaj­miła Artu­rowi, że czas zmie­nić pie­lu­chę. 
Z innych wyda­rzeń spor­to­wych — Messi wygrał 5-tą Złotą Piłkę w karie­rze, a Zidane dostał angaż na nowego tre­nera Realu, co skoń­czyło się zgar­nię­ciem Ligi Mistrzów i jesz­cze 3 innych pucha­rów. 
Jeśli cho­dzi o kul­turę, w stycz­niu mie­li­śmy wysyp fil­mów z nomi­na­cjami Osca­ro­wymi, czyli “Big Short”, “Joy” i “Nie­na­wistną Ósemkę”, ale naj­więk­szy szał i tak zro­bił “Pit­bull”. 
Sty­czeń to też poże­gna­nia. Ode­szli m.in. legen­darny David Bowie (kto nie zapa­lił świeczki na fej­sie, ten z poli­cji), kul­towy Alan Rick­man (czarny cha­rak­ter w “Szkla­nej Piu­łapce”, pamię­tamy!) oraz jedyny Kaczyń­ski, z któ­rym nikt nie miał pro­blemu, czyli Bogu­sław. RIP. Taki wła­śnie był styczeń.

A to widziałeś?

  • Ola Kar­now­ska

    Cały rok cze­kam na to Twoje pod­su­mo­wa­nie, uwielbiam!!!!

    • Sweet. Święta przy­sto­po­wały temat, ale dziś reaktywacja 😉

      • Ola Kar­now­ska

        Zacne, wiel­kie dzięki 🙂
        PS. Znasz jakie­goś użyt­kow­nika Explo­rera? Bez nazwisk, of course 😉

        • Mam w zna­jo­mych osoby, które potra­fią udo­stęp­niać “hity inter­netu” z kil­ku­ty­go­dnio­wym opóź­nie­niem. Ich podej­rze­wam o użyt­ko­wa­nie Explorera 😉

          • Ola Kar­now­ska

            A ja za to znam jedną syrenkę… Tzn dziew­czyna kum­pla jest syrenką, ma ogon, ale nie kocyk, tylko taką pełną pro­fe­skę i wannę na kółkach…

          • Robi za syrenkę za hajs? Coś jak syren Ariel, który prze­wi­nął się przez DDTVN, czy po pro­stu stra­ciła kon­takt ze stat­kiem matką? 😉

          • ewa_inga

            nie, jest Syrenką, taką praw­dziwą. I wbrew pozo­rom są w Pol­sce Zloty Syren, Kon­wenty czy jakoś tak. Zna­joma ma kanał na youtu­bie — jak zro­bić ogon syreni, jak pły­wać, ma zdję­cia itd.

          • Serio? Ale o co w tym cho­dzi, bo to nie jest poje­dyn­czy przy­pa­dek. Jak byłem n Fili­pi­nach, to mieli tam taką atrak­cję tury­styczną, że dosta­jesz syreni ogon, pły­wasz w prze­szklo­nym base­nie, a inni się na Cie­bie gapią. WTF?

          • ewa_inga

            Dokład­nie ostat­nio była na Fili­pi­nach, ale nie musiała dosta­wać ogona — wio­zła wła­sny. Mia­łam przy­jem­ność pod­nieść walizkę z tym ogo­nem — a ja walę!!!!!! Nawet moja córka dała się namó­wić i poży­czyli dla niej ogon :D:D:D
            Na początku chyba wszy­scy reagują w stylu “WTF” — ja po kil­ka­krot­nym posi­ka­niu się ze śmie­chu — jako osoba roz­sądna , nad­zor­ga­ni­zo­wana, prag­ma­tyczna, nie­lu­biącą nawet ksią­żek fan­tasy (czy­taj: nudna), nie kumam kom­plet­nie tego — ale.….… jaki nudny byłby świat bez tak zakrę­co­nych ludzi?- zbie­ra­nie znacz­ków, gra w sza­chy, bycie Syrenką.….….. https://pl-pl.facebook.com/syrenkaznadwisly/

          • To ja jesz­cze jestem na eta­pie sika­nia ze śmie­chu, ale potwier­dzam, że takie zakrę­ce­nie jesz­cze ujdzie 😉

          • ewa_inga

            no też znam :D:D:D:D tak się składa 😀 , jak PigOut ład­nie poprosi to zdję­cie mu damy

  • Aale żeś się napo­cił. Nice. Naj­lep­sze i naj­bar­dziej rze­telne pod­su­mo­wa­nie roku, kóre czyta się tym chęt­niej, że nie doty­czy ilo­ści zaba­zgra­nych przez autora bul­let jour­nali, ilo­ści prze­czy­ta­nych ksią­żek i wsta­wio­nych zdjęć na instagramie.

    • Tro­chę zdro­wia to kosz­to­wało, ale za kilka lat faj­nie będzie do tego wrócić 😉

  • Oglą­dam obrazki (nie czy­tam) i ogar­niam jak mało obcho­dzi mnie to co zda­rzyło się przez ten rok na świecie.

    • No to High Five. Wyda­rze­nia z 2016 miały tak małą siłę raże­nia, że sam się zmę­czy­łem w poło­wie wpisu. Dokoń­czy­łem tylko z kro­ni­kar­skiego obo­wiązku i przed­świad­cze­nia, że za kilka lat cie­ka­wie będzie sobie przypomnieć 😉

  • Mar­cin Frankowski

    Zacne pod­su­mo­wa­nie. Jak obie­cu­jesz zro­bić też takie za 2017, to uniknę krę­pu­ją­cego zaglą­da­nia przez ramię żonie buszu­ją­cej po pudlu, bo wsty­dzę się tego jak nie­dziel­nego kaca.

    • Było pod­su­mo­wa­nie 2015, 2016 i mam nadzieję, że 2017 też powsta­nie, ale musze przy­znać, że to praca w cięż­kich warun­kach, bo wymaga prze­bi­ja­nia się przez naprawdę tok­syczne wia­do­mo­ści. Mimo wszystko, za kilka lat będzie to nie­złe stu­dium porów­nanw­cze — zoba­czymy, czy zro­bi­li­śmy krok do przodu 😉

  • Paweł­Zed

    Ty jesteś genialny w tych pod­su­mo­wa­niach, propsy, dissy i inne zasło­żone gówna!

    • Dzięki, ale i tak boli szpilka, którą wbi­łeś w komen­ta­rzu pod serialami 😉