Wysypisko

PigOut odcięty od świata

26/09/2017

Dzięki wro­dzo­nemu talen­towi do nisz­cze­nia róż­nych rze­czy, złej kar­mie, leni­stwu i małej nie­zręcz­no­ści, wyni­ka­ją­cej z faktu bycia sło­ikiem, udało mi sie wylo­go­wać z sys­temu, takiego wie­cie, spo­łecz­nego. Kon­kret­nie stra­ci­łem kon­takt z ludźmi (co w sumie naj­mniej mnie boli) i dostęp do pinię­dzy, co aku­rat doskwiera jak skur­we­syn. Już tłu­ma­czę jak cze­goś takiego dokonać.

Na począ­tek musisz być w sieci komór­ko­wej Vir­gin Mobile i mieć ostre bóle dupy, bo wiecz­nie jesteś poza zasię­giem inter­netu LTE (cho­ciaż w rekla­mie obie­cy­wali, że hula jak ta lala). Pew­nego dnia strze­lasz osta­tecz­nym fochem na Vir­gin i prze­no­sisz numer do T-Mobile, po czym wyjeż­dżasz na urlop i nie odbie­rasz prze­syłki z kartą SIM, która po kilku tygo­dniach tułaczki mię­dzy róż­nymi punk­tami, wraca do nadawcy. Jesteś leniem, więc nic z tym fak­tem nie robisz, aż w końcu przy­cho­dzi dzień zero i jesteś w głe­bo­kiej dupie, bo skoń­czyła Ci się umowa z Vir­gin, a nie ode­bra­łeś i nie akty­wo­wa­łeś karty w T-Mobile. Tym spo­so­bem Twój numer prze­staje ist­nieć i w sumie mógł­byś nawet o tym nie wie­dzieć, gdyby pew­nego pięk­nego poranka Twoja pralka nie zaczęła tań­czyć tanga w łazience (w sen­sie, że się roz­wa­liła i przy wiro­wa­niu total­nie ochujała).

Wołasz gościa od naprawy, nie­stety ten po godzi­nie pre­zen­to­wa­nia rowka, stwier­dza, że nic się nie da zro­bić i ogła­sza zgon. Trza kupić nową. Odpa­lasz więc neta, wybie­rasz kon­kretną sztu­nię, godzisz się psy­chicz­nie z nad­pro­gra­mo­wym wydat­kiem, kli­kasz kup teraz, prze­rzuca Cię na stronę banku, kli­kasz ok i docie­rasz do punktu, w któ­rym trzeba potwier­dzić prze­lew.… kodem otrzy­ma­nym w smsie.…. który do Cie­bie nie dociera, bo masz już nie­ak­tywny numer. Odru­chowo wpa­dasz w panikę, na szczę­ście po chwili przy­po­mina Ci się, że można zapła­cić bez­po­śred­nio kartą. Wbi­jasz więc nume­rek, 3 cyferki kodu zabez­pie­cza­ją­cego z rewersu i już witasz się z gąską… wtem oka­zuje się, że tutaj też w ostat­nim kroku trzeba potwier­dzić płat­ność kodem z smsa, czyli lip­ton. Osta­tecz­nie kła­dziesz lachę na płat­no­ści online i wybie­rasz płat­ność w gotówce przy odbiorze.

Po zło­że­niu zamó­wie­nia, ubie­rasz kubra­czek i popy­lasz do ban­ko­matu, wkła­dasz kartę w otwór, wbi­jasz pin, a tam sur­prise -> komu­ni­kat, że twoja Visa Elec­tron została zastrze­żona + prośba o skon­tak­to­wa­nie się z ban­kiem. Dzwo­nisz, po czym przez 20 minut pró­bu­jesz przy­po­mniec sobie abs­trak­cyjne hasła dostę­powe, które zało­ży­łeś 10 lat temu, aż w końcu po uda­nej wery­fi­ka­cji przed­sta­wiasz pro­blem, na co pani w słu­cha­wie mówi, że bank zastrzegł kartę, bo było podej­rze­nie scam­mingu — kilka nie­uda­nych prób kupna towa­rów za ponad tysiąc zło­tych (ja vs pralka) i że bank w takich sytu­acjach blo­kuje karte bez powia­do­mie­nia Klienta. Ale luz, nie mam się mar­twić, bo juz wysłali nową. Mówię pani, że tro­chę kiszka, bo adres kore­spon­den­cyjny jest inny niż zamiesz­ka­nia #słoik i jestem uwa­lony na kilka dni, na co pani, że mogę zmie­nić adres… jeśli potwier­dze ope­ra­cję kodem sms. Mogę rów­nież zmie­nić numer tele­fonu i zatwier­dza­nie ope­ra­cji kodami sms na kody z karty zdrap­ko­wej… ale muszę te zle­ce­nia zatwier­dzić kodem sms.

 

3 tygo­dnie! Dokład­nie tyle musia­łem żyć bez dostępu do konta i karty. Cytu­jąc kla­syka “to był kuźwa dra­mat”, gdyż ponie­waż oka­zało się, że w moim przy­padku potrzeba doko­ny­wa­nia kom­pul­syw­nych zaku­pów jest rów­nie silna jak potrzeba zro­bie­nia siku. Zna­cie to uczu­cie, kiedy wcho­dzi­cie do Bie­dronki tylko po chleb i masło, a do domu wra­ca­cie z odzieżą ter­mo­ak­tywną, nową książką Beaty Paw­li­kow­skiej i kom­ple­tem wali­zek podróż­nych (bo pro­mo­cja z gazetki była)? Ja też nie znam, co wcale nie zna­czy, że nie wydaję kupy siana na różne pier­doły — taj­gerki, tanie dvd, sekretny snic­ker­sik, etc., tym­cza­sem przez ostat­nie 3 tygo­dnie nie mia­łem nawet na gumę kulkę. No dobra mia­łem, ale jak się przy tym upodli­łem! Mówię: 

– Madzia pora­tuj stówką, plizz! Do środy! W środę odblo­kują mi konto, to Ci oddam (skrzy­żo­wane palce za plecami)

– What? Prze­cież w sobotę dałam Ci 200! Wyda­łeś już? Na co? Prze­cież bie­rzesz do roboty żar­cie w pojem­ni­kach #wycinka, a ponoć nie doja­dasz u pani kanapki. Furę też masz zalaną pod korek, więc na co przepuściłeś?

I weź teraz wytłu­macz, że musia­łeś kupić liqu­idy do e-szluga, bo twoja babka z bazarku, która pusz­czała Ci olejki po 5 zł sztuka, jakiś czas temu zapa­dła się pod zie­mię i musia­łeś awa­ryj­nie zaopa­trzyć się w Żabce, a tam po 12 zł cho­dzą. Do tego jakaś puszeczka coli, dwa nury w koszu z tanim dvd i poof nie ma. Osta­tecz­nie Madzia daje mi tę stówkę, ale grozi, że jak wydam na liqu­idy, to ona prze­staje robić za mój pry­watny SKOK Stefczyka.

Spoko, strasz do woli, w środę odblo­kują mi konto i znowu będę nie­za­leżny - myślę sobie, po czym przy­cho­dzi środa, czwar­tek, pią­tek, a konto nadal zablo­ko­wane. Przy­szła sobota, a wraz z nią mała popi­jawka i boom stówki nie ma, tym­cza­sem pod wie­czór prze­pa­liła mi się grzałka w e-szlugu (zaczęło kop­cić bobrem)… i znowu koszty… i znowu trzeba pro­sić Madzię o pożyczkę. Wycze­ka­łem do momentu aż pój­dziemy wypro­wa­dzić Chur­chila i kiedy byli­śmy na wyso­ko­ści Żabki, wyjeż­dżam tak: 

– Madzia, pożycz 6,99 zł
– Na co? 

– (Nie mogę powie­dzieć, że na grzałkę, bo wia­domo, że nie da. Jestem zde­spe­ro­wany więc strze­lam na oślep) Na jajka.. omlet bym sobie zjadł na kola­cję
– Jajka mamy w lodówce (szach!)
– To Deli­cje kupię, zjemy do her­batki
– Mamy pie­gu­ski w szafce. Nie musisz nic kupo­wać, wszystko mamy (szach mat)
– No dobra, potrze­buję na grzałkę do e-fajki, po pro­stu dej, nie utrud­niaj 
– Nie, na grzałkę nie dam, koniec z e-papierosami! 
– Mała to sie są ćwi­cze­nia, dej
– Nie dam 
– Deeeeeeeeeeeeej

Zna­cie to uczu­cie, kiedy macie wsiąść do fury ziomka i już chwy­ta­cie za klamkę, a tu zio­mek nagle rusza z piskiem opon, po czym zatrzy­muje się 2 metry dalej? Pod­cho­dzi­cie, ponow­nie łapie­cie za klamkę, a ten znowu odjeż­dża… i tak 10 tysięcy razy (śmie­chów nie było końca). No, to tak mniej wię­cej się bawi­li­śmy z Madzią zanim dosta­łem na tę cho­lerną grzałkę. A jak już dosta­łem, to nagle w Żabce wyro­sła banda gim­bu­sów i każdy zama­wiał hot doga, a kasjer retard zamiast ska­so­wać wszyst­kich naraz i od razu wrzu­cić paczkę Ber­li­nek na ruszt, zaczął bawić się z deta­lem. Kaso­wał jed­nego typa, po czym szedł 10 metrów dalej wrzu­cić kiełbę i bułę do odgrza­nia, następ­nie wra­cał ska­so­wać gimba nr 2, żeby po chwili znowu biec do pierw­szego z pyta­niem o sos i przy oka­zji wrzu­cić kolejną kiełbę na ruszt, po czym znowu nawrotka, żeby ska­so­wać trze­ciego, i znowu bieg do gimba nr 2 z pyta­niem o sos. Nie docze­ka­łem swo­jej kolejki. Przy czwar­tym hot dogu dozna­łem zapa­ści, wybie­głem z krzy­kiem ze sklepu, wbi­łem na chatę, zawi­ną­łem w ludz­kie bur­rito i odda­łem depre­sji, popa­la­jąc przy tym e-szluga o smaku przy­pa­lo­nego bobra.

Dzię­kuję z tego miej­sca T-Mobile PLVir­gin Mobile Pol­skaMoje Inte­ligo i PKO Bank Pol­ski za znisz­cze­nie mi trzech tygo­dni życia. Tłu­ma­cze­nie się ze swo­ich wydat­ków ssie, nie polecam.

*zdję­cie okład­kowe: http://thesocialmediamonthly.com

A to widziałeś?