Wysypisko

Momenty, które zapamiętam z igrzysk w Rio

24/08/2016
received_10154100333622535

Nigdy nie prze­pa­da­łem za igrzy­skami. Nudziły mnie bar­dziej niż roraty i wku­rzały, bo przez dwa tygo­dnie ich trwa­nia, w tele­wi­zji nie dawało się obej­rzeć nic poza spor­tem. Do tego docho­dzi pom­po­wa­nie balo­nika ocze­ki­wań meda­lo­wych, który osta­tecz­nie zawsze wybu­cha nam w twarz i przy­nosi roz­cza­ro­wa­nie. Dla­tego nie potra­fię zro­zu­mieć, jakim cudem w tym roku coś mi się prze­sta­wiło w gło­wie i z dnia na dzień sta­łem się olim­pij­skim Janu­szem. Nie jestem pewien, ile życia stra­ci­łem na śle­dze­nie rela­cji z Rio, ale z całą pew­no­ści było tego dobre kil­ka­dzie­siąt godzin. Wnio­ski są takie, że jeśli czło­wiek odrzuci uprze­dze­nia i wsiąk­nie w oglą­da­nie, igrzy­ska wydają się nawet spoko. Oczy­wi­ście wciąż uwa­żam, że wiele dys­cy­plin wycią­gnięto z naj­głęb­szych cze­lu­ści dupy, np. water­polo i rzu­ca­nie kulą (sorry Majew­ski, ale takie fakty), że impreza posiada całą masę fuc­ku­pów organizacyjno-regulaminowych, ale osta­tecz­nie jest też kilka kon­ku­ren­cji, które potra­fią przy­kuć do ekranu, a jesz­cze wię­cej dzieje się pomię­dzy zawo­dami. 

Zawody zawo­dami, medale meda­lami, ale igrzy­ska to nie tylko sport. Oto zesta­wie­nie momen­tów, które zapa­mię­tam z Rio.

 

11#RIP dieta

Mogłoby się wyda­wać, że wio­ska olim­pij­ska to osta­nie miej­sce, gdzie sprze­dawcy fast­fo­odów powinni szu­kać szczę­ścia. Wia­domo dieta, zdrowy tryb życia, takie tematy. Tym­cza­sem McDonald’s wbrew logice posta­wił na samym jej śro­deczku budę i skoń­czyło się więk­szymi kolej­kami niż pod Mane­ki­nem. Oczy­wi­ście na taką sytu­ację mógł mieć wpływ fakt, że spor­towcy jedli w nim za darmo, cho­ciaż w sumie ofi­cjalna sto­łówka olim­pij­ska też była za free, a ser­wo­wała zde­cy­do­wa­nie zdrow­sze papu. Tak czy ina­czej, boom na McDonald’s był tak duży, że restau­ra­cja musiała wpro­wa­dzić dzienny limit na zamó­wie­nia (max 20 pro­duk­tów), bo pra­cow­nicy nie wyra­biali się z ich reali­za­cją. Ponoć naj­więk­sze spu­sto­sze­nie siali chiń­scy koszy­ka­rze, któ­rzy dzień w dzień wyko­rzy­sty­wali cały swój przy­dział na Big Maki… i to jesz­cze przed połu­dniem.

 

10#Shit hap­pens

Patrząc na dietę olim­pij­czy­ków, można było się spo­dzie­wać, że prę­dzej czy póź­niej komuś wyj­dzie ona “bokiem”. Tra­fiło na fran­cu­skiego cho­dzia­rza Yohanna Diniza. Yohann jesz­cze przed zawo­dami skar­żył się na bul­go­ta­nie w żołądku, ale w końcu nie po to przy­go­to­wy­wał się 4 lata, żeby w naj­waż­niej­szym dniu odpu­ścić. Nie ma mięt­kiej gry. Mimo wszel­kich prze­ciw­no­ści losu posta­no­wił wystar­to­wać. Nie­stety w pew­nym momen­cie sprawy tro­chę się “posrały”, przez co osta­tecz­nie skoń­czył na 8 miej­scu. Zło­śliwi twier­dzą, że gdyby nie chora kicha byłby jesz­cze niżej. Po pro­stu po wyle­wie nie­chlub­nym incy­den­cie nikt już nie chciał go wyprze­dzić.

 

9#Oczekiwania vs Rze­czy­wi­stość

Stan­dar­dowo dzien­ni­ka­rze zaczęli liczyć medale, zanim impreza w ogóle wystar­to­wała i jak zwy­kle rze­czy­wi­stość zwe­ry­fi­ko­wała. Lament i szu­ka­nie win­nych po poraż­kach Fajdka i Radwań­skiej trwa do dzi­siaj. Sytu­acja o tyle kurio­zalna, bo śred­nio koja­rzę nazwi­ska zwy­cięz­ców, za to dzięki medial­nym lin­czom dosko­nale wiem, kto dał ciała. Cóż, skoro taki stary wyja­dacz jak Novak Djo­kvic może się spa­lić w klu­czo­wym momen­cie to mniej doświad­czeni tym bar­dziej.  Na tym polega sport.

 

8#Kontuzje

Mówi się, że sport to krew, pot i łzy. Nie­prawda. Są jesz­cze otwarte zła­ma­nia i wstrzą­śnie­nia mózgu (i roz­wol­nie­nia). Kon­tu­zje, jakie przy­da­rzyły się fran­cu­skiemu gim­na­sty­kowi i holen­der­skiej kolarce do teraz śnią mi się po nocach. Brrrr.

 

7#Heheszki

Były momenty dra­ma­tyczne #cho­dziarz, mro­żące krew w żyłach #kon­tu­zje, ale nie bra­ko­wało też absur­dów, kurio­zów i hehesz­ków. To Usain Bolt świ­ro­wał na kon­fe­ren­cjach, to sztan­gi­sta z Kiri­bati zapo­da­wał moowalka po uda­nym rwa­niu, jed­nak naj­więk­sze pod­śmie­chujki robiono z etiop­skiego pły­waka, Robela Kirosa. Naj­pierw krę­cono ske­cze z jego syl­wetki Ado­nisa, a następ­nie darto łacha z samego występu. Oka­zało się, że zanim Robel w ogóle wsko­czył do basenu, reszta pły­wa­ków robiła już nawrót. Jaki jest jego sekret? Ojciec pra­cuje w mini­ster­stwie sportu.

Tuż, zanim upla­so­wał się Japoń­czyk Hiroki Ogita, który w decy­du­ją­cym skoku o tyczce strą­cił poprzeczkę… zaga­nia­czem. Miało być złoto, wyszło chu­jowo.

 

6#Cyborgi

Michael Phelps i Usain Bolt kolejny raz udo­wod­nili, że nie są ule­pieni z tej samej gliny, co reszta ludz­ko­ści. Phelps w ciągu kariery zdo­był 28 medali olim­pij­skich (z tego 6 w Rio), co spra­wia, że gdyby był kra­jem, w gene­ral­nej kla­sy­fi­ka­cji meda­lo­wej zaj­mo­wałby 32 miej­sce. Z kolei Bolt brał udział w trzech olim­pia­dach, na któ­rych wystar­to­wał łącz­nie w 9 wyści­gach i wszyst­kie wygrał #jeba­niutki

phelps&bolt

 

5#Skandale

Nie bra­ko­wało też skan­dali. Po pierw­sze wyrzu­ce­nie z wio­ski olim­pij­skiej bra­zy­li­skiej zawod­niczki w sko­kach do wody, Ingrid Oli­ve­iry, bo gziła się z jakimś kaja­ka­rzem gór­skim. W sumie nie poszło nawet tyle o roz­wią­złość, co fakt, że na tę oka­zję wyko­pała z pokoju współ­lo­ka­torkę i ta, zamiast wypo­czy­wać przed zawo­dami, musiała pałę­tać się po wio­sce i szu­kać awa­ryj­nego noc­legu.

Grubo pole­ciał też ame­ry­kań­ski pły­wak Ryana Lochte, który sprze­dał dra­ma­tyczną histo­rię, jak to wra­ca­jąc z kum­plami z noc­nej imprezy, został napad­nięty i okra­dziony ma sta­cji ben­zy­no­wej. Według jego zeznań był to napad z bro­nią. Tym­cza­sem nagra­nia z moni­to­ringu poka­zały, że nie tylko nie było żad­nego napadu, ale to Ryan był nawa­lony jak szpa­del i zaczął demo­lo­wać sta­cję. Udało mu się wró­cić do USA, zanim poli­cja poła­pała się w sytu­acji i posta­wiła zarzuty, ale karma i tak go dorwała. Po upu­blicz­nie­niu nagra­nia, kilku spon­so­rów zerwało kon­trakty.

Poja­wiło się też podej­rze­nie, że nie­które kobiety star­tu­jące w wyścigu na 800 metrów, nie­ko­niecz­nie są kobie­tami. Jak dla mnie jest to próba sia­nia fer­mentu przez hej­te­rów, któ­rzy nie mogą się pogo­dzić z porażką pol­skiej zawod­niczki. Wąsik, bary­ton, prze­ro­śnięte jabłko Adama i stopa w roz­mia­rze 48 to żaden dowód. Po pro­stu zosta­wię tutaj zdję­cie, a wy sami dopisz­cie sobie resztę.

 

4#Różnice kul­tu­rowe

Jeden obraz wart wię­cej niż tysiąc słów.

 

3#Trendy

Rio poka­zało, że w spo­rcie podob­nie jak w modzie, rzą­dzą trendy. Pamię­tam, że kiedy byłem dzie­cia­kiem, wśród spor­tow­ców furorę robił pla­ster na nos. Cri­stiano Ronaldo grał z takim w Man­che­ste­rze i repce Por­tu­ga­lii, więc zaraz pół osie­dla też sobie nakle­iło. Nie­stety poziom pił­kar­ski pozo­stał bez zmian. Zaczę­li­śmy podej­rze­wać, że pla­ster Cri­stiano musi być jakiś spe­cjalny, a nie taki ple­bej­ski z domo­wej apteczki jak nasze.  Już mie­li­śmy olać temat, aż tu Bravo Sport dorzu­ciło do numeru pla­ste­rek, który rze­komo został zapro­jek­to­wany przez inży­nie­rów NASA. Kupi­łem wia­domka, ale mia­łem tylko jeden, więc oszczę­dza­łem go na spe­cjalną oka­zję. Nakle­iłem dopiero w meczu o wyj­ście z grupy pod­czas szkol­nego tur­nieju. Naprawdę uwie­rzy­łem, że da mi +50 do skilla, więc przy dośrod­ko­wa­niu z rzutu roż­nego odwa­ży­łem się zło­żyć do prze­wrotki. Nie­stety w locie przy­po­mnia­łem sobie, że jestem gruby i cała magia ucie­kła. Miną­łem się z piłką, kop­ną­łem w głowę, wywa­li­łem na plecki i tyle było z gwiaz­do­rze­nia. Następ­nie spor­towcy zamie­nili nosowe pla­terki na poważne pla­stry przy­kle­jane na całe ciało. Znowu poszła fama, że taki zabieg spra­wia cuda, aż tu pew­nego razu Jerzy Jano­wicz wyszedł na mecz z jakimś ano­ni­mo­wym sznu­rem, owi­nięty jak mumia, a mimo to dostał wpier­dol do zera. Mit oba­lony. Z kolei w Rio prym wio­dły zabiegi chiń­skimi bań­kami, które zosta­wiają spe­cy­ficzne ślady na ciele. Wielu spor­tow­ców cho­dziło z takimi odci­skami, ale nie­wielu z nich zobyło złoto. Wnio­sek jest pro­sty, to nie działa, no, chyba że liczy się efekt pla­cebo. W każ­dym razie naj­sku­tecz­niej­szym środ­kiem nadal pozo­staje koks. I tym zgrab­nym zabie­giem prze­cho­dzimy do punktu 2.

bański

 

2#Doping

Spor­towcy brali, biorą i brać będą. Pyta­nie tylko, kiedy ich zła­pią? Wpa­dli bra­cia Zie­liń­scy i wszy­scy zaczęli zacho­dzić w głowę, jakim trzeba być debi­lem, żeby brać tuż przed igrzy­skami, skoro wia­domo, że to wyj­dzie. Otóż czy fak­tycz­nie wyj­dzie, nie jest wcale takie pewne, a pro­fity pły­nące z medali kuszą. Oka­zuje się, że z tym spraw­dza­niem nie jest tak hop siup, tu i teraz. Gazety pisały ostat­nio, że nadal trwa badane pró­bek z poprzed­nich igrzysk w Lon­dy­nie i na chwilę obecna wyła­pano ponad 90 przy­pad­ków dopingu. Nazwi­ska umo­czo­nych spor­tow­ców mają być podane wkrótce, bo nie chciano robić zamie­sza­nia pod­czas aktu­al­nych igrzysk. 4 lata minęły, a oni nadal nie dali rady zba­dać wszyst­kich fio­lek z sikami? Żart. Z kolei w USA doszło do incy­dentu, pod­czas któ­rego sprzą­taczka “przy­pad­kowo” roz­biła ponad 100 pró­bek prze­zna­czo­nych do bada­nia anty­do­pin­go­wego. Taa jasne, przy­pad­kowo. W afe­rze braci Zie­liń­skich naj­bar­dziej pocieszna była naiw­ność dzien­ni­ka­rzy. Wie­dzieli, że kole­sie ćwi­czą razem, że ucie­kli spod nad­zoru Mini­ster­stwa Sportu i coś kom­bi­nują na boku, tym­cza­sem kiedy wpadł pierw­szy — Tomek, dys­ku­to­wali w stu­diu, jak bar­dzo zhań­bił bar­dziej uty­tu­ło­wa­nego brata Adriana i że ten na pewno będzie chciał zma­zać plamę, zdo­by­wa­jąc złoto. Następ­nego dnia boom — Adrian też brał. No szok po pro­stu. Kto mógł się spo­dzie­wać?

czysty

 

1#Anita Wło­dar­czyk

Nie jara mnie spe­cjal­nie jej dys­cy­plina, ale tak przy­je­bać mło­tem to nawet Bob Budow­ni­czy nie potrafi. Sza­cun.

A to widziałeś?