Wysypisko

Kenzo w hm, czyli PigOut vs moda

07/11/2016

Ten wpis mógł­bym zacząć od “Oesu w H&M biją się o ciu­chy z prze­ceny!”, wszak nic tak dobrze się nie sprze­daje, jak sen­sa­cja. Prawda jed­nak jest taka, że “wyprze­da­żowe MMA” już dawno prze­stało mnie szo­ko­wać. Nie, żebym je rozu­miał, po pro­stu już się przy­zwy­cza­iłem i wiem, dokąd to zmie­rza. W końcu to nie pierw­szy raz. Byli­śmy już świad­kami lidlo­wych bitew o Crocsy (słynna “Bitwa pod Lidlem z 2014″, czyli naj­więk­sza roz­pier­du­cha od cza­sów Grun­waldu) i torebki Wit­t­chena, z wypie­kami na twa­rzy obser­wo­wa­li­śmy, jak ode­rwana od rze­czy­wi­sto­ści bana­nowa mło­dzież trend­se­te­rzy (tudzież early adop­ter) przez kilka dni koczo­wali pod skle­pem z butami w cen­trum War­szawy, żeby jako pierwsi zdo­być trampki sygno­wane nazwi­skiem Kany­ego Westa, a kropkę nad ‘i” posta­wiły zeszło­roczne zamieszki w salo­nach H&M, kiedy to na półki skle­powe tra­fiła limi­to­wana edy­cja fata­łasz­ków zapro­jek­to­wa­nych przez Bal­main (może­cie o tym poczy­tać TU). Wnio­ski są takie, że na wyprze­da­żach zde­cy­do­wa­nie łatwiej o klu­skę w ryj niż na meczu eks­tra­klasy. Mimo wszystko w tym wpi­sie nie pla­nuję oce­niać ludzi, któ­rzy uczest­ni­czą w tego typu zady­mach (robi­łem to wiele razy, a nie chcę się powta­rzać). Zresztą ja też nie jestem bez winy i gdyby do Bie­dronki wrzu­cili prze­ce­nione drony, już od tygo­dnia spał­bym w namio­cie pod skle­pem. Cho­dzi o to, że przej­rza­łem sobie tę gło­śną kolek­cję Kenzo dla H&M i jestem zdru­zgo­tany. Od dawna nie jest mi po dro­dze z modą męską, a patrząc na skle­powe wie­szaki, drżę, że jeśli nie tą to kolejną zimę już na pewno będę musiał prze­trwać obło­żony gaze­tami i w trzech blu­zach zało­żo­nych jedna na drugą. Kenzo potwier­dził wszyst­kie moje lęki, a nawet prze­bił te naj­bar­dziej pokrę­cone, modowe czarne sce­na­riu­sze. Kto to ubie­rze poza Pie­ro­giem i Szpa­kiem, ja się pytam? Weźmy na ten przy­kład pro­po­zy­cję męskich kur­tek zimo­wych, czyli coś, za czym się aktu­al­nie roz­glą­dam.

Kenzo for H&MKenzo for H&M

Jest tylko jeden przy­pa­dek dający wymówkę do wyj­ścia na ulicę w tym czymś - zawód alfo­nasa. W każ­dej innej sytu­acji ludzie będą pukać się w głowę i odsy­łać Cię na kon­sul­ta­cje ze spe­cja­li­stą. Dia­gnoza, którą usły­szysz, otwo­rzy Ci oczy. W końcu zro­zu­miesz, że nazwa tego zie­lo­nego futerka nie jest przy­pad­kiem — ano.. rak… od samego patrze­nia.

Skoro nie kurtki to może cho­ciaż jeansy? No chyba jed­nak nie. Żaden pią­tek nie jest aż tak “casual”.

Kenzo for H&MKenzo for H&MA co powiesz na ele­gancki kom­bi­ne­zon?

Kenzo for H&M

Pomyśl o reak­cji dziew­czyny, z którą usta­wi­łeś się na pierw­szą randkę i przy­sze­dłeś w tym czymś? Albo lepiej — reak­cja rekru­tera na roz­mo­wie kwa­li­fi­ka­cyj­nej :D. No, chyba że to casting do nowego Bat­mana, a Ty sta­rasz się o rolę Czło­wieka Zagadki, wtedy seems legit.

Kolejną pro­po­zy­cją są buty w wer­sji uni­sex, czyli możesz z dziew­czyną cho­dzić na spółę. Są cał­kiem zaje­bi­ste — widać, że Kenzo wziął wszystko, co naj­lep­sze w kalo­szach i Mar­ten­sach, po czym zło­żył w jedną całość. Cle­ver!

Kenzo for H&MSpoko są też skar­petki. Ide­al­nie wypro­fi­lo­wane dla raci­czek. Jako gość ze świ­nią w logo, nie mogę nie pochwa­lić.

Kenzo for H&MPro­blem mam za to z czapką. Niby faj­nie, że pasuje kolo­ry­stycz­nie do skar­pe­tek, w dodatku gołym okiem widać, że zapew­nia cie­pło, ale oba­wiam się, że jej nosze­nie może być kolej­nym argu­men­tem dla zwo­len­ni­ków abor­cji. 

Kenzo for H&MNa koniec ide­alny doda­tek do każ­dej męskiej sty­lówy, czyli torebka. Z nią pod pachą poczu­jesz się jak stu­pro­cen­towy samiec alfa.

Kenzo for H&MCo prawda na modzie dam­skiej znam się jesz­cze mniej niż na męskiej, ale mam prze­czu­cie, że poniż­sze ręka­wiczki nie tylko dla mnie są kon­tro­wer­syjne. W zasa­dzie jedyna sytu­acja, w któ­rej mogą się przy­dać, to kiedy Twoja krowa zaczyna się cie­lić i sama musisz przy­jąć poród, bo wete­ry­narz utknął aku­rat w korku.

Kenzo for H&MZ kolei, gdy­bym zoba­czył na ulicy jakąś zna­jomą ubraną w poniż­sze futro i czapkę, prze­szedł­bym na drugą stronę i uda­wał, że jej nie znam. Sad but true. Dokład­nie tak wyglą­da­łaby Cru­ella Demon, gdyby ubie­rała się na śmiet­niku.

Kenzo for H&MKenzo for H&MA gdy­bym miał zga­dy­wać, jak ma na imię foczka okuta w poniż­sze szpile, w ciemno obsta­wił­bym Tatianę.

Kenzo for H&MKenzo ma rów­nież pro­po­zy­cję dla wszyst­kich zagu­bio­nych dziew­czy­nek, które są w modo­wym roz­kroku i nie wie­dzą jak się ubrać, bo z jed­nej strony należą do gangu moto­cy­klo­wego, ale rów­no­cze­śnie lubią posłu­chać sobie Dody. Już nie musi­cie iść na ubra­niowe kom­pro­misy, ta kurtka wyrazi obie wasze pasje.

Kenzo for H&MNa koniec przed­szkolny worek na trampki, tyle że jakiś felerny, bo z nacię­ciem na dole. W sumie nie wiem, o co w tym cho­dzi.

Kenzo for H&M

Puentą tego wpisu niech będzie fina­łowa scena z ostat­niej czę­ści Szyb­kich i Wście­kłych.

A to widziałeś?