Wysypisko

Japońskie programy, które powinny trafić do polskiej telewizji

29/11/2015
Japońskie programy, które powinny trafić do polskiej telewizji

Nie­dzielne popo­łu­dnie. Leży czło­wiek ska­co­wany przed tele­wi­zo­rem, ska­cze po kana­łach w poszu­ki­wa­niu cze­goś mało inwa­zyj­nego, a tam same kon­kursy kara­oke albo powtórki gów­nia­nych seriali, od któ­rych tylko dodat­kowo wzmaga się ból głowy. Tysiąc kana­łów na kablówce i niczego do oglą­da­nia. Tak się nie robi tele­wi­zji! A wystar­czy­łoby pod­pie­przyć kilka pomy­słów z Japo­nii. Tam to dopiero są cool pro­gramy. Weźmy na ten przy­kład tele­tur­niej, w któ­rym cele­bryci wrzu­cani są do spe­cjal­nie przy­go­to­wa­nego pomiesz­cze­nia, gdzie część deko­ra­cji została wyko­nana z cze­ko­lady i mar­ce­panu. Ich zada­nie polega na wska­za­niu, co jest praw­dzi­wym przed­mio­tem, a co słod­kim fej­kiem. Cała zabawa tkwi w tym, że jak już obsta­wią, muszą to coś ugryźć i się prze­ko­nać czy mieli rację. Czyż nie brzmi to kozacko? Oglą­da­li­by­ście! Z resztą spójrz­cie na kilka przy­kła­do­wych scen.

null

null

null

null

null

null

 

 

 

null

 

 

 

null

null

 
Prawda, że zaje­bi­sty pro­gram? Pro­po­nuję, aby w pol­skiej edy­cji nie zatrud­niać Gry­ca­nek, bo może się oka­zać, że białe buty też są zja­dliwe. Kolejna pro­po­zy­cja, którą można wzbo­ga­cić naszą ramówkę to pro­duk­cja o ory­gi­nal­nej nazwie “Mar­twe mięso”. Zasady są pro­ste, bie­rzemy cele­bry­tów z “Tańca z gwiaz­dami”, ale zamiast zmu­szać ich do kale­cze­nia się w walcu wie­deń­skim, przy­cze­piamy im na sznurku kawa­łek mięsa i karzemy spie­przać przed wara­nem. Jeśli uciekną, wygry­wają hmmmm powiedzmy 50 zł. Jeśli się nie uda, w ramach nagrody pocie­sze­nia, mogą przez pół godziny poba­wić się z waranem.

Takie tam zabawy z pieszczochem!

 
Pro­po­zy­cja nr 3 to pusz­cza­nie bącz­ków. Cho­dzi o takie pusz­cze­nie bąka, żeby zapar­ko­wał w dziu­rze. Może nie brzmi to super inte­re­su­jąco, ale “ma coś w sobie” hehe. Zresztą sami zobaczcie.

Może dupy nie urywa, ale .….

 
Kolejny pro­gram to tacy pod­ra­so­wani “Milio­ne­rzy”. Już nie musisz dzwo­nić do przy­ja­ciela, masz go bli­sko sie­bie. Z każdą błędną odpo­wie­dzią coraz bli­żej, a na końcu daje­cie sobie buzi, ale nie w usta.

 
Pro­po­zy­cja nr 5 nazywa się “Dziew­czyna pod prysz­ni­cem”. Zasady wyglą­dają nastę­pu­jąco: za dużą plan­szą do sudoku znaj­duje się dziew­czyna bio­rąca prysz­nic, a zada­niem uczest­ni­ków jest zoba­czyć ją nago. Aby to zro­bić, musza roz­bić tablicę. Pro­ste? Proste!

 
Skoro już musimy mieć w ramówce śpie­wa­jące pro­gramy to niech to będzie “Zabój­cze kara­oke”. Naj­więk­szą zaletą tego pro­gramu jest fakt, że śpie­wa­nie scho­dzi na dal­szy plan.

Drugi “śpie­wa­jący pro­gram” rów­nież polega na utrzy­ma­niu sku­pie­nia pod­czas wykonu.

 
Jedziemy dalej. Co powie­cie na tele­tur­niej, w któ­rym uczest­nicy muszą zjeść spa­ghetti w pralce? Ja jestem za.

 
Tele­tur­niej tylko dla praw­dzi­wych twar­dzieli — “Nie patrz na cycki!”.

Naj­trud­niej­szy tele­tur­niej ever!

 
Kolejny tele­tur­niej — “Zgad­nij, co jest w pudełku?“

 
“Mam talent”, gdzie uczest­nicy robią coś poza śpie­wa­niem i tańczeniem.

 
Jakby wciąż było mało, to pod­rzu­cam jesz­cze kilka opcji:

 

 

 

 

A to widziałeś?