Wysypisko

Kiedy Dzień Dziecka przestaje być Twoim świętem?

01/06/2018
Kiedy Dzień Dziecka przestaje być Twoim świętem

Mam już taką małą PigO­utową tra­dy­cję, że przy oka­zji każ­dego popu­lar­niej­szego święta, sta­ram się skrob­nąć kilka słów na jego temat #kto #co #dla­czego. Nie­stety dziś mam pro­blem, bo o dzie­ciach wiem tyle, że na początku są uro­cze, póż­niej przy­dają się, kiedy pilot leży za daleko, albo trzeba kogoś wysłać do sklepu po szlugi, nie­stety na końcu idą do giman­za­jum, a wraz z nimi idzie cały nie­cny plan… tyle, że nie do gim­bazy a w pizdu #dopa­la­cze #sło­neczko #popek (EDIT 2018: Odkąd zosta­łem ojcem, o dzie­ciach dowie­dzia­łem się jesz­cze, że bar­dzo mało śpią i strze­lają ogromne dwójki. A jesli cho­dzi o inne zmiany, to chyba gim­na­zja zli­kwi­do­wali). W ogóle inte­re­su­jące jest, że kiedy byłem dzie­cia­kiem i pró­bo­wa­łem po pro­stu prze­trwać, nie potra­fi­łem zro­zu­mieć dla­czego rodzice robią mi pod górkę i zmu­szają, żebym się idio­tycz­nie ubrał albo strzygł na gar­nek. Zacho­dzi­łem w głowę, skąd ten brak współ­pracy? Prze­cież też kie­dyś byli dziećmi, więc powinni pamię­tać jak to jest. Dziś z per­spek­tywy “dziadka” stwier­dzam, że takie wspo­mnie­nia bar­dzo szybko się zacie­rają. Czło­wiek po prze­kro­cze­niu pew­nego wieku traci dzie­cięcą empa­tię i prze­staje ogar­niać. Jed­nym sło­wem dopada go sta­rość. I dziś poga­damy wła­śnie o sta­ro­ści, a kon­kret­nie po czym ją poznać. Zro­bimy tak — ja zarzucę kilka obja­wów, a wy sami przed sobą odpo­wie­cie, czy was to doty­czy. Wszystko powy­żej 3 tra­fień ozna­cza, że men­tal­nie jesteś już sta­rym kap­ciem i Dzień Dziecka zde­cy­do­wa­nie nie jest Twoim świę­tem. W prze­ciw­nym razie Wszyst­kiego Naj­lep­szego, ale dla pew­no­ści spraw­dzaj, co pół roku.

 

Jesteś stary, kiedy:

  • dzieci sąsia­dów i gim­busy (te lepiej wycho­wane) mówią Ci “dzień dobry” zamiast “cześć” i zwra­cają per “Pan/Pani”;
  •  musisz zamie­nić adi­dasy na pół­buty (trum­niaki), a jeśli robisz to z wła­snej nie­przy­mu­szo­nej woli to już w ogóle zakle­puj mogiłę;
  • z orto­pedą widu­jesz się czę­ściej niż z rodziną (10 minu­towa prze­bieżka = pół­roczne lecze­nie kon­tu­zji, a po wizy­cie na siłce przez 3 dni nie możesz wstać z łóżka);​
  • ktoś mówi “10 lat temu” i myślisz o latach 90-tych (kla­syk);
  • nie możesz znieść mło­dzie­żo­wego slangu i coś w Tobie umiera za każ­dym razem, gdy sły­szysz zajefajne/przypadeG?/YOLO/SWAG/beka/pisiont gro­szy i kon­struk­cje typu jestę blogerę/jutuberę/kotałę;
  • pił­ka­rze, któ­rym kibi­co­wa­łeś zostają tre­ne­rami (EDIT 2018: są już tre­ne­rami od dobrych kilku lat i moga pochwa­lić się wygra­niem 6 tro­feów w jed­nym sezo­nie #Guadiola, albo się­gnię­ciem po Ligę Mistrzów… trzy raz z rzędu #Zidane;
  • Twoi ulu­bieni akto­rzy dostają angaż w “Nie­znisz­czal­nych (1,2,3,..)” (EDIT 2018: Twoi ulu­bieni akto­rzy zostają oskar­żeni o mole­sto­wa­nie #MeToo);
  • pamię­tasz filmy z Mor­ga­nem Fre­ema­nem, w któ­rych był młody; *żar­cik, Mor­gan Fre­eman nigdy nie był młody (EDIT 2018: #MeToo);

Morgan Freeman na dzien dziecka

  • bajki, filmy i książki, które lubi­łeś w dzie­ciń­stwie, po latach wydają się nie­po­prawne poli­tycz­nie, dwu­znaczne moral­nie i kon­tro­wer­syjne – Pan Kleks i zapędy do mło­dych chłop­ców, gołe dupy Mumin­ków, podej­rzana rela­cja Kubu­sia Puchatka i Krzy­sia, itp., itd. (wystar­czy obej­rzeć losowy odci­nek)

dzien dziecka

  • twoje ulu­bione pio­senki stały się “Zło­tymi prze­bo­jami”;
  • spraw­dza­nie pro­gnozy pogody staje się rytu­ałem;
  • poczu­cie cie­pła wyce­niasz wyżej niż swoją god­ność i w mroźny dzień zakła­dasz kale­sony;
  • oglą­da­jąc pro­gramy z “cele­bry­tami”, zaczy­nasz komen­to­wać: “a ta to już do wszyst­kiego się pcha”;
  • nic Ci nie wycho­dzi tak jak włosy;
  • zaczy­nasz doce­niać muzykę Zbi­gniewa Wodec­kiego (to o mnie) (EDIT 2018: Pana Zbyszka nie ma już z nami, ale jego muza siada jesz­cze bar­dziej);
  • dobrze się bawisz na „Kocham Cię Pol­sko” (to też o mnie);
  • zaczy­nają pękać Ci plecy *syn­drom hydrau­lika (wciąż ja);

  • potrze­bu­jesz wspo­ma­ga­nia, żeby dotrwać w Syl­we­stra do pół­nocy;
  • inte­re­su­jesz się poli­tyką;
  • wiesz czym jest był Walk­man, kaseta VHS, tele­ga­zeta i dys­kietka;
  • chciał­byś poje­chać na Wood­stock, ale odstra­sza Cię hałas, namiot i Toi Toi;
  • napier­da­lasz mio­tłą w sufit, kiedy sąsie­dzi robią imprezę;
  • żar­łeś Vibo­vit na sucho….. w ogóle wiesz, co to Vibo­vit;
  • dosta­jesz man­dat za jazdę z bile­tem ulgo­wym;
  • inte­re­su­jesz się kur­sem franka, ceną baryłki ropy i zawar­to­ścią glu­tenu w żar­ciu;
  • domowe obiadki kręcą Cię bar­dziej niż fast­food;
  • do apteki zamiast po gumy i test cią­żowy, cho­dzisz po pigułki na zgagę i krem Corega;
  • bli­scy trą­cają Cię kijem, żeby spraw­dzić czy tylko śpisz, czy już nie żyjesz;
  • świeczki na Twoim tor­cie uro­dzi­no­wym dodają +50 do glo­bal­nego ocie­ple­nia;
  • Twoi zna­jomi zdą­żyli się hajt­nąć… roz­wieść… i jesz­cze raz hajt­nąć;
  • wsta­jesz tak wcze­śnie, że w Maku ser­wują jesz­cze ofertę śnia­da­niową;
  • nie kumasz o co lotto ze Snap­cha­tem?;
  • “Mura­tor” kręci Cię bar­dziej niż “CKM”;
  • wiesz kto to Klau­diusz i Gul­czas;
  • kie­dy­kol­wiek zaczą­łeś zda­nie od „za moich cza­sów”;
  • przy­naj­mniej raz w życiu zadzwo­ni­łeś po straż miej­ską;
  • zamiast pisać „aśe­na­ebaem” wrzu­casz na fejsa print­scre­ena z endo­mondo;
  • każdy tele­fon po 20:00 zaczyna się od: „sorry, nie obu­dzi­łem Cię?”;
  • nie ogar­niasz “mody” i “tren­dów”;

moda

I jesz­cze per­so­na­li­zo­wane dla kobiet:

  • kiedy zakła­dasz bar­cha­nowe gacie, bo wiesz, że nikt poza gine­ko­lo­giem tam nie zaj­rzy;

prezent na dzien dziecka

  • robisz sobie trwałą;
  • oglą­dasz swoją trwałą w lustrze i uzna­jesz, że wyglą­dasz zaje­bi­ście;
  • masz czarny pas z obsługi kor­ko­ciągu;
  • Twoi rodzice prze­stają się bać, że zaj­dziesz w nie­pla­no­waną ciążę…. Dają na mszę w tej inten­cji;
  • wymio­ciny, które sprzą­tasz nie są Twoje;
  • zna­jome pro­szą Cię o pomoc w wypeł­nie­niu wnio­sku na 500+;
  • Per­fek­cyjną Panią Domu/Maję Sablewską/Projekt Lady oglą­dasz bo lubisz, a nie z podowu kaca;
  • Twoje cycki wyglą­dają i zacho­wują się jak prze­rzu­cony przez szyję balon wypeł­niony wodą;
  • Twój kon­ku­bent pyta czym jest cel­lu­lit?, a Ty zamiast tłu­ma­czyć, po pro­stu mu go poka­zu­jesz;
  • w Twoim życiu jest wię­cej niż jeden kot;
  • jeź­dzisz komu­ni­ka­cją miej­ską z torbą na kół­kach.

 

A naj­gor­sze jest:

Kiedy Ty i twoje ziomy prze­sta­je­cie ogar­niać, co to spon­ta­niczna najebka. Kie­dyś po pro­stu cho­dziło o to żeby iść i spruć się jak stary swe­ter, teraz trzeba się uma­wiać i pla­no­wać blehhhhhh. Baa kom­pli­ka­cje nie koń­czą się nawet, gdy już uda się ogar­nąć opie­kunkę do dzieci. Doszło do tego, że ostat­nio musie­li­śmy kon­sul­to­wać markę wódki – bo jeden nie pije nic poni­żej Strum­brasa, dru­gi po Absol­wen­cie dostaje migreny, a trzeci nie trawi ziem­nia­ków uży­tych do pro­duk­cji Wybo­ro­wej. Podob­nie z pod­kła­dłem – to nie, bo nie tole­ruje lak­tozy, tamto nie bo ostre, a jelito wraż­liwe. Sta­rość nie radość.

slayer

A to widziałeś?