Wysypisko

Sprzedawcy marzeń

21/11/2018

Koja­rzy­cie Alie­xpress? Naj­więk­szy na świe­cie sklep z pod­rób­kami, który jest jak mix Tele­za­ku­pów Mango z baza­rem Różyc­kiego, tyle że więk­szy, tań­szy i z jesz­cze bar­dziej pokrę­co­nymi pro­duk­tami? Moja przy­goda z Alie­xpress zaczęła się od dołą­cze­nia do fejs­bu­ko­wej grupy “Alie­xpress — cebula, oka­zje i super extra mega dile”, gdzie ludzie codzien­nie pod­rzu­cają linki do róż­nych nie­sa­mo­wi­tych i czę­sto total­nie absur­dal­nych towa­rów. Na początku sie­dzia­łem tam dla tak zwa­nej “beki”, ale z cza­sem sta­łem się auten­tycz­nym fanem chiń­skiej inwen­cji. Nie oce­niaj­cie, alie­xpres­sowe wyna­lazki naprawdę ury­wają dupę. Weźmy na ten przy­kład obie­raczkę do ana­nasa. Niby mała rzecz, a o ile prost­sze życie! I jesz­cze dziew­czyna doceni.…. if u know what I mean.

Co kupić na Aliexpress

W każ­dym razie pew­nego dnia stwier­dzi­łem, że już dość bier­nego przy­glą­da­nia się, czas zło­żyć zamó­wie­nie. Tak na serio moty­wa­cją był Chur­chill, czyli mój sza­lony pies, który od ludz­kiego jedze­nia, bar­dziej lubi tylko elek­tro­nikę użyt­kową. Zresztą spy­taj­cie w biu­rze obsługi klienta UPC, które ostat­nio musiało prze­słać nam nowego pilota, bo poprzedni został potrak­to­wany przez Chur­cha jak Scooby-Snacky. Mi z kolei wsza­mał słu­chawki. Again. Stwier­dzi­łem, że nie ma sensu kupo­wać kolej­nych mar­ko­wych, bo nigdy nie wia­domo, kiedy znowu odwali mu elek­tro­niczna furia. I w tym momen­cie do gry wcho­dzi Alie­xpress. Zamó­wi­łem tanie słu­chawki bez­prze­wo­dowe, po czym pomy­śla­łem, że tro­chę głu­pio zawra­cać chiń­czy­kom gitarę tema­tem war­tym 5 dolców, więc dorzu­ci­łem jesz­cze kilka pier­dół, co by rachu­nek dobił do 15 bak­sów (zasza­la­łem niczym PSG z kup­nem Ney­mara) i sko­śno­okim bra­ciom zapew­nił cho­ciaż miskę ryżu. Potwier­dzi­łem koszyk, zapła­ci­łem i cze­ka­łem. I cze­ka­łem. Cze­ka­łem tak długo, że w sumie zapo­mnia­łem o spra­wie, aż tu nagle po 3 mie­sią­cach przy­cho­dzi takie coś! 

Co kupić na Aliexpress

Pró­bu­jąc roz­gryźć THE FUCK IS THIS?, prze­ana­li­zo­wa­łem od początku cały pro­ces kupna i oka­zało się, że już na dzień dobry zaje­ba­łem się w akcji bar­dziej niż Beata Paw­li­kow­ska w książce o samo­ule­cze­niu się z depre­sji. Otóż wysze­dłem z błęd­nego zało­że­nia, że Alie­xpress to sklep… jeden… duży, tym­cza­sem to coś w stylu Alle­gro i tak naprawdę nie pod­bi­łem rachunku do 15 dolców, a doko­na­łem kil­ku­na­stu gro­szo­wych zaku­pów. Każdy od innego sprze­dawcy, z osobną wysyłką #Bra­woJa. Na przy­kład za to zie­lone coś ze zdję­cia, zapła­ci­łem 60 cen­tów i aż mnie brzuch roz­bo­lał, kiedy zro­zu­mia­łem, że za te 60 cen­tów, jakiś nie­winny Chiń­czyk musiał wstać od kom­pu­tera, poczła­pać przez 100-hektarowy maga­zyn, zna­leźć półkę z “zie­lo­nym czymś”, ścią­gnąć wóz­kiem widło­wym “zie­lone coś” z naj­wyż­szego regału, zapa­ko­wać “zie­lone coś” w kar­ton, okleić go, następ­nie dostar­czyć zapa­ko­wane “zie­lone coś” do portu  i w końcu wrzu­cić na sta­tek. Następ­nie ten sta­tek przez trzy mie­siące kole­bał się na falach róż­nych mórz i oce­anów, aż w końu dopły­nął do Szwe­cji, gdzie “zie­lone coś” prze­chwy­ciła tam­tej­sza służba celna i przez tydzień spraw­dzała, czy nie jest to przy­pad­kiem broń maso­wej zagłady, zamó­wiona przez uśpioną komórkę ISIS. Po tygo­dniu skom­pli­ko­wa­nych i nie­zwy­kle kosz­to­wych ana­liz wydano wer­dykt, że “zie­lone coś”, mimo iż w 100% składa się z azbe­stu, nie sta­nowi więk­szego zagro­że­nia, bo i tak wszy­scy umrzemy od smogu, więc może ruszyć w dal­szą podróż. Tym spo­so­bem “zie­lone coś” zali­cza check­po­inty w Tal­li­nie, Rydze, Wil­nie, aż w końcu dociera do War­szawy. Dalej tra­fia w ręce listo­no­sza, który jakimś cudem nie daje rady zmie­ścić “zie­lo­nego cze­goś” w skrzynce, w końcu 3 cm na 3 cm, to nie w kij dmu­chał wymiar, więc w ramach zastęp­stwa zosta­wia awizo. I teraz wcho­dzę ja.… cały na biało. Zgar­niam awizo i lecę na Pocztę niczym blo­gerki do Dzień Dobry TVN -> na zła­ma­nie karku. Cze­kam ponad pół godziny w kolejce i to tylko po to, żeby usły­szeć, że na paczki zagra­niczne jest osobne sta­no­wi­sko. Prze­cho­dzę zatem do kolejki przy dru­gim okienku i znowu cze­kam. Z nudów zaczy­nam obcza­jać kosmiczny asor­ty­ment dostępny na Poczcie. Tu pod­pałka do grilla, tam zra­szacz ogro­dowy, do tego pościel z kory, hula-hop, kolek­cja jaj Faberże, etui na ajfona z Ojcem Matu­szem i nowa histo­ria Pol­ski, w któ­rej wszystko, co dobre jest zasługą Kaczyń­skiego, a złe, winą Tuska. Zasta­na­wiam się na cho­lerę mi była ta cała zabawa z Alie­xpress, skoro Poczta ofe­ruje to samo od ręki? Z roz­k­miny wybu­dza mnie babka nawo­łu­jąca mój nume­rek. Pod­bi­jam do okienka, wyska­kuję z dowodu, zapo­daję auto­graf do zeszytu i w końcu dostaję upra­gnioną paczkę. Zaja­rany niczym Lord Vader swoją pierw­szą Gwiazdą Śmierci, migu­siem wra­cam na chatę. Żeby nie tra­cić czasu, drzwi otwie­ram z buta, po czym zwa­lam wszystko ze stołu i robię godne miej­sce dla długo ocze­ki­wa­nego pakunku. W tym samym cza­sie, za ple­cami wyra­sta Madzia i dopy­tuje co tam mam? “Magię” odpo­wia­dam. Macha głową, jakby chciała powie­dzieć “Not bad” i zaczyna się przy­glą­dać, tym­cza­sem ja roz­ci­nam kar­ton… emo­cje się­gają zenitu… zaglą­damy do środka i w tym momen­cie naszym oczom uka­zuje się… ZIELONE CHUJ WIE CO“Co to niby ma być?” dopy­tuje Madzia z szy­derą w gło­sie. “Jak to co? Pazur do obie­ra­nia poma­rań­czy. Naj­więk­szy wyna­la­zek od czasu żarówki” odpo­wia­dam z uda­waną pew­no­ścią sie­bie. “Dzięki niemu już nigdy nie będę się kale­czył pod­czas obrze­za­nia cytru­sów. Koniec z sokiem try­ska­ją­cym w oko” prze­ko­nuję Madzię i sie­bie. Madzia na to, że jestem głupi, na co ja “Chyba Ty! Pa na to”, po czym biorę poma­rań­czę i zama­szy­ście wbi­jam w nią zie­lony pazur, który w tym momen­cie prze­stał być zwy­kłym kawał­kiem pla­stiku, a stał przed­mio­tem, w któ­rego poli­me­ro­wych wią­za­niach spo­częła cała moja repu­ta­cja. No i wbi­jam ten pazur… a on się łamie jak pier­do­lona listwa z Ikei i jed­nym odłam­kiem wbija w moją dłoń, spra­wia­jąc przy oka­zji więk­szy ból, niż jak­bym przy­wa­lił pisz­cze­lem w kant stołu i upadł bli­zną po szcze­pionce na klo­cek Lego (wszystko w tym samym cza­sie). Baaa to bolało nawet bar­dziej niż odpad­nię­cie ulu­bio­nej dru­żyny z Ligi Mistrzów… w pół­fi­nale… po serii rzu­tów kar­nych, a wia­domo, że poród przy takim bólu to pikuś. I wła­śnie tak wyglą­dał mój pierw­szy raz z Alie­xpress — roz­cza­ro­wa­nie, ból, łzy i utrata sza­cunku.

Na szczę­ście kilka dni póź­niej zaczęły przy­cho­dzić kolejne zamó­wie­nia, które oka­zały się już cał­kiem w pytkę, więc foch na Alie szybko mi prze­szedł. Poni­żej moja dotych­cza­sowa kolek­cja. Mamy tu m.in. obie­raczkę z 6 ostrzami — można skro­bać mar­chewki i regu­lo­wać brwi.… jed­no­cze­śnie, poduszka do samo­lotu z prin­tem arbuza (prawda, że zaje­bi­sta?), star­war­sowy otwie­racz, który wygląda epicko, ale z kap­slami radzi sobie jesz­cze gorzej niż zie­lony pazur z poma­rań­czami i oku­lary Ban­Ray, z któ­rych, co prawda wypa­dło już szkiełko, ale za to gra­ti­sowa ście­reczka z mikro­fi­bry daje radę. 

Co kupić na Aliexpress

W następ­nym rzu­cie przy­szły te słu­chawki bez­prze­wo­dowe za 5 dolców, od któ­rych wszystko się zaczęło. Jedna słu­chawka już na dzień dobry nie działa. Druga padła 40 sekund póź­niej. Do tego lodówka samo­cho­dwa o pojem­no­ści jed­nej puszki. Po pod­łą­cze­niu do gniazda USB, wysa­dziła mi elek­tro­nikę w furze #Było­Warto. Zega­rek Daniela Wel­ling­tona (dla Madzi), w któ­rym po tygo­dniu odpa­dły wska­zówki i lazy bagi, z któ­rymi bie­ga­łem jak ten debil, ale za cho­lerę nie chciały się napeł­nić. Osta­tecz­nie odda­łem je bra­cho­lowi, a ten po dwóch dniach przy­słał mi sel­fiaka, jak na jed­nym leży, z dopi­skiem, że “best gift ever”. Oka­zało się, że jak jest wiatr, to dzia­łają #TyyylePrzegrać! 

Co kupić na Aliexpress


Ale żeby nie było. Kilka zaku­pów się udało. Np. ta koszulka z Samu­elem “Mother­fuc­ke­rem” L. Jack­so­nem. Uwiel­biam ją!

Co kupić na Aliexpress
Albo te koszulki z pizzą i bur­ge­rem! Je też uwiel­biam!
Co kupić na Aliexpress


I foremka do bur­ge­rów też spraw­dza się cał­kiem zaje­bi­ście! Pole­cam zama­wiać razem z kamie­niami chło­dzą­cymi do whi­sky. Ide­alny zestaw dla każ­dego samca alfa.

Co kupić na Aliexpress


Albo ten uchwyt do nagry­wa­nia time­lap­sów. Co prawda nigdy nie zamon­to­wa­łem do niego kamery, ale za to, jako minut­nik przy goto­wa­niu jajek, spra­wuje się pierwszorzędnie. 

Co kupić na Aliexpress

Albo ten gry­zak dla psa. Chur­chill jesz­cze się nie prze­ła­mał, żeby wziąć go do pyska, ale wiem, że jak przyj­dzie ten dzień, śmie­chu będzie co nie miara.

Co kupić na Aliexpress


I o dziwo słu­chawki base­nowe też dzia­łają. To, że miesz­czą zale­d­wie 10 pio­se­nek i wypa­dają z ucha, nie ma więk­szego zna­cze­nia, bo i tak od czasu ich kupna, nie byłem ani razu na base­nie (2 lata). Grunt, że grają. Do wanny jak znalazł.

Co kupić na Aliexpress

A aktu­al­nie cze­kam na kom­bi­ne­zon z serialu “Dom z Papieru”. Nie wiem jesz­cze do czego mi się przyda, ale na wszelki wypa­dek wzią­łem też dla Brendonka. 

Co kupić na Aliexpress


Z kolei dla Madzi wzią­łem tę nerkę. To było sil­niej­sze ode mnie. Poza tym jak pod­winę koszulkę, będziemy mieć takie same (how cool is that?). Zde­cy­do­wa­nie kocham Aliexpress!

Co kupić na Aliexpress

P.S. A wie­dzie­li­ście, że na Alie­xpress da się kupić nawet pod­róbkę BMW? Nic tam, że wygląda jak Toyota Yaris z ’95 i do setki roz­pę­dza się w 7 minut… żart, mak­sy­malna pręd­kość to 55 km/h, ale nadal wycho­dzi taniej niż Dacia Logan i dostawa gra­tis. Epic win.

Co kupić na Aliexpress

Co kupić na Aliexpress

A to widziałeś?