Wysypisko

14/01/2018

Z całego roku, naj­bar­dziej nie lubię dnia, w któ­rym odbywa się finał WOŚP. Serio. Otwie­ram oczy, patrzę na kalen­darz i już wiem, że o to mamy dzień, w któ­rym w inter­ne­cie wybije szambo. Ściany na fej­sie będą zaje­bane lin­kami do podej­rza­nych witryn, gdzie wiszą arty­kuły dowo­dzące, że Owsiak pie­rze hajs orkie­stry przez Zło­tego Melona i Mrówkę Całą, oraz że wyko­rzy­stuje chore dzieci, żeby zebrać kasę na Wood­stock i nowy apar­ta­ment. Do tego tabelki z pła­cami, pre­miami, bonu­sami i drzewo gene­olo­giczne, które udo­wodni, że miał dziadka w Wehrmachcie.

W kontrze do tych pomó­wień, uak­tyw­nią się fani Orkie­stry i zaczną obrzu­cać gów­nem Cari­tas, kościół, Kry­stynę Paw­ło­wicz i wszyst­kich, któ­rzy się napa­to­czą. Gene­ral­nie patola więk­sza niż w War­saw Shore #Ludzie­Lu­dziom.

Nie będę ukry­wał, że czuję się tym zatruty na maksa i uni­kam w tym dniu zna­jo­mych, bo wiem, że są podzielni mniej wię­cej pół na pół w swoim podej­ściu do WOŚP, ale co gor­sze, będą pró­bo­wali obcią­żyć mnie swoją opi­nią. Pro­blem jest taki, że mam ją w dupie. Czy­ta­łem te arty­kuły, wiem, że to, co zebrała do tej pory Orkie­stra, nie wystar­czy­łoby nawet na wycią­gnię­cie Ney­mara z Bar­ce­lony itd., itp., ale i tak wrzu­cam te naście zło­tych do puchy, baa bywały lata, kiedy dawa­łem się zaszczuć i wrzu­ca­łem do puchy z taj­niaka, a jak ktos pytał, mówi­łem, że nie dokła­dam <sic!>. Prze­ciw­nicy WOŚP zapewne nazwą mnie poży­tecz­nym idiotą, ale jak już mówi­łem, mam to cen­tral­nie w dupie.

W kwe­stii pomga­nia jestem ultra lewa­kiem i uwa­żam, że jeśli ma się moż­li­wość, to warto to robić*, cho­ciażby w ramach inwe­sty­cji w karmę i dobre samo­po­czu­cie (*wyją­tek sta­no­wią doro­śli, zdrowi kole­sie poko­roju Mate­usza Kijow­skiego. Na nich się nie zrzu­camy). Kupo­wa­łem świeczki Cari­tasu, wspo­ma­ga­łem Madzię przy Szla­chet­nych Pacz­kach i zapewne nie­długo kolejny raz popro­szę was, żeby­ście wsparli córę mojego zioma 1% podatku. Jeśli “pod koniec dnia” okaże się, że zosta­łem prze­krę­cony na 10 zeta, trudno, biorę na klatę (“Fuck, a mogłem sobie kupić fin­ger spin­nera”). Grunt, żeby po przej­rze­niu się w lustrze, nie zoba­czyć rosz­cze­nio­wej parówy, która tylko bie­rze i ma ostry ból dupy, kiedy ma dać coś od sie­bie. A co do samego WOŚPu, to nie oba­wiam się aż tak, tego że Owsiak może przy­tu­lić 5 baniek pod sto­łem (ponoć uran za to sku­puje), co podej­ścia poli­ty­ków do tej kasy. Zawsze się zasta­na­wiam, czy pod­czas usta­la­nia budżetu, nie trak­tują hajsu z orkie­stry jak uro­dzi­no­wej “stówki” od babci. Domy­kają te budżety i cią­gle im bra­kuje szmalu na ośmior­niczki, Despa­cito w Zako­pa­nem, nowe lizu­my­zyny i pałace dla ZUSu, wtem jakiś bystrzak wyska­kuje z tek­stem:
– Wiem, weźmy kilka bank­no­tów z kupki prze­zna­czo­nej na służbę zdro­wia. W stycz­niu Owsiak dorzuci 50 baniek, więc nikt się nie zorien­tuje. Opcja win — win.
– Geniusz! Polać mu!

A to widziałeś?