Wysypisko

2 lata z Churchillem

12/04/2018

Tym­cza­sem wczo­raj minęły dwa lata, od kiedy zadzwo­niła do mnie Madzia i zapodała:

– A wiesz, że kolega z mojej pracy, zna­lazł małego, ran­nego psiaka przy jed­nej z ruchliw­szych tras w Wawie? Pierw­szy raz go zoba­czył przy skrzy­żo­wa­niu, jak jechał rano do pracy. Po kilku godzi­nach, wra­cał tą samą drogą, a on nadal tam stał i był w tak opła­ka­nym sta­nie, że aż ptaki zaczęły go dziobać.

–Ojej, strasz­nie smutna historia

– Żebyś wie­dział. Jak zoba­czy­łam fotki, to popła­ka­łam się bar­dziej niż na Titanicu

– Daj spo­kój z Tita­ni­kiem. Jakby Kaśka miała dobre chęci, to Leoś na luzie by się zmie­ścił na tej tra­twie. Baaa weszłaby jesz­cze cała jego rodzina… licząc 3 poko­le­nia wstecz.

– Masz tu zdję­cia. Zobacz jaki sło­dziak. Kolega szuka dla niego nowego domu. Może byśmy wzięli? 

– No fak­tycz­nie fajny. W sumie możemy przemyśleć

– To prze­myśl szyb­ciej, bo o 17 jedziemy go odebrać

No i tak to mniej wię­cej wyglą­dało. Od dłuż­szego czasu roz­wa­ża­li­śmy, czy by nie przy­gra­nąć jakie­goś psa, ale jakoś cią­gle bra­ko­wało decy­zyj­no­ści. Bo co będzie, jak pój­dziemy do pracy? A jak wyjazd jakiś się trafi? To zna­jomi odra­dzali, bo miesz­ka­nie, bo trzeba wypro­wa­dzać etc. 

lucky3

Pier­dzie­le­nie o Szo­pe­nie. Wzię­cie Chur­chilla było naj­lep­szą decy­zją ever. Nie ma lep­szego anty­de­pre­santa. Możesz wyjść na 2 minuty, a ten i tak będzie Cię witał, jak­byś wyszedł na 2 lata. Na początku owszem było ciężko, bo jak nie zdwój­ko­wał się na narzutę, to zja­dał moje gry na Play­sta­tion albo Madziowe sta­niki z Wik­to­rii Sikrets. Na spa­ce­rach gania­łem za nim jak debil, bo za cho­lerę nie dawał się przy­wo­łać, a kiedy pró­bo­wa­łem go zła­pać, myślał, że to zabawa i cze­kał aż zbliżę się na dwa kroki, po czym dzida w długą. Poszli­śmy do szkółki dla nie­sfor­nych psia­ków, żeby to ogar­nąć i tam cwa­niak był pry­mu­sem. Komenda “zostań” i zosta­wał, komenda “siedzieć”/ “leżeć” / “przyjdź” — wszystko hulało jak ta lala. Aż kaba­no­sów bra­ko­wało na kolejne nagrody. Po czym powrót do domu i znowu przej­ście w tryb “ale o co ci cho­dzi”. Z cza­sem mu prze­szło i teraz jest total­nie samo­ob­słu­gowy (cho­ciaż w sumie ucię­cie jajek też mogło mieć wpływ). 

Nadal ma swoje odchyły w stylu cho­wa­nia się pod kana­pami i w miej­scach, gdzie on widzi wszystko, ale nikt nie widzi jego. Cza­sami zacho­wuje sie jakby miał IQ Tryb­sona — ot sie­dzi sobie na para­pe­cie, patrzy w okno, po czym ni z tego ni z owego, bęc na glebę. Za to w kestii jedze­nia jest cho­ler­nym geniu­szem. Cze­ko­ladę dla ludzi to by chciał, ale na czeksę z zoo­lo­gicz­nego dla psów, to nie ma wuja we wsi, nie nabie­rze się. To samo jak mu w karmę wrzu­cisz roz­gnie­cioną tabletkę na różne psie dole­gli­wo­ści. Zje wszystko dookoła, a pigułę wyczuje nawet, jakby pach­niała beko­nem. Kilka razy zro­bił też nocny nalot na śmiet­nik, w celach kon­sump­cyj­nych (resztki z KFC zawsze na prop­sie). W tym przy­padku jego geniusz dostrze­gam w fak­cie, że potra­fił otwo­rzyć sobie drzwi od szafki. Jest też poze­rem. Szczeka na koty, cza­sami pogoni, ale jak kot się zatrzyma i nastro­szy, to z miej­sca zaczyna się skom­le­nie i tył zwrot, co by się upew­nić, że nadal trzy­mam smycz. “O trzy­masz, no to spoko, wra­cam do szcze­ka­nia. Niech kot wie, że tylko smycz mnie powstrzy­muje”. Siku robi w 15 ratach (cho­ciaż po 8, to już tylko pozo­ro­wane), bo oczy­wi­ście każdy krza­czek na dzielni musi być ozna­czony, ale i tak jest zaje­bi­sty. Pole­cam przy­gar­nia­nie. Ż̶a̶d̶e̶n̶ ̶k̶u̶p̶n̶y̶ ̶n̶i̶e̶ ̶b̶ę̶d̶z̶i̶e̶ ̶t̶a̶k̶ ̶w̶d̶z̶i̶ę̶c̶z̶n̶y̶ każdy pies jest spoko, ale jak jakie­goś odra­tu­jesz, to jest jesz­cze lepiej.

A to widziałeś?