Włóczykijing

Wpis, po którym pojedziesz na Słowenię

08/10/2018

To nie jest tak, że nie­na­wi­dzę jesieni. Nope, ja po pro­stu nie zdą­ży­łem się do niej nasta­wić men­tal­nie. W tym roku lato mocno nas roz­pie­ściło, więc w pew­nym momen­cie pomy­śla­łem, że może dziura ozo­nowa jest już tak wielka, że teraz pro­mie­nie sło­neczne będą nas sma­gać cały rok… wtem wycho­dzę w czwar­tek z domu, stan­dar­dowo w szor­tach, a tu szok, bo na zewnątrz ciemno, zimno i mokro. Ale jak to? Prze­cież jesz­cze w środę było 25 na plu­sie, gdzie okres przej­ściowy? Wra­cam do domu, a tam Madzia przy­tu­lona do kalo­ry­fera i woła od progu, żebym jej zro­bił her­batę z mio­dem i przy­niósł ruti­no­scor­bin. Mówię: “Madzia, co Ty? Prze­cież mie­li­śmy sprze­dać Bren­donka dziad­kom i iść zasza­leć na mia­sto, heloł!”, na co Madzia: “Zapo­mnij, nigdzie nie wycho­dzę w taką kosę”. No i wła­śnie, to jest mój główny pro­blem z jesie­nią — spra­wia, że ludziom wszystko opada i wszyst­kiego się ode­chciewa. W zasa­dzie taki spa­dek formy można roz­wią­zać tylko na dwa spo­soby. Pierw­szy to posta­wić sobie szklaną pira­midę w ogródku i czer­pać z niej ener­gię, ale że nie jestem Jac­kiem Sta­chur­skim, wybra­łem opcję numer dwa, czyli wywró­ci­łem stół z her­batą i ruti­no­scor­bi­nem, po czym powie­dzia­łem: “Madzia pakuj się, jedziemy dogrzać kości i pod­ła­do­wać aku­mu­la­tory na resztę roku”. I tym spo­so­bem, 12 godzin póź­niej, zna­leź­li­śmy się w Słowenii.

Dla­czego Sło­we­nia? Przy­znaję bez bicia, że przed wyjaz­dem byli­śmy strasz­nymi igno­ran­tami w kwe­stii wie­dzy o tym kraju. Mamy w domu mapę, na któ­rej zdra­puje się odwie­dzone miej­sca, i wła­śnie Sło­we­nia była jed­nym z ostat­nich nie­zdra­pa­nych państw w Euro­pie. To był główny moty­wa­tor. Poza tym wie­dzie­li­śmy, że gra­ni­czy z Chor­wa­cją, więc powinno być jesz­cze cie­pło, czyli decy­du­jący czyn­nik numer dwa. Tak wiem, strasz­nie idio­tyczne podej­ście, ale w sumie dzięki niemu, nie byli­śmy przy­go­to­wani na epic­kość tego kraju, więc doli­czam dodat­kowe +50 do efektu WOW, bo zosta­li­śmy wzięci z zaskoczenia.

Pozwól­cie, że dam wam kilka powo­dów, dla któ­rych powin­ni­ście zacząć już pla­no­wać podróż na Sło­we­nię, a nie tylko trak­to­wać ją, jako drogę tran­zy­tową na Dubrow­nik… lub miej­sce, gdzie można poznać przy­szłą żoną (patrz Donald Trump i Melania).

1. Bled 

Bled to taki faj­niej­szy Cie­cho­ci­nek. Nie ofe­ruje zbyt wielu roz­ry­wek, ale zde­cy­do­wa­nie jest na czym zawie­sić oko i czym oddy­chać #zero #smogu. Małe mia­steczko, oto­czone górami, z cen­tral­nie usy­tu­owa­nym jezio­rem, a na jezio­rze wysepka, a na wysepce kościół, który sta­nowi wizy­tówkę Sło­we­nii. Znaj­dzie­cie go na wszyst­kich fol­de­rach biur podróży. Na tym nie koniec, bo na przy­le­ga­ją­cym do jeziora wzgó­rzu, stoi sobie bar­dzo słi­ta­śny zamek. Tury­ści walą do niego drzwiami i oknami, żeby spoj­rzeć na Bled z wyso­ko­ści, ale taką opcję wam odra­dzam. Raz, że wstęp tro­chę kosz­tuje, a dwa, skoro jesteś na zamku, to zna­czy, że go nie widzisz, czyli tro­chę szkoda, bo sta­nowi on bar­dzo istotny ele­ment kra­jo­brazu. Zde­cy­do­wa­nie lepiej wdra­pać się na punkt wido­kowy Ojstrica. Nie dość, że dar­mowy, to jesz­cze ofe­ruje naj­lep­szą pano­ramę na dzielni.

Będąc w Ble­dzie, obo­wiąz­kowo trzeba spró­bo­wać kre­mówki, która jest lokal­nym hitem. Ich wer­sja składa się z dwóch warstw kremu i ta pierw­sza to na oko 80% masła, a druga 120% masła, co daje, ide­alny balans w postaci 200% masła i kilo­grama cukru. Powie­dzieć, że są pyszne, to nie powie­dzieć nic. Każdy dzień zaczy­na­łem od wsza­ma­nia mini­mum jednej.

Słowenia co warto zobaczyćSłowenia co warto zobaczyć

Słowenia co warto zobaczyć
2. Vint­gar Gorge

Trasa wido­kowa o rzut kamie­niem od Bledu, cią­gnąca się wzdłuż rzeki i pomię­dzy ska­łami, zakoń­czona wodo­spa­dem. Czy warto? A czy rybka lubi pły­wać? Kolor wody żyw­cem wycią­gnięty z pho­sto­hopa, widoki 10/10, poza tym trasa łatwa, przy­jemna i na tyle krótka, że przej­dzie ją nawet sta­ruszka z cho­rym bio­drem (1,5 km dłu­go­ści). Nie trzeba inwe­sto­wać w odzież soft­sze­lową za miliony monet.

3. Boh­nij

Gdyby ktoś mnie ogłu­szył i wywiózł nad jezioro Boh­nij, po ock­nię­ciu, dał­bym sobie uciąć rękę, że jestem w Kana­dzie. Wiem, bo widzia­łem Kanadę na Disco­very, po czym poje­cha­łem nad Boh­nij i prze­ży­łem deja vu. Kry­sta­licz­nie czy­sta woda, lasy i góry ska­li­ste na wycią­gnię­cie ręki. Czy od życia można dostać wię­cej? Nie sądzę. Nic tylko wbić do jeziora w stylu Davida Has­sel­hoffa z “Bay­watch” i wyplu­skać się za wszyst­kie czasy. Alter­na­tyw­nie można wyna­jąć kajak i pod­pły­nąć na drugi brzeg, tam prze­siąść się w kolejkę linową i wje­chać na szczyt góry Vogel. 1992 m.n.p.m. spra­wia, że kolejny raz tego dnia, z podziwu, zwi­jasz usteczka w literkę “O”.

Słowenia co warto zobaczyćSłowenia co warto zobaczyćSłowenia co warto zobaczyć

dji_0499-2Słowenia co warto zobaczyć

vogel

5. Piran

Co prawda Sło­we­nia ma tylko 46 km linii brze­go­wej, a jed­nak dali radę na tak nie­wiel­kiej prze­strzeni, zmie­ścić kilka kli­ma­tycz­nych mia­ste­czek. Jed­nym z nich jest Piran. Zazwy­czaj nie uży­wam takich słów na blogu, ale tym razem muszę, bo Piran naprawdę jest “uro­czy”. Usy­tu­owany na cyplu wycho­dzą­cym w morze, pełen wąskich uli­czek, zabyt­ko­wych kamie­nic i kolo­ro­wych kawiarni.  Zabierz tam dziew­czynę na pierw­szą randkę, a masz jak w banku, że doj­dzie do dru­giej. No obra­zek jak z pocz­tówki, a pod wzglę­dem pogody, śro­dek lata. Koń­cówka wrze­śnia, a tam 28 stopni #Epi­cWin. Jeśli ktoś jest glob­tro­te­rem, to jed­nego dnia może zali­czyć 3 kraje, bo 20 km w lewo od Piranu, zaczyna się już Chor­wa­cja, a 15 w prawo, Wło­chy. Śnia­da­nie w Chor­wa­cji, obiad w Sło­we­nii i kola­cja we Wło­szech. Brzmi jak dobry plan.
A po dro­dze do Piranu można tra­fić bonus w postaci zamku w skale. Wystar­czy zbo­czyć 20 kilo­me­trów z trasy i pod­bić do Pre­djamy. W tej samej oko­licy są jesz­cze jaski­nie (Postojne), ale to już trzeba poświę­cić cały dzień, żeby wszystko zaliczyć.

Słowenia co warto zobaczyćSłowenia co warto zobaczyćSłowenia co warto zobaczyćSłowenia co warto zobaczyć

6. Jezioro Jasna i prze­łęcz Vsric

Myśla­łem, ze skoro widzia­łem już jezioro w Ble­dzie i Boh­nij, to kolejne mnie nie wzru­szy. Błąd. Jezioro Jasna rów­nież ury­wało mi pośladki. Wycho­dzi na to, że miks tur­ku­so­wej wody, błę­kit­nego nieba i sza­rych gór, jed­nak nie może się znu­dzić. Dodat­ko­wym smacz­kiem jest fakt, że przy jezio­rze Jasna, zaczyna się trasa pro­wa­dząca na prze­łęcz Vsric. Jest to 25-kilometrowy pod­jazd, pełen ostrych zakrę­tów, który w naj­wyż­szym punk­cie osiąga 1611 m.n.p.m. i daje taki widok na Alpy Julij­skie, że lepiej trzy­mać się za twarz, bo szczena opada. Tak bli­sko gór ska­li­stych jesz­cze nie prze­jeż­dża­łem. Co cie­kawe, na prze­łę­czy luzem bie­gają sobie owce, które zacho­wują się zupeł­nie jak mój pies, czyli liżą po rękach, węszą po kie­sze­niach w poszu­ki­wa­niu kaba­no­sów i nie reagują na komendy.

Słowenia co warto zobaczyćSłowenia co warto zobaczyćSłowenia co warto zobaczyć

Na Sło­we­nii spę­dzi­li­śmy tylko 5 dni, ale to co zoba­czy­li­śmy i jak się dogrza­li­śmy, spra­wia, że czu­jemy się doła­do­wani ener­gią na resztę roku. Sezo­nie grzew­czy, ata­kuj! Jeste­śmy gotowi.
Wpis powstał we współ­pracy z marką Orange, która rów­nież rozu­mie, że czło­wiek cza­sami musi się doła­do­wać. Z tym, że oni są lepsi i ofe­rują doła­do­wa­nia bez wycho­dze­nia z domu. Wystar­czy wbić na stronę www.doladowania.orange.pl i gotowe.

A to widziałeś?