Włóczykijing

Gdzie na weekend, czyli PigOut w poszukiwaniu chilloutu

07/03/2017

To nie jest tak, że nie­na­wi­dzę miesz­kać w mie­ście. Nope. Przy moim aktu­al­nym try­bie życia ma to swoje zalety, jed­nak dla zdro­wia psy­chicz­nego dobrze raz na jakiś czas zmie­nić oto­cze­nie dla­tego, kiedy mam już po dziurki w nosie tego:

dosc-tegoZaczy­nam despe­racko szu­kać tego:

szukam-tego

W ogóle muszę przy­znać, że im jestem star­szy, tym mniej potrze­buję do szczę­ścia. Kie­dyś nosiło mnie po Medio­la­nach i Bar­ce­lo­nach, co prawda teraz też bym nie pogar­dził, ale szcze­rze mówiąc aktu­al­nie bar­dziej kręci mnie sie­dze­nie pod chmurką, jara­nie e-szluga i gapie­nie się w wodę tudzież na góry. Taka forma wyci­sze­nia przed kolej­nym mara­to­nem hej­to­wa­nia, a piszę o tym, bo jeste­śmy w tym pięk­nym momen­cie roku, kiedy zima idzie w końcu w pizdu i zaraz znowu da się wyjść z domu bez futra i nausz­ni­ków, poje­chać gdzieś, coś zoba­czyć, gene­ral­nie pożyć, a nie tylko egzy­sto­wać (hejt miło­śni­ków zimy za 3, 2, 1, teraz). Zaczą­łem już nawet kom­bi­no­wać jakby tu sen­sow­nie spo­żyt­ko­wać cze­ka­jące nas dłu­gie week­endy i na tę oka­zję zapy­ta­łem was na fejs­buczku, czy zna­cie jakieś cie­kawe i spraw­dzone miej­scówki? Komen­ta­rze, które zosta­wi­li­ście (klik) to naj­więk­sze “dobro”, jakie kie­dy­kol­wiek zeszło na PigO­ucie. Zasy­pa­li­ście dzie­siąt­kami epic­kich loka­cji, z któ­rych uło­ży­łem sobię podróż­ni­czą buc­ket listę. Jej odha­cze­nie zaj­mie mi naj­bliż­sze 10 lat. W ramach rewanżu pod­rzu­cam kilka miej­scó­wek, w któ­rych ja ostat­nio byłem, a nuż się komuś przyda.

# Kaszuby, pen­sjo­nat “Noce i Dnie“

Oferta wyrwana z Tra­ve­li­sty. Tra­ve­list to por­tal, który ofe­ruje gotowe pakiety: noc­leg + wyży­wie­nie (naj­czę­ściej śnia­da­nia + obia­do­ko­la­cje) po cenie niż­szej niż bez­po­śred­nio z hotelu czy nawet z booking.com… ponoć. Prawda jest taka, że czę­sto ceny są iden­tyczne jak z kon­ku­ren­cyj­nych źró­deł, ale fak­tycz­nie od czasu do czasu da się upo­lo­wać przy­jemną zniżkę, więc warto moni­to­ro­wać. Wypada jesz­cze wspo­mnieć, że Tra­ve­list sta­wia głów­nie na luk­su­sowe hotele Spa, ale cza­sami trafi się też oferta noc­legu w sto­dole, która kosz­tuje nie­mal tyle samo, co w 3-gwiazdkach, ale ewi­dent­nie kie­ro­wana jest do ode­rwa­nych od rze­czy­wi­sto­ści milio­ne­rów, bo brak wi-fi, muszli klo­ze­to­wej i prysz­nica rekla­mo­wane są  jako nie­sa­mo­wita przy­goda i zew natury #mar­ke­ting. My wybra­li­śmy coś pomię­dzy luk­su­sem a’la Kinga Rusin a spa­niem pod gołym nie­bem na Janosika.

Pen­sjo­nat “Noce i dnie” poło­żony jest w małej wio­sce o nic nie­mó­wią­cej nazwie, Ełga­nowo. Od cywi­li­za­cji, czyli Trój­mia­sta, dzieli go jakieś pół godziny jazdy samo­cho­dem. Ośro­dek posiada wła­sny sztuczny staw z pomo­stem, a w odle­gło­ści 5-minutowego spa­ceru znaj­duje się cał­kiem spore jezioro. Do tego las, konie, szkoła lata­nia dro­nami (na miej­scu można wyro­bić papiery na komer­cyjne lata­nie) i pole gol­fowe poło­żone po sąsiedzku #bur­żuje. Poje­cha­li­śmy tam w poprzed­nią majówkę z myślą o zali­cze­niu kil­ku­dnio­wego resetu na łonie… natury, no i ważna też była moż­li­wość zabra­nia pie­seła. Misja wyko­nana w 100%. Tro­chę pochil­lo­wa­li­śmy przy miej­sco­wym jeziorku, dwa razy zali­czy­li­śmy pla­żing w Gdań­sku, god­nie nas nakar­mili domo­wymi obiad­kami i co naj­waż­niej­sze, nikt nie zawra­cał nam głowy. Poza nami były jesz­cze tylko dwie parki. Ośro­dek naj­młod­szy nie jest, pokoje luk­su­sem nie powa­lają — pod­sta­wowe wypo­sa­że­nie i design jakby był rok 1998 (można pod­bić ruski Insta­gram samo­jeb­kami z tutej­szą meblo­ścianką i dywa­nem), ale są za to duże, bez kro­kroł­czy i dach też nie prze­cieka. Nam to nie robiło róż­nicy, ale jeśli mam już wska­zać jakiś minus, będzie to brak sklepu w pobliżu. Jeśli źle się wyli­czy zapas trun­ków, może zro­bić się pro­ble­ma­tycz­nie, cho­ciaż wróć, pen­sjo­nat ma wła­sny bar, więc wszystko pod kon­trolą. Poza tym lux, byli­śmy zado­wo­leni.… i Chur­chil­lowi też się podo­bało… mimo począt­ko­wych oporów.

dnie

Noce i Dnie

Pen­sjo­nat “Noce i Dnie” 
Cząst­kowo 43
83–042 Ełga­nowo

#Otwock, Z Hotel & Spa

Kolejna oferta kupiona z Tra­ve­li­sty. Tym razem padło na hotel, w któ­rym od biedy dałaby radę prze­ki­mać nawet Edzia Gór­niak. Ele­ganc­kie pokoje, basen, sauna, jacuzzi, siłow­nia, Spa, restau­ra­cja a’la carte i tego typu kli­maty. Głów­nym moty­wa­to­rem do wyboru aku­rat tego hotelu była nie­wielka odle­głość od War­szawy. Wymy­śli­li­śmy sobie, że w pią­tek po pracy wsia­damy w samo­chód, 40 minut póź­niej dobi­jamy do miej­sca prze­zna­cze­nia, wska­ku­jemy w szla­froczki i akcep­tu­jemy, że przez week­end wszystko mamy podane pod nos. Wyszło zgod­nie z pla­nem. Poza wygod­nym poko­jem, ład­nym wystro­jem i faj­nym base­nem zde­cy­do­wa­nie muszę pochwa­lić jesz­cze kuch­nię — śnia­da­nia na bogato i 3-daniowe obia­do­ko­la­cje (przy­stawka, danie główne i deser), które dawały radę nie tylko pod wzglę­dem smaku, ale i pre­zen­cji. Przyjmne jest też oto­cze­nie — za pło­tem las i rzeka Świ­der. Minus nali­czy­łem tylko jeden w postaci braku atrak­cji poza hote­lem. Co tu dużo mówić, w Otwocku po pro­stu za dużo się nie dzieje, na szczę­ście naszym głów­nym celem nie było zwie­dza­nie, więc nie czu­li­śmy się oszu­kani.

zhotel

Otwock, stąd wszędzie jest daleko.

Otwock, stąd wszę­dzie jest daleko.

“Z Hotel & Spa” 
Wcza­sowa 25
05–402 Otwock
 

# Mazury, Hotel Marina Club

Jed­nen z naj­bar­dziej wypa­sio­nych hoteli w jakim byłem. W zasa­dzie bar­dziej podo­bał mi się tylko taki jeden w Kuala Lum­pur, w któ­rym noc­leg wymie­ni­li­śmy za mile lot­ni­cze. Zgad­nij­cie, skąd wyrwa­li­śmy Marine Club? Jup, znowu Tra­ve­li­sta. Madzia zabrała mnie tam na uro­dziny i do końca utrzy­my­wała w tajem­nicy, gdzie jedziemy. Doje­cha­li­śmy w nocy i było tak ciemno dookoła, że mogłem zachwy­cić się tylko wnę­trzami, tym­cza­sem wstaję rano, odsła­niam zasłony, patrzę, a przede mną jezioro. Póź­niej wysze­dłem na zewnątrz, a tam dru­gie jezioro. Po pro­stu szał. W środku też na wypa­sie. Design wnętrz jak z kata­logu, strefa wel­l­ness zresztą też, do tego atrak­cje typu segway, korty teni­sowe, krę­giel­nia, symu­la­tor golfa, bule, boisko do siat­kówki, kajaczki, no obłęd. Szkoda, że byli­śmy zimą, bo kli­mat unie­moż­li­wił sko­rzy­sta­nia ze wszyst­kich aktyw­no­ści. W kwe­stii jedze­nia też sztos. Dużo i smacz­nie. Minu­sem jest cena. Nawet z Tra­ve­li­sty nie jest tanio, a o stan­dar­do­wej lepiej nie mówić. Poza tym tłumy gości (a mówią, że w naro­dzie bieda). Pech chciał, że tra­fi­li­śmy aku­rat na wyjazd inte­gra­cyjny pra­cow­ni­ków Inter­Mar­che, któ­rzy poza two­rze­niem kole­jek w restau­ra­cji, peł­nili też warty w jaz­cuzzi, żeby cza­sem nikt inny nie wszedł. Mimo tych drob­nych nie­do­god­no­ści wypad jak naj­bar­dziej udany i chęt­nie bym tam wró­cił w sezo­nie let­nim. Zapo­mnia­łem wspo­mnieć, że hotel leży w miej­sco­wo­ści Siła (Hard­co­rowy Koksu lubi to), którą dzieli rzut kamie­niem od Olsz­tyna (całe szczę­ście, bo aku­rat liqu­idy do e-szluga mi się skoń­czyły, tak tak, wkrótce rzu­cam).

hotel-marina-clubHotel Marina ClubHotel Marina Club

“Hotel Marina Club” 
Siła 100 k/Olsztyna
11–036 Gie­trz­wałd

#Zako­pane, apar­ta­menty Stara Polana

We wrze­śniu poje­cha­li­śmy na prze­dłu­żony week­end do Zakopca. Celo­wa­li­śmy w lokum, które będzie na tyle bli­sko Kru­pó­wek, żeby czło­wiek, zmę­czony tru­dami dnia i nocy, dał radę do niego dotrzeć bez wzy­wa­nia Ubera i przy oka­zji będzie dobrą bazą wypa­dową (bra­li­śmy pod uwagę podróże busami i wycieczki rowe­rowe). Padło na apar­ta­ment Stara Polana, który o dziwo klep­nę­li­śmy przez Booking.com, a nie Tra­ve­li­stę. Apar­ta­ment Stara Polana to całe miesz­ka­nie w nowym bloku poło­żo­nym na strze­żo­nym osie­dlu, wypo­sa­żo­nym w basen i pod­ziemny par­king, odda­lo­nym o 5-minut z buta od Kru­pó­wek. Miesz­ka­nie cał­kiem spore, full wypo­sa­żone — sypial­nia + salon z anek­sem kuchen­nym,  z desi­gnem by Ikea. Ide­al­nie się spraw­dziło pod nasz trip i nie mam nawet za bar­dzo do czego się przy­cze­pić. Jeśli spa­nie na sofie nie sta­nowi pro­blemu, to w środku na laj­cie zmiesz­czą się 4 osoby. Miej­sce zde­cy­do­wa­nie godne pole­ce­nia.

Stara PolanaStara Polanazakopazakopi

Jeśli Zakopane to i o Kraków trzeba zahaczyć, wiadomka.

Jeśli Zako­pane to i o Kra­ków trzeba zaha­czyć, wiadomka.

“Apar­ta­menty Stara Polana” 
Nowo­tar­ska 24/77
134–500 Zako­pane

BONUS

#Gdańsk, Mini Loft Gdańsk

2 lata temu byli­śmy w super apar­ta­men­cie w Gdań­sku. Poło­żony nad rzeczką, 2 kroki od Dłu­giego Targu, mega desi­gner­skie wnę­trza, po pro­stu wszystko na wypa­sie. Robi­łem o nim osobny wpis, więc zosta­wię tutaj tylko link (klik) i ostrze­że­nie, że na chwilę obecną rezer­wa­cja gra­ni­czy z cudem, ale spró­bo­wać nie zaszkodzi.

Mini Loft Gdansk

DCIM106GOPRO DCIM106GOPRO

Poza tym pole­cam jesz­cze PigO­utowy Prze­wod­nik po Toru­niu (klik). Jedno z naj­faj­niej­szych miast na week­en­dowy wyjazd i to bez względu na porę roku. 

20150913_131305_hdr-01

A to widziałeś?

  • Chyba jestem za młoda, bo na widok takich miej­scó­wek zaczy­nam podej­rza­nie mocno zie­wać 😛 Schro­ni­ska uwa­żam za luk­su­sowe gdy na wypo­sa­że­niu jest łyżka, cho­ciaż i tak noszę swoją 😀 A naj­faj­niej­sze miej­sce, w któ­rym noco­wa­łam, to było bar­dzo stare i tra­dy­cyjne schro­ni­sko na szczy­cie góry, z jedną tylko drogą pro­wa­dzącą do cywi­li­za­cji, wielką kuch­nią z pie­cem kaflo­wym, całymi drew­nia­nymi poko­jami i sznur­kami pod sufi­tem, na któ­rych suszyły się spodnie. Ech, ale teraz tęskno mi się zro­biło za zie­le­nią, cie­płem i włó­cze­niem się po Pol­sce, meh.

    • Marta Lewocka

      Podej­rze­wam, że to schro­ni­sko nie zapła­ci­łoby za wpis na blogu ani grosza…a tutaj…sama rozumiesz-ekonomia 😉

        • ewa_inga

          Słu­chaj, a ile płaci Ci Toruń?? Wiesz TEGO Redemp­to­ry­sty nie znam (ale znam kogoś kto zna kogoś kto go dobrze zna) ale pre­zy­dent nasz zawsze (zawsze ozna­cza dwa razy) jak mnie widzi to cie­szy się na mój widok i krzy­czy mi dzień dobry.…… ewi­dent­nie z kimś mnie myli (co jest dziwne bo wydaje mi się że jestem wyjąt­kowa) — no ale — skoro mam już chody u TEGO Redemp­to­ry­sty i u pre­zy­denta — to daj znać — wyne­go­cjuję Ci lep­sze warunki — zaczniemy od 10 tys za uży­cia słowa Toruń i 5 000 za jakąś alu­zję. Daj znać czy Ci odpo­wiada.
          + w odle­głych pla­nach biz­ne­so­wych mam posia­da­nie apar­ta­mentu w samym sercu Toru­nia (nie jestem Kar­ko­si­kiem więc nie pakuj się jesz­cze) — a wtedy masz moje słowo skauta, że będziesz pierw­szym zapro­szo­nym (w Toru­niu masz naprawdę pokaźny func­lub). Będzie to Twoje hono­ra­rium za umi­la­nie mi wielu wielu chwil :):):):):)

          • Fra­je­rze się za dar­mo­chę, nikt kuźwa nie chce pła­cić, dla­tego tym bar­dziej wycze­kuję na Twój apar­ta­ment. Redemp­to­ry­sta powi­nien mi dwie dychy odpa­lić na luzie za ten pozy­tywny pijar.

    • Swego czasu jez­dzi­łem i pod namiot i po schro­ni­skach. Z wie­kiem czło­wiek robi się tro­chę bar­dziej wygodny, poza tym inna sytu­acja, bo już nie jest sam, a i bez żni­żek stu­denc­kich biz­nes ze scho­ro­ni­skami wcale tak dobrze się nie kalu­luje. Nie prze­sa­dzajmy jed­nak z tymi luk­su­sami, bo “Noce i Dnie”, czy “Ibis Bud­get” w Toru­niu to żaden wypas. Tyle, żeby prze­ki­mac i zosta­wić bagaż, esen­cją jest to, co dookoła.

  • Fajne miej­scówki. Ja znowu mile wspo­mi­nam wynaj­mo­wany “apartmą” w Jele­niej Górze, bli­sko rynku. Par­king pod­ziemny, dwa kroki do cen­trum, fajny wypas choć nie­stety nie widok z okna. Aku­rat na zimowy skok z rodziną.
    Jesz­cze słówko o hote­lach, swego czasu musia­łem bywać służ­bowo w sto­licy euro­pej­skiej biu­ro­kra­cji. Tam to dopiero dok­to­raty pisa­łem, pró­bu­jąc coś godzi­wego wyna­leźć, w cenie dopusz­czal­nej dla dele­ga­cji służ­bo­wej — a jesz­cze tak, żeby oko­lica pozwa­lała na bez­pieczne dopeł­znię­cie do metra bez tra­fie­nia na grill lokal­sów — oczy­wi­ście w cha­rak­te­rze dania głównego.

    • W Jele­niej jesz­cze mnie nie było, ale sły­sza­łem, że od kwiet­nia będzie Pen­do­lino z Wawy, więc kto wie. Powiem Ci, że zła dziel­nia w Bruk­seli to ponoć fraszka przy złej dzielni w Paryżu. Mam info z pierw­szej ręki.

      • Ja pamię­tam bodaj 1998 rok wizytę stu­dialną we Fran­cji. “Co to jest za osie­dle tam na wzgó­rzu? Aaaa, to takie osie­dle, z któ­rego wyjeż­dża po 18.00 poste­ru­nek poli­cji. Co się dzieje póź­niej — nie wiemy”. Nie tak dawno kolega z rodziną, w ramach wyma­rzo­nej wycieczki do Paryża, noco­wał pod Pary­żem w jakimś hote­liku. To co prze­ży­wali prze­cho­dząc rano do kolejki pod­miej­skiej to była opo­wieść grozy. Pamię­tasz sławną “milę w Moga­di­shu” — powrót na nogach z miej­sca zestrze­le­nia heli­kop­tera do punktu spo­tka­nia? Coś takiego wła­śnie prze­ży­wali, opo­wia­dał mi to z detalami…

        • Paryż to euro­pej­ski odpo­wied­nik Rio de Jane­iro. Jak ema­nu­jesz bogac­twem, to bez ochrony nie masz, co jechać do Bra­zy­lii. Jak Cię nie zabiją, to porwą dla okupu. W Paryżu teraz też nie trudno dostać maczetą (Kra­ków lubi to).

  • ewa_inga

    Ja ostat­nio byłam w Zale­siu na Mazu­rach. Nie­stety były to ferie i były same rodziny z bacho­rami (w tym my) — i chyba taka jest cha­rak­te­ry­styka tego miej­sca — nie wiem jak tam jest poza takimi wła­snie okre­sami jak ferie czy święta. Ale gene­ral­nie rewe­la­cyjne miej­sce w sto­sunku jako­ści do ceny — Sta­rego prze­ko­na­łam jed­nym zda­niem (nie­na­wi­dzi miejsc gdzie są ludzie) — 6 posił­ków — śnia­da­nie, dru­gie śnia­da­nie, obiad, pod­wie­czo­rek, kola­cja i późna kola­cja :D:D:D:D Nic wię­cej nie chciał wie­dzieć
    + Droga Dyrek­cjo Hotelu Mazury SPA — kwotę 10 000 pro­szę prze­lać na moje konto, tak jak się umawialiśmy

    • 6 posił­ków? Jadę tam!

  • Gdańsk. Zoba­czy­łam Gdańsk i zigno­ro­wa­łam wszystko inne. Pra­wie wszystko, bo jak zoba­czy­łam zdję­cie precla, to pomy­śla­łam, że zja­dła­bym coś. No i ten, ja jestem z Kra­kowa.
    Gdańsk to moje ser­duszko i osta­teczne miej­sce wszyst­kich pol­skich podróży. Wszyst­kie drogi pro­wa­dzą do Gdań­ska. Drugi, nie­pi­sany dom. Chcę tam zasa­dzić drzewo, mieć kota i rybę z fryt­kami. Chcę sły­szeć pier­do­lone disco-polo w sezo­nie czerwiec-wrzesień. Chcę stam­tąd jeź­dzić pocią­giem na Hel, poza sezo­nem, roz­ko­szu­jąc się sze­ro­kimi, opu­sto­sza­łymi pla­żami.
    W poprzed­nim wcie­le­niu byłam mary­na­rzem. Albo pira­tem, bio­rąc pod uwagę mój charakter.

    • No to mamy podob­nie. W sezo­nie let­nim wszyst­kie poten­cjalne kie­runki podróży prze­gry­wają z loka­cjami z dostę­pem do morza, a w takim Gdań­sku to nawet dał­bym radę osiąść na dłu­żej. Cho­ciaż kuzyn twier­dzi, że zimą pizga złem od wody 😉

      • Ja osia­dłam na dłu­żej (obec­nie zali­czam małą prze­rwę). I mimo wszystko pole­cam. Może i pizga, będąc tym samym zim­niej niż w innych rejo­nach Pol­ski, ale… Mnie kupiło to, że nawet będąc w pracy, czuję się jak na waka­cjach. Nawet w zimie. Że mogę się powkur­wiać w biu­rze, ale chwila moment i jestem na plaży. Morze mi nigdy nie powsze­dnieje.
        Pierw­szy raz osia­dłam tam w 2011 roku. Pra­co­wa­łam jako han­dlo­wiec B2B, a w zasa­dzie z moim part­ne­rem otwo­rzy­li­śmy tam biz­nes od początku. Pamię­tam w jakim “szoku kul­tu­ro­wym” byłam. Ludzie mają tam “otwarte głowy”, wydają się milsi, bar­dziej pomocni, zarad­niejsi, towa­rzy­scy. I ogrom­nie przed­się­bior­czy! Ta ten­den­cja nie spada. Trój­mia­sto jest w tym momen­cie pręż­nie roz­wi­ja­jącą się kolebką korpo, start-upów i nowych tech­no­lo­gii. Moż­li­wo­ści są nie­ogra­ni­czone.
        Mia­sto to tańca i do różańca. Także niech kuzyn ubie­rze grub­szą kurtkę i niech nie narzeka! 😉

        • Kuzyn to w ogóle jest łoś, bo go morze total­nie nie kręci. Raz go wycią­gną­łem i na plaży przy­znał, że jest pierw­szy raz od 2 lat. Ponoć miej­scowi tak mają. Z kolei tacy jak my, fan­ta­zjują o nim dzień w dzień. Zycie jest niesprawiedliwe.

    • Ja mam iden­tycz­nie 🙂 Tylko w drugą stronę — na dół i w lewo, czyli Biesz­czady. Jeśli Ty byłaś pira­tem to ja musia­łem kie­dyś być… bo ja wiem. Bio­rąc pod uwagę masę, niedźwiedziem 😀

  • Szy­mon | pomensku

    Jako rodo­wity Kra­kus jestem w sta­nie bez­błęd­nie okre­ślić, że pre­cel (tj. obwa­rza­nek) ze zdję­cia był czer­stwawy. Podej­rze­wam też, że kupi­łeś go w budce u wylotu ul. Szew­skiej, koło takiego kio­sku znaj­du­ją­cego się w okrą­głym słu­pie. Zgadłem? 😀

    • Kupi­łem go w z wózka od babeczki, która stała bli­sko Brac­kiej. Zapa­mię­ta­łem, bo od razu pio­senka Tur­naua mi się przy­po­mniała. Fak­tycz­nie świe­żo­ścią nie powa­lał. Rodo­wici serio jedzą nało­gowo precle, czy to bar­dziej pod turystów?