Włóczykijing

Rzuciłem wszystko i wyjechałem w Bieszczady… a tam non stop deszcz

18/06/2018
Co robić w Bieszczadach

Niech pierw­szy rzuci kamie­niem, kto nigdy nie pomy­ślał: “A gdyby tak rzu­cić wszystko i wyje­chać w Biesz­czady?”. Ja rów­nież jestem w tej gru­pie i mini­mum raz w tygo­dniu roz­k­mi­niam jakby to było? Wróć, nie roz­k­mi­niam, a roz­ki­mi­nia­łem. Czas prze­szły nie jest przy­pad­kowy, bo w końcu udało mi się w te legen­darne Biesz­czady wyje­chać. Co prawda nie na stałe, a jedy­nie na 5-cio dniowy urlop, ale nadal się liczy. Nie­stety nie prze­wi­dzia­łem jed­nego — zała­ma­nia pogody. Tak to już jest z moją karmą, że kiedy muszę cho­dzić do roboty, to Pol­skę ata­kują aku­rat tro­pi­kalne upały, a jak idę na urlop, boom — nie­koń­czące się ulewy. I teraz rodzi się pyta­nie, co robić w Biesz­cza­dach, kiedy przez 5-dni non stop pada?

Gdy­bym nadal był 20-lentnim sin­glem, po pro­stu zało­żył­bym płasz­czyk prze­ciw­desz­czowy a’la Jaro­sław i ruszył na szlak. Wszak nie jestem z cukru.… cho­ciaż kie­dyś zacią­łem się w palec i jestem na 99%  pewien, że zamiast krwi, pole­ciało mi toffie.

Co robić w Bieszczadach

Nie­stety nie jestem już ani 20-letni, ani tym bar­dziej sin­glem. W dodatku aktu­al­nie mam na wypo­sa­że­niu nie­spełna pół roczne dziecko, które słabo znosi taką aurę, a i zosta­wić samego nie za bar­dzo można. Tak więc plan o cho­dze­niu po górach i robie­niu epic­kich zdjęć z drona, trzeba było porzu­cić już na star­cie. Co w takim razie?

#1 Syce­nie oczu widocz­kami

Dzięki Madzi, śpimy w tak kozac­kiej miej­scówce, że w zasa­dzie nie musimy wycho­dzić z domu, żeby nasy­cić oczy biesz­czadzką naturą. Szcze­rze? Mogę tak się gapić godzi­nami. Pole­cam (wię­cej o miej­scówce prze­czy­ta­cie TU).

Co robić w BieszczadachCo robić w Bieszczadach

#2 Jedze­nie
Jedze­nie to zawsze dobry pomysł, a na nudę, to już w ogóle. W Biesz­cza­dach aku­rat miej­scó­wek z bar­dzo dobrą strawą nie bra­kuje. Można na przy­kład pod­je­chać do Wetliny i zmie­rzyć się z nale­śni­kiem gigan­tem w “Cha­cie Wędrowca”. 30 cen­ty­me­trów śred­nicy i ponad kilo­gram wagi. Nie­wielu śmiał­ków koń­czy tę nie­równą potyczkę z tar­czą, ale jeśli już się  któ­re­muś uda, to w nagrodę zyskuje chwałę, dyplom … i ryzyko miażdzycy.

Co robić w BieszczadachAlter­na­tyw­nie można odpa­lić grilla przed dom­kiem i połą­czyć jedze­nie z syce­niem oczu. Win-win.

Co robić w Bieszczadach

#3 Plan­szówki

Powie­dzieć, że nie jestem fanem plan­szó­wek, to nie powie­dzieć nic. No dobra, do Scrab­bli mam sła­bość, ale wszel­kie inne gry od lat boj­ko­to­wa­łem. Wyda­wało mi sie, że ludziom w moim wieku już nie przy­stoi, poza tym wie­czór z plan­szów­kami brzmi jak katorga, a nie fajna roz­rywka. Cóż, myli­łem się. Jedna z ulew odcięła nam inter­net i tele­wi­zję, więc trzeba było zin­te­gro­wać się w sta­rym stylu. Na stół naj­pierw wje­chały dri­neczkiDob­ble , czyli gra, w któ­rej trzeba koja­rzyć motywy obraz­kowe i przy oka­zji wyka­zać się dobrym reflek­sem. “Coś w sam raz dla mnie. Widzia­łem wszyst­kie sezony Sher­locka, więc z koja­rze­niem moty­wów nie będzie pro­blemu, a i refleks nadal mam cał­kiem nie­zły, w końcu gra się po nocach na Play­Sta­tion”- myśla­łem. Taaaki wał. We wszyst­kich par­tyj­kach byłem ostatni. W ramach rewanżu zarzą­dzi­łem Mono­poly. Nie­stety znowu porażka i nie pomógł nawet fakt, że robi­łem za ban­kiera i kiedy nikt nie patrzył, pobie­ra­łem sobie pię­ciu­set dola­rowe bank­noty w ramach 500+. Nie­mniej wkrę­ci­li­śmy się w to gra­nie tak bar­dzo, że nawet nie zauwa­ży­li­śmy, kiedy osu­szy­li­śmy cały barekzro­biła się 3:30 w nocy.

#4 Tele­wi­zja

Tele­wi­zja zawsze jest jakąś opcją, zwłasz­cza teraz, kiedy trwa mun­dial. Nie­stety w Biesz­cza­dach ten plan ma lukę, w postaci zry­wa­ją­cego się sygnału pod­czas sła­bej aury -> patrz punkt 3. Na szczę­ście zawsze można popa­trzeć na alter­na­tywny tele­wi­zor. +50 do klimatu.

Co robić w Bieszczadach

#5 Audio­bo­oki

Dla­czego nie książki zapy­ta­cie? Ano dla­tego, że  przy dziecku coraz trud­niej wygo­spo­da­ro­wać czas, żeby sobie na spo­koj­nie siup­nąć i poczy­tać. Z audio­bo­okami jest odro­binę łatwiej, bo możesz ich słu­chać pod­czas wyko­ny­wa­nia innych, mało anga­żu­ją­cych zwoje mózgowe czyn­no­ści, np. pod­czas robie­nia mleka dla Bren­donka, albo pod­czas spa­ce­rów z wózecz­kiem, czy choćby pod­czas szo­ro­wa­nia muszli klo­ze­to­wej. Tak się aku­rat zło­żyło, że przed wyjaz­dem w Biesz­czady zoba­czy­łem w tv reklamę “Storytel.pl”, z hasłem prze­wod­nim “Czy­taj tak jak chcesz, gdzie chcesz i kiedy chcesz”“Ok, sprawdźmy to”- pomy­śla­łem, po czym napi­sa­łem do nich z pro­po­zy­cją prze­te­sto­wa­nia usługi. Nie­spo­dzie­wa­nie się zgodzili 😉

Na recen­zje kon­kret­nych tytu­łów przyj­dzie jesz­cze czas, a muszę powie­dzieć, że książka, któ­rej wysłu­cha­łem jako pierw­szej, to praw­dziwy sztos. Dziś chcia­łem tylko zauwa­żyć, że mia­łem rewe­la­cyjny timing z zawią­za­niem tej współ­pracy. Wie­cie ile się jedzie z War­szawy w Biesz­czady? Z trzema posto­jami na kar­mie­nie i zmianę pie­lu­chy, pra­wie 7 godzin! (Już się nie dzi­wię, że Lewy na zgru­po­wa­nie do Arła­mowa przy­la­tuje heli­kop­te­rem). Jak już Sła­wo­mir i “Miłość w Zako­pa­nem” zapę­tla się w radiu po raz piet­na­sty, audio­bo­oki oka­zują się naprawdę miłą odmianą. Ponadto syce­nie oczu widocz­kami jest jesz­cze przy­jem­niej­sze, kiedy rów­no­cze­śnie słu­chasz wcią­ga­ją­cej fabuły. I jesz­cze ten mały szcze­gół, że audio­bo­oki od Sto­ry­tel są odporne na foszki pogo­dowe i zry­wa­jące inter­nety, bo pobie­rają się do offline. Ot ścią­gasz apkę, zakła­dasz konto, opła­casz abo­na­ment (29,90 zł/miesięcznie i jak w Net­fli­xie, możesz w dowol­nym momen­cie wyłą­czyć sub­skryp­cję), po czym wybie­rasz coś spo­śród tysięcy dostęp­nych audio­bo­oków i pobie­rasz na tele­fon… bez ogra­ni­czeń, bo w ramach abo­na­mentu masz nie­li­mi­to­wany dostęp do całej biblio­teki. Do tego docho­dzi zupeł­nie coś nowego na naszym rynku, czyli seriale audio #Stor­te­lO­ry­gi­nal. Są to 10-odcinkowe powie­ści, napi­sane spe­cjal­nie dla Sto­ry­tel przez mniej lub bar­dziej zna­nych auto­rów. Sam aktu­al­nie testuję ten for­mat. Mam na warsz­ta­cie “Jed­no­okiego króla” spod pióra Jakuba Ćwieka, w inter­pre­ta­cji Mar­cina Per­chu­cia. Co tu dużo gadać, po pro­stu ide­alny kom­pan na desz­czową aurę. Zresztą na sło­neczną też… bo oczy­wi­ście w dniu wyjazdu, stała się jasność! #Moja #Karma

Co robić w Bieszczadach

I żeby nie było, że kogoś znie­chę­ci­łem do wyjazdu — Biesz­czady są extra nawet przy sp “nie do końca wyma­rzo­nej pogo­dzie”. Wychil­lo­wa­łem, nasy­ci­łem oczy, napeł­ni­łem brzu­szek i zro­bi­łem reu­nion ze zna­jo­mymi z Kato­wic, czyli same spoko rze­czy. Zde­cy­do­wa­nie pole­cam… a gdyby komuś tra­fił się jed­nak taki nie­fart pogo­dowy, jak mi, to pod­rzu­cam link, dzięki któ­remu zyska­cie 30-dniowy dar­mowy dostęp do usługi Sto­ry­tel. Łap­cie szyb­cio­rem, bo nor­mal­nie dają tylko 14-dniowy #Mam #Tę #Moc. 

Dar­mowy dostęp do Sto­ry­tel na 30 dni:

www.storytel.pl/pigout
 

*Wpis powstał we współ­pracy z marką Sto­ry­tel

A to widziałeś?