popKULTURA

Świnia ryje w sieci– recenzje czytelników

21/11/2017

Kolejny raz potwier­dziło się, że naj­lep­szą pro­mo­cją popkul­tury jest nie­spo­dzie­wany zgon. Prze­ra­bia­li­śmy to z Micha­elem Jack­so­nem, Prin­cem, Geo­r­gem Micha­elem, Heathem Led­ge­rem, itd. Aktu­al­nie trwa “boom” na Che­stera Ben­ning­tona. Media dono­szą, że po wypły­nię­ciu info o jego prze­no­si­nach do Kra­iny Wiecz­nych Łowów, sprze­daż płyt Lin­kin Park sko­czyła w USA o ponad 5000 pro­cent. Nie­źle, cho­ciaż jak dla mnie promka tro­chę zbyt agre­sywna… zwłasz­cza, że mam jesz­cze do wsza­ma­nia kilka bur­ge­rów i parę spraw do ogar­nię­cia na ziem­skim padole. Jeśli jed­nak ktoś chciałby pójść pod prąd i się­gnąć po moje wie­ko­pomne dzieło, póki jesz­cze dycham i wypróż­niam się o wła­snych siłach, spie­szę z dono­sem, że “Świ­nia” jest już dostępna w ebo­oku i to za mniej niż zestaw w Maczku, co jakby nie patrzeć jest dla mnie deli­kat­nym policz­kiem, ale co zro­bisz? Nic nie zro­bisz! Zosta­wiam link poni­żej, a gdyby ktoś już przy­pad­kiem prze­czy­tał, to może mi nawrzu­cać w kom­ciu lub recen­zji. Naj­cie­kaw­sze, dotych­cza­sowe recen­zje znaj­dzie­cie poniżej 🙂

Wer­sja papie­rowa Świni dostępna jest TU a e-book TU. Enjoy!

 

Fakt

Zbiór komen­ta­rzy PigO­uta, ogar­nięty rol­ni­czym tytu­łem “Świ­nia ryje w sieci”, jest jed­nak odlo­tową zabawą na waka­cyjny week­end. Jego dłuż­sze i krót­sze wpisy z inter­netu spraw­dzają się także jako felie­tony i komen­ta­rze w for­mie dru­ko­wa­nej. Mach­ną­łem „Świ­nię…” w kilka godzin let­niej soboty, co tylko dobrze świad­czy o auto­rze. Potrafi przy­kuć uwagę.(…)

Nie wiem, czy rację ma wydawca, zazna­cza­jąc na okładce: „nie chciej, żeby on napi­sał coś o Tobie!…”. Założę się, że nie­je­den cele­bryta, czy inny gostek, chciałby, aby PigOut poświe­cił mu kilka lini­jek – w myśl zasady, niech piszą dobrze czy źle, byle by nazwi­ska nie prze­krę­cili. Ale tak to już jest w pod­po­rząd­ko­wa­nej inter­ne­towi epoce, że ludzie chcą ist­nieć w sieci i realu, a nawet w sieci bar­dziej. Pełna recen­zja do prze­czy­ta­nia TU

 

Pik­ku­vam­py­y­rin

Jakiś czas temu zasta­na­wia­łam się, co zro­bię, kiedy prze­czy­tam już wszyst­kie książki mojego uko­cha­nego Bukow­skiego. Odpo­wiedź na to pyta­nie nasu­nęła się sama, kiedy jesz­cze przed pre­mierą w moich rękach zna­la­zła się książka “Świ­nia ryje w sieci, czyli z pamięt­nika hej­tera”. Teraz już wiem — po lek­tu­rze twór­czo­ści Buka prze­rzucę się na bloga PigO­uta. (…)
Wydaje Wam się, że nasza codzien­ność nie jest godna opi­sy­wa­nia? No może… Ale PigOut robi w taki spo­sób, że czy­ta­nie jego szy­derstw dopro­wa­dza do łez. O ile na na widok ogrom­nych kole­jek trzy dni przez tra­fie­niem jakie­goś pro­duktu do sprze­daży oraz koczo­wa­nie przez skle­pem popu­ka­ła­bym się w czoło i tyle, tak autor ubiera to zja­wi­sko w zabawne słowa, doda­jąc barwne opisy dan­tej­skich scen. (…)
Nie pozo­staje mi nic innego, jak gorąco pole­cić tę książkę. Jakby to powie­dział pan popeł­nia­jący tę wydaw­ni­czą zbrod­nię — książce mówimy zde­cy­do­wane “chyba tak”, bo “cycki opa­dają”. Pełna recen­zja do prze­czy­ta­nia TU

 

Niekulturalnie.pl

“Świ­nia ryje w sieci, czyli z pamięt­nika hej­tera” jest na pierw­szy rzut oka sza­ro­burą pozy­cją wydaw­nic­twa Edi­presse, jed­nak po otwo­rze­niu książki, czło­wiek ma do dys­po­zy­cji wszyst­kie kolory janu­szo­wej i gra­ży­no­wej Pol­ski. Do tego dorzu­cono nam w gra­ti­sie stę­ka­nie o kor­po­ter­ra­rium i jesz­cze kilka roz­dzia­łów, które mówią nam o tym, jak nie wyjść na cebu­lo­wych przed­sta­wi­cieli i debili ogól­nie. W róż­nych sytu­acjach. Innymi słowy to rze­czy­wi­ście zgrab­nie, jak na blo­gera, wyło­żone prawdy o dzi­siej­szym świe­cie, z któ­rymi prak­tycz­nie się utoż­sa­miam, bo sama w głębi duszy jestem i pozo­stanę typo­wym hej­te­rem spo­łecz­no­ści polskiej. (…)

Język jest typowo blo­gowy, ale jest też płynny, okra­szony humo­rem, który wcale nie jest taki mocny, jak zapo­wia­dał blurb. PigOut jest auto­rem, który nie poka­zuje swoim języ­kiem nie wia­domo jak wiel­kiego hejtu. Zazwy­czaj jest to mocna iro­nia, ciche wyśmie­wa­nie się, ale wszystko w gra­ni­cach doj­rza­łej formy. I to jest wła­śnie faj­nie, bo… nie jest to hej­tem? Tu każde słowo ma zna­cze­nie i ma przede wszyst­kim war­tość, któ­rej bra­kuje innym auto­rom blo­gów, aspi­ru­ją­cych do miana poczyt­nych blo­ge­rów. Pełna recen­zja dostępna TU

 

Til­lian­tra­vel­ler

Tra­fi­łem na samego bloga i książkę total­nie przy­pad­kiem, znu­dzony do cna błą­ka­niem się po cze­lu­ściach inter­netu. Powia­dam Wam, takie szu­ka­nie na wariata daje cza­sem zaska­ku­jąco fajne rezul­taty, albo­wiem lepiej wyda­nych dień­gów nie było chyba w moim życiu. Nawet paczka durek­sów przed pierw­szym sek­sem nie ma startu.(…)

Powiem od razu — jeśli ocze­ku­je­cie tu zna­le­zie­nia odpo­wie­dzi na jakieś mega istotne pyta­nia tyczące się świata, porad die­to­wych, tipów na to jak ulep­szyć swoje życie łatwo i bez bólu albo zdo­być for­tunę to zły adres. Ale jeśli lubi­cie dużej ilo­ści dawki sar­ka­stycz­nego humoru i języ­ko­wej wol­ty­żerki na wyso­kim pozio­mie to jest to już coś bar­dziej pod Was. (…)

Śmia­łem się przy lek­tu­rze jak skoń­czony kre­tyn co pięć sekund a nie zda­rzyło mi się to bodajże od czasu pierw­szego czy­ta­nia “Bel­lewa Zawie­ru­chy” jakieś lat temu pięt­na­ście (sesja w gwinta z sagi wiedź­miń­skiej się nie liczy, bo potem było już tylko smut­niej). A czy­ta­łem toto w nocy na lot­ni­sku w Bri­stolu cze­ka­jąc na poranny lot do Pol­ski, nie byłem więc sam. Miny postron­nych bez­cenne. Nie mam poję­cia czy autor pisał swoje dzieło na trzeźwo, czy jed­nak jakieś wspo­ma­ga­cze w uży­ciu były, ale ewi­dent­nie widać, że ma do tego dryg i smy­kałkę. Żon­glo­wa­nie sło­wem idzie mu tak natu­ral­nie jak sik na sto­jąco i podobną ulgę przy­nosi czy­ta­ją­cemu, zwłasz­cza jeśli jest kłęb­kiem ner­wów i stoi na gra­nicy zała­ma­nia ner­wo­wego, jak ja. Pełna recen­zja dostępna TU

Medy­ta­cje nad książką

Trzeba uczci­wie powie­dzieć, że PigOut ma dość spe­cy­ficzny styl pisa­nia. Na pewno nie każ­demu przy­pad­nie do gustu. Mnó­stwo tam dzi­wacz­nych porów­nań, hiper­boli, zwro­tów z angiel­skiego, czy nowo­mowy. Przy tym zaska­ku­jąco pisze dobrze po pol­sku. Nie­stety w dobie powszech­nego inter­netu widać braki spo­łe­czeń­stwa w umie­jęt­no­ściach języ­ko­wych, u PigO­uta nastę­puje coś innego – on bawi się języ­kiem, nagi­na­jąc go do wła­snych potrzeb, czy to dla wzmoc­nie­nia efektu, pod­kre­śle­nia wypo­wie­dzi, czy to dla zwy­czaj­nego śmiechu.(…)

To była pierw­sza rzecz, za jaką poko­cha­łam tek­sty autora, drugą są: sar­kazm, iro­nia, jakaś takie zło­śliwe cze­pial­stwo i goto­wość do wyśmie­wa­nia wszyst­kiego, co jest aku­rat na języ­kach. Przy czym on nie wyśmiewa kon­kret­nych ludzi, ale zja­wi­ska. To dla mnie także ważne. Nie prze­pa­dam za wyśmie­wa­niem się z kon­kret­nych osób, chyba że z samej sie­bie. Bo naj­bar­dziej autor „ciśnie” po sobie: swoim wyglą­dzie, wiecz­nej die­cie, sto­sun­kach z kobie­tami (a kon­kret­nie jedną), ze swo­jej małost­ko­wo­ści i tym, co w inter­ne­cie nazy­wamy „cebu­lac­twem”, co nie­stety z ludzi cza­sem wyłazi i nie można tego zatrzy­mać. Pełna recen­zja do prze­czy­ta­nia TU

 

Antypatycznie.pl

Recen­zja obiek­tywna nie będzie, bo gościa lubię za dystans, brak kija w tyłku i nie­chęć do rze­czy­wi­sto­ści. Książka jak i strona nie wpad­nie w oko oso­bom, które wła­dają praw­ni­czym żar­go­nem, w aucie słu­chają Moz­zarta, a w kibelku czy­tają Psy­cho­ana­lizę Freuda. Pole­cam raczej tym, któ­rzy lubią pol­skie filmy za prze­kleń­stwa, prze­pa­dają za języ­kiem inter­ne­tów, pro­mo­cjami w Lidlu, mari­chu­naną, mor­do­rem i Panem Kanapką. A resz­cie pole­cam wyjąć kij z tyłka i zagrać nim w billard. (…)

Pigout’a czy­ta­łam aku­rat w podró­żach z i do sto­licy oraz w miej­skiej komu­ni­ka­cji. Aku­rat pech chciał, że czy­ta­łam wtedy o pol­skich pro­mo­cjach, prze­trwa­niu syl­we­stra, życiu blo­gera i kilku innych nie­spo­dziaj­ko­wych histo­riach. Bywały momenty kiedy wstrzą­snęły mną dziwne drgawki, które dają mi tylko pol­skie, stare kome­die. Rzadko mnie coś śmie­szy, włą­cza­jąc w to kaba­rety, któ­rych nie oglą­dam, bo są żenu­jące, więc książka musi być dobra.(…)

Całość do prze­czy­ta­nia TU

 

Pro­jekt #6na1

Recen­zje przy­go­to­wane przez blo­ge­rów w ramach pro­jektu #6na1 do prze­czy­ta­nia TU

 

Nie­ide­alna Anna

Świ­nia ryje w sieci, czyli z pamięt­nika hej­tera”, to naj­le­piej spę­dzone 254 strony książki, jaką mia­łam dotych­czas w rękach (…).

PigOut jest bystrzej­szy niż Kuba Woje­wódzki, zabaw­niej­szy niż Mar­cin Pro­kop, bar­dziej wylu­zo­wany niż całe grono nie­śmiesz­nych stan­du­pów i do tego wszyst­kiego deli­katny jak gine­ko­log, który pierw­szy raz bada dzie­wicę. Skąd te porów­na­nie? Otóż jego hej­to­wa­nie jest niczym 5 sym­fo­nia Beetho­vena, poezja dla uszu jak wier­sze mło­dego Julka Sło­wac­kiego, gratka dla oka niczym zdję­cia z Vogue’a Mar­cina Tyszki. Hejt w wyko­na­niu PigO­uta to bal­sam dla uszu każ­dej porzu­co­nej dziew­czyny, która naiw­nie wie­rzyła w pod­sta­wówce, że to co ją uwie­rało na szkol­nej dys­ko­tece w udo to Nokia 3310, a nie erek­cja mło­dego szcza­wika. Jego gru­bość jest prze­sa­dzona, podob­nie jak skrom­ność Zla­tana Ibra­hi­mo­vica. Gruby to co naj­wy­żej jest jego dow­cip, ten porów­na­ła­bym do Ryszarda Kali­sza. Jest Dorotą Wel­l­man pol­skiej blo­gos­fery, z jed­nej strony trudno go nie kochać za wale­nie prawdy mię­dzy oczy, ale za to, że otwar­cie przy­znaje się do diety wyso­ko­keb­so­wej, naraża się wszyst­kim fana­tycz­kom Ewy Cho­da­kow­skiej. Podob­nie jak Dorota w dupie ma diety i otwar­cie o tym mówi, że na siłowni czę­ściej świ­ruje, niż robi plecy.

Cała recen­zja dostępna jest TU

A to widziałeś?