popKULTURA

50 twarzy Patryka Vegi

18/12/2018
Plagi Breslau recenzja

Od dłuż­szego czasu było nie­po­ko­jąco cicho o moim ulu­bio­nym reży­se­rze, Patryku Vedze. Przez chwilę nawet się roz­ma­rzy­łem, że może typ dał sobie siana i niczym Kry­sia Paw­ło­wicz, posta­no­wił przejść na wcze­śniej­szą eme­ry­turę. Nic z tych rze­czy, to była tylko cisza przed burzą. Papryk ponow­nie obja­wił się w zeszłym tygo­dniu i chyba tro­chę z nami zosta­nie, bo ogło­sił, że do 2023 wypu­ści aż 10 pro­duk­cji #Weź­Się­Pa­tryk

Pierw­szy raz po tej dłu­giej roz­łące, zoba­czy­łem go na Pudelku… chud­szego o 40 kilo! Jed­nak zanim zna­la­złem pod­pis zdję­cia i ogar­ną­łem, że to on, mia­łem naprawdę gruby mindfuck. 

Plagi Breslau recenzja


Wygląda jak nasto­la­tek z dokle­joną głową Liroya. I jesz­cze ta sty­lówa, buty z uzie­mie­niem + uwa­lone farbą ciu­chy. Nie tak sobie wyobra­ża­łem czło­wieka, który regu­lar­nie zapeł­nia kina, acz­kol­wiek meta­mor­fozę sza­nuję. Minus 40 kilo to nie w kij dmu­chał wynik. Nie­stety chwilę póź­niej, na fejsa wje­chał prze­szło 4-minutowy tra­iler “Kobiet mafii 2″ i cały sza­cun poszedł się chę­do­żyć. Oglą­da­li­ście? Wygląda na to, że Patryk ma już total­nie wywa­lone na opi­nię widzów i po pro­stu pew­nego dnia zwlekł się z wyra, pod­wi­nął poły swo­jego ulu­bio­nego szla­froka z logo Hello Kitty, przy­jął pozy­cję nar­cia­rza i solid­nie kich­nął w por­ce­lankę, po czym oznaj­mił, że o to są “Kobiety mafii 2″OMG czego tam nie ma? Żenu­jące suchary Kata­rzyny Waranke ☑, Adam­czyk w sty­ló­wie dok­tora Paj-Chi-Wo ☑, Zom­bie Boy rzu­ca­jący dyna­mi­tem w samo­cho­dzie ☑, gorący romans Alek­san­dry Popław­skiej z Ali­babą ☑, baa nawet Artu­rito z “Domu z papieru” się zna­lazł ☑. Wow, zapo­wiada naprawdę srogi paź­dzierz… nawet jak na stan­dardy Vegi. Z takim złem chyba jesz­cze nie tań­czy­łem.

Nie powinno zatem nikogo dzi­wić, że odpa­la­jąc wczo­raj na Show­mak­sie kolejną pro­duk­cję Papryka, czyli Plagi Bre­slau, byłem przy­go­to­wany na naj­gor­sze, na naprawdę wyma­ga­jącą prze­prawę przez bagno. Tym­cza­sem szok, bo Vedze udało się zro­bić film. Może nie jakiś super, raczej śred­niawka 4/10, ale film, taki wie­cie, z począt­kiem, środ­kiem i koń­cem. Nadal nie mogę się z tym oswoić, bo już się w sumie przy­zwy­cza­iłem, że typ kręci serial, a póź­niej przy­cina mate­riał do 1,5h i koniec koń­ców dosta­jemy zle­pek wyrwa­nych z kon­tek­stu scen. Dalej jest jesz­cze bar­dziej szo­ku­jąco, bo wyobraź­cie sobie, że zaczyna się stan­dar­dowo dla Vegi, czyli Tomasz Oświe­ciń­ski gra skraj­nego debila i rzuca mię­chem, jakby coś mu nie do końca sty­kało pod czapką. Myślisz sobie: “Aha, w ten spo­sób, czyli jed­nak trzy­mamy się ogra­nych sche­ma­tów”, wtem po kwa­dran­sie, Oświe­ciń­ski dostaje kopa w łeb od konia i znika z ekranu. W tym momen­cie pro­duk­cja prze­staje być żenu­jąca, wul­gary są na zno­śnym pozio­mie i nawet fabu­lar­nie jakoś się to kręci. I tyle wystar­czyło, żeby Plagi Bre­slau z auto­matu stały się naj­lep­szym fil­mem Vegi od czasu Służb spe­cjal­nych.

Plagi Breslau recenzja


Powiem wię­cej, ten film miał szansę być dobry nie tylko jak na Vegę, ale dobry w ogóle. Miał krzepki pomysł, bo o to we Wro­cła­wiu nastę­puje fala bru­tal­nych mor­derstw i ktoś tam zauważa, że coś takiego wyda­rzyło się już kil­ka­set lat temu. Punkt wyj­ścia jest cał­kiem cie­kawy i anga­żu­jący. Spoko są też cha­rak­te­ry­za­cje zwłok, uję­cia z drona (wia­do­mix) i sceny mor­derstw (bar­dzo bru­talne jak na pol­skie stan­dardy). Nie­stety w tym miej­scu film zaczyna już się pruć w szwach. Głów­nie przez nie­do­róbki tech­niczne — ope­ra­to­rzy widoczni w kadrze, scena pościgu za koniem, która wyszła niczym naj­lep­sza paro­dia (sta­ty­ści trza­skają fiflaki, jakby grali kitow­ców w Power Ran­gers), no i oczy­wi­ście, jak zwy­kle spier­do­lony dźwięk. Ja naprawdę nie rozu­miem, jak to jest, że kel­ner potrafi nagrać poli­ty­ków w restau­ra­cji Nokią 3310 i dosko­nale słu­chać kto, komu zło­żył pro­po­zy­cję korup­cyjną, a jak na plan pol­skiego filmu wpa­dają spe­cja­li­ści po fil­mówce, z cięż­kim sprzę­tem, to ni chuja, bez napi­sów nie da rady? To prze­cież nie może być aż takie roc­ket science! Druga rzecz, która zasysa, to aktor­stwo. Domy­ślam się, że Mał­go­rzata Kożu­chow­ska miała aspi­ra­cje odciąć się od swo­jego cukier­ko­wego wize­runku i zagrać coś szorst­kiego, ale poli­cjantka w jej wyko­na­niu jest ultra iry­tu­jąca i bar­dziej przy­po­mina zajawkę emo niż stan depre­syjny. Cho­dzi ze zwie­szo­nym łbem, smutną minką, fry­zurą na Jarocin’89 i coś tam beł­ko­cze pod nosem #Nikogo. Dałem jej ksywkę “Szep­tu­cha”, bo po opty­mal­nym wyre­gu­lo­wa­niu dźwięku, wszyst­kich już w miarę rozu­mia­łem, a jej nadal nie. Sorry, mnie nie prze­ko­nała. W zasa­dzie sza­nuję tylko za dystan­sik w sce­nie wjazdu w kar­tony. Drugą aktorką, która total­nie łamie swój dotych­cza­sowy imidż, jest Daria Widaw­ska. W mojej opi­nii wypa­dła lepiej, baa nawet na początku tro­chę zain­try­go­wała, ale im dalej w las, tym bar­dziej sta­wała się prze­ry­so­wana i osta­tecz­nie nie dowio­zła. Gra poli­cjantkę w stylu men­ta­li­sty, czyli wcho­dzi na miej­sce zbrodni, rzuca okiem i już wie wszystko — kto i skąd strze­lał, jaki miał motyw, etc. Jed­nak naj­więk­sze kurio­zum to Filip Chaj­zer w roli szefa ABW. Tak faj­nie byłem wkrę­cony w akcję, po czym na ekran wszedł Filip i zale­d­wie jed­nym zda­niem wybił mnie z rytmu #Dzięki. Nie­stety nie zoba­czy­łem w nim szefa ABW, tylko Filpa Chaj­zera z Dzień Dobry TVN, który paso­wał tam, jak pięść do oka.

Plagi Breslau recenzja


Roz­cza­ro­wuje rów­nież zakoń­cze­nie, które przed­wcze­śnie się wysy­puje i widz już dawno wie, na czym polega intryga, tym­cza­sem na ekra­nie nadal udają, że to wielka tajem­nica. Summa sum­ma­rum wyszło “Sie­dem” dla ubo­gich, z reali­za­cją na pozio­mie pol­sa­tow­skiego serialu… ale osta­tecz­nie to film i nie jest żenu­jący i popeł­nił go Patryk Vega #szok, więc kuźwa choćby dla­tego warto zoba­czyć, bo taka sytu­acja może się długo nie powtó­rzyć.

Naj­więk­szy żal w tym wszyst­kim Show­maxa, który wpa­ko­wał w pro­jekt ostat­nie pie­nią­dze i mimo iż tytuł nawet jako, tako się broni, to Show­maxa już nie zbawi. Wraz z koń­cem stycz­nia, mówią Adieu i zawi­jają się z Pol­ski. Szkoda, bo zro­bili kilka faj­nych pro­jek­tów, m.in. SNL, Rojst i Ucho pre­zesa, ale tak to się koń­czy, kiedy roz­da­jesz dar­mowe dostępy w chip­sach, gumach kul­kach i pod nakręt­kami Coca-Coli. [*]

Patryk kurła, aleś mi klina zadał.  

A to widziałeś?