popKULTURA

Listy do M. 2. Po którym wątku się rozkleisz?

20/12/2015
listy do m

UWAGA! TEKST ZAWIERA SPOILERY. JEŚLI CHCESZ POZOSTAĆ DZIEWICĄ DO CZASU OBEJRZENIANIE CZYTAJ!

 
TVN to taka sta­cja, która poza tuszo­wa­niem wewnętrz­nych afer mob­bin­go­wych i sys­te­ma­tycz­nym lan­so­wa­niu nowych seriali o trud­nym życiu w wiel­kim mie­ście, raz na jakiś czas pró­buje swo­ich sił rów­nież na dużym ekra­nie i wypusz­cza filmy fabu­larne. Nie­stety dla nich, ostat­nio bez suk­cesu. Histo­ria o bliź­niacz­kach roz­dzie­lo­nych na poro­dówce — “Oszu­kane” i bio­gra­fia Jasia Meli — “Mój bie­gun”, szału w kinach nie zro­biły. Jed­nak TVN nie dał za wygraną i posta­no­wił się­gnąć po pew­niaka, po broń maso­wego raże­nia. Wycią­gnął z zamra­żarki 4-letniego kotleta, wrzu­cił go do mikro­fa­lówki i tym spo­so­bem do kin tra­fiła wła­śnie druga część “Listów do M.”, czyli marka, która swego czasu dopro­wa­dziła do łez wszyst­kie pol­skie gospo­dy­nie domowe. Pro­duk­cja, która mimo “deli­kat­nego” 😉 pla­giatu z bry­tyj­skiego “Love Actu­ally”, i mimo dwu­go­dzin­nego pro­duct ple­ace­mentu cen­trum han­dlo­wego “Arka­dia” i biżu­te­rii od “Aparta”, jest kochana przez miliony widzów. I w końcu film, któ­rego słod­kość można porów­nać tylko do naćpa­nia się paczką “Raf­fa­ello” w oto­cze­niu 12 szcze­niacz­ków.

 
“Listy do M. 2″ podob­nie jak pierw­sza część, to film około świą­teczny, ale z racji tego, że w grud­niu czeka nas pre­miera “Gwiezd­nych Wojen”, twórcy woleli dmu­chać na zimne i się­gnąć do kie­szeni widza już na początku listo­pada. Co prawda, kli­mat nie ten, ale przy­naj­mniej hajs się zga­dza. Jak na dobry sequel przy­stało, wzięto wszyst­kie spraw­dzone zagrywki z “jedynki” i zapo­dano je jesz­cze raz, w więk­szej ilo­ści. Tak że mamy tu wię­cej ujęć “uro­kli­wie opró­szo­nej śnie­giem” War­szawy, w tle przy­grywa nam jesz­cze wię­cej radio­wych hitów z mod­nym ostatno Sound’N’Grace na czele, a w obsa­dzie dosta­jemy jesz­cze wię­cej gwiazd. Do ekipy dołą­czyła Mał­go­rzata Kożu­chow­ska, Marta Żmuda-Trzebiatowska i Maciek Zako­ścielny.
Film opo­wiada pery­pe­tie sze­ściu rodzin szy­ku­ją­cych się do świąt Bożego Naro­dze­nia, które ponow­nie gdzieś pomię­dzy kup­nem kar­pia a deko­ro­wa­niem cho­inki będą podej­mo­wać życiowe decy­zje. Fabuła została skon­stru­owana w taki spo­sób, aby każdy widz płci pięk­nej potra­fił utoż­sa­mić się z przy­naj­mniej jedną z opo­wie­dzia­nych histo­rii i uro­nił łzę. Chcąc nie chcąc na fil­mie będą pła­kać wszy­scy — pyta­nie jak szybko trafi na Cie­bie. Sprawdźmy:

 
Listy do M 2: Wątek nr 1. Maciej Stuhr i Roma Gąsio­row­ska

Stuhr nadal pra­cuje w Zetce i nadal mizia się z Gąsio­row­ską. Para docho­dzi do tego nie­zręcz­nego momentu, kiedy trzeba pod­jąć decy­zję: wóz albo prze­wóz (czyt. haj­tamy się albo arri­ve­derci). Stuhr, co prawda już od roku kitra pier­ścio­nek zarę­czy­nowy w szafce, ale do zada­nia TEGO pyta­nia zabiera się jak pies do jeża, tłu­ma­cząc sobie, że to wciąż nie jest jesz­cze ide­alny moment. Z pomocą przy­cho­dzi syn Kostek, który zmę­czony nie­kom­pe­ten­cją sta­rego, bie­rze sprawy w swoje ręce i aran­żuje „nie­spo­dzie­wane” zarę­czyny w cza­sie świąt.

Kto pła­cze? Wszyst­kie laski, które łudzą się, że lada moment też dostaną pier­ścień z bry­lan­tem oraz te, które już dawno stra­ciły nadzieję, że to się kie­dy­kol­wiek wyda­rzy.

Listy do M 2

 
Listy do M 2: Wątek nr 2. Maciej Zako­ścielny i Marta Żmuda-Trzebiatowska

Zako­ścielny jest dobrze zapo­wia­da­ją­cym się muzy­kiem, który mimo iż zdolny to nie doro­bił się jesz­cze for­tuny opo­rowo biedny, co chwilo zmu­sza go do życia na gar­nuszku Trze­bia­tow­skiej. Praw­do­po­dob­nie czyn­nik finan­sowy jest jedy­nym spo­iwem, który utrzy­muje ten zwią­zek przy życiu, bo jakby nie patrzeć oboje są z zupeł­nie innej bajki. Zako­ścielny to skromny roman­tyk, który nie może zapo­mnieć jak kie­dyś na Mazu­rach zasa­dził ogóra przy­god­nie pozna­nej lasce, Trze­bia­tow­ska z kolei to paniu­sia, dla któ­rej naj­waż­niej­szymi rze­czami na świe­cie są pie­nią­dze i sojowe latte, czyli prze­ciwny bie­gun. Para ma już wyzna­czoną datę ślubu, ale wszystko się zmie­nia, kiedy Zako­ścielny w wigi­lię spo­tyka w cen­trum han­dlo­wym wła­śnie tę dzie­wu­chę, co jej zasa­dził na Mazu­rach i która przy oka­zji oka­zuje się obłą­kana, bo biega po Arka­dii z owcą. Odży­wają dawne uczu­cia, Zako­ścielny jesz­cze tego samego wie­czora zrywa zarę­czyny z Trze­bia­tow­ską i pędzi na Mazury żeby grać na trąbce pod oknami laski od owcy. (P.S. Dwa tygo­dnie póź­niej umie­rają z głodu, bo nikt nie chce kupić płyty trę­ba­cza, a baba od owcy jest jesz­cze bied­niej­sza niż Maciek “Behind The Church”).

Kto pła­cze? Chli­pią wszyst­kie porzu­cone dziew­czyny, dziew­czyny, które są zako­chane w kole­siach w związ­kach i obrońcy praw zwie­rząt.

Listy do M 2

 
Listy do M 2: Wątek nr 3. Agnieszka Dygant i Piotr Adam­czyk

Po trau­ma­tycz­nych świę­tach z pierw­szej czę­ści filmu, para posta­no­wiła się roz­stać. Po roz­wo­dzie Adam­czyk pra­cuje jako tak­sów­karz, a wylasz­czona Dygant pro­muje książkę pt „Dru­gie Życie”. Dygant nie bzyka się już z Karo­la­kiem w stroju Świę­tego Miko­łaja, tylko szuka miło­ści w inter­ne­cie. W wigi­lię uma­wia się na randkę w ciemno z tajem­ni­czym Mek­sy­kań­cem pozna­nym na jed­nym z por­tali (kto o zdro­wych zmy­słach uma­wia się na randkę w ciemno w Wigi­lię? I to w dodatku z tajem­ni­czym Mek­sy­kań­cem?). Na miej­scu spo­tka­nia oka­zuje się, że na Dygant zamiast Pedro67, czeka Adam­czyk. Oczy­wi­ście w pierw­szym momen­cie baba nie trybi, że padła ofiarą pod­stępu zapla­no­wa­nego z pre­me­dy­ta­cją przez “czło­wieka, który został papie­żem” i uznaje to za “nie­szczę­śliwy” zbieg oko­licz­no­ści. W sumie się nie dzi­wię. Z ryżego Adam­czyka taki sam Don Juan, jak z Gry­canki Anja Rubik. Jak łatwo prze­wi­dzieć, para na początku ska­cze sobie do gar­deł, aby na końcu dać buzi i spę­dzić wspól­nie święta. Taaaaaaaak bar­dzo ory­gi­nal­nie.

Kto pła­cze? Pła­czą roz­wod­nicy i nie­szczę­śliwe żony, które od 15 lat mają ochotę trza­snąć drzwiami i uciec do Can­cun Cie­cho­cinka.

Listy do M 2

 
Listy do M 2: Wątek nr 4. Mał­go­rzata Kożu­chow­ska

Kożu­chow­ska debiu­tuje w “Listach do M” jako matka dwóch synów i żona nie­zbyt roz­gar­nię­tego kel­nera. Ogól­nie ma cięż­kie życie, bo jeden z synów jest bar­dzo chory, a w domu się nie prze­lewa, przez co musi cho­dzić w jakiś łachach, a nie kolek­cji Bal­main, jak w praw­dzi­wym życiu. W wigi­lię, kiedy rodzina wycho­dzi na kola­cje, chory syn posta­na­wia popeł­nić samo­bój­stwo łyka­jąc tabletki i przy oka­zji pod­pa­lić miesz­ka­nie. Na szczę­ście zostaje ura­to­wany przez Świę­tego Miko­łaja — Karo­laka, a że szczę­ścia w tym fil­mie cho­dzą parami, rów­no­cze­śnie znaj­dują się pie­nią­dze na lecze­nie dzie­ciaka. (P.S. jakim trzeba być chu­jem, żeby zosta­wić w wigi­lię cho­rego syna samego w domu?)

Kto pła­cze? Pła­cze sce­na­rzy­sta, który wymy­ślił taką nie­sa­mo­witą histo­rię oraz Kożu­chow­ska, bo zro­zu­miała że rola Hanki w “M jak Miłość” nie była naj­więk­szą żenadą w jej życiu.

Listy do M 2

 
Listy do M 2: Wątek nr 5. Kata­rzyna Zie­liń­ska, Tomasz Karo­lak i bękart

Zie­liń­ska w poprzed­niej czę­ści uro­dziła syna. Ojcem jest Karo­lak, a że Karo­lak gro­szem nie śmier­dzi, ruda zna­la­zła dla dzie­ciaka nowego tatu­sia. Karo­lak po 4 latach total­nego wyje­ba­nia, nagle przy­po­mina sobie, że ma dziecko i pró­buje zostać ojcem roku zanim na nie­bie pojawi się pierw­sza gwiazda. Nie ma tu mowy o budo­wa­niu szczę­śli­wej rodzinki, tylko o stwa­rza­niu od zera rela­cji ojciec-syn. No i tyle. Wątek deli­kat­nie mówiąc „z dupy”, ale poru­szy wszyst­kich ojców wal­czą­cych o prawo do opieki nad dziec­kiem.

Listy do M 2

 
Listy do M 2: Wątek nr 6. Agnieszka Wagner i Woj­ciech Malaj­kat

Wagne­rowa jest bar­dzo chora i leży w szpi­talu cze­ka­jąc na ope­ra­cję. W wigi­lię posta­na­wia prze­rwać tera­pię i wró­cić do domu, aby spę­dzić święta z rodziną. Wszy­scy są bar­dzo smutni, bo wie­dzą że to ich ostat­nie wspólne Boże Naro­dze­nie. Wątek jest tak wyli­czony, aby popła­kali się wszy­scy Ci, któ­rzy bez szwanku prze­trwali wcze­śniej­sze histo­rie, nie­stety przy oka­zji jest strasz­nie, ale to strasz­nie nudno. Dodat­ko­wym minu­sem jest “bły­sko­tliwa rola” (sar­kazm) Julii Wró­blew­skiej, która o ile mając 5 lat była słod­kim, rezo­lut­nym dziec­kiem, to teraz jest bez­pł­ciową nasto­latką z zerową mimiką i zero­wym talen­tem aktor­skim.

Listy do M 2

 
Listy do M 2: (NIE)Wątek nr 7. Paweł Mała­szyń­ski

Mała­szyń­ski nie docze­kał się wła­snego wątku fabu­lar­nego. Jego rola ogra­ni­cza się do dania nazwi­ska na pla­kat i trzech poca­łun­kach z języcz­kiem ze swoim ekra­no­wym chło­pa­kiem #tęcza.

Kto pła­cze? Wraz ze spo­łecz­no­ścią LGBT pła­czą już chyba wszy­scy, bo wła­śnie dotarło do nich jak marny jest poziom tego filmu i uzmy­sło­wili sobie, że TVN będzie nas kato­wać tą pro­duk­cją przez kolej­nych 10 lat.

Listy do M 2

 
Wszyst­kie wątki łączy postać nie­grzecz­nego Miko­łaja, gra­nego przez Tomka Karo­laka, który pró­buje być śmieszny i uro­czy, ale ani tro­chę mu nie wycho­dzi. Poziom pre­zen­to­wa­nych żar­tów jest odpo­wiedni dla przed­szko­la­ków, któ­rzy popusz­czają ze śmie­chu za każ­dym, gdy na ekra­nie pada tekst — „Psia Dupa”. A że pada, co dru­gie zda­nie, możemy uznać, że śmie­chu jest co nie­miara. Czas odpo­wie­dzieć na odwieczne PigOut’owe pyta­nie: Iść do kina czy nie iść? Zde­cy­do­wa­nie nie iść. Szcze­gól­nie, jeśli jesteś kobietą w trak­cie PMS, okresu, owu­la­cji lub podej­rze­wasz u sie­bie meno­pauzę. W każ­dej z wyżej wymie­nio­nych sytu­acji ist­nieje stu­pro­cen­towa pew­ność, że nabie­rzesz się, na któ­ryś z „chwy­tów” reży­sera i uro­nisz łzę, a chli­pa­nie na “Listach do M. 2″ jest mocno prze­re­kla­mo­wane. Poza tym film wcale nie jest uro­czy, jest kurew­sko depre­syjny i dołu­jący. Nie idź też do kina, jeśli miesz­kasz w Tłusz­czu lub Gar­wo­li­nie, bo nie daj Boże uwie­rzysz, że War­szawa w cza­sie Bożego Naro­dze­nia wygląda tak jak w tym fil­mie.

A to widziałeś?