popKULTURA, Wysypisko

Książki celebrytów, czyli papier jest cierpliwy, ale ku*wa bez przesady!

08/12/2016
ksiazki celebrytow

W week­end byłem zapro­szony na podwójną imprezę uro­dzi­nową (BTW co ma w sobie data 30 listo­pada, że kobie­tom w ciąży aku­rat w tym dniu naj­czę­ściej odcho­dzą wody? Serio, znam aż pięć osób wyklu­tych w Andrzejki, w tym dwójka jubi­la­tów. Przy­pa­dek? Nie sądzę!), a że głu­pio tak przy­cho­dzić z pustymi rękami, wcze­śniej wpa­dłem do Empiku. Książki to taki pre­zen­towy ever­green, wia­domka, a że chło­paki są gim­bu­sami i mają spore braki w kla­syce lite­ra­tury, stwier­dzi­łem, że wzię­cie “Lotu nad kukuł­czym gniaz­dem” tudzież cze­goś od Zaj­dla lub Sta­in­becka będzie opcją win — win, przy­jemne z poży­tecz­nym. Zgad­nij­cie co? Nie było ani tych, ani kilku innych ponad­cza­so­wych tytu­łów. Co zatem było? Ano dużo Cho­da­kow­skiej i Lewan­dow­skiej, jesz­cze wię­cej Paw­li­kow­skiej, a do tego wszel­kiej maści tan­ce­rze, śpie­wacy, akto­rzy, pogo­dynki, pre­zen­terki śnia­da­niowe, blo­ge­rzy, jutu­be­rzy i chyba wszy­scy uczest­nicy z pię­ciu ostat­nich edy­cji “Master Szefa”. Ryli? Że niby wszy­scy nagle mają coś do powie­dze­nia i w dodatku skilla, żeby to spi­sać? Bit­ches, ple­ase! Wiem, że książki cele­bry­tów nie są niczym nowym i wiem, że nie zawsze trzeba czy­tać Scho­pen­hau­era jak “Cukier” w naj­now­szym Pit­bulluodprę­ża­jące paź­dzie­rze też są potrzebne, ale nie da się nie zauwa­żyć, że roz­miar, jaki przy­brał ten “lite­racki rak”, już dawno prze­kro­czył masę kry­tyczną. Ibisz, Rusin, Roze­nek, Cicho­pek, Feli­cjań­ska, Jabł­czyń­ska, Pro­kop, Minge, Piróg, Bie­droń i nawet Wróż­bita Maciej, a to i tak tylko wierz­cho­łek góry lodo­wej. Papier jest cier­pliwy, ale kurwa bez prze­sady. Rodzi się pyta­nie, czy w tym kraju jest jesz­cze ktoś, kto nie wydał książki kuchar­skiej, albo porad­nika mówią­cego, jak żyć, być mło­dym, pięk­nym, fit, vege, eko i boga­tym? Zaczy­nam wąt­pić.

ksiazki celebrytow

Począt­kowy plan był taki, że biorę po kolei te pseudo książki na warsz­tat, czy­tam, po czym przy­cho­dzę tu ze szczerą recen­zją. Osta­tecz­nie tak nie będzie. Jesz­cze mnie na tyle nie pogięło, żeby (aż) tak bez­sen­sow­nie mar­no­wać czas i w dodatku wspie­rać ten szem­rany biz­nes wła­snym szma­lem. Nie ma takiej opcji. Poza tym i tak nie dał­bym rady. Zanim skoń­czył­bym jedną, na półki skle­powe tra­fią trzy kolejne, czyli walka z wia­tra­kami. Nie prze­szko­dziło mi to jed­nak, żeby ski­trać się w Empiku za półeczką z muzyką kla­syczną (nikt się tam nie zapusz­cza, więc mia­łem odro­binę intym­no­ści) i prze­kart­ko­wać kilka pozy­cji. Oka­zuje się, że nie­które są tak ubo­gie w treść, że zale­d­wie kilka minut star­czyło na prze­czy­ta­nie przej­rze­nie cało­ści, z kolei inne ser­wo­wały takie wodo­lej­stwo i pusto­sło­wie, że szczenę i cyce zbie­ra­łem z pod­łogi. Jak będzie­cie kie­dyś na cmen­ta­rzu Rako­wic­kim i usły­szy­cie dziwne dźwięki, wylu­zuj­cie, to tylko Szym­bor­ska w gro­bie się prze­wraca. Poni­żej kilka tytu­łów, które księ­gar­nie będą pró­bo­wały wam wepchnąć w okre­sie świą­tecz­nym. Nie daj­cie się nabrać na te błysz­czące okładki i mar­ke­tin­gowy szum, to dwó­jeczki zapko­wane w sre­berka wydmuszki. Jedyną reflek­sją, jaką w was wywo­łają, będzie pyta­nie: “Co ja wła­śnie kuźwa prze­czy­ta­łem?”. Jesz­cze gor­szym pomy­słem jest kupo­wa­nie ich z myślą o pre­zen­tach gwiazd­ko­wych. Serio, żodyn nie jest na tyle dobrym akto­rem, żeby zagrać radość z książki Omeny Mensy tudzież Dj Ada­musa. Nie bądź­cie Grin­chami, nie niszcz­cie świąt!

 

Ewa Cho­da­kow­ska “Myśl­nik“

Gdy­bym był zło­śliwy, powie­dział­bym, że książka powstała w koope­ra­cji konia z Paulo Coelho. Koń pozo­wał do zdjęć, Coelho sypał zło­tymi myślami. Na szczę­ście nie jestem jakimś inter­ne­to­wym trol­lem i nie zniżę się do tego poziomu. Powiem tylko, że nazy­wa­nie tej pozy­cji książką to nad­uży­cie — wię­cej tre­ści jest na ety­kie­cie Dome­stosa, a pła­ce­nie za nią to tro­chę fra­jer­stwo — to samo Ewka wrzuca na fejsa i insta za free. Co z dozna­niami inte­lek­tu­al­nymi? Ist­nieje ryzyko, że prze­palą wam sie pro­ce­sory. Tyle mądro­ści nie ma nawet wiki­pe­dia.

 

Mał­go­rzata Hal­ber “Koło­no­tat­nik z Boha­te­rem“

Jakiś czas temu rynek pod­biły książki z serii “Zniszcz ten dzien­nik”, które tak naprawdę były notat­ni­kami, ale takimi pseu­do­kre­atyw­nymi, bo na każ­dej stro­nie było jakieś anga­żu­jące zada­nie, np. odry­suj rękę, tudzież wyrwij kartę, zgnieć i rzuć jak naj­da­lej, albo lepiej, wyrwij i wsadź sobie do buzi (że też sam na to nie wpa­dłem, prze­cież to oczy­wi­sta czyn­ność).

Ksiazki celebrytow

W sumie to nic nowego. Moje poko­le­nie też miało taką zabawę, tyle że dzien­ni­kiem był zeszyt kolegi, a zada­niem nary­so­wa­nie jak naj­więk­szej ilo­ści peni­sów na ostat­niej stro­nie pod­czas, gdy kum­pel pocił się aku­rat przy tablicy. Wra­ca­jąc jed­nak do tematu, seria “Zniszcz ten dzien­nik” oka­zała się abso­lut­nym best­sel­le­rem, kil­ka­na­ście mie­sięcy w TOP10, co wydaw­com dało feed­back, że książki wcale nie muszą posia­dać tre­ści, żeby się sprze­da­wać, nope, wystar­czy dać pusty blo­czek w cenie stan­dar­do­wego wydaw­nic­twa, wymy­ślić do tego jakąś mar­ke­tin­gową ściemę, a resztę ludzie sami sobie dopi­szą. Naj­ła­twiej zaro­biony piniądz ever. I wła­śnie taką kartą zagrała Mał­go­rza Hal­ber wypusz­cza­jąc notat­nik z rysun­kami czar­nego kar­to­fla i woła­jąc za to 45 zło­tych. Serce mi pęka, kiedy myślę o tych nie­win­nych drze­wach, które poświę­ciły życie, dla cze­goś tak spiernie­faj­nego. Jeśli przy­szłe poko­le­nia udu­szą się od smogu, wie­cie komu dzię­ko­wać. BTW jakby ktoś nie koja­rzył, to Mał­go­rzata Hal­ber jest upa­dłą gwiazdą, która prze­wi­nęła się przez “5−10−15″ i “Vivę”, po czym zato­nęła w kie­liszku i teraz pisze smutne sta­tusy na fej­sie.

ksiazki celebrytow

To samo zro­bił Kon­rad Gaca. Wydał kalen­darz z kil­koma głę­bo­kimi niczym dziura budże­towa myślami i zawo­łał za to 50 zeta. Z całym sza­cun­kiem Kon­rad, ale wal się. P.S. Kon­rad to taki koleś, co odchu­dza ludzi. Zyskał popu­lar­ność w pol­sa­tow­skim pro­gra­mie, gdzie pogo­nił paru dużych misiów i teraz tłumy walą na jego siłki drzwiami i oknami (kosz­tuje to 2 tysie mie­sięcz­nie, nie licząc odży­wek of course).  Zresztą to wła­śnie pod jego okiem odchu­dzała się foczka z Sin­gielki, Domi­nika Gwit, która przy oka­zji też popeł­niła książkę o swo­jej dro­dze z roz­miaru XXXL do XL (witaj w klu­bie kole­żanko), nie­stety teraz ma efekt yo-yo, więc wszyst­kie jej rady o kant dupy.

ksiazki celebrytow

gwit1

Z kolei 50 twa­rzy Greya zapo­cząt­ko­wało modę na porno dla gospo­dyń domo­wych, które sma­żąc kotleta, lubią sobie wyobra­żać, że zaraz na chatę zamiast ich sta­rego wpa­ruje jakiś mało­mówny milio­ner, wyrwie z rąk łopatkę, pod­wi­nie far­tuch i zacznie sma­gać po tyłku, jakby jutra miało nie być, a ona wspo­może go w gło­śnym licze­niu. Po wszyst­kim przy­po­mni sobie, że była dzie­wicą i w pośpie­chu wybie­gnie na fochu, zapo­mi­na­jąc, że cała akcja roze­grała się u niej na cha­cie. Oczy­wi­ście klu­czowy w tym wszyst­kim jest tajem­ni­czy milio­ner, bo prze­cież nie zrobi tego z gwiż­dzą­cym za nią pod Bie­drą budowlańcem-troglodytą, w dodatku bez heli­kop­tera, sza­nujmy się. Cóż, temat nośny i docho­dowy, to i chęt­nych nie bra­kuje, żeby się pod­cze­pić. Do pociągu z porno dla Gra­ży­nek posta­no­wiła wsko­czyć ex modelka i aktu­alna alko­ho­liczka, Ilona Feli­cjań­ska, uzbro­jona w nie­sa­mo­witą lek­turę o jesz­cze bar­dziej nie­sa­mo­wi­tym tytule “Wszyst­kie odcie­nie czerni”. Pozwól­cie, że zaszczyt shej­to­wa­nia odstą­pię nie­ja­kiej Wicce z por­talu “Lubimy czy­tać”.
ksiazki celebrytow

 

Hmm wygląda na to, że Ilona nadal jest w cugu. Może poszu­kajmy cze­goś bar­dziej wyra­fi­no­wa­nego. Omena Men­sah wygląda na babkę z klasą i tak się składa, że wydała ostat­nio porad­nik pod tajem­ni­czym tytu­łem Twoje 3i”. Umie­ram z cie­ka­wo­ści, o czym to. Hej Melo­co­ton, opo­wiedz nam o co lotto z tym 3i:

ksiazki celebrytow

Fuck, znowu pudło, ale pomyślmy kto ma papiery, żeby dora­dzać kobie­tom? Wiem, Maja Sablew­ska. Pro­wa­dzi pro­gram tele­wi­zyjny w podob­nych kli­ma­tach, regu­lar­nie poja­wia się na okład­kach i czer­wo­nych dywa­nach, ma dużo laj­ków na fej­sie i co naj­waż­niej­sze, wymy­śliła dietę zmie­nia­jącą rysy twa­rzy, dzięki któ­rej w kilka lat z nija­kiej dziew­czyny prze­mie­niła się w Micha­ela Jack­sona. Można? Można! I nie ma co sobie zawra­cać głowy opi­niami, że chuja wie i jest kon­flik­towa (kosa z Edzią Gór­niak, Dodą i Woje­wódz­kim nie z jej winy). Złe języki zawsze się znajdą. Lisek opo­wia­daj, co tam Maja wysma­żyła.

ksiazki celebrytow

Zaczy­nam tra­cić nadzieję, czy w porad­ni­kach znaj­dziemy coś war­to­ścio­wego, ale w grze mamy jesz­cze per­fek­cyjne porady od per­fek­cyj­nej Mał­goni Roze­nek? Oso­bi­ście czarno to widzę, w końcu w “Azji Express” Mał­go­nia nie pozo­sta­wiła złu­dzeń, że bar­dziej niż na pro­wa­dzącą, nada­wałby się na uczest­niczkę pro­gramu “Pro­jekt Lady”. Podej­rze­wam, że byłaby pierw­sza chętna do misji pod­pro­wa­dze­nia wina ze spi­żarni i zaini­cjo­wa­nia pomy­słu, żeby zosta­wić w nocy otwarte okno, co by chło­paki mogli wpaść, no i mię­sem rzu­cić też potrafi, a jak trzeba to i wiek zama­ta­czy. Swoj­ska dzią­cha, a nie jakieś ą ę, ale nie prze­kre­ślajmy z góry. Bali­nea zarzuć recką.

ksiazki celebrytow

Cóż, wygląda na to, że foczki nie potra­fią napi­sać dobrego porad­nika, a co z face­tami? W naj­bar­dziej eks­po­no­wa­nym miej­scu w Empiczku natra­fi­łem na porad­nik Eks­lu­zyw­nego Menela, czyli guru mody męskiej, a ostat­nio twarz jakie­goś banku. Z miej­sca zła­pa­łem egzem­plarz i odda­łem się lek­tu­rze. Hmm, co mógł­bym o niej powie­dzieć, żeby nikogo nie obra­zić? Co naj­wy­żej, że jest to na bogato wydany album ze zdję­ciami kole­sia, który jest ubrany w ubra­nia. Dużo zdjęć i dużo ubrań, za to tre­ści mało, cho­ciaż cze­goś się tam dowie­dzia­łem, np. jak pra­wi­dłowo nosić san­dały do gar­niaka (ze skar­pe­tami! Szach mat hej­te­rzy!) i że wyłogi koł­nie­rzyka koszuli zawsze powinny być scho­wane pod mary­narką. Nie­stety nie było wytłu­ma­czone, co to są wyłogi, przez co mam teraz stres, że popeł­nię jakiś modowy meza­lians. Aaa i wyczy­ta­łem jesz­cze, gdzie aktu­al­nie prze­sia­dują war­szaw­scy hip­ste­rzy, więc wiem, które rewiry omi­jać sze­ro­kim łukiem. Dzięki Menelu. Ogól­nie było to bar­dzo wzbo­ga­ca­jące 5 minut (prze­czy­ta­łem od deski do deski), pole­cam… trzy­mać się z daleka.

menel2

Beata Paw­li­kow­ska — nie ma tutaj żad­nego kon­kret­nego tytułu, bo w momen­cie, kiedy piszę te słowa, Beata praw­do­po­dob­nie oddaje do druku dwie kolejne książki. Nie żar­tuję. W lutym zro­bi­łem kon­kurs na PigO­ucie, który pole­gał na odgad­nię­ciu ile ksią­żek napi­sała Paw­li­kow­ska? Pra­wi­dłowa odpo­wiedź brzmiała 89 (liczy­łem). Minęło pół roku, a biblio­gra­fia powięk­szyła się o kolejne 20 tytu­łów. Tak, obec­nie w dorobku ma 109 ksią­żek, a do tego docho­dzą jesz­cze gry, puz­zle i audio­bo­oki. Nie­któ­rzy twier­dzą, że Ste­phen King jest płodny i każda jego sesja na tro­nie koń­czy się nowym tytu­łem, cóż, przy Paw­li­kow­skiej — Jasno­rzew­skiej “wan­nabe” to popier­dółka, a nie pisarz. Patrząc na tema­tykę, jaką poru­sza Beata, można pomy­śleć, że to kobieta rene­sansu — zna 20 języ­ków, zwie­dziła cały świat, od ręki ugo­tuje potrawę z dowol­nego regionu, ponadto jest chyba jedyną osobą, która sama się wyle­czyła z depre­sji, ano­rek­sji i sek­so­ho­li­zmu (gdyby tak jesz­cze odsta­wiła dopa­la­cze). Nor­mal­nie ręce same skła­dają się do okla­sków… do momentu, aż fak­tycz­nie otwo­rzy się, któ­rąś z jej ksią­żek i trafi na złote myśli w stylu: “cza­sami, gdy zamy­kam oczy to nic nie widzę”, albo “kiedy jest mi smutno, pusz­czam ulu­bioną pio­senkę i wtedy robi mi się lepiej”, albo “kiedy zimą tęsk­nie za wio­sną, gotuję rosół, po czym posy­puję go koper­kiem, bo zie­lony to kolor wio­sny, a wio­sna na tale­rzu to wio­sna w sercu” (rzy­gam tęczą dalej niż widzę). W moim pry­wat­nym ran­kigu pt. “auto­rzy nie­po­ro­zu­mie­nia, któ­rzy z nie­wy­ja­śnio­nych przy­czyn odnie­śli suk­ces i cie­szą się sza­cun­kiem” zde­cy­do­wa­nie zaj­muje 1 miej­sce. Od kilku lat mam misję, żeby obna­żyć ją przed świa­tem, ale do tej pory bez spek­ta­ku­lar­nych efek­tów. Na szczę­ście przy książce “o wyj­ściu z depre­sji na wła­sną rękę”, do grona hej­te­rów dołą­czyli leka­rze i zje­chali tytuł, aż miło. Szkoda tylko, że autorka nie wzięła sobie tego do serca i nadal coś tam kmini. 

Nie mam już siły na Kasię Cicho(chło)pek, ale wierz­cie mi na słowo, że znaj­dzie­cie u niej wszystko — od tre­ningu na zrzu­ce­nie fla­dyra po ciąży (odszcze­kuje tego fla­dyra, oczy­wi­ście cho­dziło o brzu­szek), przez taj­niki domo­wej yogi, upra­wia­nej w prze­rwach mię­dzy myciem kibla a kar­mie­niem dziecka, szko­le­nie jak roz­li­czyć PITa, kiedy Twój mąż jest tan­ce­rzem i nie radzi sobie z cyfer­kami, aż po rady jak pra­wi­dłowo dobrać biu­to­nosz (jeśli przy­dep­tu­jesz cyca, zna­czy, że skre­wi­łaś). Must have w każ­dej biblio­teczce.

ksiazki celebrytow

Pod­su­mo­wu­jąc, książki cele­bry­tów to złooo i pato­lo­gia, bo albo nie mają w ogóle tre­ści, albo co gor­sze mają, a wtedy ratuj się, kto może, bo zaraz polecą rady z dupy, gorz­kie żale i wspo­minki ludzi, któ­rzy nie dobili nawet do 40-stki (nie licząc Rozen­ko­wej). Pogo­dynki mówią jak żyć, podróż­niczki leczą z sek­so­ho­li­zmu, a foki po ope­ra­cjach pla­stycz­nych ściem­niają, że to zasługa diety i pozy­tyw­nego myśle­nia. Łączy je jedno, wszyst­kie prę­dzej czy póź­niej tra­fią do kosza z tanią książką tudzież na sto­jak na Orle­nie, ale niech Cię ręka boska broni przed ich kup­nem. No, chyba że kole­bie Ci się stół i szu­kasz aku­rat pod­kładki, wtedy możesz, ale za 4,99 zł max. 

P.S. Według sta­ty­styk, w 2015 roku tylko 37% Pola­ków się­gnęło po książkę. Strach pomy­śleć o ile spa­dłaby ta liczba, gdy­by­śmy nie brali pod uwagę cele­bryc­kiego chłamu. Zna­cie hasło “Nie czy­tasz, nie idę z Tobą do łóżka?”, pro­po­nuje je tro­chę pod­ra­so­wać, na przy­kład na “Czy­tasz? Super, ale zanim zdej­miesz skar­pety, pokaż mi swoją półeczkę”. Wyświadcz­cie światu przy­sługę i znisz­cie te dzien­niki, plizz.

A to widziałeś?

  • Umiem sko­men­to­wać to tylko wred­nym uśmie­chem, bo się w 100% zga­dzam 😀 Acz­kol­wiek od kiedy odkry­łam, ile moich kole­ża­nek czy­tało i chwa­liło Grey’a, wolę nie wypo­wia­dać takich opi­nii gło­śno…
    Naj­smut­niej­sze jest to, że więk­szość pozy­cji jest tutaj dla kobiet. Podob­nie z cza­so­pi­smami — aż strach pod­cho­dzić do półki kobiece, bo będzie sama kolo­rowa szmira. Nie chce mi się wie­rzyć, że moja płeć aż tak bar­dzo fascy­nuje się sprzą­ta­niem i pseudo-mądrymi radami.
    Z pracy w taniej księ­garni wynio­słam pewne spo­strze­że­nie — star­sze książki porad­ni­kowe prze­waż­nie pisane były przez róż­nych “dok­to­rów”, “znaw­ców” i innych panów z bro­dami (albo siwe panie bez bród). Treść była taka sama, jak w przy­padku dzi­siej­szych cele­bry­tów, tylko zdjęć mniej, bo porad­niki pozo­wały na “takie poważne”. Szaj­so­wate porad­niki ist­nieją zapewne od począt­ków świata, tylko chwi­lowo stały się dzie­dziną cele­bry­tów, cie­kawe, kto będzie następny… Oby nie politycy…

    • Nie­długo wycho­dzi druga część Greya, czyli dobra wymówka, żeby prze­wie­trzyć listę zna­jo­mych na fej­sie 😉 Co do prze­wagi kobiet, to w porad­ni­kach zde­cy­do­wa­nie pro­wa­dzi­cie, ale my też mamy swo­jego czy­raka, czyli bio­gra­fie spor­tow­ców, które zazwy­czaj są tak żało­sne, że nawet nie chciało mi się o nich wspo­mi­nać. Gście po 20 lat na karku, ledwo zaczęli kariery, a już wydają wspo­mnie­nia z boiska . Jestem pewien, że aktu­alne porad­niki piszą te same dziadki, co kie­dyś, tyle że nauczyli się w mar­ke­ting i wie­dzą, że hajs będzie się lepiej zga­dzał, jak na okładce pojawi sie Kinga Rusin.

  • Taaaaak! Dokład­nie, zga­dzam się. Dosta­łam książkę Sablew­skiej. Maj Gad, co za masa­kra. Plus dwa błędy orto­gra­ficzne… Paw­li­kow­skiej szcze­rze nie cier­pię, zresztą jaki kraj, taki Coelho.

    • Od Paw­li­kow­skiej dostaje wysypki, serio. Chyba jestem uczu­lony na męcze­nie buły. Wyda­wa­nie ksią­żek powinno być reglamentowane.

  • Zasta­na­wia­łem się kie­dyś, kto poza blo­ge­rami czyta książki innych blo­ge­rów i teraz już wiem — leca na pre­zent i nikt się nie przej­muje, czy tam w ogóle jest coś do czy­ta­nia. Okładkę ma? Ma! Literki w środku ma? Ma! Dużo obraz­ków ma? Ma! To nabie­ramy…
    Ale to w sumie dobrze rokuje na przyszłość 😉

    • Ja jesz­cze bar­dziej się dzi­wie, kto kupuje koszulki youtu­be­rów. Kosz­tują for­tunę, wygla­dają mocno śred­nio, w dodatku zawie­rają jakieś tek­sty, któ­rych nie zro­zu­mie 99,99% popu­la­cji. Ale fak­tycz­nie dobrze to rokuje 😉

      • Idąc tym tro­pem, to kto ogląda ten chłam w tele­wi­zji — pro­gramy cele­bry­tów, które nic nie wno­szą i tylko wma­wiają ludziom głu­poty? Ja bym nie­stety powie­działa, że żyjemy w takim spo­łe­czeń­stwie, które uwiel­bia plotki i wie­dzieć coś o cele­bry­tach. Dla­tego tak popu­larny jest pude­lek, kie­dyś plot­kar­skie gazety (cały czas jestem zasy­py­wana przez bab­cię new­sami, kto kogo zdra­dził, kto potrafi sam zro­bić meble do salonu, kto się nawró­cił, a kto jest złym ojcem), a także takie książki.

        • Nie mam złu­dzeń, że te pro­gramy są oglą­dane. Według sta­ty­styk, w prze­cięt­nym pol­skim domu tele­wi­zor cho­dzi śred­nio 7h pod rząd, więc nie ma bata, żeby leciał sam teatr tele­wi­zji. Pro­blem w tym, że Gra­żynki nie ogla­dają ich dla tzw. beki, tylko fak­tycz­nie chłoną te rady i póź­niej chcą być jak Kinga Rusin, czy tam Mał­go­nia Roze­nek. Jedyna rada to odgórny ban dla Gra­ży­nek na tele­wi­zję śnia­da­niową, Twój Styl i Pudelka. Nie będzie popytu, nie będzie podaży 😉

  • Zaśmia­łam się pod nosem, kiedy prze­czy­ta­łam tytuł posta. Widzę ten cały szał na wyda­wa­nie ksią­żek przez cele­bry­tów, ale nie wie­dzia­łam o ist­nie­niu z dobrej połowy tutaj zapre­zen­to­wa­nych! A Paw­li­kow­ska… Jak ja czę­sto sły­szę, że ktoś ją lubi. Nie czy­ta­łam żad­nej z jej ksią­żek i nie zamierzam.

    • Tego jest znacz­nie wię­cej niż poka­za­łem na zdję­ciach i nie­stety wciąż rośnie, więc ewi­dent­nie ktoś to kupuje. Nie­długo salo­nik Matrasa będzie wyglą­dał jak salo­nik Paris Hil­ton — same porad­niki o byciu fit i sexy. [*]

  • Twoje epi­tety roz­pierd sys­tem! Bez kitu!
    Ale wiesz co jest prze­ra­ża­jące? Że ponie­waż empik poleca te pozy­cje to banda oszo­ło­mów badz igno­ran­tów kupi je swoim bli­skim.
    A jesz­cze gor­sze, że nie­które pół­możgi ( fanki efci, ciczo­pek, itp) zaży­czą sobie takie..a potem same zaczną pisać, blo­go­wać, vlo­go­wać i wyda­wać książki– AAAAAA!!!
    ps. Jesteś jedyną znaną mi osobą tak obcy­kaną w afer­kach, plo­tecz­kach i cele­bry­tach– i nie wiem czy to jest kom­ple­ment czy nie 😛

    • A wiesz co jest gor­sze niż kupno tych paź­dzie­rzy? Wysta­wia­nie pozy­tyw­nych recek po prze­czy­ta­niu i wcią­ga­nie kolej­nych ludzi w to bagno. Serio, na Lubimy Czy­tać więk­szość tytu­łów ma 4–5 gwiaz­dek (5 to max). To jak dostać w ryj i jesz­cze podziękować.

      P.S. Coś w tym jest, ale to nie jest tak, że szu­kam takich tema­tów, po pro­stu inter­net tym zyje. Ja tylko biorę newsa z dużych por­tali i dodaje swój komen­tarz. Druga sprawa, że kiedy pró­buję pisać o czymś innym, to nikt tego nie czyta, z kolei przy dra­mach życie tętni. Jeśli lajki to jakaś forma feed­backu, no to chyba prze­sła­nie jest oczy­wi­ste — pisz o ploteczkach;)

      • Hehe, no heheszki są klikalne 😀

        aaa– wysta­wiają tym szmi­rąc 4–5 gwiaz­dek?!! #jajebie!

  • A dla­czego ludzie się­gają po porad­niki? Bo sobie nie radzą. A jak sobie nie radzą to szu­kają pomy­słów, inspi­ra­cji, spo­so­bów. Jest popyt, jest podaż. A dobry mar­ke­ting umie­jęt­nie pod­po­wie, że TA KSIĄŻKA roz­wiąże twoje pro­blemy i zmieni twoje życie. Na lep­sze of kors. 🙂 A jak tam jesz­cze jest znane nazwi­sko? Tylko brać. 🙂 Z tych pozy­cji, które przed­sta­wi­łeś się­gnę­łam kie­dyś po Paw­li­kow­ską (a! w jed­nym miej­scu dopi­sa­leś Jasno­rzew­ska, ale rozu­miem, że my tu o Beacie? :-)) Paw­li­kow­ska to wodo­lej­stwo. Jakby z jej wszyst­kich porad­ni­ków wyssać esen­cję to może wyszła by z tego cał­kiem nie­zła pozy­cja. Jedna. 🙂 Poza tym zro­bił się z niej spec od wszyst­kiego, a wia­domo że tacy nie ist­nieją. Czyli ściema. Ale lubię tro­chę tę babkę, bo będzie teraz uczyć mnie języka. Tylko nie wiem jesz­cze jakiego, bo kupi­łam jej cztery porad­niki języ­kowe. Pro­mo­cja była. 😛
    Fakt fak­tem to ona mnie prze­ko­nała, że żyw­ność sprze­da­wana w skle­pie nie zawsze nadaje się do jedze­nia. Może dla­tego że powta­rzała mi to non stop przez dwie­ście stro­nic swo­jej książki. No weź nie uwierz. 😉
    A pisać teraz może każdy, my też. Zresztą piszemy — blogi. Ty nawet cał­kiem ciekawie. 🙂

    • A wiesz, że ja Paw­li­kow­ską wzią­łem sobie na cel wła­snie po kon­tak­cie z jej pod­ręcz­ni­kiem do języka angiel­skiego? Mam te swoje fazy moty­wa­cyjne, kiedy nakrę­cam się na naukę i aku­rat w trak­cie jed­nej napa­to­czyła się Beata ze swoją nową. odkryw­czą metodą. Kupi­łem w ciemno i wyobraź sobie moje zasko­cze­nie, kiedy otwie­ram książkę, a tam w jed­nym rządku słówka angiel­skie, a w dru­gim pol­skie tłu­ma­cze­nia + tekst, olej gra­ma­tykę, wykuj słówka na pamięć i jakoś to będzie. Mia­łem wra­że­nie, że już gdzieś to widzia­łem, wiem w słow­niku 😉 Poczu­łem się obra­żony taką zagrywką i strze­li­łem focha. Z kolei jakiś czas póź­niej posze­dłem do Empiku i w miej­scu, gdzie stały kie­dyś książki Sap­kow­skiego, zasta­łem 50 pozy­cji Paw­li­kow­skiej. Nie zga­dzało mi się, że kobita jest w sta­nie być bie­gła aż w tylu tema­tach, prze­cież sam rese­arch tro­chę trwa, tym­cza­sem ona co mie­siąc dorzuca do puli 5 kolej­nych tytu­łów. Spraw­dzi­łem co i jak, no i nie­stety to się kupy nie trzyma. Ja rozu­miem, że można ją lubić z radia, za podróże, etc, ale jej książki to bul­l­shit. BTW czy te porad­niki języ­kow, które kupi­łaś to nadal prze­druk słow­nika, czy wpro­wa­dziła coś nowego?

      P.S. Mam wra­że­nie, że my bar­dziej się przy­kła­damy do pisa­nia blo­gów niż ona do książek 😉

      • Jeśli cho­dzi o mnie to jestem ciem­nia­kiem języ­ko­wym, zna­czy nie przy­swa­jam języ­ków obcych. Kie­dyś przy­swa­ja­łam, ale to dawno było i chyba coś mi się w mózgu zepsuło, bo nie przy­swa­jam. Nor­malne kursy nie są dla mnie, dla­tego szu­kam nie­nor­mal­nych. 🙂 Wymy­śli­łam sobie, że będę się uczyć całych zdań na pamięć, żad­nej gra­ma­tyki, tylko gotowce. U niej takie zda­nia zna­la­złam i to pogru­po­wane tematycznie,więc stwier­dzi­łam że będzie ok. Nie­stety wciąż nie mam tej fazy moty­wa­cyj­nej do nauki i książki leżą. Także ciężko mi powie­dzieć czy ten kurs jest sku­teczny. 🙂
        Ps. Jestem cie­kawa czy ci cele­bryci sami pisali te książki, czy mieli od tego ludzi. 🙂

        • No to witaj w klu­bie nie­przy­swa­ja­nia języ­ków 😉 Jak się prze­gapi moment, kiedy mózg chło­nie jak gąbka, to póź­niej trzeba wkła­dać w to 2x wię­cej pracy. Ja prze­ga­pi­łem. Po opi­sie wnio­skuje, że to ten sam kurs. Na początku mia­łem podobne podej­ście, czyli nauczę się gotow­ców, a dalej się zoba­czy, ale osta­tecz­nie zabra­kło mi regu­lar­no­ści. Oka­zuje się, że jak nikt nie stoi nade mną z batem, to nie potra­fię utrzy­mać dys­cy­pliny #szok, ale trzy­mam kciuki, żeby Tobie się udało.

          Jestem na 99% pewny, że przy więk­szo­ści ksią­żek, rola cele­bry­tów ogra­ni­czała się do dania facjaty na okładkę.

          • O nie­biosa! To są jesz­cze ludzie co nie przy­swa­jają języ­ków? A ja myśla­łam że tylko ja tak mam. 😀 To mi teraz tro­chę ulżyło. 🙂 Mnie też bra­kuje regu­lar­no­ści i dys­cy­pliny. Ciężka sprawa. Ale dzięki za kciuki. 🙂

          • To ja się dołą­czam do tego klubu, co języki ich nie lubią. Powo­dze­nia dla tych, co jesz­cze z tym wal­czą! <3

          • O! Jak faj­nie, że jesz­cze ktoś. W końcu w kupie siła. 😉

  • ewa_inga

    Nie wniosę nic inte­lek­tu­al­nego do tej dys­ku­sji. Poza tym, że mnie to smuci. Ale tak naprawdę SMUCI. Bo to nie jest tak, że w Empiku dosta­niesz dobrą lite­ra­turę i tę maku­la­turę o któ­rej piszesz — nie. Dobrą — musisz zamó­wić. Jestem fanką wydaw­nic­twa Czarne — ale nie wiem czy jakąś ich książkę dostanę wcho­dząc “z buta” do przy­sło­wio­wego empiku. I ja wiem, że “de gusti­bus non est dispu­tan­dum” — co w wol­nym tłu­ma­cze­niu ozna­cza — “o gustach na temat ksią­żek się nie dys­ku­tuje ale ist­nieją kur** gra­nice”. I to nie jest tak jak czy­ta­łam kie­dyś w jakiejś recen­zji o Greju — że przy­naj­mniej ktoś coś prze­czy­tał, nosz kur%^^&&* mać — rów­nie dobrze można powie­dzieć że zja­dłem gówno, ale przy­naj­mniej coś zja­dłem. I to, że my sobie z tym pora­dzimy — to wia­domo, zamó­wię w necie to co chcę. Ale gorzej jest z dziećmi — ja wiem, że moja Młoda nie prze­czyta Ani z Zie­lo­nego Wzgó­rza — powoli się z tym godzę, ale ona nawet Musie­ro­wicz nie chce za bar­dzo ruszyć, już 3 podej­ścia robi­ły­śmy, u niej na tape­cie jest obec­nie Magiczne Drzewo — trzą­cha mną jak mam jej to czy­tać. Ale prawda jest taka, że jak wcho­dzi do księ­garni to widzi kolory, świa­tło, obrazki — jest fan­ta­styczne wydaw­nic­two Dwie Sio­stry — ale prze­ciętny dzie­ciak po taką książkę nie się­gnie sam z sie­bie — po pierw­sze bo nie ma tam różo­wego, czer­wo­nego, uśmiech­nię­tej dziew­czynki czy zalot­nego nasto­latka na okładce, ale rów­nież dla­tego że nie ma jej na półce w księ­garni — po pro­stu. Dopóki dzie­ciaki były małe — nie łaziły za bar­dzo po księ­gar­niach — prze­my­ca­łam fan­ta­styczne książki — przy­gody Misia i Tygry­ska Jano­scha — to abso­lutne must have — rysunki — Zając sika­jący na krzaki, bur­del w miesz­ka­niu u Świnki, i Ciotka która łazi non stop z win­kiem, no i opo­wieść o roman­sie Tygry­ska i Świnki — mnie roz­wa­liły — ale to nie jest tak, że zna­la­złam ją prze­cha­dza­jąc się od nie­chce­nia po Empiku. ŻADNEJ czę­ści Jano­scha nie dosta­łam w księ­garni bez uprzed­niego zamó­wie­nia — ŻADNEJ!!!!!!!! teraz Młoda do niej sięga z sen­ty­mentu, ale na pierw­szym miej­scu są książki któ­rych ja nie tra­wię. Wku­rza mnie, że pew­nych rze­czy nie prze­sko­czę, ja mam wra­że­nie jak czy­tam Mło­dej jakąś książkę że Ci wszy­scy boha­te­ro­wie mają jakieś pie­przone ADHD — to wszystko jest takie “fast”, już nie mówiąc o tych porad­ni­kach dla dzieci, z dupy prze­wod­ni­kach ja zwie­dzać świat na rowe­rze — Paw­li­kow­ska wydała 15 698 porad­ni­ków — wiem, liczy­łam 😉 Moja Młoda kocha książki, kocha czy­tać — każdy wyjazd gdzieś to walka żeby nie brała 30 ksią­żek, ale zna­le­zie­nie dla niej dobrej książki to naprawdę ciężki kawa­łek chleba, jak ja nie­kiedy widzę po jakie gówno ona chce się­gnąć w księ­garni to myślę sobie, że jest córką Paw­li­kow­skiej i Eks­klu­zyw­nego Menela.
    Przed sekundą weszłam do niej do pokoju i pstryk­nę­łam fotkę — od 2 roku życia Młoda śpi obło­żona książ­kami. Ale gdyby to tylko od niej zale­żało — byłoby tam Magiczne Drzewo i Baśnie Paw­li­kow­skiej 😀
    https://uploads.disquscdn.com/images/9273b50e176c5f630fe21ff2902858c2ace796b897f5e6dfb11ac5e771cff201.jpg

    • Na moje jak naj­bar­dziej możesz odtrą­bić suk­ces rodzi­ciel­ski, bo zaszcze­pić w dziecku zajawkę do ksią­żek nie jest wcale tak hop siup. Dobór lek­tur to dopiero w kolej­nej fazie, jesz­cze ją wypro­stu­jesz 🙂 W sumie nie jestem na bie­żąco z lite­ra­turą mło­dzie­żową, ale chyba wiem, co masz na myśli, mówiąc że teraz wszyst­kie postaci mają ADHD. Mam takie samo wra­że­nie odno­śnie bajek na Car­toon Network.

      P.S. “Córka Paw­li­kow­skiej i Eks­klu­zyw­nego Menela” <3
      P.S.2. “Paw­li­kow­ska wydała 15 698 porad­ni­ków — wiem, liczy­łam ;)” <3, piękne wbi­cie szpili we mnie 😉

      • ewa_inga

        mam wra­że­nie ze nie da się zaszcze­pić tej miło­ści — dziecko ją ma i możesz roz­wi­nąć lub.… znisz­czyć, albo nie ma i możesz się zesrać — wiem to na pod­sta­wie bada­nia prze­pro­wa­dzo­nego na gru­pie repre­zen­ta­tyw­nej 3 Szkod­ni­ków. Naj­star­sza prze­czy­tała w swoim życiu hm.….……no ten, no, tego, no.… nie­liczną ilość. Ja spa­li­łam parę zasłon owi­ja­jąc lampę żeby rodzice nie widzieli, moja sio­stra nie ska­lała się prze­czy­ta­niem żadnej.

    • Alek­san­dra Czarkowska

      jak mozna Musie­ro­wiczki nie lubic? moze to inne realia : ( pro­bo­wa­ly­scie “Wielka, wiek­sza i naj­wiek­sza”? Brosz­kie­wi­cza? Moge tez pole­cic “Nie­zwy­kle waka­cje” Ostro­wic­kiej : ) Albo kto­ras z ksia­zek o Ali­cji Sie­le­znie­wej Kiryla Buly­czowa? Jako dzie­ciak uwiel­bia­lam fan­ta­styke radziecka, teraz juz tego nie ma, raczej wam­piry i wilkolaki : (

      • ewa_inga

        ooo dzię­kuję bar­dzo. Nie pod­daje się i dalej wal­czę o umysł mojego dziecka, bo jesz­cze jedna cześć Magicz­nego Drzewa i sko­czę przez okno 😉

  • nie kupuję ksią­żek autor­stwa osób zna­nych mi z tele­wi­zji. wyjąt­kiem są tylko kuchar­skie książki Ani Starmach.

    • Książki kuchar­skie w sumie zawsze się wybro­nią, ale ilość nazwisk, która poku­siła się o tego typu wydaw­nic­two tro­chę prze­raża. Samych kucha­rzy mamy w tym kraju 😉

      • Kre­tek

        No nie zawsze się wybro­nią 😉 Znam przy­kład, gdzie w książce kuchar­skiej był prze­pis na sałatkę z pomi­do­rów “pokrój pomi­dory, dodaj pierz i sól oraz tro­chę cukru, gotowe” i nie­stety to nie był jedyny taki przepis…

        • Ok, wie­rzę na słowo, bo aż tak głę­boko nie nurkowałem 😉

  • Popie­ram! Połowa ksią­żek dostęp­nych w księ­gar­niach to jakieś histo­rie o dupie Maryni… Porad­niki jak to być super per­fek­cyj­nym, ogar­nąć swoje życie w 5 minut i naj­le­piej ugo­to­wać obiad z pręd­ko­ścią świa­tła 😀 No i te roman­si­dła typu Grey… Naj­gor­sze jest to, że ludzie dają się na to wszystko nacią­gnąć. Kupują milion porad­ni­ków, a potem cho­dzą sfru­stro­wani że ich życie cały czas wygląda tak samo…

    • W sumie nie wiem, co mógł­bym dodać. W dwóch zda­niach powie­dzia­łaś wszystko, co myślę 😉

  • Naresz­cie ktoś o tym pisze! Roz­li­czam się ze swo­ich wybo­rów czy­tel­ni­czych i wycho­dzi na to, że nie czy­ta­łam ani jed­nej cele­bryc­kiej książki! I wcale tego nie żałuję. Choć w kolejce do czy­ta­nia czeka u mnie książka zna­nej osoby — dzien­nik Jerzego Stuhra, zapi­ski z cho­roby, no ale J. Stuhra nie uwa­żam za cele­brytę:-)
    Obok ksią­żek Mał­go­rzaty Rozenek-Majdan boję się prze­cho­dzić. Serio!:-)

    • Sza­cun za świa­do­mość. Dzien­nik Jerzego Stuhra czy­ta­łem i fak­tycz­nie nie byłoby uczci­wie zali­czyć go do ksią­żek cele­bry­tów. Jest w nim kilka myśli war­tych uwagi, poza tym kon­tekst jest zupeł­nie inny. Pan Jerzy pisał go w trak­cie tera­pii i zde­cy­do­wa­nie skok na kasę nie był wtedy jego priorytetem.

      • 🙂 Zga­dza się, to zupeł­nie inna lek­tura, poza tym bar­dzo cenię Jerzego Stuhra, kie­dyś robi­łam z nim wywiad, i klasa, jaką pre­zen­to­wał, wywarła na mnie wiel­kie wrażenie.

  • Beata

    Szym­bor­ska nie jest pocho­wana na Powąz­kach, tylko w Kra­ko­wie.
    A Hal­ber napi­sała “Naj­gor­szego czło­wiek na świe­cie”, czyli coś wię­cej niż smutne sta­tusy na fej­sie. Plus, choćby dzięki mega­po­pu­lar­nemu Boha­te­rowi, do upa­dłej gwiazdy jej daleko.
    A poza tym to spoko.

    • Zaraz prze­niosę Szym­bor­ską do Kra­kowa, mea culpa.
      Potwier­dzam, ma w CV “Naj­gor­szego czło­wieka na świe­cie”. Pró­bo­wa­łem nawet prze­brnąć, ale nie dałem rady. I to nie jest hejt, po pro­stu nie jestem grupą doce­lową, ale pod­trzy­muje, że na “kar­to­fla” szkoda drzew.

  • Marika Kraj­niew­ska

    Dzię­kuję za tekst. Jestem pisarką i wydawcą. Mia­łam oka­zję pro­wa­dzić kilka poważ­nych roz­mów z dużymi wydaw­cami, któ­rzy co do jed­nego są zgodni: dasz nam nazwi­sko (nie treść), wydamy w ciemno! Nie dałam im nazwisk, choć mogła­bym. Sama piszę bele­try­stykę, podobno dobrą, recen­zje od czy­tel­ni­ków, blo­ge­rów i jak się uda prze­ko­nać do prze­czy­ta­nia mojej prozy media to się oka­zuje, że mają dużo dobrego do powie­dze­nia. Ale: sprze­daż prozy jest nie­po­rów­ny­wal­nie mała w zesta­wie­niu ze sprze­dażą tych “dzieł” o któ­rych piszesz. Wnio­sek? Co było pierw­sze: jajko czy kura? Czy kupu­jemy to czym nas kar­mią dro­gie akcje pro­mo­cyjne, czy wyda­wane jest to, co chcemy czy­tać? Jak z tego mara­zmu wyjść? Pseu­do­po­rad­niki i para­do­ku­menty… defi­niują nasze spo­łe­czeń­stwo. Bo to jest na taką skalę, że trudno mówić o przy­pad­ko­wym sukcesie…

    • Naprawdę patowa sytu­acja zro­biła się na rynku i szcze­rze mówiąc, nie widzę spo­sobu jak wyjść z tego impasu. Jako czy­tel­nik życzył­bym sobie dosta­wać książki, które nie robią z czło­wieka idioty, z dru­giej strony tro­chę rozu­miem wydaw­ców, któ­rzy widzą, co się sprze­daje, więc jesz­cze bar­dziej dokła­dają do pieca. Hajs się musi zga­dzać. Mam wra­że­nie, że w Empiku naj­wię­cej ksią­żek kupuje się na pre­zent i wygląda to w taki spo­sób, że śred­nio zorien­to­wana osoba wcho­dzi do salo­niku, roz­gląda się, po czym docho­dzi do wnio­sku, że naj­bez­piecz­niej­szą opcją będzie wzię­cie porad­nika Kingi Rusin, bo cio­cia ją lubi. Drugi typ, to książki “na podróż” i tutaj kró­luje King i “Dziew­czyna z pociągu” — bo wszy­scy chwa­lili i nazwi­sko brzmi zna­jomo. Debiu­tanci i auto­rzy bez żad­nej pro­mo­cji mają naprawdę cięż­kie życie. Marzy mi się sce­na­riusz, w któ­rym wybu­cha wielki opór na ksiazki cele­bry­tów, przez co wydawcy prze­staną cho­dzić na skróty, ale to uto­pia na maska. W każ­dym razie ja się nie lękam nowego i chęt­nie się­gne po “Białe noce”.

  • Slawa Wal­czak Photography

    A kiedy “PigOut” wyda swoja ksiazke ??He He. Ja sie nie­stety dalam nabrac na “Chu…wa Pania Domu”, Pyta­nie czy , ktos mi moze oddac kase ? Ale naj­lep­sza oczy­wi­scie jest Paw­li­kow­ska. Coz za plodna glowa ! A szkoda , ze sie tak, zesz…acila, bo jej ksi­zaki pod­roz­ni­cze kie­dys byly naprawde faj­nie napi­sane i inspi­ro­waly do podrozy.

    • Byłby nie­zły zwrot akcji, gdyby po takim wpi­sie poku­sił się o wła­sną książkę 🙂 Beata pisze szyb­ciej książki niż ja komentarze.

  • Paweł Ponury Żukowski

    Szym­bor­ska jest pocho­wana w Krakowie

    • Zaraz popra­wie, bo widzę, że to klu­czowa sprawa 😉

  • L. S.

    Troszkę się zawio­dłem. Nie dowie­dzia­łem się, co ma do powiedzenia/napisania Jabłczyńska.

    • W następ­nym odcinku będzie 😉

  • Pink Service Sła­wo­mir Starosta

    Z tym Gre­jem to pew­nie tro­chę tak że to pierw­sze porno od Kali­guli które wypada znać. Sta­ty­styki odwie­dzin stron porno nie kła­mią. Oglą­damy. Po pro­stu się nie przy­zna­jemy.
    A w kwe­stii arty­kułu. Zde­cy­do­wa­nie lep­szy niż opi­sane dzieła. No i żadne drzewa nie zostały wycięte. Pomimo ostrego poczu­cia humoru. Dzięki

  • Iwona Niem­czyk

    A już myśla­łam, że w tym Empiku, to tylko ze mną jest coś nie tak. Do tej maku­la­tury wrzu­ci­ła­bym jesz­cze mnó­stwo porad­ni­ków kuli­nar­nych na jedno ” kopyto “.

  • Lu

    Pawlikowska-Jasnorzewska też się w gro­bie przewróciła 😉

    • Jest dopi­sek “wannabe” 😉

  • Maria Szew­czyk

    świetny tekst, naprawdę, uśmia­łam się

    ps. ale pamię­taj to nie jest powód do pisa­nia ‘książki’

    pozdra­wiam serdecznie

    • A książkę, w któ­rej powiem jak nie pisać ksią­żek i pojadę po złych książ­kach? Seems legit jak dla mnie 😉

      • Maria Szew­czyk

        nie do końca, skoro pisać o tym — jak nie pisać ksią­żek, to naj­le­piej byłoby mieć doświad­cze­nie w ich pisaniu 🙂

  • Jola Pru­sa­kow­ska

    Zga­dzam się ze wszyst­kimi liter­kami i sło­wami w tekście.Mimo,że jestem w wieku“moherowym” to uważam,że nie wszystko da się sprze­dać i nie wszystko powinno się sprzedawać!

  • Ceal­lach

    Nigdy nie czy­ta­łam blo­gów, nie potra­fi­łam chyba zna­leźć niczego war­to­ścio­wego, albo po pro­stu nie chciało mi się szu­kać. Tą “recen­zją” (czy nie wiem w sumie co to tak dokład­nie jest) zachę­ci­łeś mnie wła­śnie do zagłę­bie­nia się w cze­lu­ści wpi­sów two­jego bloga 🙂 Naprawdę świet­nie się czy­tało!
    To może jako wyzwa­nie — zna­leźć kie­dyś książkę cele­bryty, która jest naprawdę dobra…? 😀

    Niech Moc będzie z tobą! :>

    • Super, że prze­ła­ma­łaś się aku­rat tutaj. Wyzwa­nie pod­ją­łem już dawno, póki co bez rezultatów 😉

  • Blanka Kata­rzyna Dżugaj

    Zga­dzam się w 100 proc. z tre­ścią arty­kułu, tym bar­dziej, że nie­dawno musia­łam prze­czy­tać książkę Michała Piroga i jesz­cze nie odbu­do­wa­łam utra­co­nych sza­rych komó­rek. Mam tylko jedno “ale”. Serio kobiety to “foczki”, a faceci to…“faceci”? Dla­czego nie pie­ski, mor­świnki, szym­pan­siki? To jest mocno słabe.

    • Nie­po­ro­zu­mie­nie wyszło, bo faceci powinni być nazwani kaba­nami. Poli­tyka zero sek­si­zmu tu panuje.

  • Basia A.

    hehe… byłoby śmiesz­nie, ale jest tra­gicz­nie. Pod­pi­suję się nogą i ręką, a przy oka­zji faj­nie napi­sane. Pozdrawiam

  • Freya

    Tak ogól­nie to trudno się z ogólną myślą tego wpisu nie zgo­dzić, ale kilka pytań… kto to jest Sta­in­back? “nijaką” zamiast “nie­jaką”? Czy kobieta może mieć fan­ta­zje ero­tyczne tylko wtedy jeśli chcia­łaby je też speł­niać z wul­gar­nym budow­lań­cem spod Bie­dronki? Bo już któ­ryś raz widzę ten argu­ment i nadal nie rozu­miem o co w nim cho­dzi. Że tak naprawdę tego nie chce skoro nie z każ­dym by chciała? Że kobiety nie mogą mieć jakichś fan­ta­zji i pre­fe­ren­cji ero­tycz­nych jeśli nie są one reali­styczne? Czy doty­czy to też czter­dzie­sto­lat­ków chcą­cych pukać nasto­let­nie cycate blon­dynki, czy tylko kobiet? Tak czy ina­czej jest to bez sensu, fan­ta­zje to fan­ta­zje, nie muszą się pokry­wać z rze­czy­wi­sto­ścią, a poziom “lite­racki” 50 twa­rzy nie ma z tym związku.
    Recen­zja Bali­nei jest do innej książki niż “Per­fek­cyjne maniery”, któ­rych okładkę zalin­ko­wa­łeś, przez co wyszła w tym wpi­sie na anal­fa­betkę która dziwi się że w książce o manie­rach jest tak mało o sprzątaniu 😛

    Widzę też na tej liście nie­szczę­sne “Jak zostać sławną” jakiejś pani autorki z Klanu, z któ­rej swo­jego czasu wszy­scy się nabi­jali bo aha­haha, laska któ­rej nikt nie zna pisze porad­nik jak zostać sławną, aha­haha. Tylko że to jest powieść, nie porad­nik, co można zauwa­żyć czy­ta­jąc cho­ciaż jedno zda­nie z opisu/tylnej okładki. Zawsze mi jej było tro­chę żal z tego powodu…ale nie na tyle by kupić tę książkę.

    Mam nadzieję że 2017 jest rokiem main­stre­amo­wego wal­co­wa­nia Paw­li­kow­skiej. Cie­szy mnie nie­sa­mo­wi­cie że zaczęło się mówić o tym jak szko­dliwą, gra­fo­mań­ską i ogól­nie jezu­sma­rio autorką jest. W pełni popie­ram Twoją misję.

    • Bru­talne wypunk­to­wa­nie 😉 Przyj­muję na klatę poza uwagą o Czesi z Klanu, bo ona jest tylko na gra­fice. Mam nie­ofi­cjalne info, że rok 2017 będzie naj­lep­szy rokiem w karie­rze Beaty Paw­li­kow­skiej — od cho­lery nowych ksią­żek wyda :/

      • Freya

        Nie no, Cze­sia z klanu to ogólna uwaga, nie wszyst­kie moje komen­ta­rze to zrzę­dze­nie 😉 Tak mi się przy­po­mniało po pro­stu. Dzięki za rado­sne przy­ję­cie krytyki 😛

        Nie­ofi­cjalne info za to cokol­wiek mnie przy­gnę­biło. Co ona jesz­cze może wydać? O czym ona jesz­cze nie napi­sała książki?! Obsta­wiam instruk­cję kła­dze­nia kafel­ków albo tępie­nia kara­lu­chów.
        …w sumie książki dla dzieci chyba jesz­cze nie napi­sała. O jezus.

  • Marta

    A mnie sie tekst nie podo­bal, choc zacze­lam go czy­tac bo ogol­nie z kon­cep­cja sie zga­dzam. Szo­wi­ni­styczne tek­sty sa naprawde plyt­kie i mia­lam nadzieje passe w towarzystwiena,ktore uwaza sie, ze jest na pozio­mie. Wysmie­wa­nie sie z wygladu Cho­da­kow­skiej i alko­ho­li­zmu Her­ber –serio? Nazy­wa­nie cze­gos porno dla gospo­dyn domo­wych tez tro­che zala­tuje. Sno­bo­wa­nie sie na Lot nad kukul­czym gniaz­dem i Sta­in­becka jest plyt­kie. Ocze­ki­wa­lam cze­gos bar­dziej war­to­scio­wego mery­to­rycz­nie. Wydaje mi sie ze z nie­kto­rymi tek­stami zni­zy­les sie do ich poziomu, byle pod publiczke.

    • Pod­su­mo­wu­jąc tekst do kosza i cała kon­cep­cja bloga do przebudowy.

      • Marta

        Hahaha tak jest! Ale tylko tekst, na bloga nie zaj­rza­lam bo mnie znie­che­ci­les tym tekstem.

        • Całe szczę­ście, bo to był jed­nej z lep­szych tekstów 🙂

  • Ala Byk

    Tekst petarda…owszem kon­tro­wer­syjny, ale do cho­lery, taka jest prawda. W empi­kach i matra­sach już od dawna nie ma książek(to powy­żej to nie książki). Nie­długo nie będzie ich nigdzie, bo para­dok­sal­nie te dwie sie­ciówki wypie­rają inne księ­gar­nie, w któ­rych można dostać każdą pozy­cję. Za nie­długo książką będziemy nazy­wali wszystko co ma kartki, a za jakieś sto lat, wszystko, co jest papie­rem.
    Moim fawo­ry­tem doty­czą­cym tematu jest Karol Poznań­ski i jego “Kaiko. It’s only a game”. Ta pozy­cja jest dokład­nym odzwier­cie­dle­niem tego, co repre­zen­tują sobą książki blogerów/vlogerów itp. Nie mają nic do powie­dze­nia, ale co to szko­dzi, jak jest dużo obraz­ków i zdjęć…fani kupio…Rzygać się chce.
    p.s. Blog genialny 😀

    • Dzięki za dobre słowo. Z książką Kaiko oso­bi­ście nie mia­łem (nie)przyjemności obco­wać, ale widzia­łem recen­zję Adbu­stera. Kawał paź­dzie­rza, powinni tego zabronić 😉

  • Paweł­Zed

    Oj tak, czy­ste zło. Pyta­nie kto to kupuje, bo jak zasady rynku mówią, ktoś musi wyda­wać zło­tówki na ten chłam jak tyle się go poka­zuje. Chyba, że to kwe­stia inwe­sty­cji, jaką cele­bryc­two musi zro­bić, aby przy salo­ni­kach chwa­lić się, że ja też mam.

    • Jak to się mówi — każda potwora znaj­dzie swo­jego ama­tora. Podej­rze­wam, że te książki mają się cał­kiem nie­źle — są bez­pieczny wybo­rem na pre­zent i podróż dla nie­dziel­nych czy­tel­ni­ków. Podobna histo­ria jak z Fak­tem i Super Expressem.

  • Alina Maria

    No z ust mi wyjąłeś.

  • Asia Asiu

    Witam,
    Na tej zaiste “chwa­leb­nej” liście bra­kuje jesz­cze ksią­żeczki pt. “Toska­nia, że mucha nie siada”. “Autorka” to jedna z cele­bry­tek trze­ciej kate­go­rii, kole­żanka po fachu Kasi CiCho­ło­poek, znana z tego, że kie­dyś żyła w kon­ku­bi­na­cie z panem W. Teraz strzela słit focie jak jakiś poke­mon i jesz­cze też ma czel­ność pisać tzw. książki. Które potem lądują w bie­dronce na półce z chip­sami top chips. I to ma być pol­ska lite­ra­tura czy licho wie co? Nie, to jakiś kata­klizm. Bo jak już ona i wyżej wspo­mniana Kinga R. i cała ta zgraja zaczy­nają się brać za pisa­nie ksią­żek, to chyba należy stwier­dzić, że doszło do kata­strofy. Tak jakby kolejny Tu-154 wyle­ciał i się roz­bił w Toska­nii. Pisa­nie to nie krę­ce­nie tył­kiem na par­kie­cie w TVNie, ale nasze gwiazdy tego nie rozu­mieją. Wydaje im się, że to nie wia­domo, jacy geniu­sze i że jak ktoś wygra TzG, to jest bogiem. A jest zupeł­nie odwrot­nie. Nie widzę naj­mniej­szego sensu w czy­ta­niu tych “mądro­ści” z koziej d*** i nawet nie wie­rzę w to, że oni są fit, eko, shit, kit, etc., ., Tupo­lew, że mucha nie siada. Albo, że muchy padają. Wraz z Idolami.

    Tak swoją drogą, to trudno jest zna­leżć jakąś naprawdę cie­kawą pol­ską książkę. Co jakiś czas prze­glą­dam stronę empiku, ale i tak zaraz ucie­kam z niej, bo zawsze coś mnie tam wku­rzy. Jedną z tych ksią­żek był wła­śnie jakiś pseudo-poradnik Kingi R. Ostat­nio wizyta na stro­nie znów zakoń­czyła się nie­po­wo­dze­niem, bo widzia­łam książkę Kasi T. Już chyba wolę zajść do mojej biblio­teki i kupić jakiś sta­roć za zło­tówkę, który zapewne będzie o wiele wię­cej wart niż wszyst­kie “dzieła” cele­bry­tów razem wzięte.

    Cho­ciaż jest jeden arty­sta… to znany pio­sen­karz, który jakieś 30 lat temu zaczął wyda­wać wła­sne książki. Nie jakieś tam porad­niki, tylko powie­ści z praw­dzi­wego zda­rze­nia. Czło­wiek ma to do sie­bie, że wszystko co robi, jest nie­malże ide­alne. Prze­czy­ta­łam ostat­nio jego dwie książki i muszę powie­dzieć, że ma talent pisar­ski. Rzadko się zda­rza, żeby ktoś potra­fił tak śpie­wać i tak pisać. Jedna z jego ksią­żek uka­zała się w Pol­sce, ale pol­ski lud taki i owaki tego nie­stety nie kupił. To był 2005 rok. Wtedy wszy­scy chcieli czy­tać o dzia­dów­kach z Lubiewa. Obciągi zamiast Buda­pesztu. A szkoda, bo książka jest nie­zła. Czy­ta­łam ją rok temu, po angiel­sku i czę­sto do niej wra­ca­łam. Tak mi się spodo­bała, że sama tro­chę zacze­łam pisać. Dla­tego tym bar­dziej boli mnie, gdy widzę słit ksią­żeczki o Toskanii.