popKULTURA, Wysypisko

Książki celebrytów, czyli papier jest cierpliwy, ale ku*wa bez przesady!

08/02/2018
ksiazki celebrytow

W week­end byłem zapro­szony na podwójną imprezę uro­dzi­nową (BTW co ma w sobie data 30 listo­pada, że kobie­tom w ciąży aku­rat w tym dniu naj­czę­ściej odcho­dzą wody? Serio, znam aż pięć osób wyklu­tych w Andrzejki, w tym dwójka jubi­la­tów. Przy­pa­dek? Nie sądzę!), a że głu­pio tak przy­cho­dzić z pustymi rękami, wcze­śniej wpa­dłem do Empiku. Książki to taki pre­zen­towy ever­green, wia­domka, a że chło­paki są gim­bu­sami i mają spore braki w kla­syce lite­ra­tury, stwier­dzi­łem, że wzię­cie “Lotu nad kukuł­czym gniaz­dem” tudzież cze­goś od Zaj­dla lub Sta­in­becka będzie opcją win — win, przy­jemne z poży­tecz­nym. Zgad­nij­cie co? Nie było ani tych, ani kilku innych ponad­cza­so­wych tytu­łów. Co zatem było? Ano dużo Cho­da­kow­skiej i Lewan­dow­skiej, jesz­cze wię­cej Paw­li­kow­skiej, a do tego wszel­kiej maści tan­ce­rze, śpie­wacy, akto­rzy, pogo­dynki, pre­zen­terki śnia­da­niowe, blo­ge­rzy, jutu­be­rzy i chyba wszy­scy uczest­nicy z pię­ciu ostat­nich edy­cji “Master Szefa”. Ryli? Że niby wszy­scy nagle mają coś do powie­dze­nia i w dodatku skilla, żeby to spi­sać? Bit­ches, ple­ase! Wiem, że książki cele­bry­tów nie są niczym nowym i wiem, że nie zawsze trzeba czy­tać Scho­pen­hau­era jak “Cukier” w naj­now­szym Pit­bulluodprę­ża­jące paź­dzie­rze też są potrzebne, ale nie da się nie zauwa­żyć, że roz­miar, jaki przy­brał ten “lite­racki rak”, już dawno prze­kro­czył masę kry­tyczną. Ibisz, Rusin, Roze­nek, Cicho­pek, Feli­cjań­ska, Jabł­czyń­ska, Pro­kop, Minge, Piróg, Bie­droń i nawet Wróż­bita Maciej, a to i tak tylko wierz­cho­łek góry lodo­wej. Papier jest cier­pliwy, ale kurwa bez prze­sady. Rodzi się pyta­nie, czy w tym kraju jest jesz­cze ktoś, kto nie wydał książki kuchar­skiej, albo porad­nika mówią­cego, jak żyć, być mło­dym, pięk­nym, fit, vege, eko i boga­tym? Zaczy­nam wąt­pić.

ksiazki celebrytow

Począt­kowy plan był taki, że biorę po kolei te pseudo książki na warsz­tat, czy­tam, po czym przy­cho­dzę tu ze szczerą recen­zją. Osta­tecz­nie tak nie będzie. Jesz­cze mnie na tyle nie pogięło, żeby (aż) tak bez­sen­sow­nie mar­no­wać czas i w dodatku wspie­rać ten szem­rany biz­nes wła­snym szma­lem. Nie ma takiej opcji. Poza tym i tak nie dał­bym rady. Zanim skoń­czył­bym jedną, na półki skle­powe tra­fią trzy kolejne, czyli walka z wia­tra­kami. Nie prze­szko­dziło mi to jed­nak, żeby ski­trać się w Empiku za półeczką z muzyką kla­syczną (nikt się tam nie zapusz­cza, więc mia­łem odro­binę intym­no­ści) i prze­kart­ko­wać kilka pozy­cji. Oka­zuje się, że nie­które są tak ubo­gie w treść, że zale­d­wie kilka minut star­czyło na prze­czy­ta­nie przej­rze­nie cało­ści, z kolei inne ser­wo­wały takie wodo­lej­stwo i pusto­sło­wie, że szczenę i cyce zbie­ra­łem z pod­łogi. Jak będzie­cie kie­dyś na cmen­ta­rzu Rako­wic­kim i usły­szy­cie dziwne dźwięki, wylu­zuj­cie, to tylko Szym­bor­ska w gro­bie się prze­wraca. Poni­żej kilka tytu­łów, które księ­gar­nie będą pró­bo­wały wam wepchnąć w okre­sie świą­tecz­nym. Nie daj­cie się nabrać na te błysz­czące okładki i mar­ke­tin­gowy szum, to dwó­jeczki zapko­wane w sre­berka wydmuszki. Jedyną reflek­sją, jaką w was wywo­łają, będzie pyta­nie: “Co ja wła­śnie kuźwa prze­czy­ta­łem?”. Jesz­cze gor­szym pomy­słem jest kupo­wa­nie ich z myślą o pre­zen­tach gwiazd­ko­wych. Serio, żodyn nie jest na tyle dobrym akto­rem, żeby zagrać radość z książki Omeny Mensy tudzież Dj Ada­musa. Nie bądź­cie Grin­chami, nie niszcz­cie świąt!

 

Ewa Cho­da­kow­ska “Myśl­nik“

Gdy­bym był zło­śliwy, powie­dział­bym, że książka powstała w koope­ra­cji konia z Paulo Coelho. Koń pozo­wał do zdjęć, Coelho sypał zło­tymi myślami. Na szczę­ście nie jestem jakimś inter­ne­to­wym trol­lem i nie zniżę się do tego poziomu. Powiem tylko, że nazy­wa­nie tej pozy­cji książką to nad­uży­cie — wię­cej tre­ści jest na ety­kie­cie Dome­stosa, a pła­ce­nie za nią to tro­chę fra­jer­stwo — to samo Ewka wrzuca na fejsa i insta za free. Co z dozna­niami inte­lek­tu­al­nymi? Ist­nieje ryzyko, że prze­palą wam sie pro­ce­sory. Tyle mądro­ści nie ma nawet wiki­pe­dia.

 

Mał­go­rzata Hal­ber “Koło­no­tat­nik z Boha­te­rem“

Jakiś czas temu rynek pod­biły książki z serii “Zniszcz ten dzien­nik”, które tak naprawdę były notat­ni­kami, ale takimi pseu­do­kre­atyw­nymi, bo na każ­dej stro­nie było jakieś anga­żu­jące zada­nie, np. odry­suj rękę, tudzież wyrwij kartę, zgnieć i rzuć jak naj­da­lej, albo lepiej, wyrwij i wsadź sobie do buzi (że też sam na to nie wpa­dłem, prze­cież to oczy­wi­sta czyn­ność).

Ksiazki celebrytow

W sumie to nic nowego. Moje poko­le­nie też miało taką zabawę, tyle że dzien­ni­kiem był zeszyt kolegi, a zada­niem nary­so­wa­nie jak naj­więk­szej ilo­ści peni­sów na ostat­niej stro­nie pod­czas, gdy kum­pel pocił się aku­rat przy tablicy. Wra­ca­jąc jed­nak do tematu, seria “Zniszcz ten dzien­nik” oka­zała się abso­lut­nym best­sel­le­rem, kil­ka­na­ście mie­sięcy w TOP10, co wydaw­com dało feed­back, że książki wcale nie muszą posia­dać tre­ści, żeby się sprze­da­wać, nope, wystar­czy dać pusty blo­czek w cenie stan­dar­do­wego wydaw­nic­twa, wymy­ślić do tego jakąś mar­ke­tin­gową ściemę, a resztę ludzie sami sobie dopi­szą. Naj­ła­twiej zaro­biony piniądz ever. I wła­śnie taką kartą zagrała Mał­go­rza Hal­ber wypusz­cza­jąc notat­nik z rysun­kami czar­nego kar­to­fla i woła­jąc za to 45 zło­tych. Serce mi pęka, kiedy myślę o tych nie­win­nych drze­wach, które poświę­ciły życie, dla cze­goś tak spiernie­faj­nego. Jeśli przy­szłe poko­le­nia udu­szą się od smogu, wie­cie komu dzię­ko­wać. BTW jakby ktoś nie koja­rzył, to Mał­go­rzata Hal­ber jest upa­dłą gwiazdą, która prze­wi­nęła się przez “5−10−15″ i “Vivę”, po czym zato­nęła w kie­liszku i teraz pisze smutne sta­tusy na fej­sie.

ksiazki celebrytow

To samo zro­bił Kon­rad Gaca. Wydał kalen­darz z kil­koma głę­bo­kimi niczym dziura budże­towa myślami i zawo­łał za to 50 zeta. Z całym sza­cun­kiem Kon­rad, ale wal się. P.S. Kon­rad to taki koleś, co odchu­dza ludzi. Zyskał popu­lar­ność w pol­sa­tow­skim pro­gra­mie, gdzie pogo­nił paru dużych misiów i teraz tłumy walą na jego siłki drzwiami i oknami (kosz­tuje to 2 tysie mie­sięcz­nie, nie licząc odży­wek of course).  Zresztą to wła­śnie pod jego okiem odchu­dzała się foczka z Sin­gielki, Domi­nika Gwit, która przy oka­zji też popeł­niła książkę o swo­jej dro­dze z roz­miaru XXXL do XL (witaj w klu­bie kole­żanko), nie­stety teraz ma efekt yo-yo, więc wszyst­kie jej rady o kant dupy.

ksiazki celebrytow

gwit1

Z kolei 50 twa­rzy Greya zapo­cząt­ko­wało modę na porno dla gospo­dyń domo­wych, które sma­żąc kotleta, lubią sobie wyobra­żać, że zaraz na chatę zamiast ich sta­rego wpa­ruje jakiś mało­mówny milio­ner, wyrwie z rąk łopatkę, pod­wi­nie far­tuch i zacznie sma­gać po tyłku, jakby jutra miało nie być, a ona wspo­może go w gło­śnym licze­niu. Po wszyst­kim przy­po­mni sobie, że była dzie­wicą i w pośpie­chu wybie­gnie na fochu, zapo­mi­na­jąc, że cała akcja roze­grała się u niej na cha­cie. Oczy­wi­ście klu­czowy w tym wszyst­kim jest tajem­ni­czy milio­ner, bo prze­cież nie zrobi tego z gwiż­dzą­cym za nią pod Bie­drą budowlańcem-troglodytą, w dodatku bez heli­kop­tera, sza­nujmy się. Cóż, temat nośny i docho­dowy, to i chęt­nych nie bra­kuje, żeby się pod­cze­pić. Do pociągu z porno dla Gra­ży­nek posta­no­wiła wsko­czyć ex modelka i aktu­alna alko­ho­liczka, Ilona Feli­cjań­ska, uzbro­jona w nie­sa­mo­witą lek­turę o jesz­cze bar­dziej nie­sa­mo­wi­tym tytule “Wszyst­kie odcie­nie czerni”. Pozwól­cie, że zaszczyt shej­to­wa­nia odstą­pię nie­ja­kiej Wicce z por­talu “Lubimy czy­tać”.
ksiazki celebrytow

 

Hmm wygląda na to, że Ilona nadal jest w cugu. Może poszu­kajmy cze­goś bar­dziej wyra­fi­no­wa­nego. Omena Men­sah wygląda na babkę z klasą i tak się składa, że wydała ostat­nio porad­nik pod tajem­ni­czym tytu­łem Twoje 3i”. Umie­ram z cie­ka­wo­ści, o czym to. Hej Melo­co­ton, opo­wiedz nam o co lotto z tym 3i:

ksiazki celebrytow

Fuck, znowu pudło, ale pomyślmy kto ma papiery, żeby dora­dzać kobie­tom? Wiem, Maja Sablew­ska. Pro­wa­dzi pro­gram tele­wi­zyjny w podob­nych kli­ma­tach, regu­lar­nie poja­wia się na okład­kach i czer­wo­nych dywa­nach, ma dużo laj­ków na fej­sie i co naj­waż­niej­sze, wymy­śliła dietę zmie­nia­jącą rysy twa­rzy, dzięki któ­rej w kilka lat z nija­kiej dziew­czyny prze­mie­niła się w Micha­ela Jack­sona. Można? Można! I nie ma co sobie zawra­cać głowy opi­niami, że chuja wie i jest kon­flik­towa (kosa z Edzią Gór­niak, Dodą i Woje­wódz­kim nie z jej winy). Złe języki zawsze się znajdą. Lisek opo­wia­daj, co tam Maja wysma­żyła.

ksiazki celebrytow

Zaczy­nam tra­cić nadzieję, czy w porad­ni­kach znaj­dziemy coś war­to­ścio­wego, ale w grze mamy jesz­cze per­fek­cyjne porady od per­fek­cyj­nej Mał­goni Roze­nek? Oso­bi­ście czarno to widzę, w końcu w “Azji Express” Mał­go­nia nie pozo­sta­wiła złu­dzeń, że bar­dziej niż na pro­wa­dzącą, nada­wałby się na uczest­niczkę pro­gramu “Pro­jekt Lady”. Podej­rze­wam, że byłaby pierw­sza chętna do misji pod­pro­wa­dze­nia wina ze spi­żarni i zaini­cjo­wa­nia pomy­słu, żeby zosta­wić w nocy otwarte okno, co by chło­paki mogli wpaść, no i mię­sem rzu­cić też potrafi, a jak trzeba to i wiek zama­ta­czy. Swoj­ska dzią­cha, a nie jakieś ą ę, ale nie prze­kre­ślajmy z góry. Bali­nea zarzuć recką.

ksiazki celebrytow

Cóż, wygląda na to, że foczki nie potra­fią napi­sać dobrego porad­nika, a co z face­tami? W naj­bar­dziej eks­po­no­wa­nym miej­scu w Empiczku natra­fi­łem na porad­nik Eks­lu­zyw­nego Menela, czyli guru mody męskiej, a ostat­nio twarz jakie­goś banku. Z miej­sca zła­pa­łem egzem­plarz i odda­łem się lek­tu­rze. Hmm, co mógł­bym o niej powie­dzieć, żeby nikogo nie obra­zić? Co naj­wy­żej, że jest to na bogato wydany album ze zdję­ciami kole­sia, który jest ubrany w ubra­nia. Dużo zdjęć i dużo ubrań, za to tre­ści mało, cho­ciaż cze­goś się tam dowie­dzia­łem, np. jak pra­wi­dłowo nosić san­dały do gar­niaka (ze skar­pe­tami! Szach mat hej­te­rzy!) i że wyłogi koł­nie­rzyka koszuli zawsze powinny być scho­wane pod mary­narką. Nie­stety nie było wytłu­ma­czone, co to są wyłogi, przez co mam teraz stres, że popeł­nię jakiś modowy meza­lians. Aaa i wyczy­ta­łem jesz­cze, gdzie aktu­al­nie prze­sia­dują war­szaw­scy hip­ste­rzy, więc wiem, które rewiry omi­jać sze­ro­kim łukiem. Dzięki Menelu. Ogól­nie było to bar­dzo wzbo­ga­ca­jące 5 minut (prze­czy­ta­łem od deski do deski), pole­cam… trzy­mać się z daleka.

menel2

Beata Paw­li­kow­ska — nie ma tutaj żad­nego kon­kret­nego tytułu, bo w momen­cie, kiedy piszę te słowa, Beata praw­do­po­dob­nie oddaje do druku dwie kolejne książki. Nie żar­tuję. W lutym zro­bi­łem kon­kurs na PigO­ucie, który pole­gał na odgad­nię­ciu ile ksią­żek napi­sała Paw­li­kow­ska? Pra­wi­dłowa odpo­wiedź brzmiała 89 (liczy­łem). Minęło pół roku, a biblio­gra­fia powięk­szyła się o kolejne 20 tytu­łów. Tak, obec­nie w dorobku ma 109 ksią­żek, a do tego docho­dzą jesz­cze gry, puz­zle i audio­bo­oki. Nie­któ­rzy twier­dzą, że Ste­phen King jest płodny i każda jego sesja na tro­nie koń­czy się nowym tytu­łem, cóż, przy Paw­li­kow­skiej — Jasno­rzew­skiej “wan­nabe” to popier­dółka, a nie pisarz. Patrząc na tema­tykę, jaką poru­sza Beata, można pomy­śleć, że to kobieta rene­sansu — zna 20 języ­ków, zwie­dziła cały świat, od ręki ugo­tuje potrawę z dowol­nego regionu, ponadto jest chyba jedyną osobą, która sama się wyle­czyła z depre­sji, ano­rek­sji i sek­so­ho­li­zmu (gdyby tak jesz­cze odsta­wiła dopa­la­cze). Nor­mal­nie ręce same skła­dają się do okla­sków… do momentu, aż fak­tycz­nie otwo­rzy się, któ­rąś z jej ksią­żek i trafi na złote myśli w stylu: “cza­sami, gdy zamy­kam oczy to nic nie widzę”, albo “kiedy jest mi smutno, pusz­czam ulu­bioną pio­senkę i wtedy robi mi się lepiej”, albo “kiedy zimą tęsk­nie za wio­sną, gotuję rosół, po czym posy­puję go koper­kiem, bo zie­lony to kolor wio­sny, a wio­sna na tale­rzu to wio­sna w sercu” (rzy­gam tęczą dalej niż widzę). W moim pry­wat­nym ran­kigu pt. “auto­rzy nie­po­ro­zu­mie­nia, któ­rzy z nie­wy­ja­śnio­nych przy­czyn odnie­śli suk­ces i cie­szą się sza­cun­kiem” zde­cy­do­wa­nie zaj­muje 1 miej­sce. Od kilku lat mam misję, żeby obna­żyć ją przed świa­tem, ale do tej pory bez spek­ta­ku­lar­nych efek­tów. Na szczę­ście przy książce “o wyj­ściu z depre­sji na wła­sną rękę”, do grona hej­te­rów dołą­czyli leka­rze i zje­chali tytuł, aż miło. Szkoda tylko, że autorka nie wzięła sobie tego do serca i nadal coś tam kmini. 

Nie mam już siły na Kasię Cicho(chło)pek, ale wierz­cie mi na słowo, że znaj­dzie­cie u niej wszystko — od tre­ningu na zrzu­ce­nie fla­dyra po ciąży (odszcze­kuje tego fla­dyra, oczy­wi­ście cho­dziło o brzu­szek), przez taj­niki domo­wej yogi, upra­wia­nej w prze­rwach mię­dzy myciem kibla a kar­mie­niem dziecka, szko­le­nie jak roz­li­czyć PITa, kiedy Twój mąż jest tan­ce­rzem i nie radzi sobie z cyfer­kami, aż po rady jak pra­wi­dłowo dobrać biu­to­nosz (jeśli przy­dep­tu­jesz cyca, zna­czy, że skre­wi­łaś). Must have w każ­dej biblio­teczce.

ksiazki celebrytow

Pod­su­mo­wu­jąc, książki cele­bry­tów to złooo i pato­lo­gia, bo albo nie mają w ogóle tre­ści, albo co gor­sze mają, a wtedy ratuj się, kto może, bo zaraz polecą rady z dupy, gorz­kie żale i wspo­minki ludzi, któ­rzy nie dobili nawet do 40-stki (nie licząc Rozen­ko­wej). Pogo­dynki mówią jak żyć, podróż­niczki leczą z sek­so­ho­li­zmu, a foki po ope­ra­cjach pla­stycz­nych ściem­niają, że to zasługa diety i pozy­tyw­nego myśle­nia. Łączy je jedno, wszyst­kie prę­dzej czy póź­niej tra­fią do kosza z tanią książką tudzież na sto­jak na Orle­nie, ale niech Cię ręka boska broni przed ich kup­nem. No, chyba że kole­bie Ci się stół i szu­kasz aku­rat pod­kładki, wtedy możesz, ale za 4,99 zł max. 

P.S. Według sta­ty­styk, w 2015 roku tylko 37% Pola­ków się­gnęło po książkę. Strach pomy­śleć o ile spa­dłaby ta liczba, gdy­by­śmy nie brali pod uwagę cele­bryc­kiego chłamu. Zna­cie hasło “Nie czy­tasz, nie idę z Tobą do łóżka?”, pro­po­nuje je tro­chę pod­ra­so­wać, na przy­kład na “Czy­tasz? Super, ale zanim zdej­miesz skar­pety, pokaż mi swoją półeczkę”. Wyświadcz­cie światu przy­sługę i znisz­cie te dzien­niki, plizz.

A to widziałeś?