popKULTURA

Jaka to melodia?

15/02/2018

Ponoć pogo­nili Roberta Janow­skiego z “Jaka to Melo­dia”? Chciał­bym napi­sać, że jest mi strasz­nie żal, bo pro­gram wymia­tał, nie­stety nie umiem aż tak dobrze kła­mać. Zwłasz­cza, że kie­dyś napi­sa­łem o nim tak:

Widzia­łem przed chwilą naj­smut­niej­szą rzecz ever. Otóż w “Jaka to melo­dia”, w jed­nej run­dzie do wyboru byli: Rob­bie Wil­liams, Ali­zee, Den­zel, Lemon i Robert Janow­ski (czyli pro­wa­dzący). Uczest­nicy kolejno wybie­rali Den­zela, Alizze, Rob­biego, Lemon i zga­dy­wali po jed­nej nutce, że to “Dońć ju noł pam­pera”, “Mła Lolita”, “Suprime” i “Życie jest małą ściem­niarą”, aż w końcu został ten nie­szczę­sny Janow­ski. Nikt nie był chętny, żeby zary­zy­ko­wać zga­dy­wa­nie po jed­nej nutce, cho­ciaż pan Robert zachę­cał, mówiąc: “Popu­larny kawa­łek, na pewno zna­cie” (LOL). W końcu jakiś typ został przy­mu­sowo wyty­po­wany do wysłu­cha­nia 7 nutek (czyli mak­sy­mal­nej ilo­ści), ale ni chu chu nie wie­dział, co to za dziwo. Janow­ski pró­bo­wał znieść to dum­nie, ale mowy ciała nie oszu­kasz — zro­biła mu się pod­kowa na pysiu i szklane oczy. Dwie kolejne osoby tez nie wie­działy, choć jedna pani pró­bo­wała być miła i kła­mała “Znam, ale tytuł mam aku­rat na końcu języka” (LOL2), na co Pan Robert: “Strze­laj”, na co ona pró­bu­jąc uciąć temat: “No nie przy­po­mnę sobie, muszę się pod­dać”, nie­stety Janow­ski nie odpusz­czał: “To może Ci pomogę”, po czym zaczął śpie­wać. Zanu­cił tak bez­pł­ciowy kawa­łek, że chyba tylko Kata­rzyna Skrzy­necka ze swoim reper­tu­arem mogłaby się rów­nać. Co cie­kawe oboje wydali po 6 płyt! Cał­kiem sporo, jak na ludzi, któ­rych nikt nie słu­cha. Mieli fart, bo w tam­tych cza­sach ludzie jesz­cze wie­rzyli, że CD zawie­szone pod luster­kiem naprawdę odbi­jają fale foto­ra­da­rów, a że żal poświę­cić dobrą płytkę, to w koszu z tanim CD łowili na tę oka­zję wła­śnie Janow­skiego i Skrzyn­ceką. W każ­dym razie Robert odśpie­wał swo­jego hiciora i pyta babkę, czy wła­śnie o tym kawałku myślała, na co ta wyraź­nie już zmę­czona odpo­wiada “tia­aaaa”, cho­ciaż jak dla mnie brzmiało to bar­dziej jak: “Kuźwa nie mam poję­cia co to było, po pro­stu chcia­łam być miła, czy możemy już zmie­nić kate­go­rię, bo zaczy­nam się dusić?”.

Jest mi auten­tycz­nie żal Pana Roberta. Ledwo kilka tygo­dni temu miał przy­pał, bo jego kon­ku­bina została zła­pana na kra­dzie­żach w ame­ry­kań­skich buti­kach, a teraz jesz­cze to — szczera recen­zja jego twór­czo­ści #Naj­go­rzej.

Korzy­sta­jąc z faktu, że jeste­śmy przy “Jaka to Melo­dia”, chcia­łem powie­dzieć, że jest to naj­gor­szy pro­gram jaki kie­dy­kol­wiek powstał. Niby pro­du­ko­wany przez poważną (mogłoby się wyda­wać) sta­cję, tym­cza­sem główną nagrodą jest kar­ton wędlin. The Fuck? Ja rozu­miem, że w “Śmie­chu Warte” dawali roczny zapas majo­nezu “Motyl”, ale to było 20 lat temu. Mamy 2017 rok for God’s sake, to jak kar­ton wędlin?

Druga tra­ge­dia to play­bac­kowe wykony “gwiazd”. Długo zasta­na­wia­łem się, czy to te upa­dłe gwiazdy są już takie tanie (Kate Ryan, Lou Bega, Den­zel, Maryla Rodo­wicz, etc.), czy może jed­nak budżet TVP jest taki duży? Drugą odpo­wiedź musia­łem wyklu­czyć, bo przy­po­mniało mi się o kar­to­nie wędlin.

Wycho­dzi na to, że to jed­nak “gwiazdy” stra­ciły blask, wtem w jed­nym odcinku poja­wił się “Per­fect” i cała moja teo­ria legła w gru­zach, bo prze­cież oni nie są jesz­cze tak do końca skoń­czeni, a już na pewno nie muszą wycie­rać się w takim paź­dzie­rzu. Biorę więc tel, wykrę­cam Grze­go­rza Mar­kow­skiego i pytam o co lotto z tą “Melo­dią”? Czy fak­tycz­nie tak dużo płacą? Na co dostaje odpo­wiedź, że nie płacą ani gro­sza, ale szan­ta­żują, że jeśli się czło­wiek nie pofa­ty­guję do stu­dia, to jego kawa­łek zaśpiewa Patry­cja Kazadi lub Bil­guun Ariun­ba­atar, więc arty­ści z sza­cunku dla swo­jego dorobku wolą przy­cho­dzić. W takich oko­licz­no­ściach też bym poszedł.

Trze­cia tra­ge­dia to tańce uczest­ni­ków pod­czas play­bac­ko­wych wyko­nów gwiazd. Taniec już sam w sobie jest bez­na­dzieją opcją. Taniec przed kame­rami to +100 do tra­ge­dii, a jeśli odkry­jemy, że te play­bac­kowe wykony nie odby­wają się w tym samym cza­sie, co nagra­nie pro­gramu, tylko są dogry­wane na mon­tażu, to wyj­dzie nam, że uczest­nicy tań­czą “na sucho” (i praw­do­po­dob­nie na trzeźwo), czyli +miliard do żenady.

Pod­su­mo­wu­jąc, w pew­nym momen­cie mojego życia coś poszło nie tak i zaczą­łem dobrze się bawić na “Kocham Cię Pol­sko”, ale póki gar­dzę “Jaka to melo­dia”, póty nie panikuję.

A to widziałeś?