popKULTURA

Idealny film na sobotni wieczór

25/08/2018
shia

Yo ziomy i zio­malki. Mamy sobotę, więc jak każdy super­bo­ha­ter, idę zaraz przy­wdziać ple­rynkę, po czym ruszam na mia­sto, oba­lić jakie­goś bur­gerka i shota, albo dwa… max 12. Nie­mniej jed­nak, zdaję sobię sprawę, że nie wszy­scy mają takiego farta, jak ja, że bab­cia Jola przej­muje Bren­donka na nocą zmianę, a Ty tańcz i wino pij. Nope, nie­któ­rzy siłą rze­czy będę zmu­szeni do pozo­sta­nia w domu i zamu­la­nia przed TV. Być może obej­rze­li­by­ście sobie coś faj­nego w tym cza­sie, ale nie wie­cie jak zna­leźć fil­mo­wego tru­fla, kiedy dookoła same mucho­mory #Vega #Poda­te­kOd­Mi­ło­ści #Karo­lak. Spoko, od tego macie mnie.

Mam dla was cynk na zaska­ku­jąco dobry film, który obej­rza­łem wczo­raj — cał­kiem przy­pad­kowo i na zasa­dzie: “Kurła nie ma tu zna­nych nazwisk i przez kina też się nie prze­to­czył, więc pew­nie lipa, z dru­giej strony już wolę to niż po raz setny kato­wać “Shreka” na TVN”. I dzięki takiemu igno­rac­kiemu podej­ściu, obej­rza­łem jeden z faj­niej­szych fil­mów w tym roku.

Film nosi tytuł “Upgrade” i pod wzglę­dem fabuły jest świeży niczym rosa na łące peł­nej bła­wat­ków w majowy pora­nek. W sen­sie, że jesz­cze nikt nie ugryzł tematu w tak nowa­tor­ski spo­sób. Nie chciał­bym wam za dużo zdra­dzać z fabuły, bo wra­że­nia będą lep­sze, jeśli wspo­mniana pro­duk­cja, weź­mie was z zasko­cze­nia tak, jak mnie wzięła. Jed­nak, żeby przy­bli­żyć komu na pewno podej­dzie, a komu nie, posta­ram się ją tro­chę zawę­zić gatun­kowo.
upgrade-movie-poster


Pod wzglę­dem pomy­słu, film jest sza­lony jak “Adre­na­lina” z Jaso­nem Sta­tha­mem. Pod wzglę­dem bru­tal­no­ści, porów­nał­bym go do “Johna Wicka” z Keanu. Jeśli cho­dzi o sceny walki, to takich nigdzie jesz­cze nie widzia­łem, ale ostatni raz podobne WOW, zro­bi­łem pod­czas ogla­da­nia “Equ­il­brium”. Koja­rzy­cie?  Chri­stian Bale upra­wiał w nim gun-katanę, czyli walkę na pisto­lety, któ­rej cho­re­ogra­fia została zapo­ży­czona z walk na mie­cze. To było cos świe­żego, coś co wykrę­ciło mi mózg na lewą stronę, po czym wyci­snęło jak gacie pod­czas wiro­wa­nia. W “Upgrade”, co prawda jest zupeł­nie inny rodziaj młócki, ale też wido­wi­skowy i dotąd nie spo­ty­kany, więc stąd to porów­na­nie. Następny tytuł, który przy­cho­dzi mi na myśl, to “Grin­dho­use: Pla­net Ter­ror” Roberta Roz­ri­geza. Była w nim foczka, która zamiast nogi miała kara­bin maszy­nowy. W Upgrej­dzie znaj­dzie się podobny motyw. Nie iden­tyczny, ale czuć inspi­ra­cję. Poza tym, film jest osa­dzony w przy­szło­ści, gdzie sztuczna inte­li­gen­cja kom­pu­te­rów jest na tyle roz­wi­nięta, że chcia­łaby już prze­jąć pano­wa­nie nad ludźmi i świa­tem, ale relax nie jest to żadne hard­co­rowe sci-fi. Bar­dziej “Upro­wa­dzona” osa­dzona w przy­szło­ści. W sumie “Upgrade” mógłby robić za jeden z odcin­ków net­fli­xo­wego “Black Mir­rora” i w dodatku byłby naj­lep­szym epi­zo­dem ze wszyst­kich. Mam nadzieję, że to tro­chę roz­ja­śniło 😉

Mimo ogra­ni­czo­nego budżetu, film wcale nie wygląda tanio. Baa futu­ry­styczne wstawki  są na naprawdę wyso­kim prop­sie i zde­cy­do­wa­nie wio­chy nie robią. W roli głów­nej Logan Marshall-Green, któ­rego praw­do­po­dob­nie nie koja­rzy­cie po nazwi­sku, ale pod­po­wiem, że jeśli jakieś stu­dio chce mieć w obsa­dzie Toma Har­dego, ale ich nie stać, to się­gają wła­śnie po Logana. Jest na tyle podobny, że nie­dzielni kino­mani, mogą nie ogar­nąć róż­nicy. Chło­pak dał radę.

Bez kitu, musi­cie to obej­rzeć. Na moje ryzyko. Dla mnie 8/10 + ser­duszko na Film­we­bie, bo z miej­sca doda­łem go do ulubionych.

A to widziałeś?