popKULTURA

Chciałbym, żebyś mnie napisała, czyli porno dla ogarniętych Grażyn

19/11/2018
chcialbym

Przy­znam wam się do cze­goś, otóż uwiel­biam porno dla Gra­ży­nek. Serio. Ile razy zre­cen­zuję tutaj “Greya” albo coś w tym nur­cie, tyle razy ludzie piszą, że jestem boha­te­rem i sza­nują moje poświę­ce­nie. Szcze­rze? Blo­ga­sek w takich przy­pad­kach robi tylko za alibi. Prawda jest taka, że mam fetysz ultra paź­dzie­rzo­wych ksią­żek, a dziw­nym tra­fem naj­bar­dziej paź­dzie­rzowe zazwy­czaj oka­zują się wła­śnie por­nu­chy. Uwiel­biam ich kwa­dra­towe dia­logi, absur­dalne fabuły, cięż­kie psy­chozy głów­nych boha­te­rek i nie­skoń­czoną cier­pli­wość milio­ne­rów, któ­rzy je wyry­wają. To jest takie uro­cze, kiedy książ­kowi boga­cze choj­ra­czą, jakimi to nie są eks­tre­mal­nymi jeba­kami, a jak przy­cho­dzi, co do czego, to tym sza­rym mysz­kom, które obie­rają na cel, trzy­mają, co naj­wy­żej włosy pod­czas womitu, albo spraw­dzają, czy dzi­siaj zja­dły peł­no­war­to­ściowy posi­łek. I w ogóle niby tacy luzacy, a jakoś każ­do­ra­zowo koń­czą w urzę­dzie stanu cywil­nego (LOL). Wiem, że dziew­czynki widzą w tym love story rodem z Kop­ciuszka, ale dla mnie to po pro­stu histo­rie o prze­gry­wie (takie lubię naj­bar­dziej). O kole­siach, któ­rym wyda­wało się, że roz­dają karty, tym­cza­sem nawet nie zauwa­żyli, kiedy dali sobie wejść na głowę i musieli zre­zy­gno­wać ze wszyst­kiego, co lubią. Nagle się budzą i dopada ich reflek­sja, że stali się mężami i tatu­siami, któ­rzy bzy­kają się od wiel­kiego dzwonu, w dodatku na łyżeczkę i z gaciami zro­lo­wa­nymi na jed­nej nodze. I ja to sza­nuję, bo to ozna­cza, że jest jed­nak spra­wie­dli­wość na świe­cie. Poza tym zazwy­czaj te opo­wie­ści są tak pokracz­nie napi­sane, że ze świecą szu­kać cze­goś śmiesz­niej­szego.

I mniej wię­cej takich doznań ocze­ki­wa­łem, kiedy po recce “365 dni”, dosta­łem wia­do­mość, że jeśli chciał­bym dla odmiany prze­czy­tać dobre porno, to jest taka dziew­czyna, która two­rzy pod pseu­do­nim Hanka V. Mody i wła­śnie wydała zbiór opo­wia­dań ero­tycz­nych pod tytu­łem “Chciał­bym, żebyś mnie napi­sała” (a przy oka­zji jest moją czy­tel­niczką). I że niby te opo­wia­da­nia, to jest sztos. 

- Ok spraw­dzę, ale jeśli będzie lipa, to raostuje bez patrze­nia, czy popeł­niła je czy­tel­niczka, czy nie

- Spoko, ale zoba­czysz, będziesz zado­wo­lony

Kurła, bar­dziej na ambi­cje wje­chać mi nie można, ale bio­rąc pod uwagę kra­dziony z “Cali­for­ni­ca­tion” pseu­do­nim autorki i pre­ten­sjo­nalny niczym tek­sty pio­se­nek Pawła Doma­gały (weź nie młod­niej, weź się sta­rzej), tytuł, byłem spo­kojny, że to się nie może udać.

Chciałbym żebyś mnie napisała recenzja


No i co? No i książka ponoć miała się skła­dać z 19 opo­wia­dań ocie­ka­ją­cych sek­sem, tym­cza­sem prze­czy­ta­łem pierw­sze trzy i zdziwko, bo jest grzecz­nie, kul­tu­ral­nie i prak­tycz­nie zero BANG, za to dużo w nich o kobie­tach, które tak despe­racko łakną uczu­cia i przy­tu­le­nia, że gotowe są poje­chać z nie­zna­jo­mym typem na biwak do lasu i bzyk­nąć się w namio­cie, cho­ciaż w domu czeka mąż z Bra­jan­kiem pod pachą. WTF? Przez chwilę myśla­łem, że padłem ofiarą trol­lingu i ktoś mnie wpu­ścił w har­le­qu­inowe maliny. Jed­nak nie. Dalej poszło już z górki i wje­chały obroże, klapsy, minety, trój­kąty, kciuki w anu­sie, klę­ka­nie do mie­cza, wątki les, gej i bi. Dżi­zas dużo tego i nie powiem, tro­chę mnie przy­tło­czyło, bo kiedy skoń­czy­łem czy­tać, doszło do mnie, że ja to jed­nak wani­liowy jestem i moja naj­więk­szą fan­ta­zją ero­tyczną nadal pozo­staje wizja, w któ­rej trzy­mam w ręce golarkę i stoję w opu­sto­sza­łej keba­bowni, sam na sam z krę­cącą się na kiju bara­nią.

Hanka w swo­ich opo­wia­da­niach miej­scami idzie tak grubo, że parę razy się zaczer­wie­ni­łem, ale obiek­tyw­nie muszę przy­znać, że jest to kawał dobrej prozy i nie mam za bar­dzo, do czego się przy­cze­pić. Jeśli, któ­raś z boha­te­rek powie coś idio­tycz­nego, to po chwili ma reflek­sje, że pal­nęła głu­potę (I cyk, print­screen do kosza). Nawet tytył został sen­sow­nie uza­sad­niony pod­czas jed­nego z opo­wia­dań, wytrą­ca­jąc mi przy oka­zji jedyny hej­ter­ski argu­ment. Sytu­acja przed­sta­wia się tak, że porno jest tu tylko przy­krywką, a tak naprawdę Hanka ser­wuje kon­kretną wiwi­sek­cję kobie­cych emo­cji i potrzeb. No targa tymi babami jak sza­tan. Nie­które są samotne jak Tom Hanks w “Cast away” i chciałby, żeby ktoś je po pro­stu pomi­ział za uchem, inne mają dzi­kie fan­ta­zje ero­tyczne o trój­ką­tach i zatycz­kach anal­nych,  po czym je reali­zują bez zbęd­nego uda­wa­nia świę­to­szek, a jesz­cze inne nie czują kli­ma­tów BDSM, ale ich faceci lubią, więc się poświę­cają i w to brną. Jed­nak nie jest to jakieś infan­tylne pier­do­lolo. Nope, czuć, że tym babecz­kom o coś cho­dzi i mają jakieś moty­wa­cje. Oso­bi­ście pro­sty chło­pak jestem, więc tro­chę bra­kuje mi wraż­li­wo­ści, żeby się w tym zanu­rzyć na maxa, ale jestem pewien, że wy (dziew­czyny) się w tym odnaj­dzie­cie… i sie­bie przy oka­zji też odnaj­dzie­cie w nie­któ­rych opo­wia­da­niach. I wła­śnie dla­tego książka jest scho­wana przed Madzią. Wolę, żeby jej Hanka niczego nie uświa­da­miała, bo jesz­cze tego bra­kuje, żeby mi na biwak wybyła.

Odejdzmy jed­nak na chwilę od porno, bo w zbio­rze są też opo­wia­da­nia z naprawdę nie­złymi fabu­łami, twi­stami i puen­tami, gdzie sypial­niane fikołki scho­dzą na czwarty plan. I wła­śnie w tych opo­wia­da­niach doj­rza­łem w Hance pisar­skiego wymia­ta­cza, który potrafi stwo­rzyć wcią­ga­jącą histo­rię, a kiedy czy­tel­nik myśli, że już wie co i jak, wywró­cić wszystko do góry nogami. Ele­ment zasko­cze­nia, to jest coś, co sza­nuję naj­bar­dziej. Po któ­rymś z kolei tego typu opo­wia­da­niu, napi­sa­łem nawet do Hanki maila: “Dziew­czyno, idź w dłuż­sze formy, a TOP10 Empiku będzie Twój”. I mówię to cał­kiem serio. Książka jest dostępna na Legimi, więc może­cie sami spraw­dzić. Jeśli kręcą was por­nu­chy, ale takie doj­rzal­sze, gdzie moty­wa­cje boha­te­rów mają solidne pod­stawy, a histo­ria ma jakiś głęb­szy prze­kaz, to czy­ta­cie całość. Jeśli nie­ko­niecz­nie są to wasze kli­maty, to prze­cho­dzi­cie bez­po­śred­nio do roz­dzia­łów -> “Lustro”, “Dotknąć gwiazd” i przy­go­tuj­cie się na ten tytuł.… “To nie ją chcia­łem pier­do­lić” (ostrze­ga­łem, ale naprawdę warto rzu­cić okiem). Są super. Bar­dzo dobrze żarło też opo­wia­da­nie “Kolejny dzień”, ale szkoda, że Hanka nie pocią­gnęła dra­matu, który zbu­do­wała w tle, tylko ucięła histo­rię zaraz po tym, kiedy główna boha­terka wyar­ty­ku­ło­wała swoje uczu­cia. Sza­nuję wizję autorki i nie twier­dzę, że w takiej for­mie jest źle, jed­nak będę ją nama­wiał, żeby roz­wi­nęła poboczny wątek, bo poten­cjał jest ogromny.

Pod­su­mo­wu­jąc, od dzi­siaj jestem wiel­kim fanem Hanki V. Mody, ale naj­bar­dziej tych tytu­łów, które dopiero napi­sze (zoba­czy­cie, uro­bię ją na te dłuż­sze formy). Wam z kolei pole­cam aktu­alny zbiór opo­wia­dań “Chciał­bym, żebyś mnie napi­sała”, bo to w sumie o was (dziew­czyny). Poza tym byłoby miło, gdyby dla odmiany zaro­bił ktoś, kto naprawdę potrafi pisać. I za to trzy­mam kciuki. Pole­cam tę ale­gro­wiczkę.

A tu kupi­cie wer­sję papie­rową -> KLIK i tu też -> KLIK
Ebo­oki tu -> KLIK, ale suge­ruję papier, bo ma poślady na okładce (cho­ciaż ofi­cjalna wer­sja brzmi, że to plecy. Taaa, a ten ślad po depi­la­cji bra­zy­li­skiej to skąd?).

A to widziałeś?