Hejting, Wysypisko

Umówiłam się z bogatym, a przyszedł biedny! Drogie Cosmo, jak żyć?

09/11/2018

Akcja jest tego typu, że mia­łem w pla­nach napi­sać porno dla Gra­ży­nek. Nie­stety pro­jekt się wysy­pał, kiedy oka­zało się, że mój boha­ter wiecz­nie jedzie na debe­cie, nie zdej­muje skar­pet pod­czas “fikoł­ków” i docho­dzi po trzech pchnię­ciach. No sorry, ale z taką mele­petą zbyt wiele nie da się zdzia­łać w tej branży. Nie­mniej jed­nak, kiedy plan był jesz­cze aktu­alny, wysła­łem Madzię na baza­rek, żeby kupiła mi bab­ską prasę. Wie­cie, Cosmo, Gla­mour, Fili­pinka, Chwila dla Cie­bie, Twój Styl, Mój Pies, itd. Miała przy­nieść, ile da radę dźwi­gnąć. No i przy­ni­soła. Dwa stosy, które pil­nie stu­dio­wa­łem pod­czas posia­dó­wek. Cho­dziło o to, żeby poznać kobiece spoj­rze­nie na świat i póź­niej w książce wziąć was pod włos #Best­sel­ler. Plan sprytny, jed­nak oka­zało się, że nie­wy­ko­nalny. Was się nie da ogar­nąć, za duży chaos. Przy­naj­mniej nie, bazu­jąc na na arty­ku­łach z kobie­cych pise­mek. Swoją drogą, serio je czy­ta­cie? Takiego rako­wi­ska to nawet na por­ta­lach dla madek nie widzia­łem. Kilka pierw­szych z brzegu nagłów­ków: “Jak być suką?” (po pro­stu niczego w sobie nie zmie­niaj i voila), “5 kosme­tycz­nych must have na festi­wal poni­żej 35 zło­tych” (i tu w pole­caj­kach rada, żeby sobie przy­kleić na łeb naklejki uni­corn dust za 3 zł. Cokol­wiek to zna­czy), “Prze­ciętna kobieta depi­luje się 7718 razy w życiu. Nie bądź prze­ciętna” (i tu piszą, że jak naświe­tlisz się lampą Zepter, to włosy wypadną raz, a dobrze. Jason Sta­tham potwier­dza), “Zasta­na­wia­łaś się kie­dy­kol­wiek, jak wyglą­dałby twój seks, gdy­byś uwzględ­niła fazy hor­mo­nalne swo­jego orga­nizu? Już nie musisz gdy­bać. Sek­sma­sterka spraw­dziła to na sobie” (Stwier­dziła, że do dupy. I to nie jest meta­fora). “Prze­te­sto­wa­łam life­style mojego faceta. I co odkry­łam? Spę­dza dużo mniej czasu na Insta­gra­mie i w łazience. Odży­wia się czy­stym glu­te­nem i nigdy nie zapala aro­ma­tycz­nej świeczki” (kurwa szok!). “Raz na jakiś czas wzdę­cia zada­rzają się każ­dej kobie­cie. Jeśli jed­nak cier­pisz na nie noto­rycz­nie, może to ozna­czać, że masz Haszi­moto” (Rada z arty­kułu: jedz kiszonki). W ogóle Haszi­moto to jest jakiś cho­ro­bowy ever­green. Boli cię głowa -> Haszi­moto. Jesteś gruba -> Haszi­moto. Jesteś chuda -> Haszi­moto. Mało zara­biasz -> Haszi­moto. Twój stary cię tłu­cze -> Haszi­moto. Przy­wa­li­łaś głową w słup -> patrzy­łaś w tele­fon zamiast na drogę Haszi­moto. W pew­nym momen­cie wyszło nawet, że ja też mam Haszi­moto, bo raz ucią­łem sobie kimeczkę o 17, a to ozna­cza, że orga­nizm jest wycień­czony, a jest wycień­czony, bo mam Haszi­moto. Pro­ste.
biedakJed­nak ja nie o tym, bo te arty­kuły jesz­cze jako tako prze­trwa­łem. Ale! Ale póź­niej tra­fi­łem na takie złoto, że do teraz leżę na pod­ło­dze (a leże nie dla­tego, bo mam Haszi­moto, tylko ze śmie­chu spa­dłem z krze­sła). Otóż kilka lat temu wybuchł trend na por­tale rand­kowe dla sugar tatuś­ków. Wie­cie, młode dziu­nie uma­wiają się z kasia­stymi dziad­kami i w zamian za “wspólne spę­dza­nie czasu”, dostają gifty. Coś jak modelki z Dubaju tylko bar­dziej sta­cjo­nar­nie. No i okej, nie oce­niam. Ale! Ale arty­kuł w Cosmo donosi, że źle się dzieje na rynku dla mło­dych, atrak­cyj­nych, szu­ka­ją­cych spon­so­rów, bo oka­zję zwie­trzyli nacią­ga­cze. I wyobraź­cie sobie, że jest grupa typów, któ­rzy osią­gnęli czarny pas w sprze­da­wa­niu ściemy i oszu­kują te biedne dziew­częta, szu­ka­jące praw­dzi­wej miło­ści (XD). Zazwy­czaj wygląda to tak, że goście mają fał­szywe Insta­gramy, na któ­rych pozują z jach­tami i dro­gimi furami, ale myk jest taki, że te bryki i łodzie w rze­czy­wi­sto­ści wcale nie są ich (no kto by pomy­ślał, że koleś, który do Cie­bie zarywa, nie jest milio­ne­rem?). Mało tego, snują na cza­cie roz­pa­la­jące wyobraź­nię histo­rie, chwa­ląc się, gdzie to nie byli, z kim nie pili i ile hajsu nie prze­pu­ścili, bo taki mieli kaprys. Ukła­dają te nie­winne nie­wia­sty przez inter­net, budują więź, po czym pro­po­nują spo­tka­nia, obie­cu­jąc w rewanżu złote góry. A póź­niej docho­dzi do meetingu twa­rzą w twarz i oka­zuje się, że to wszystko lip­ton, bo koleś ni chu chu, nie wygląda jak na zdję­ciu pro­fi­lo­wym i wcale nie jest jest eks­cen­trycz­nym hip­ste­rem, który ubiera się w ciu­chy vin­tage, tylko zapusz­czo­nym klo­szar­dem. I że wcale nie zapo­mniał port­fela, tylko jest goło­dup­cem, który nadal mieszka z rodzi­cami. I te poszko­do­wane babeczki się prują, że to skan­dal, że jak tak można mar­no­wać mój czas na puste rela­cje, kiedy zamiast bujać się z bie­da­kiem, mogła­bym poznać kogoś “war­to­ścio­wego”. Czy to nie iro­niczne? Pła­czą, że cze­kały na te obie­cane 20 tysięcy euro za wspólne spę­dze­nie nocy, tym­cza­sem tygo­dnie mijały, a kasy jak nie było na kon­cie, tak nie ma, i tele­fon dziw­nym tra­fem też nie odpo­wiada. Przy­pa­dek? No dra­maty więk­sze niż w “Trud­nych spra­wach”. Arty­kuł został zwi­zu­ali­zo­wany wzru­sza­jącą histo­rią Eli, która, cytuję:
 

“Poszu­ki­wa­nie lep­szego sta­tusu znam z autop­sji. W zeszłym roku musia­łam prze­le­wać na konto mojej mamy nie­malże każdą wypłatę, aby zwró­cić jej pie­nią­dze poży­czone na wyma­rzoną torebkę Prady. Moim marze­niem jest pen­sja, która pokryje codzienne życie, wyna­jem miesz­ka­nia i star­czy na takie wła­śnie luk­susy. Póki co jest poza moim zasię­giem”.
 

I dla­tego Ela posta­no­wiła pójść na skróty i zalo­go­wać się na por­talu dla sugar tatuś­ków. Nie­stety chu­jowo wypeł­niła pro­fil (zdję­cie ze świąt w stroju reni­fera ), przez co dostała tylko jedną wia­do­mość: “Poły­kasz?”. Zde­cy­do­wała się popro­sić o radę bar­dziej doświad­czo­nych kole­ża­nek, po czym zgod­nie z ich wska­zów­kami, zmie­niła pro­fi­lówkę na sel­fiaka z wyeks­po­no­wa­nymi boob­sami i ustami napom­po­wa­nymi na maxa, bo świeżo po zabiegu. Efekt? Wie­czo­rem miała pełną skrzynkę. Z tłumu chęt­nych wybrała Ste­fana. Ste­fan na fot­kach wyglą­dał jak milion dolców, z gadki też kozak, więc się uma­wiają. Docho­dzi do spo­tka­nia i tu sur­praj­sik, bo Ste­fan poja­wia się w pod­ro­bio­nym swe­trze Laco­ste (logo kro­ko­dyla na pół metra), podar­tych adi­da­sach, capi “Kor­sa­rzem” z kio­sku Ruchu i ma więk­szą szczerbę niż Karo­lak dia­stemę. W dodatku nie chce gadać o kasie, bo niby jak się całymi dnia obraca milo­nami, to póź­niej trzeba od niej odpo­cząć. Ponadto cały czas odbiera tele­fon i rzuca tek­sty w stylu: “Prze­łóż moje jutrzej­sze spo­tka­nie w Paryżu”, “W sobotę będę w Los Ange­les, to pod­pi­szemy papiery”, żeby po chwili zdra­dzić w roz­mo­wie, że się nie wysy­pia, bo nie ma zasłon w domu. Eli coś tu ewi­dent­nie śmier­dzi, bo niby taaaaki bogacz, a zasłon nie ma, ale na wszelki wypa­dek daje się ukłuć, bo to jed­nak nigdy nie wia­domo, a byłoby szkoda, gdyby póż­niej się oka­zało, że typ fak­tycz­nie kitra Bit­co­ina w skrpe­cie. Szanse były fyfti-fyfti, nie­stety tym razem pech. Nastep­nego dnia Ste­fan magicz­nie się roz­pływa (obsta­wiam, że to sprawka Tha­nosa), ale Elka nie daje za wygraną i roz­po­czyna śledz­two, które koń­czy się odkry­ciem kil­ku­na­stu fej­ko­wych sugar kont Ste­fana. Na każ­dym podaje inny zawód i miej­sce zamiesz­ka­nia. Baa Elka tra­fia jesz­cze na inne dziu­nie, które rów­nież zostały przez gościa prze­krę­cone. Jest obu­rzona i znie­sma­czona fak­tem, że takie rze­czy spo­ty­kają nie­winne, uczciwe kobety. Posta­na­wia, że koniec z tym. Ale nie ma tu na myśli wylo­go­wa­nia się z por­talu i pój­ścia do roboty. Nope, po pro­stu obie­cuje sobie, że już nigdy nie da się nabrać na salty tatuśka (czyli bie­daka nacią­ga­cza, który udaje milio­nera). Prze­sła­nie arty­kułu brzmi mniej wię­cej tak: “Kobiety pil­nuj­cie się, bo świat jest okrutny i dookoła czai się mnó­stwo okrop­nych kolesi, któ­rzy chcą was wyko­rzy­stać” (aż chce się rzu­cić przy­sło­wiem o wojo­wa­niu mie­czem).
 

W tym miej­scu pomy­śla­łem sobie, że to cał­kiem fajna histo­ria tylko szkoda, że przy oka­zji zaje­bi­ście nacią­gana, bo zapewne zło­żona z plo­te­czek i wyobra­żeń autorki. Poza tym cał­ko­wi­cie nie przy­sta­jąca do pol­skich realiów. Ale czy aby na pewno? Posta­no­wi­łem to spraw­dzić… i oka­zuje się, że w Pol­sce takie por­tale rów­nież dzia­łają, a i pro­de­ce­der salty tatuś­ków nie jest nam obcy.
milioner

sugarbabes

Dro­gie Sugar­BABY, jeśli kie­dy­kol­wiek zosta­ły­ście oszu­kane przez Salty Tatuśka, to chcia­łem wam powie­dzieć, że… 
.
.
.
.
.
.
.
NAWET MI WAS NIE ŻAL! #KARMA


P.S. 
Na blo­ga­sku z radami, jak sie nie dać nabrać na salty daddy, jest też arty­kuł tłu­ma­czący, na czym polega róznica mię­dzy pro­sty­tu­cją, a byciem luk­su­sową utrzy­manką. Szcze­gól­nie spodo­bały mi się dwa aka­pity — o kon­ster­na­cji eko­no­mi­stów i że utrzy­manka też potrafi kochać, ale w szcze­gólny spo­sób <3. Od dziś pre­nu­me­ruję Cosmo #Złoto

prostytucja

A to widziałeś?