Hejting

Quo Vadis blogosfero?

10/04/2017

Nie chcę bru­dzić we wła­snym gnieź­dzie, ale muszę powie­dzieć to gło­śno: blo­gos­fera ssie. Ostat­nio (od jakiś dwóch lat) mam kry­zys twór­czy, w związku z czym zro­bi­łem sobie wycieczkę po popu­lar­nych blo­gach, co by cosik spla­gia­to­wać się zain­spi­ro­wać i co się oka­zuje? Nie tylko ja jestem w kry­zy­sie. Dzi­żas jakie „my” gówno popeł­niamy. Ot same zapchaj dziury, byle tylko wyro­bić normę i odha­czyć kolejny tydzień. Więk­szość tek­stów miałka, bez opi­nii i pazura. Wszyst­kim wszystko się podoba, a jak już scho­dzi kry­tyka to deli­katna, żeby Broń Boże ktoś się nie obra­ził i nie zapi­sał w zeszy­ciku „Temu blo­ge­rowi gra­ti­sów nie prze­sy­łamy”. Szcze­rze? Prze­staje mnie dzi­wić, że tylko blo­ge­rzy czy­tają blogi i póź­niej scho­dzi pato­lo­gia typu szu­ka­nie fra­jera, który pój­dzie na wymiankę komen­ta­rzy albo lajk za lajk. W ogóle z tym komen­ta­rzami to też jazda bez trzy­manki. Na forach blo­ger­skich (jup, są takie) afery, że ktoś komuś sko­men­to­wał już 2 dni temu, ale sam nie otrzy­mał jesz­cze kom­cia w rewanżu tudzież pre­ten­sje, bo komen­tarz jałowy: „Fajny wpis? To wszystko, na co Cię stać? Zgła­szam do admina!” Z miej­sca przy­po­mina mi się Nasza Klasa i słynne „Ślicz­nie razem wyglą­da­cie” pod każ­dym zdję­ciem, bez zna­cze­nia, czy na fotce był Brad z Ange­liną, czy Tiger z Kobrą (sprawdz­cie na youtube). Pytam się, po cho­lerę wam fej­kowe kom­cie? To tro­chę jak z byciem „cia­chem”. To, że matka i bab­cia Ci tak mówią, to jesz­cze nic nie zna­czy. Trofka wpada, dopiero kiedy usły­szysz to na mie­ście od nie­zna­jo­mej bia­ło­gło­wej. Co naj­lep­sze, na tych samych forach „kom za kom” prze­wi­jają się blo­ge­rzy, któ­rzy publicz­nie krzy­czą, że im wcale nie zależy na sta­ty­sty­kach, ot piszą z pasji. Z pasji to Frytka klęk­nęła przed Kenem w Big Bro­the­rze. Skoro udo­stęp­niasz swoje tek­sty publicz­nie i szu­kasz wymian komci, to znak, że jed­nak zależy Ci na publice. Może, zamiast tra­cić czas na żebro­lajki warto spró­bo­wać zawal­czyć tre­ścią? Ile razy można mie­lić prze­pis na scha­bo­wego? Ile razy zapę­tlać się w jakieś wyli­czanki z dupy? Weźmy pierw­szy z brzegu wpis, „7 spo­so­bów na udany pora­nek”. Serio? Nie szkoda czasu na taki bul­l­shit? Zaj­rzyjmy jed­nak do środka:
1. Przed snem zrób sobie kąpiel z bąbel­kami, to pozwoli się zre­lak­so­wać;
2. Zanim się poło­żysz, przy­go­tuj dru­gie śnia­da­nie do pracy/szkoły, oszczę­dzisz czas rano;
3. Połóż się spać o 22. Wypocz­nij;
4. Pomyśl przed zaśnię­ciem o czymś przy­jem­nym. Nastrój się;
5. Ustaw na alarm łagodną muzykę. Oszczę­dzisz sobie szoku;
6. Wstań 10 minut wcze­śniej. Twoja chwila odde­chu przed cięż­kim dniem;
7. Po prze­bu­dze­niu wypij szklankę wody z cytryną. Niech orga­nizm się nawodni.


Kto to pisał? Beata Paw­li­kow­ska? Po pierw­sze życie jest za krót­kie, żeby kłaść się o 22, po dru­gie, jesli tak dalej pój­dzie, to zaraz będziemy ludziom tłu­ma­czyć jak się wiąże sznu­ro­wa­dła, bo w końcu to roc­ket science, a po trze­cie Bitch ple­ase! Powiem wam, jak wygląda pora­nek praw­dzi­wego blo­gera.
1. Obie­cu­jesz sobie, że poło­żysz się max o pół­nocy, po czym do gry wcho­dzi Net­flix i Play­sta­tion;
2. Idziesz do wyra o 2:30 i to tylko z (resz­tek) roz­sądku;
3. Kła­dziesz się, myślisz „luzik, mam jesz­cze 4 godziny snu, więc nie jest tak naj­go­rzej”, po czym pró­bu­jesz zasnąć…. ale nie możesz, bo Twój mózg uznaje, że to ide­al­nym moment, żeby zacząć hur­towo pod­rzu­cać zaje­bi­ste pomy­sły – star­tup, apka na smart­fona, pomysł na hejta, nokau­tu­jąca ripo­sta do roz­mowy sprzed 2 dni, tego typu akcje. Gdzieś pomię­dzy kołata się jesz­cze myśl o siku. Zasta­na­wiasz się, czy wstać, czy prze­trzy­masz do rana? Wsta­jesz. Wra­ca­jąc bie­rzesz łyczka coli i robi Ci się nie­smak w pysiu, bo zaszła reak­cja coli z pastą do zębów.
4. 3:40 na zega­rze, ale jakimś cudem w końcu odpły­wasz
5. Igno­ru­jesz trzy budziki i pięć drze­mek. Budzisz się, dopiero kiedy luba dźga Cię pal­cem w boczek…. tak głę­boko, że dotyka śle­dziony. Niczym rażony para­li­za­to­rem zry­wasz się do pozy­cji sie­dzą­cej.
6. Uspo­ka­jasz oddech, dra­piesz po mosz­nie, pró­bu­jesz ogar­nąć, gdzie jesteś, co się stało i jaki mamy dzień tygo­dnia.
7. Zbie­rasz w sobie całą ener­gię wszech­świata i powłó­cząc nogami, prze­no­sisz do łazienki. Zgod­nie ze starą prawdą ludową: „Kto rano wstaje ten leje jak z cebra”, sikasz przez 2 minuty, następ­nie ście­rasz mocz ze ścian i sza­fek #poranny #drąg, aż wresz­cie prze­cho­dzisz do poważ­niej­szych tema­tów, czyli pod­my­cia pachy, szczoty i zębów. Pod­czas tej ostat­niej czyn­no­ści patrzysz w swoje lustrzane odbi­cie i odli­czasz, który to już dzień Two­jego życia, kiedy wsta­jesz do roboty, bo potrze­bu­jesz pie­nię­dzy, a nie z pasji.
8. Wycho­dzisz z psem, spo­ty­kasz sąsiada, który wyszedł w tym samym celu. Odby­wa­cie nie­zręczny small talk. 2 minuty póź­niej cią­gniesz psa z powro­tem na chatę, wycią­gasz przy­pad­kową rzecz z lodówki i zapier­ni­czasz na przy­sta­nek, wkur­wiony, że zaspa­łeś i dwójkę przyj­dzie Ci robić w robo­cie #zło. Dalej to już tylko korki, ZTM i przy­tu­lasy z obcymi ludźmi, któ­rzy w prze­ci­wień­stwie do Cie­bie uznali, że jak się dzi­siaj nie pod­myją, to prze­cież świat nie­prze­sta­nie się nagle krę­cić. Na koniec przyj­mu­jesz zjebę od szefa za kolejne w tym tygo­dniu spóź­nie­nie i jest Ci z tego powodu tak bar­dzo wszystko jedno, że nawet odpusz­czasz kla­syczną ściemę: „To nie moja wina, wypa­dek był na Jero­zo­lim­skich”. Następ­nie przez kilka godzin zawi­jasz w te sre­berka, hej­tu­jąc w myślach cały świat, aż w końcu wra­casz na chatę i masz to swoje wyma­rzone 5 minut, żeby roz­siąść się jak król na sofce i… a nie, jed­nak nie masz, bo nie wia­domo skąd zro­biła się już 22, czyli czas, kiedy powi­nie­neś pójść spać według laj­fsta­lo­wych blo­ge­rek. Spa­daj­cie na drzewo ze swo­imi radami za dychę.


Mam świa­do­mość, że teraz gene­ra­li­zuję, ale kuźwa nie tak sobie wyobra­ża­li­śmy blo­gos­ferę w 2017 roku. Nasze zda­nie miało się liczyć, ludzie mieli o naszych wpi­sach szep­tać na kory­ta­rzach i w tram­wa­jach, tym­cza­sem prze­gry­wamy z gifami śmiesz­nych kot­ków i youtu­be­rami z dzie­wi­czym wąsem, któ­rzy grają w gry. Żal. Kiedy ostat­nio media pod­chwy­ciły temat roz­po­częty w blo­gos­fe­rze? Jeśli nie liczymy afery, w któ­rej jakaś blo­gerka paren­tin­gowa wycią­gnęła boobsa w knaj­pie, za co została kar­nie nomi­no­wana do opusz­cze­nia lokalu, to nie pamię­tam. I żeby nie było, ja też się do takiego stanu rze­czy przy­kła­dam, tra­cąc czas na komen­to­wa­nie „Azji Express” zamiast zająć się rze­czami, które kogoś obcho­dzą. Sorka. 

  • Ewe­lina DG

    Uwiel­biam Cie typie!

  • A ja to se myślę, że blo­gos­fera ożyje jak będzie wię­cej takich jak Ty, co mają nie­wy­pa­rzoną gębę i jed­no­cze­śnie umieją w literki. Takie były blo­gos­fery początki, że blo­ge­rzy mieli być nie­za­leżni, wbi­jać kij w mro­wi­sko i takie tam, a potem się poja­wiły wpisy spon­so­ro­wane, buzi­buzi z agen­cjami i kółka wza­jem­nej ado­ra­cji (np. my :P). A no i jesz­cze “to tylko moje zda­nie, ale…” albo “bez urazy, ale…” i inne takie bułkę przez bibułkę pierdu pierdu. Brrrr.

    A i jesz­cze wypo­wiem się, że kie­dyś też byłam na tych gru­pach dla blo­ge­rów, bo dla kogoś, kto ma 2 czy­tel­ni­ków (chło­pak i mama) to jest nie­zła metoda, żeby zro­bić jakiś ruch na start i poznać innych począt­ku­ją­cych i mniej począt­ku­ją­cych blo­ge­rów. Ale w końcu też rzy­gnę­łam tym bar­dzo, bo zro­biło się za bar­dzo przedszkolnie.

    • Każdy był, ale mało kto daje radę tam wysie­dzieć, cho­ciaż nie prze­czę, że są tam też sen­sowi ludzie, z któ­rymi zna­jo­mość da się prze­nieść w inne miej­sce. Przy oka­zji sha­re­we­eku duma­łem sobie nad Twoim znik­nię­ciem i to nie może tak być, że się wyłą­czasz. Jak nie masz czasu pisać regu­lar­nie u sie­bie, to ja Ci zro­bię tutaj kącik “Dri­ving nuts” i będziesz mogła publi­ko­wać kiedy naj­dzie Cię ochota, bez żad­nej cen­zury i przy­pi­sy­wa­nia sobie Two­ich zasług. Po pro­stu byłaby szkoda, gdy­byś skoń­czyła z pisa­niem. Powiedz słowo i jedziemy z koksem.

      • <3
        Jeju, nikt mnie tak nie dopin­guje, aż nie wiem co napi­sać. (Dziękuję!)

        Ja wrócę, serio, tylko anty­de­pre­santy muszą się roz­krę­cić;) tro­chę żar­tuję, nie będę tu offto­po­wać, ale mam już nawet napi­sany wpis o tym dla­czego teraz nie piszę.

        Btw ta pro­po­zy­cja jest nie­zwy­kle kusząca, bio­rąc pod uwagę, że nie musia­ła­bym się już bawić w social media, no i na start dosta­ła­bym 10k czy­tel­ni­ków gra­tis, ale to byłoby jed­nak pój­ście na łatwi­znę tro­chę. Albo nawet bardzo. 😀

    • Ale może nie każdy chce mieć nie­wy­pa­rzoną gębę? Nie rozu­miem czemu żeby być faj­nym trzeba być pyskatym.

      • Wystar­czy, jesli prze­staną bać się wyra­żać wła­sną opi­nię #spa­lone #mosty #agencja

      • Nie napi­sa­łam, że żeby być faj­nym trzeba być pyska­tym, przez nie­wy­pa­rzona gębę rozu­miem raczej wyra­ża­nie swo­jej opi­nii bez zasta­na­wia­nia się, czy aby na pewno nikogo ona nie urazi i czy aby na pewno wszy­scy przy­kla­sną i czy będzie dosta­tecz­nie tęczowo i jed­no­roż­cowo. Można swoją opi­nię wyra­żać bar­dzo kul­tu­ral­nie i aser­tyw­nie, a jed­no­cze­śnie nie być kolejną słod­ko­pier­dzącą per­fek­cyjną panią domu czy inną wykre­owaną mimozą.

  • No i za to Cię kochamy!!
    No dobra, za heheszki też 🙂

    • Ja już zostanę z hehesz­kami z cele­bów, ale reszta blo­gos­fery ma jesz­cze szansę 😉

      • Drugi blog zakła­daj. Cho­ciaż tego szkoda, bo dawno już nie natra­fi­łem na tak dobre połą­cze­nie hehesz­ków z głęb­szym sen­sem i do tego kupa poży­tecz­nego info okra­szo­nego zacnymi zdję­ciami.
        Szkoda by Cię było, jakby Ci się kry­zys przeciągnął 😉

  • Sza­ta­nica

    Przy­znaje blo­gów nie czy­tam, z racji tego iż uwa­żam że to towa­rzy­stwo wza­jem­nej ado­ra­cji :/ do Cie­bie zaglą­dam po raz pierw­szy;) (nie licząc fejs­buczka) i zosta­wiam jakże upra­gnio­nego kom­cia;) PS Azje Express sobie mozesz odpu­ścić byleś Greya dalej komen­to­wał;) ave!
    PS2 gdyby nie trze­ba­bylo logo­wać sie milion razy w jakichś apkach i następny milion razy potwier­dzają swej toż­sa­mo­ści komen­ta­rzy byłoby więcej!!

    • Prze­cią­gnąć ludzia z fejsa na bloga to jak tra­fić kumu­la­cję w totka. Serio. Komć idzie do oprawy i zawi­śnie w hono­ro­wym miej­scu.
      Zga­dzam się, że czy­tel­nicy mają na dzień dobry mnó­stwo scho­dów, żeby nor­mal­nie zosta­wić kom­cia. Na takie rze­czy zaczyna zwra­cać się uwagę dopiero będąc po dru­giej stro­nie ekranu.

  • Spoko, nie jest tak źle. Mam wra­że­nie, że my po pro­stu już tak głę­boko wsią­kli­śmy w to całe blo­go­wa­nie, że nie pamię­tamy, że dla czy­ta­ją­cych to wszytko to jest zupeł­nie kosmos. Jakieś komen­ta­rze, domeny, “dary losu”, zasięgi, “kom­cie”, to wszystko by trzeba było tłu­ma­czyć od pod­staw, żeby nor­malni czy­tel­nicy (nie blo­ge­rzy) rozu­mieli o czym piszemy.
    No chyba że czy­tają nas już tylko fak­tycz­nie blo­ge­rzy i nikt więcej. 😉

    • Jestem świa­domy, że sku­pi­łem się tylko na ciem­nej stro­nie. Ostat­nio tar­gają mną różne pyta­nia o sens blo­go­wa­nia #kry­zys, ale spró­buj spoj­rzeć na blo­gos­ferę z boku, jak czy­tel­nik nie twórca. Nie masz wra­że­nia, że piszemy o nie istot­nych rze­czach, że jeste­śmy któ­rymś w kolej­no­ści ogni­wem, które prze­żuwa znaną już infor­ma­cje, kiedy powin­ni­śmy cza­sem przy­wa­lić w mięk­kie i wywo­łać jakąś debatę, być nadawcą a nie prze­kaź­ni­kiem. Wia­domo, że teraz znowu jadę za sze­roko, bo kate­go­rii blo­go­wych jest miliard i 99% sie­dzi w niszach, nie­mniej jed­nak blo­gos­fera powinna mieć coś do powie­dze­nia i wywie­rać pre­sję na publi­cy­stach prasowych.

      • Pyta­nie, czy takiego “obcemu” czy­tel­ni­kowi się chce w ogóle zasta­na­wiać nad czymś innym, niż to, jak kre­atyw­nie wstać z łóżka? Moje ośmio­let­nie dzie­cię jak nie patrzę piłuje fil­mi­kami na yt z kole­siami, któ­rzy grają w grę. Już tam pies jebał, jakby grali w Tomb Raidera, a tu nie — ciu­pią w jakieś kasza­nia­ste gierki robione we fla­shu, co to żal i trwoga na to patrzeć. Ale to jesz­cze pikuś — sam dawno temu sta­łem przy auto­ma­tach i patrzy­łem, jak goście napie­przali w River Raid, więc rozu­miem. Ba, nawet wygod­niej, bo nogi nie bolą i się nie ciśniesz z innymi prysz­cza­tymi.
        Ale witki mi opa­dły, jak jeden koleś nie powiem jaki, uru­cho­mił wpłaty po 2,3,5 zł od łeb­ków i Młody mnie zapy­tał, jak można takie kom­pu­te­rowe pie­niążki gościowi wysy­łać. Ośmio­la­tek jest jesz­cze za mały, żeby sam ogar­nąć temat, więc wci­sną­łem mu pauzę i wytłu­ma­czy­łem, że jeśli nie chce wię­cej zaba­wek i kart ze zwie­rząt­kami z Bie­dronki, to może mu SWOJE pie­niążki wysy­łać. Zro­zu­miał, ale nie wiem na jak długo star­czy mu rozumu i sil­nej woli 🙂 Ale co z takimi 10–12 lat­kami, któ­rzy już ogar­niają kuwetę, a sta­rzy zosta­wili im loginy do Pay­pala, żeby sobie np. zamó­wili pizzę, jak wra­cają póź­niej do domu? Ja bym kurwa spać nie mógł, bo by mnie wyrzuty sumie­nia zagry­zły.
        Tak, że ten, jeśli cho­dzi o ten sens i głęb­szy sens w blo­gos­fe­rze, to już chyba go za dużo nie ma. Bo i widzę, że coraz mniej to komu­kol­wiek potrzebne.

  • Szy­mon | pomensku

    Ej, gościu, a to nie jest przy­pad­kiem tak, że jeste­śmy wła­śnie na tym wypu­kłym cycuszku sinu­so­idy blo­gos­fery? Bo zobacz, zaczęło się od nie­po­kor­nego kon­te­sto­wa­nia wszyst­kiego, wbi­ja­nia szpi­lek w dupę, mie­sza­nia firm z budy­niem i innych inb, a po cza­sie wszy­scy byli już Komin­kami. Wcho­dząc na jaki­kol­wiek wpis wie­dzia­łeś, że autor ugry­zie temat od dru­giej strony i będzie w naj­bar­dziej oczy­wi­sty spo­sób plótł głu­poty — byle były cał­ko­wi­cie sprzeczne z opi­nią ogółu. “Wszy­scy śmiejo się ze Zmierz­chu? Napi­szę, że jo go lubia!” Z cza­sem stę­że­nie zie­wów wzro­sło tak bar­dzo, że szambo wybiło.

    I tak od kilku lat mamy zalew pozy­tyw­nej blo­gos­fery. Inspi­ra­cje, współ­praca i nawią­zy­wa­nie przy­ja­ciel­skich rela­cji były dla czy­tel­ni­ków czymś nowym, odżyw­czym. Zerwano z wize­run­kiem blo­gera nerda, który nadaje kodem binar­nym z zawil­głej nory i poja­wił się blo­ger 2.0. Ten przy­ja­zny, uśmiech­nięty, inspi­ru­jący, do któ­rego paczka rekla­mowa pasuję jak białe trampki do rurek. Jak sojowe latte do brody. Ba, ta paczka wręcz sama się wysyła. Blogi stały się białe. Smy­ra­nie się po nosku cał­ko­wi­cie wygrało z walką na patyki z kupą. I to było dobre, bo wszy­scy chcie­li­śmy takie blogi czytać.

    A teraz powoli się to zmie­nia. Już po Youtu­bie widać, że nad­cho­dzi czas pyska­tych buców. Znów będzie w cenie sypa­nie sobie pia­skiem do maj­tek i strze­la­nie w dupę z jarzę­bi­no­wej pukawki. Scho­dzimy z sinu­so­ido­wego cycuszka przy­ja­zno­ści i kie­ru­jemy się w stronę blo­go­wych dram. Bierz sanki i zjeż­dżaj z tej górki! Mam już przy­go­to­wany popcorn 😉

    • Możesz mieć rację, choć przy­znaję, że o wiele bar­dziej do mnie tra­fiały tek­sty blo­ge­rów sta­rej gwar­dii, kiedy jesz­cze byli nie­obli­czalni i nie wia­domo, czy przy­pie­przą, czy pochwalą. Mam wra­że­nie, że Ci co się już prze­bili wrzu­cili na luz i odci­nają kupony, a młoda gwar­dia cyka się robić bloga po swo­jemu. Czy­tają porad­niki jak odnieść suk­ces, zmie­niają lay­outy, styl pisa­nia, trzy­mają z wszyst­kimi sztamę, żeby nie spa­lić sobie szans na głosy w ran­kin­gach. Nie zmie­rzam do tego, żeby cho­dzić z pianą na pysku i gryźć się z wszyst­kimi, ale faj­nie by było gdyby blogi znowu stały się opi­nio­twór­cze. Po co wcho­dzić na blogi książ­kowe, skoro wszyst­kie recki są pozy­tywne (bo ina­czej wydawca ode­tnie kurek z dar­mo­wymi książ­kami)? Nie ufam bez­piecz­nym opiniom.

      • Szy­mon | pomensku

        Zga­dza się. To tro­chę tak jak z tor­tem. Gdy sma­kuje to mówimy: “O, stary, zaje­bi­sty! Mmmm, pycha, DEJ PSZEPIS”. Ale gdy już nie bar­dzo, to nie powiemy, że ssie. Mówi się wtedy, że tort jest: “dobry, TAKI KWASKOWY”. Podob­nie jest z blogami.

        • Dosk­nałe porównanie

  • Blogi są dość nowym medium. Jesz­cze parę lat temu nikt nie miał tegoż, prócz dzieci z neo­stradą (no może wię­cej niż parę). Dziś wła­sny kom­pu­ter ma każdy sied­mio­la­tek. I każdy z nich zakłada bloga, bo kasa leci stru­mie­niami, dary losu nad­jeż­dżają cię­ża­rów­kami, sza­cun na dzielni i laski w łóżku. Nie ma się co oszu­ki­wać, blo­ge­rzy stają się współ­cze­snymi cele­bry­tami. Pro­blem polega na tym, że nie każdy ma coś war­to­ścio­wego do prze­ka­za­nia. Gor­sze od tego jest to, że widow­nia chce rzy­gów, pier­dów, zamiast tre­ści inte­li­gent­nych i dłu­gich. Jak za dużo czy­ta­nia i myśle­nia, to nie. I tak tre­ści, o któ­rych mówisz, typu: jak się wyspać w week­end, czy jak nie przy­pa­lić zupki chiń­skiej, mają naj­wię­cej wyświe­tleń. Bo to nie wymaga myśle­nia. A co z oso­bami, które miały war­to­ściowe tre­ści? Albo już im się nie chce, bo “nie muszą”, albo zrów­nują się pozio­mem z całym oto­cze­niem, albo czy­tają to, co się sprze­daje i im ode­chciewa się wszyst­kiego. Teraz się liczy sprze­daż. Przed­sta­wi­ciel marki, która chce współ­pra­co­wać z blo­ge­rami, ma w nosie con­tent, czy poziom tre­ści. Inte­re­suje go tema­tyka i zasięg.

    Dla mnie to jest pro­ste. Tak działa rynek. Ludzie wolą gówno, niż tort cze­ko­la­dowy? Dajmy im dużo gówna!

    • Trudno się nie zgo­dzić. Jeśli ktoś dobrze pisze, ale długo nie dostaje feed­backu, wysoce praw­do­po­dobne jest, że albo porzuci bloga, albo zmieni się na podo­bień­stwo tych popu­lar­nych. Tro­chę szach mat.

  • Ala Byk

    Kie­dyś blogi zawie­rały treść. Lep­szą, gor­szą, ale zawsze treść. Teraz blogi wypeł­nione są zdję­ciami, gifami i tak, jak wspo­mi­nasz, kół­kami wza­jem­nej ado­ra­cji. Przy­znam szcze­rze, że jedyne blogi na które wcho­dzę to Twój i kilka blo­gów książ­ko­wych, cho­ciaż uwa­żam, że ta strefa w blo­gos­fe­rze jest chyba naj­gor­sza. Kopio­wa­nie recen­zji ksią­żek, zakła­da­nie blo­gów dla egzem­pla­rzy recen­zenc­kich, walka o patro­naty na okład­kach (jest taka blo­gerka, któ­rej logo jest chyba na każ­dej okładce, a “Wszyst­kie odcie­nie czerni” Feli­cjań­skiej nazywa powie­ścią, która zmu­sza do reflek­sji :P), same pozy­tywne recen­zje, nawet ksią­żek, które obiek­tyw­nie rzecz bio­rąc są kupą. Ech, syf bród i ubó­stwo. Ty się nigdy nie zmie­niaj i nie dosto­so­wuj. Piszesz dokład­nie to, co sama chcia­ła­bym prze­ka­zać, ale nie chce mi się zakła­dać bloga :p

    • True true. Ja już chyba sobie poza­mia­ta­łem u daw­ców “darów losu” moją nie­wy­pa­rzoną mordką, więc pozo­staje mi tylko bycie sobą.

  • Powiedzmy, że troszkę się zgo­dzę. Na pewno zgo­dzę się w kwe­stii sła­bych rad. Widzia­łam już chyba miliard tek­stów o poran­nym wsta­wa­niu, moty­wo­wa­niu się do pracy, pro­duk­tyw­no­ści, pla­no­wa­niu dnia, o tym jak te czyn­no­ści robili sławni ludzi, o tym jak być bar­dziej fit, bar­dziej slow, ale jed­no­cze­śnie mega pro­duk­tyw­nym… Roz­wa­lają mnie wpisy o tym, jak być kre­atyw­nym… Wpisy, które na każ­dym blogu są takie same. Meega kre­atyw­ność. I jest mnó­stwo takich tema­tów, które każdy blo­ger męczy i męczy. Pół biedy, jak ma fajny styl, ale to malutki pro­cent wszyst­kich. I grzech ten popeł­niają nawet bar­dzo znani blo­ge­rzy. Rozu­miem ich. Ludzie chęt­niej czy­tają to, co już wie­dzą. To się sprze­daje. A blo­ger sprze­da­wać się musi, to też rozu­miem (cho­ciaż nie­któ­rzy prze­sa­dzają, pisząc pra­wie wyłącz­nie wpisy spon­so­ro­wane… i mam uwie­rzyć, że piszę je z serca? jasne…).
    Ale. Znam tylko pewien wyry­wek blogs­fery w pew­nym wyrywku cza­so­wym. Nie mogę mówić że “wszy­scy”. Znam naprawdę faj­nych i nie­ba­nal­nych blo­ge­rów. trudno ich zna­leźć, czę­sto są niszowi, ale są. Może wielu jesz­cze nie odkry­łam. No więc jestem po pro­stu cier­pliwa i nie czy­tam tego, co mnie nudzi. A na forach dla blo­ge­rów w ogóle się nie pojawiam.

    • Tak pisa­łem ten tekst w pełni świa­domy, że ryko­sze­tem dosta­nie się dobrym blo­ge­rom. Ja też takich znam, lubię, pole­cam i czy­tuję, ale jak przej­rzysz ciur­kiem 50 loso­wych blo­gów, to jestem pewien, że zła­piesz się za głowę. Nie­stety Ci z dobrzy czę­sto giną w tłu­mie, a pró­buję oce­nić sytu­acje z punktu widze­nia czy­tel­nika, nie autora i zna­jo­mego innych blogerów.

  • Iwona D.

    Jak stwier­dził Grze­gorz Halama w jed­nym z mono­lo­gów “kie­dyś mówiło się, że ktoś pier­dzieli bez sensu nie­py­tany o zda­nie, dziś mówi się, że pisze bloga”.

  • Fajny tex­ściq, daje dyshq, kom­za­kom, like4like!
    Ps: nie jest Ci smutno, że komen­tują sami blogerzy ?

    • A to ktoś ma inne komen­ta­rze niz od blo­ge­rów? Teraz fak­ty­czie zro­biło mi się przy­kro 🙁 Zgła­szam do admina!

      • ja mia­łem kie­dyś jed­nego kom­cia od nie-bloggera, ale spo­koj­nie, zna­la­złem tą osobę w sieci i potem stal­ko­wa­łem przez jakiś mie­siąc — od tam­tej pory już wie, że takich rze­czy się­nie robi. Teraz też pro­wa­dzi bloga, natu­ral­nie eks­percko — coat­chin­gowo — sza­fiar­sko — kuli­narno — paren­tin­gowy i może komen­to­wać do woli. Tak się robi dobrą blo­gos­ferę a nie jakieś Blog­Fo­rum Gdańsk i liza­nie po zadach a’la JasonHunt 😉

    • Gon­ta­ria Natalek

      Ja cza­sem komen­tuję, a nie jestem blo­ge­rem 🙂 mi też się tekst podoba.

      • Prawda, Ty jest porząd­nym czy­tel­ni­kiem. Lajki i kom­cie od Cie­bie zawsze się zga­dzają. <3

  • Jak Ty jesteś w kry­zy­sie od początku pro­wa­dze­nia bloga, to co by było, gdy­byś two­rzył w dobrej pas­sie? Tekst, za tek­stem mógł by być niczym arcy­dzieło. 😉
    To, że takie rze­czy napi­sze jedna, to jesz­cze nie jest pro­blem (zda­rza się naj­lep­szemu, a nawet ambit­niej­sze ame­ry­kań­skie por­tale dla kobiet potra­fią coś takiego napi­sać), ale za chwilę każda ma dokład­nie taki sam tekst, z lekko zmie­nio­nymi zda­niami. I jedna przez drugą zachwala, “och jakie to wspa­niałe”.
    Lajki za lajki, czy kom­cie za kom­cie, to taka nie­pi­sana zasada — jak ktoś u Cie­bie sko­men­tuje, to mu odda­jesz, ale kie­dyś pró­bo­wa­łam odpo­wie­dzieć i nie dałam rady. Czuję, że 10 raz czy­tam podobny, miałki tekst, z brzyd­kimi zdję­ciami (a jak wia­domo, dla mnie zdję­cia są ważne) i nawet nie mam pomy­słu, co mogę napi­sać pod tym tek­stem. Odpu­ści­łam więc bawie­nie się w posze­rza­nie czy­tel­ni­ków wśród blo­ge­rów. Co cie­kawe, jak Ty nie sko­men­tu­jesz u nich, to oni raczej do Cie­bie sami też nie przyjdą, chyba, że na tej samej zasa­dzie.
    Dla­tego czy­tam tylko “wybrań­ców” i nie należę do “elitki”. Wolę praw­dzi­wych czy­tel­ni­ków, na któ­rych mam wpływ, któ­rych inspi­ruję, a nie wła­że­nie sobie wia­domo gdzie. 😉

  • Michał Bra­tos

    cza­sami komen­tują też nie blo­ge­rzy ;P
    fajny wpis, pozdrawiam

  • Pamię­tam jak na stu­diach dzien­ni­kar­skich któ­ryś wykła­dowca rzu­cił dobrym zda­niem — “Chcesz coś napi­sać, pomyśl naj­pierw czy masz coś do powie­dze­nia”. Do blo­gos­fery pasuje ide­al­nie.
    Blogi life­sty­lowe muszą wyróż­niać się tre­ścią i oso­bo­wo­ścią. Chyba te kółka wza­jem­nej ado­ra­cji to domena blo­gów life­sty­lo­wych i paren­tin­go­wych. W eks­perc­kiej czę­ści blo­gos­fery to się nie rzuca aż tak w oczy.

    • Gene­ral­nie sytu­ację można oce­niać w skali mikro i makro. W mikro każdy patrzy na swo­jego bloga i pisze to, co mu aku­rat sie­dzi w gło­wie, bez wni­ka­nia, czy jest to dla odbiorcy war­to­ściowy wpis. Jeśli aku­rat wypada słaby tydzień, to w sakli makro cała blo­gos­fera wygląda jakby pisała wyłącz­nie o dupie Maryni. Ja już zakle­pa­łem tema­tykę “pier­doły”, inni powinni pisać kon­krety, żeby robić nam dobrą opinię 😉

  • No cze­eeść, gdzieś już widzia­łam podobny tytuł wpisu 😉

    Rzy­gam blo­go­wym tru­izmem, bana­łem, byle­ja­ko­ścią, pora­dami na dobre życie, lep­szy start, lep­szą metę, mniej­szy fakap. Jest 01:03, gdy zaczy­nam pisać ten komen­tarz. Pew­nie spo­koj­nie nie położę się aż do 02:00–02:30. Bądźmy szcze­rzy — udane poranki są dla lamusów.

    Gor­sza od dwó­jeczki w pracy, jest tylko dwó­jeczka w Pol­skim Busie. Zna­czy się, ja tylko tak sły­sza­łam, bo wia­domo jak to jest z dziew­czy­nami i kupami.

    • Zaraz zaraz, czy Twój pojazd po blo­ge­rach miał tytuł Quo Vadis blo­gos­fero? Total­nie mi ucie­kło, sorka. Na swoją obronę powiem, że to 2 część cyklu. Pierw­sza brzmiała “Quo Vadis modo męska?”. Z tym pol­skim busem to true story. Ja jako blo­ger też takich rze­czy nie robię, ale “kolega” mi opo­wia­dał, że mu się przy­tra­fiło 😉 Trauma pozo­stała do dzisiaj.

      • Spoko, to było quo vadis blo­gere. Wia­domo, że z quo vadis jest jak z o kurwa — każdy (pra­wie każdy) użyje tych stwier­dzeń w wielu kon­tek­stach, nie­zli­czoną ilość razy w życiu.

  • Mar­cin Frankowski

    A może to po pro­stu tak, że jest zbyt wielu takich, co sądzą, że mają coś do powie­dze­nia, i w ich masie giną ci, co fak­tycz­nie coś cie­ka­wego napi­sać by mogli? Choć wypo­wia­dam się teo­re­tycz­nie, blo­ge­rem “laj­fstaj­lo­wym” nie jestem, i takich blo­gów nie czy­tam. No, poza tym, ale cza­sem faj­nie cią­gniesz łacha i nie jesteś taki do końca “bia­lutki, miły, gładki, lub­cie mnie wszy­scy, jesz­cze tro­chę posma­ruję się waze­liną, żebym głę­biej wszedł”. Choć porów­na­nie mam małe, bo prze­cież nie czy­tam. Więc może pigout ssie, ale z racji braku porów­na­nia i tak czy­tam 😉
    I w ogóle wia­domo, że kon­tent rośnie nie­ustan­nie, każdy łasi się na przy­szłe pre­zenty od spon­so­rów i kaskę za reklamy, ale po 2–3 latach pomy­sły i zapał zaczy­nają się koń­czyć, a jak ch..j z tego był na początku, tak i jest dalej.
    I w ogóle nie bar­dzo rozu­miem sens ist­nie­nia blo­gów laj­fstaj­lo­wych, choć może jestem lekko upo­śle­dzony i po pro­stu nie nadą­żam. Bo o ile rozu­miem tro­chę komen­to­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści w kpiar­skim tonie, to jakoś nacie­ra­nie się rze­czy­wi­sto­ścią na poważ­nie już do mnie nie przemawia.

  • O twoim blogu mówi wiele osób. Jed­nak nigdy nie wcho­dzi­łem. Dzi­siaj znowu gdzieś mignęła mi twoja nazwa i posta­no­wi­łem wresz­cie spraw­dzić. Muszę przy­znać, że dobrze pra­wisz. Będę zaglądał 😉

    • Dzięki za dobre słowo. Ostat­nio blog się tro­chę zaku­rzył i całą uwagę poświę­ca­łem wpi­som fejs­bu­ko­wym, ale pla­nuję reaktywację.

      • To tak jak mój. Stoi i czeka aż się zli­tuję i coś napi­szę. Niech czeka 😉